Milioner, o którym nikt nie nakręci filmu

(Okazało się, że około 75%-80% majątku Ivanova pochodzi ze spadku po jego rodzicach a nie jest wynikiem skrupulatnego oszczędzania i inwestowania. Ivanov wprowadził w błąd dziennikarzy – być może z powodu chęci zdobycia popularności i rozreklamowania swojej strony internetowej. Indywidualną historię Ivanova należy więc kompletnie zignorować. Przykro mi, że czytelnicy stracili czas na jej czytanie.

Nie jest to jednak powód do zmiany opinii o przydatności regularnego, systematycznego oszczędzania, wykorzystywania uprzywilejowanych podatkowo form inwestowania, wybierania niskokosztowych instrumentów inwestycyjnych czy uproszczenia procesu oszczędzania i inwestowania. W przypadku większości ludzi te działania nie zapewnią statusu milionera przed “trzydziestką” ale z całą pewnością zwiększą stabilność finansową i bezpieczeństwo finansowe na emeryturze).

Poniżej znajduje się oryginalny tekst artykułu:

Zwolennicy prognozowania rynkowej koniunktury na podstawie sentymentu pojedynczych artykułów w prasie biznesowej otrzymali za sprawą Yahoo Finance trudny orzech do zgryzienia. Portal finansowy opublikował tekst o 27-letnim milionerze, który przypisuje swoje bogactwo ciężkiej pracy, bardzo wysokiej stopie oszczędności i systematycznemu inwestowaniu odłożonych pieniędzy.

Anton Ivanov przybył do USA z Rosji wraz z rodzicami w 2002 roku. W wieku 16 lat, jeszcze w szkole średniej, otworzył bankowy rachunek oszczędnościowy, na który wpłacał całość dochodów z pracy w barze z kanapkami (zapewne za minimalne wynagrodzenie). W wieku 18 lat otworzył indywidualny rachunek emerytalny (tzw. Roth IRA przypominający polskie IKE i IKZE). Ze względu na wysokie koszty i niechęć do finansowania edukacji kredytem nie zdecydował się na studia. Po kilku latach pracy zaciągnął się do Amerykańskiej Marynarki – skusiły go relatywnie wysokie zarobki (zwłaszcza po uwzględnieniu całego pakietu) i możliwość nieodpłatnego zdobycia wyższego wykształcenia.

Ivanov bardzo szybko zaczął wykorzystywać limity wpłat w ramach Roth IRA dlatego otworzył też zwykły rachunek maklerski. Ivanov nie został jednak inwestycyjnym guru. Uznał, że samodzielne wybieranie spółek do portfela w jego przypadku nie ma sensu. Zdecydował się inwestować przez nisko-kosztowe fundusze inwestycyjne i zdywersyfikował swój portfel pomiędzy kilka klas aktywów (akcje amerykańskie, duże spółki, średnie spółki, małe spółki, akcje rynków wschodzących, surowce i obligacje), które corocznie rebalansuje. W latach 2008-2009 Ivanov przetrwał swoją pierwszą bessę na rynku akcyjnym – nie wycofał pieniędzy z rynku.

W wieku 22 lat, w 2009 roku Ivanov kupił pierwszą nieruchomość, którą przeznaczył pod wynajem. W tej chwili posiada trzy nieruchomości, z których dwie wynajmuje. Wydaje się, że Ivanov jest pod dużym wpływem klasycznych poradników finansowych, które kładą nacisk na pasywne źródła dochodów a w konsekwencji na inwestycje na rynku nieruchomości. Przed osiągnięciem “czterdziestki” Ivanov planuje posiadać 10 nieruchomości w celach inwestycyjnych.

Łatwo się domyśleć, że kluczem do finansowego sukcesu Ivanova była wysoka stopa oszczędności. Ivanov zdołał odkładać 60% swoich dochodów w czasie służby w Amerykańskiej Marynarce. Obecnie przeznacza na oszczędności około 50% ze swoich rocznych dochodów na poziomie 100 000 USD (z pominięciem dodatkowych 24 000 USD z wynajmu nieruchomości). Ivanov oszczędza według prostych zasad – najpierw wykorzystuje limity w uprzywilejowanych podatkowo programach emerytalnych a pozostałe pieniądze równo rozdziela pomiędzy rynek finansowy i fundusz rynku nieruchomości. Stara się także zautomatyzować proces oszczędzania by zminimalizować ewentualne pokusy konsumpcyjne.

Zdecydowałem się przybliżyć czytelnikom Blogów Bossy przykład Ivanova ponieważ ilustruje on równie przydatną co niepopularną regułą – dla większości ludzi najprostszym sposobem zwiększenia finansowego bezpieczeństwa i stabilności jest zwiększenie stopy oszczędności. Niedawno zwrócił na nią uwagę Timothy Lee na portalu Vox, który zaproponował interesujący eksperyment myślowy, które może skłonić do zwiększenia stopy oszczędności. Lee zasugerował przejrzenie danych statystycznych o rozkładzie dochodów w społeczeństwie i sprawdzenie gdzie w tej klasyfikacji się znajdujemy. Zapewne okaże się, że duża część z nas znajduje się w górnej połówce tego zestawienia, być może w najwyższych 20%, może 10%, może 5%. Najprawdopodobniej, w społeczeństwie jest całkiem sporo ludzi, którzy utrzymują się mając do dyspozycji istotnie mniej dochodów niż my. Pokazują oni, że najprawdopodobniej jesteśmy w stanie oszczędzać więcej pieniędzy niż oszczędzamy.

Niestety, idea, że dla wielu ludzi kluczem do finansowego dobrobytu jest zwiększenie stopy oszczędności, a więc ograniczenie konsumpcji, nie ma potężnego potencjału medialnego i marketingowego. Ta idea nie wypełni sali kongresowej równie łatwo co oszust finansowy, który zagrabił pieniądze tysięcy ludzi i sporą ich część wydał na narkotyki i prostytutki.

Wysoka stopa oszczędności to nie jedyna rzecz, na którą inwestorzy mogą zwrócić uwagę w przykładzie Ivanova. Inspirującym pomysłem może być dążenie do wykorzystania podatkowych korzyści związanymi z emerytalnymi programami oszczędnościowymi oraz zwracanie uwagi na koszty inwestycji w przypadku portfela akcyjnego. Godne uwagi mogą być także dążenia do uproszczenia procesu oszczędzania i inwestowania oraz dbałość o systematyczny charakter oszczędzania. Można odnieść wrażenie, że w postawie Ivanova widać chęć zerwania wszystkich nisko wiszących owoców w procesie inwestowania.

Po zapoznaniu się z historią Ivanova nasunęły się mi dwie wątpliwości. Pierwszą mógłbym zawrzeć w pytaniu: czy gdyby Ivanov był trzy lata starszy i swoją pierwszą inwestycję na kalifornijskim rynku nieruchomości przeprowadził nie w 2009 roku lecz w 2006 roku to czytalibyśmy dziś o jego filozofii inwestowania? Druga wątpliwość dotyczy awersji do ryzyka. Ivanov deklaruje, że nie obawia się podejmować “mądrego ryzyka”. Jeśli widzisz okazję i myślisz, że jest to dobra okazja to powinieneś z niej skorzystać pamiętając, że możesz się mylić i zdając sobie sprawę z konsekwencji pomyłki – powiedział w wywiadzie dla Yahoo Finance. Myślę jednak, że wielu czytelników oceni postawę Ivanova jako konserwatywną, nacechowaną dużą awersją do ryzyka. Jim Chanos w rozmowie z Barrym Ritholtzem, o której wspominałem kilka tygodni temu, podkreślił, że młodość to najlepszy w życiu okres na podejmowanie większego ryzyka inwestycyjnego czy biznesowego. Po pierwsze, z reguły jest to okres, w którym ludzie nie mają jeszcze zobowiązań rodzinnych wobec partnerów, dzieci lub sędziwych rodziców. Po drugie, jest to okres, w którym nawet w przypadku niepowodzenia pozostaje dużo czasu by zacząć wszystko od nowa. Myślę, że poszczególni ludzie powinni się zastanowić czy ich profil emocjonalny predysponuje ich do wykorzystania filozofii życiowej Ivanova czy Chanosa.

[Głosów:100    Średnia:4.1/5]

27 Komentarzy

  1. july04

    Miałem podobnie- oszczędzałem, oszczędzałem, ale ostatecznie i tak wszystko uleciało po zwolnieniach itp. 🙂
    Często trzeba mieć zwykłego farta, jak np. w powyższym przykładzie trafić z inwestycjami na czas po kryzysie 🙂

  2. xxx

    no fajny tekst..ale czagos brak:)..jak takie masowe zachowania w skali mikro prowadzą do nierównowagi w skali makro no i kryzysów:) Keynes się w grobie przewraca:) Krugman et consortes takoż:)

  3. jurek

    Wyjaśnienie jest diametralnie inne. Po prostu “milioner” nie jest osobą bogatą. Milioner to klasa średnia. Po co kręcić film o typowym przedstawicielu klasy średniej? Nic ciekawego.
    “Milioner” był bogaty w latach 20 XX wieku. Milion dolarów w 1925 to 13 milionów dziś.

  4. pak

    W sumie ten Ivanov to szczęściarz – niekoniecznie mam tutaj na myśli, że w coś tam się wstrzelił po drodze (mysle ze jakby się mniej wstrzelil to też by sobie świetnie poradził) – tylko, że jest tak skonstruowany / wyposażony / doświadczony / etc – że skupia się na pragmatycznych skutecznych, często nudnych, rozwiązaniach (zrywa nisko wiszące owoce)i odpuszcza sobie to co gdzieś tam błyszczy niepewnie i z daleka.

    1. trystero (Post autora)

      @ pak

      Masz sporo racji w tym sensie, że większości ludzi życie przy 50% stopie oszczędności sprawiałoby sporo problemów emocjonalnych (przynajmniej na poziomie dochodów Ivanova)

      @ jurek

      Nie do końca. Przynajmniej w 2007 roku milion majątku netto dawał w USA miejsce w najbogatszym 10%. Tak więc to jest trochę więcej niż klasa średnia choć masz rację, że nie jest to jakiś spektakularny poziom bogactwa.

      @ xxx

      Nie wydaje się mi prawdopodobne by sporo ludzi drastycznie zwiększyło stopę oszczędności w najbliższym czasie 🙂

      @ july04

      Zgadzam się, że sytuacja rynkowa się korzystnie dla Ivanova ułożyła ale mam wrażenie, że poradziłby sobie dobrze nawet przy mniej szczęśliwym timingu (w końcu przetrwał bessę na rynku akcji).

  5. mirek

    Tutaj nie żadne inwestycje są kluczem do sukcesu tylko trafne decyzje życiowe. Zamiast płatne (na kredyt) studia służba (dobra praca) w marynarce i wykształcenie przy okazji, choć nigdzie nie ma lekko.

  6. _dorota

    Pięknie, tylko, że recepta na taki sukces jest (nawet w Stanach) niedostępna powszechnie. Stąd nie ma sensu propagować takiego modelu, bo i tak niewielu z niego może skorzystać. A jeszcze mniej chce skorzystać.

    Facet złapał fuchę: 1.Dobrze płatną (100tys. rocznie to jest chyba grubo powyżej średniej). 2.W okolicach dwudziestki (raczej się nie zdarza taka płaca w tym wieku). 3.Dostępną bez wyższego wykształcenia. 4.Z bonusem darmowych studiów.

    Ale za to 5.Wymagającą żelaznego zdrowia i 6.Takiegoż samozaparcia.
    W sam raz coś dla imigranta z Rosji.

    1. trystero (Post autora)

      @ dorota

      Hm, nie mam pojęcia ile się zarabia w US Navy ale na pewno mniej niż 100K. Te 100K to Ivanov zarabia teraz.

      Nikogo też nie namawiam do kopiowania życia Ivanova lecz do rozważenia niektórych jego pomysłów. Wysoka stopa oszczędności, automatyzacja oszczędzania, korzystanie z przywilejów podatkowych, dbałość o niskie koszty inwestowania – to mogą być całkiem sensowne pomysły.

  7. jurek

    @Trystero – klasa średnia nie ma związku ze średnim majątkiem bądź zarobkami w danym społeczeństwie. Jest ‘średnia’ bo jest między niższą a wyższą.
    Do klasy wyższej na pewno nie należy, bo ta ma prostą definicję – ludzie, którzy mogą do śmierci żyć na normalnym poziomie z pasywnych zysków z kapitału. Przy realnym oprocentowaniu obligacji i lokat na poziomie 1% do życia w usa potrzeba co najmniej 5 milionów.

  8. pit65

    ‚Milion dolarów w 1925 to 13 milionów dziś.”

    Kurczaki.
    A wg wyceny jaką stosowano /każdy w miarę rozgarnięty człowiek/ w 25r czyli 1 dolar w przybliżeniu 1/20 uncji złota to 55 mln dziś wg jego wyceny na dzień dzisiejszy wcale nie najwyższej.
    Pytanie : gdzie sie podziała róznica?

    To jest to co stracił każdy /i traci nadal/ z tytułu tylko partycypacji w banknotowej obietnicy bycia zdrową walutą.

    To jest poważny aspekt dzisiejszego oszczędznia i nie mówię o inwestycjach w stylu pogoni za stopą zwrotu w obligacjach czy akcjach.

    Innymi słowy można zaryzykowac stwierdzenie , że przeciętnemu człowiekowi w latach 20 ubiegłego wieku ulokowanie 1 dolara w obligacje na 5% rocznie dało 55/13 wiekszy zysk w sensie wartości z tytułu utrzymywania oszczędności parytecie niż dzisiejszemu światłemu obywatelowi co mu mechanika kwantowa nie obca w obietnicy zagwarantowanej banknotem.
    By wyrównac tę różnicę w bogactwie musiałby dostawać 20% tylko kto mu da jak raczej patrzy zabrać.

    MNiej wiecej to próbują uświadomić ludzie ze skansenu przedwojennego imieniem „goldbug” , że niewspółmierna cześc zysków nawet jeżeli stopy zwrotu są potęzne i tak zostaje konsumowana przez nierealne obietnice i nie ma przed tym ucieczki.

    MOże dlatego złoto jest tak dumpowane na rynku wg opinii niektórych bo pokazuje skalę oszustwa, bo punktu doniesienia historycznego juz nie da sie zatrzeć, pozostaje go ośmieszyć.

    1. trystero (Post autora)

      @ pit65

      Naprawdę uważasz, że każdy w miarę rozgarnięty człowiek mierzy wartość swoich inwestycji/oszczędności ceną złota?

      Przy okazji: myślę że, że inwestycja w amerykańskie obligacje w 1925 roku (nie wspiminając o rynku akcyjnym) przyniosła wyższe stopy zwrotu niż inwestycja w złoto.

      @ jurek

      Zgodnie z definicją klasy wyższej, którą podałeś, Ivanov rzeczywiście się do niej nie kwalifikuje.

  9. pit65

    @trystero

    “myślę że, że inwestycja w amerykańskie obligacje w 1925 roku (nie wspominając o rynku akcyjnym) przyniosła wyższe stopy zwrotu niż inwestycja w złoto.”

    I tak trzymac .
    Tylko to nie było tematem o którym pisałem , ale bardzo blisko związanym z sednem oszczędzania 🙂

  10. Niezależny Doradca

    @pit65
    http://www.contrarianprofits.com/wp-content/uploads/2014/01/20140117_SP500Index.jpg

    Tyle w kwestii zainwestowania w 1925r. w złoto. 55mln $ z 1mln jest marnym osiągnięciem przy z grubsza ok. 1mld 420mln $ z inwestycji w S&P500 i reinwestowaniu dywidend.
    Spekulowanie i sny o wielkich zyskach przesłaniają Wam proste fakty.
    1. Bohater artykułu osiągnął sukces, bo nie prognozował, kiedy będzie szczyt hossy, a kiedy dołek bessy, tylko skupował dobre firmy po okazyjnych cenach.
    2. Ograniczał koszty (fundusz inwestycyjny to -4% rocznie!) oraz wykorzystywał ulgi podatkowe.
    3. Inwestował w dywidendy (pośrednio poprzez fundusze niskokosztowe, czyli zwykle indeksowe).
    http://bossa.pl/edukacja/rynek/instrumenty/ETF/

    Jak ktoś nie ma jeszcze IKE, to polecam szybko założyć i do końca roku wykorzystać limit wpłat. Jak ktoś ma dużo więcej niż 20-30tys.zł oszczędności, to reszta na IKZE, a nadwyżki na zwykłe konto maklerskie, tak jak Anton Ivanov.
    Główna korzyść jest taka, że na IKE dostajesz dywidendę nie pomniejszoną o 19%, a od zysków po zaksięgowaniu nie płacisz podatku, więc reinwestujesz większe kwoty. I tak się składa, że się procent coraz szybciej składa 🙂
    Super artykuł. Może więcej ludzi otworzy oczy, że są skubani na kosztach.

    O 10letnim “suwaku”, o tym jak społeczeństwo jest dymane oraz możliwych rozwiązaniach poczytacie tu (polecam czytać posty od pierwszego, bo autorem jest osoba wysoce kompetentna):
    http://www.goldenline.pl/grupy/Gielda_i_inwestycje/gielda/gielda-zagrozeniem-sama-dla-siebie,3492687/s/1#57080941

    Rozwinięcie tematu jest tutaj:
    http://www.goldenline.pl/grupy/Gielda_i_inwestycje/fundusze-inwestycyjne/dlugoterminowa-inwestycja,90332/s/1#57067693

    A grafika pochodzi z tego wpisu:
    http://www.goldenline.pl/grupy/Gielda_i_inwestycje/prywatna-renta-emerytura/ofe-zus-reforma-czy-atak-na-prywatne-pieniadze,2160124/s/1#57074275

    Najlepszą ochroną przed inflacją są akcje!
    Jej niski poziom jest naturalną rzeczą, bo każdy chce zarobić trochę więcej, więc ceny usług i towarów będą piąć się do góry w funkcji czasu zawsze. Jak to wtedy działa na akcje firm i ich zyski? Przede wszystkim dobre przedsiębiorstwa inflację ZAWSZE wliczą do końcowej ceny produktu, bo inaczej zbankrutują przy wzrastającej regularnie (w długim okresie) wycenie innych usług i towarów, więc nominalnie będą zarabiać coraz więcej wraz ze wzrostem inflacji. Nie ma innego wyjścia i można być pewnym, że jeśli firma przetrwa cykliczny kryzys, to ochroni zainwestowany w nią kapitał przed inflacją dużo lepiej niż złoto.

    ps. strasznie już późno i mam nadzieję, że niczego nie pokręciłem 🙂

  11. mall

    Czy aby Iwanow nie miał pola do oszczędzania głównie dlatego, że miał mniejsze wydatki?
    – praca w barze z kanapkami: dochód przy zapewne zerowych wydatkach (mieszkał z rodzicami);
    – praca w Navy: nie wiem jak to wygląda w USA, ale strzelam w ciemno, że takie kluczowe wydatki jak miejsce do mieszkania oraz wyżywienie miał zapewnione. Kilka lat oszczędzania przy minimalnych wydatkach to jak kilkanaście lat oszczędzania przy przeciętnych i nagle historia przestaje być historią.

  12. pit65

    @Niezależny

    Żle mnie zrozumiałeś.
    NIe dotykałem inwestycji w złoto.Dotyczyło czego innego.
    Poza tym wszystko OK.

    @mall

    Od oszczędności wynikających z braku wydatków nie ma podatku.
    Jeżeli ograniczysz zracjonalizujesz wydatki o 20% to zarobisz rocznie więcej niż na inwestycji dającej 20% .

  13. Niezależny Doradca

    Gdyby komuś wyliczenie nie pasowało, to poniżej inna grafika. Poziom startowy podobny, jak w roku 1925. Po wyniku widać, że dobrze odczytałem na oko z wczorajszego (wziąłem do obliczeń wartość 7000).
    http://www.advisorperspectives.com/newsletters11/images/12-2-fig1.gif

    Macie nadzieję, że ktoś zrobi film o tym, że pieniądze leżą na ulicy, a branża finansowa oraz okołorynkowa namawiają Was do aktywnego handlu i płacenia prowizji. Wy macie tworzyć płynność, a zarabiają ludzie pokroju Buffetta. Kto tego nie dopuszcza do wyobraźni, będzie pracował do emerytury 🙂

    I jeszcze ładne zestawienie, gdzie czerwona linia pokazuje skorygowany o inflację realny wzrost indeksu:
    http://static.cdn-seekingalpha.com/uploads/2012/6/26/1112099-1340735285953366-Ploutos.png

    Owocnych przemyśleń

  14. ekonom polityczny

    @ Niezależny
    “Macie nadzieję, że ktoś zrobi film o tym, że pieniądze leżą na ulicy, a branża finansowa oraz okołorynkowa namawiają Was do aktywnego handlu i płacenia prowizji. Wy macie tworzyć płynność, a zarabiają ludzie pokroju Buffetta. Kto tego nie dopuszcza do wyobraźni, będzie pracował do emerytury”

    Cóż mogę na takie dictum powiedzieć? Przypomnieć statystykę KNF, że bodaj 81% ludności traci na Forex. Nieśmiało zauważę Doradco, że oznacza to zarazem, że ok 19% ZARABIA na Forexie, dość podobnie jest na innych rynkach.
    Na Twoim miejscu byłbym więc ciut ostrożniejszy z wrzucaniem wszystkich do jednego worka i traktowaniem jak mięsa armatniego dla Wielkich, bo w Internecie tak do końca nie wiesz, z kim masz do czynienia, a podejrzenia nie są równe pewności….

  15. PropositionJoe

    @ xxx:
    Jezeli teoria guru opiera sie na tym, ze ludzie nie uzywaja zdrowego rozsadku, a jak tylko zaczna, to caly system finansowy oparty na tej teorii zaczyna sie sypac, to byc moze czas sie zastanowic, czy ten guru rzeczywiscie mial racje?

  16. Jack

    @ ekonom polityczny

    “Nieśmiało zauważę Doradco, że oznacza to zarazem, że ok 19% ZARABIA na Forexie, dość podobnie jest na innych rynkach.”

    Mnie zawsze interesowało czy te niecałe 20% zarabiających co roku na forex to ta sama grupa co w latach ubiegłych, czy też mamy tu do czynienia ze zmianą jej składu osobowego i zwykłym łutem szczęścia. I jaką część tej grupy stanowią pracownicy instytucji finansowych korzystający ze swojej uprzywilejowanej pozycji i dostępu do informacji?

  17. Niezależny Doradca

    @ekonom polityczny
    Słucham? Nie wierzę w to, co czytam :O
    Co ma Forex do tego i statystyki KNF?
    Rozumiem, że razem ze mną jesteś w tych 19%?
    Nie jestem specem od krótkiego termin, więc kontrakty z depozytem 1% na indeksy otwieram minimum na średni termin. W porównaniu do indeksów giełdowych na walutach jest w średnim terminie mała zmienność i tutaj tylko wyśmienici spekulanci mają szansę.
    Ci sami spekulanci nie dostrzegają potencjału gry na indeksach z depozytem 1% z horyzontem minimum kilku miesięcy. Rzadko otwieram pozycje, ale jak trafię, to 1000zł można przemnożyc razy 500, a nawet 1000.

    Powodzenia w Twej grze

  18. GZalewski

    @ bez kozery
    powiem pińcet

    “Rzadko otwieram pozycje, ale jak trafię, to 1000zł można przemnożyc razy 500, a nawet 1000.”

    Mam propozycje. Nie ograniczaj się do 1000 zł.
    Włóż od razu 100 000, 100 banieczek leży na chodniku.
    Jeszcze jeden strzał i możesz spłacić dług Polski – i jeszcze Ci zostanie dużo

  19. E.W.(blofi.pl)

    Ja z partnerką po 3,5 roku oszczędzania kupiłem za gotówkę kawalerkę w Warszawie. Nie chwalę się, chcę tylko pokazać, że wysoka stopa oszczędności ma sens nawet w Polsce.

    Szczegóły: http://www.blofi.pl/2014/07/jak-uzbieralismy-pieniadze-na-mieszkanie.html

  20. Niezależny Doradca

    @GZalewski:
    Nie mogę wyłożyć więcej, bo ryzykuję stratę nawet 50-70% na początku.
    Rozpoczynam wchodzenie od 300zł i dokładam wraz z ruchem w górę np. po 0,5% kolejne 300-400zł, po kolejnym 0,5% za 500-700 itd. W trakcie pierwszych 7% ruchu udało mi się raz zbudować pozycję za 6krotność kwoty początkowej, która była warta jej 20krotność. Gdybym nie zwątpił, to bym po 10% ruchu miał otwartą pozycję za 20krotność i czekał na dalszy wzrost, który po roku okazał się znaczny.
    Kolejne 20% wzrostu już bez powiększania pozycji oznaczałoby, że wartość pozycji wyniosłaby 400krotność kwoty początkowej.

    Polecam przemyśleć raz jeszcze. Mając 10tys. zł nie otworzę za wszystko pozycji, tylko zacznę ją budować ostrożniej i zaledwie od kwoty 1000-2000zł na początek (nie mogę być załadowany po 2% za 60-70% bieżącej wartości środków). To działa świetnie dla małych kwot.

    Oczywiście to działa raczej przy grze na wzrost. Na spadkach ciężko o spokojne ruchy i dogodne warunki do kumulowania pozycji z naliczanych na bieżąco zysków.

  21. lesserwisser

    Jak widzę bez kozyra się nie da zarobić, bo jakieś atuty trzeba w końcu mieć, albo w kieszeni, albo w głowie, albo w rękawie albo w talii. 🙂

  22. TVdinner

    @ Lesserwisser

    Bez Kozery da się zarobić (przynajmniej bez A.K.). Od 2010 roku wszyscy to chcąc nie chcąc robimy:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Kozera

  23. stock

    Cała historia okazała się oszustwem:

    http://finance.yahoo.com/news/anton-ivanov-millionaire-story-truth-210757837.html

    1. trystero (Post autora)

      @ stock

      Właśnie gigantycznie wzrosły szanse na to, że ktoś o Ivanovie film nakręci 🙂

      Wielkie dzięki za informacje.

      Naturalnie, wprowadziłem poprawki do tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *