Moja własna obserwacja giełdowa: „Po podejściu do strat poznasz klasę inwestora czy tradera”.

Jeden z Czytelników podesłał mi dodatek do poważnego dziennika zatytułowany „Profesjonalny Inwestor”, w którym 2 szpalty zajęły dobre rady kilku osób z branży, zamieszczone pod wspólnym tytułem „10 zasad inwestowania, czyli co każdy gracz wiedzieć powinien”. Tekst jest niestety niedostępny za darmo, poza wprowadzeniem:

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/747719,10-zasad-inwestowania-czyli-co-kazdy-gracz-wiedziec-powinien.html

Nie, nie będą namawiał do wysyłania smsów by go przeczytać koniecznie w całości, ani podpinał by nie gwałcić praw własności. Nie jest specjalnie odkrywczy, generalnie wyrobiony w praktyce inwestor/trader (czyli w większości target naszych blogów) raczej zanudzi się czytając ogólniki o dywersyfikacji, podstawowych błędach czy kontroli ryzyka. Biorę go natomiast tutaj na warsztat i zacytuję kilka wyimków głównie dlatego by pokazać pewne zjawiska, które mnie zafrapowały.

Na początek żart sytuacyjny, które wyszedł w tekście prawdopodobnie nie zamierzenie.

Jeden z forexowych analityków pisze tam na marginesie tekstu:

„Nie będę może oryginalny, ale też przytoczę radę Warrena Buffetta: „Zasada nr 1: Nigdy nie trać pieniędzy. Zasada nr 2: Nigdy nie zapominaj o zasadzie nr 1”. Od tego powinna zaczynać się rynkowa edukacja”.

A dosłownie tuż obok widnieje druga z 10 porad w artykule zasadniczym, która brzmi: „Z góry ustal, ile możesz stracić”.

Ach, czyżby nie spisał nam się Buffett ze swoją poradą? Tym bardziej, że kilka akapitów dalej czytamy, że „strzelił sobie samobója, kupując akcje paliwowego koncernu Conoco-Phillips” oraz „Kolejny błąd Warrena Buffetta z tamtych czasów to zakup akcji dwóch irlandzkich banków za 244 mln dolarów. Berkshire było zmuszone odpisać aż 89% kwoty inwestycji”.

Jeśli ktoś poczuł się przy tej krótkiej lekturze zagubiony to chyba nieco zasadnie. Jak bowiem racjonalnie w takim razie do strat podchodzić?

Zacznijmy od Buffetta. Sławne z niego cytaty biorę na intuicję gdyż nie jestem ani fanem ani specjalistą od jego filozofii. W kontekście jego podejścia, dokonań i przekonań, radę „nigdy nie trać pieniędzy” pojmuję nieco metaforycznie i nie bezpośrednio, jako sugestię by maksymalizować do przesady uwagę poświęcaną ochronie kapitału. A także by zajmować się poważnym, długookresowym inwestowaniem a nie spekulacją, która prowadzi prostą drogą do okresowych lub permanentnych, ale realnych a nie jedynie papierowych strat w kapitale. Nie sposób jednak jego cytatu traktować dosłownie, to oczywiste bowiem, że nawet pasywny obrót akcjami nieuchronnie prowadzi czasem do strat. A zresztą każdy przychodzący na giełdę nie planuje żadnych strat, więc oczywistych porad tego typu nie potrzebuje. Szkoda, że analityk polecający ów cytat nie podaje swojej interpretacji; słowa, że od nich powinna się rozpocząć edukacja kogoś niedoświadczonego to niewiele wart banał.

A teraz spójrzmy jak wygląda sprawa strat w realnym świecie.

Inwestowanie wymaga zupełnie innego podejścia mentalnego (ang. mindset) niż spekulacja, na wielu poziomach. Na poziomie strat właśnie w skrócie wygląda to mniej więcej i w dużym skrócie tak oto:

Inwestowanie

Długi okres ciągłego zaangażowania powoduje, że akcje przechodzą spore wahania cenowe, a więc podczas bess czy korekt okresowe straty (papierowe jedynie) potrafią głęboko zanurzyć się po mrocznej stronie. Do tego dochodzą jednak sporadyczne inwestycje zakończone pod kreską, wymuszające realne (zrealizowane) straty związane z:

– bankructwem, wycofaniem czy przejęciem spółek,

– inwestycjami nietrafionymi gdy kupiona spółka nie rokuje w ocenie inwestora w najbliższej przyszłości wzrostów (na podstawie A.T, A.F. czy dowolnej innej analizy).

Trading/spekulacja

Krótki i średni okres zaangażowania wymusza aktywne podejście, korzystanie z fal cenowych każdego rzędu i unikanie korekt/bess, czego nieodłącznym składnikiem są niemal w całości realne, zrealizowane straty. Wymaga to mentalnego i praktycznego zaakceptowania wielokrotnych i dość częstych ucieczek z pozycji zanurzonych po negatywnej stronie rynku oraz zupełnie innych metod zarządzania ryzykiem, w tym operowania stopami obronnymi. Do tego dochodzą oczywiście straty wymuszone przez inwestycje nietrafione (bankructwa itd.).

***

Spójrzmy przez ów pryzmat na aktywność Buffetta. Ten, który deklaruje zakupy „na wieczność” wielokrotnie wchodził na minę, błędnie podejmując decyzje o zakupie. Spółki owe wkrótce traciły bowiem swoją biznesową przewagę lub nietrafione okazały się przewidywania okoliczności ich nabycia (np. przy Conoco – spadek cen ropy). Buffett zachował się w tych sytuacjach jak rasowy rzec by można trader: bez skrupułów ucinał niemałe nominalnie straty, wywalając skażone akcje z portfela. Chapeau bas! Te spółki pewnie po latach i po czasowych obsunięciach wróciłyby może do zysków, Buffett mógłby sobie pozwolić na ich sponsorowanie. Ale jednak po dżentelmeńsku i z klasą zwalnia te środki, czasem nawet tylko po to by wróciły do pogotowia kasowego, wszystko by nie pochłaniać energii i czasu. Ilu z inwestorów stać na taki krok?

Przy okazji – „nie trać” ma swój kontekst w zakresie dywersyfikacji, którego to słowa zresztą Buffett sam nie znosi. W portfelu zawierającym kilka spółek, w tym solidnie zyskujących, ucięcie czasem drobnych strat nie robi większego spustoszenia. “Nie trać” oznacza więc kompleksowo cały kapitał a nie pojedyncze transakcje; przegrane bitwy, ale wygraną wojnę.

Paradoks jaki czasem daje się zauważyć to przeciwne podejście wielu traderów. Ich klęski spowodowane są bardzo często właśnie tym, że mentalnie nie są przygotowani do ucinania strat. Niczym rasowi inwestorzy hodują owe straty, które dawno już powinien skasować stop-loss. To dlatego anegdota mówi o przymusowych, długoterminowych inwestorach, którym nie wyszła spekulacja. Cóż, właśnie spekulacyjnego podejścia mentalnego mogą uczyć się od Buffetta.

Inwestorzy, którzy nie są gotowi na jakiekolwiek małe czy duże, wymuszone straty, mają na szczęście doskonałe wyjście awaryjne. Nazywa się ono „indeksowaniem”. Zakup pasywny szerokiego rynku w postaci np. ETFa pozwala nie przejmować się kondycją potencjalnych bankrutów czy hamletyzowaniem co do trafności pojedynczych wyborów. A co mogą w tym zakresie traderzy? Niewiele już w spekulacji, jedynie przejść do aktywnego inwestowania indeksowego za pomocą rebalancingu, taktycznej alokacji i uśredniania metodami DCA (Dollar Cost Averaging).

—kat—

[Głosów:28    Średnia:2.9/5]

7 Komentarzy

  1. Klondike

    Ja już się kiedyś spotkałem z tą zasadą “nigdy nie trać pieniędzy” i też nie bardzo wiedziałem o co tu chodzi. Czy tu chodzi o to, że nie mogę postawić sl bo przecież nie mogę stracić więc poczekam aż kurs odwróci? Czy to po prostu niewiele warty truizm w stylu że trzeba mieć strategię zarabiającą a nie tracącą lub coś podobnego czy po prostu zwykłe zaklinanie rzeczywistości.

    “„Po podejściu do strat poznasz klasę inwestora czy tradera”.
    Zgadzam się w pełni.

  2. GZalewski

    Z cytatami jest tak, że one “żyją” własnym życiem. Z moich doświadczeń (a od lat młodzieńczych prowadzę notesy z cytatami z różnych lektur, które sam przeczytałem) wynika, że zwłaszcza w internecie nabierają one charakteru głuchego telefonu – przepisujący nie zadają sobie trudu sprawdzenia źródła. Więc można napisać, że Buffett powiedział “Bądź mądry, gdy zaczynasz tracić pieniądze” i zaraz potem zacząć własną interpretację.

    Przy okazji głuchego telefonu cytatów:
    https://blogi.bossa.pl/2009/03/20/potega-marksa-czy-internetu/

    Przy okazji cytatów W.Buffetta.
    Zbliżony do tego który podałeś, z mojej prywatnej bazy:
    “Najlepszy sposób na zostanie bogatym, to nie tracić pieniędzy”

  3. darkh

    “If you need to use a computer or a calculator to make the calculation, you shouldn’t buy it.” – raz z sensem raz bez, albo za gleboko trzeba kopac 😉

  4. AlGebroid

    „nigdy nie trać pieniędzy” & „Z góry ustal, ile możesz stracić”

    trzeba rozumieć tak:

    „Nigdy nie trać więcej pieniędzy, niż to ustaliłeś z góry”

  5. valdi

    jak tam wasze curve-fit’y? wygrywają coś w tym roku??
    u mnie cieńko..możliwe ze ten rok bedzie rokiem tylko jednego ruchu:)
    kto przegapi zaliczy rok w plecy

  6. Kornik

    @AlGebroid

    Dokładnie. Ja traktuję ryzyko jako koszt prawa do udziału w zyskach z przedsięwzięcia, które moim zdaniem ma dobre perspektywy.

    Więc jeśli po zajęciu pozycji kurs zaczyna poruszać się przeciwko mnie i pokonuje ustaloną linię obrony, to natychmiast odpalam zlecenie obronne, bo gdybym tego nie zrobił, to taka inwestycja mogłaby zacząć generować dodatkowe coraz większe koszty.

    Tylko frajer dokłada do takiego biznesu, który – co pokazuje rynek – nie ma żadnych perspektyw (aktualnie). I to, jak sądze, ma na myśli Buffett.

    ***

    @valdi

    Moja łajba nabiera wody. To są przykre konsekwencje specyficznej odmiany frajerstwa, która występuje tylko na giełdzie i polega na tym, że gracz usiłuje zarabiać na rynku, “na którym nawet skunks nie byłby w stanie śmierdzieć”. 🙂

  7. AlGebroid

    >gracz usiłuje zarabiać na rynku, „na którym nawet skunks nie byłby w
    >stanie śmierdzieć”

    No pięknie powiedziane. Jak to by określił generał Zambik:

    ,,Trafiliście w sedno tarczy”!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *