W jednej poprzednich notek na blogu miałem przyjemność odnotować powrót Grecji na międzynarodowe rynki. W komentarzach pojawiły się głosy, które zbiorczo nazwałbym sceptycznymi i znacząco kontrastujące z pytaniem o zbiorowy stan umysłów w pokryzysowej rzeczywistości. Nie mogę zatem odmówić sobie nowego tekstu, w którym odnotujemy kolejny dowód zmiany.

W środę, kilkanaście dni po zbankrutowanej Grecji, na rynek długu powróciła Portugalia, która w zapomnianym już skrócie PIIGS odpowiadała za literkę P. Wczoraj rząd w Lizbonie ulokował na rynku papiery za 750 mln euro z rentownością mniejszą od 3,6 procent przy popycie znacząco większym od oferty. Oczywiście na rynku znów podniosły się głosy, iż popyt nie ma związku z kondycją gospodarki i to wszystko nic więcej niż gra funduszy, które pozycjonują się na peryferyjnym długu pod europejską wersję luzowania ilościowego ze strony EBC. Jak zawsze na rynku, prawda leży gdzieś pośrodku, więc spór na tym polu warto zostawić zwolennikom posiadania racji.

Fakt, iż mamy do czynienia z pewnym trendem pozwala skupić się już na czymś zupełnie innym. Naprawdę godna odnotowania jest zmiana w języku polityków. W równym stopniu przedstawiciele rządu greckiego i portugalskiego powstrzymują się dziś o języka agresji wobec rynków, spekulacji i wrednych bankierów, którzy w najostrzejszej fazie kryzysu rzucili zadłużone po uszy państwa na kolana i domagali się premii adekwatnej do postrzeganego ryzyka. Dziś rynek i wycena długu stają się swoistym glejtem wiarygodności upokorzonych rządów a popyt od spekulantów nie jest grzeszny, jak grzeszny był, gdy wyceny były niższe a rentowności skrajnie wysokie. Gdzieś zniknął język walki z międzynarodową finansjerą, którego nie powstydziliby się najbardziej krewcy propagandziści.

Przyznam, że mam wyjątkowo wyostrzoną wrażliwość na to, co mówią politycy o spekulacji i rynkach a po dwóch dekadach śledzenia tego języka nie jestem w najmniejszym stopniu zaskoczony zmianą. Większość przedstawicieli rządu zachowuje się zwykle tak samo. Kiedy potrzebują zadłużyć kraj i uda się to zrobić niskim kosztem, to jest to ich sukces. Kiedy obniżą wiarygodność mierzoną rentownością ich długu, wyciągają działa, które historia finansowa zna od wieków. Wyjątkiem jest powstrzymywanie się od wątków antysemickich, które w kontekście bankierstwa doskonale opisała H. Arendt w książce „Korzenie totalitaryzmu”. Dlatego nie dziwmy się tej zmianie, w której tak znienawidzone rynki stają się dowodem szlachectwa. Za kilka lat znów staną się korzeniami całego zła a lud i jego przedstawiciele pozostaną na zawsze niewinni.

[Głosów:32    Średnia:3.6/5]

4 Komentarzy

  1. valdi

    nasz ryneczek na fw – początek roku 2417 , w tej chwili – 2425..
    trudno jest ugrac centa, jeśli nawet nie niemozliwe..

  2. Jack

    @ astanczak

    Tak a propos czy wielkość długu ma znaczenie?

    Grecja:
    2010 – zadłużenie ok. 120% PKB – rentowność obligacji w ok. 30%
    2014 – zadłużenie ok. 175% PKB – rentowność obligacji w ok. 4,75%

  3. astanczak (Post autora)

    @ Jack

    W notce o Grecji sygnalizowałem, że to troszkę pudrowany sukces i spodziewam się jednak kłopotów dla posiadających dług rządu w Atenach. Pewnie jakiś III bailout albo jakaś nowa restrukturyzacja starego długu i tak będzie miała miejsce.

  4. Jack

    @ astanczak

    “Pewnie jakiś III bailout albo jakaś nowa restrukturyzacja starego długu i tak będzie miała miejsce.”

    Mam zbliżony pogląd na tę kwestię. Ciekawe jest to, że już sama KE przyznaje, że obecna deflacja w Grecji przyczynia się do zwiększenia zadłużenia i to wbrew wcześniejszym założeniom. Problem w tym, że z podobną sytuacją mamy do czynienia we Włoszech i Hiszpanii, gdzie również można spodziewać się częściowej restrukturyzacji zadłużenia.

    http://www.ekathimerini.com/4dcgi/_w_articles_wsite1_1_25/04/2014_539216

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *