W ostatnim roku nie brakowało głosów, iż strefa euro daleka jest od zdrowia a deflacyjne obawy mają być potwierdzeniem, iż Europę czeka stracona dekada analogiczna do stagnacji, której po 1990 roku doświadczyła Japonia. W tle roiło się od spekulacji, iż peryferia strefy euro pozostały tykającą bombą, która w bliskiej przyszłości wybuchnie ze zdwojoną siłą. Ostatnie godziny przyniosły jednak wydarzenie, które jawi się jako najczarniejszy sen wszystkich pesymistów – powrót Grecji na międzynarodowe rynki.

Odnotujemy zatem, iż Grecja zaoferowała pięcioletnie papiery za sumę 3 mld euro, które ulokowano na rynku z rentownością niższą od 5 procent. Popyt był sześciokrotnie większy i nie będzie przesady w tezie, iż mamy do czynienia z wydarzeniem bardzo zaskakującym. Krótko po bankructwie kraj postrzegany jako oszust z niestabilną sceną polityczną i gospodarką daleką od ideału lokuje na rynku dług z rentownością zarezerwowaną dla znacznie stabilniejszych gospodarek i ze znacznie lepszymi perspektywami. Jestem przekonany, iż kilka osób może doznać drobnego szoku. Nie tak to miało wszak wyglądać.

Przyznam szczerze, iż mimo deklarowanego optymizmu i jednak dystansu do skrajnych scenariuszy w 2011 roku mówiłem publicznie, iż dla Grecji trzeba szukać scenariusza w Argentynie, która przez lata nie potrafi wrócić na międzynarodowe rynki. Minęło ledwie kilka lat i okazuje się, że rząd w Atenach staje do rynkowego testu i przeskakuje płotek z zapasem godnym znacznie wiarygodniejszych dłużników. Mimo wszystko ciągle uważam, że wierzycieli Grecji czekają w przyszłości niespodzianki i jakaś forma kłopotów. Możliwie jednak, iż wstrząsy będą mniejsze, przyszłe restrukturyzacje długu łagodniejsze i odbędą się już bez pistoletu w postaci rozlania się kryzysu na całą strefę euro.

Naprawdę jednak wydarzenie jest ciekawe również jako wskazówka pokryzysowego kaca, jakim żyje spora część obserwatorów życia gospodarczego. Cały czas czytamy o delewarowaniu konsumentów, wysokim bezrobociu, bańce spekulacyjnej na akcjach zasilonej tanim pieniądzem i masie innych zmiennych, które razem składają się w obraz gospodarki pogrążonej w pokryzysowym zamieszaniu. W tle pojawią się symptomy, które przeczą pesymizmowi, ale i tak nie dajemy im wiary widząc w tym krótką pamięć rynku. W istocie takiego argumentu już użyto wobec rynku, który dosłownie rzucił się na grecki dług – krótka pamięć.

Może zatem kolejny raz warto zadać pytanie, czy wszyscy, którzy doświadczyli zamieszania po 2008 roku, nie noszą w sobie symptomów opisanych w literaturze jako awersja do ryzyka wywołana negatywnymi doświadczeniami? The Economist – cytowaliśmy ten artykuł i przywołane badania w notce Korzenie pesymizmu – świetnie opisał problem tekstem Risk Off, w którym rysuje obraz ludzi podrapanych przez recesje. Odważę się na tezę, iż szok lub skromniej szum po powrocie Grecji na rynek długu z masową nadsubskrypcją jest tylko wskazówką, iż wielu z nas zostało mentalnie w świecie po 2008 roku, którego… już nie ma.

[Głosów:8    Średnia:4.5/5]

13 Komentarzy

  1. TraderBlog.pl

    To już któryś Twój wpis z cyklu permabears vs permabulls, czyli o tym, jak trauma roku 2008 namieszała ludziom w głowach i nie byli w stanie przestawić się na obowiązujące przez 5lat risk-on. I nie sposób się z tym nie zgodzić, świata po 2008 faktycznie już nie ma.

    Można jednak zapytać, czy nie jesteśmy znowu w 2006,2007? I nie pytam dlatego, że mentalnie jest w 2008 i wróżę krach; pytam dlatego, że Twój wpis jest dowodem, że wszystkie perma-niedźwiedzie wymarły i nie widać żadnych powodów do obaw – najpierw wyginęły misie na Wall Street, w 2013 odstrzelono miłośników złota/upadku dolara/hiperinflacji a teraz, jak piszesz, czarny sen eurosceptyków (pozdrawiam K. Rybińskiego!).
    W tej chwili wszystkie dramatyczne narracje a la 2008 typu rozpad Eurozony czy upadek dolara zostały wyrzucone do kosza, powróciła zaś koncepcja ‘buy the dip’ lansowana przez Cramero-podobnych ekspertów z CNBC.

  2. TraderBlog.pl

    A o tym jak daleko odeszliśy od ‘mentalności 2008’ świadczy np. taki kwiatek:
    http://www.pb.pl/3613444,12251,67-proc-prawdopodobienstwo-10-proc-korekty
    W skrócie: analityk Goldmana twierdzi, że prawdopodobieństwo 10% korekty w ciągu następnych 12 m-cy wynosi 67%. Precyzja z jaką to wyliczył bardzo mnie rozbawiła ale nie w tym rzecz.
    Jeszcze 2-3 lata temu obliczenia tego analityka wyglądałyby tak:

    Prawdopodobieństwo 30% korekty w ciągu następnych 2 m-cy wynosi 90%. Innymi słowy większość dzisiejszych komentarzy to ‘mentalność 2007’.

  3. astanczak (Post autora)

    Nie widzę jakiegoś hurraoptymizmu na rynku. Tak, jest dużo byków, ale czy świat roi się od wściekłych byków? Chyba jednak nie. Wielu mówi o korekcie. Cały czas pojawiają się nowe analogie mówiące, że za chwilę zawał, jak po odbiciu po Wielkim Kryzysie. Chiny mają się zawalić, Japonii znowu ma się nie udać. QE3 ma być głównym paliwem wzrostu. Europa ma mieć deflację a spadek z ostatnich dni to już ma być koniec rynku byka. Tego jest pełno.

  4. TraderBlog.pl

    Faktycznie, hurraoptymizmu nie ma (zwłaszcza na GPW), wściekłych byków też nie widać, nie ma żadnej ‘story’ jak w przypadku bańki internetowej ‘2000 i nieruchomościowej ‘2007. Powiedziałbym, że jesteśmy na etapie przejściowym – wymarły niedźwiedzie i zwolennicy rynkowej zagłady ale hurraoptymiści jeszcze się nie objawili.

    Choć na Wall Street trochę niektórym woda sodowa uderzyła – nie chodzi mi o skalę wzrostów ani brak korekty od dłuższego czasu, bo na tle historycznym, obecna zwyżka nie jest wyjątkowa. Mówię bardziej o podejściu ‘kupuj korekty’, które jest coraz bardziej popularne i wypiera niedźwiedzie pomruki o upadki Chin i Japonii. Każdy może mieć własne zdanie o wycenach Facebooka i podobnych, ale twierdzenie, że jest on okazją po $60 tylko dlatego, że miesiąc temu był po $72 to typowy absurd charakterystyczny dla przegrzanych rynków.

  5. astanczak (Post autora)

    Szczerze mówiąc ja nie rozumiem tego zaskoczenia uderzeniem podaży na Nasdaqu. Spółki biotechnologiczne – od nich się zaczęło – spadają od lutego i to mocno. To, co obserwujemy to kontynuacja a nie zaskoczenie. ETF XBI – mówi wszystko: http://finance.yahoo.com/q/bc?s=XBI+Basic+Chart&t=3m

  6. lesserwisser

    “Twój wpis jest dowodem, że wszystkie perma-niedźwiedzie wymarły i nie widać żadnych powodów do obaw – najpierw wyginęły misie na Wall Street, w 2013 odstrzelono miłośników złota/upadku dolara/hiperinflacji a teraz, jak piszesz, czarny sen eurosceptyków (pozdrawiam K. Rybińskiego!).”

    A może te misie wcale nie wymarły tylko zapadły w długi zimowy sen?
    A jak się im zapasy tłuszczyku wyczerpią to się przebudzą wygłodniałe z dużym apetytem na ryzyko!

  7. MZ

    tak, rzeczywiście jest wspaniale…. 😉

    wczoraj widziałem informację, kto kupił grecki dług: ponad 75% trafiło do hedge funds, 12% banki (w tym greckie tylko 4%!) po 2-4% kupiły fundusze emerytalne czy ubezpieczyciele. widać wyraźnie kto i jakie zaufanie ma do Grecji 😉 tylko ryzykanci, którzy tą inwestycję skalkulowali jeszcze pewnie przy założeniu, że EBC uruchomi jakieś QE…

    i Grecja nie jest tu żadnym fenomenem, to co się dziej na długu Włoch czy Hiszpanii, to taki sam absurd: rentowności tych obligacji zeszły już do 3,2 – 3,4%, to poziomy niewidziane od 8-10 lat czyli z czasów szczytu gospodarczej i giełdowej hossy. a jak zmieniły się fundamenty tych krajów w tym czasie? Włochy na przestrzeni ostatnich 10 lat nie zanotowały wzrostu gospodarczego, bezrobocie za to sięga rekordowych 13%, a dług publiczny wzrósł do 130%PKB. Hiszpania podobnie – wzrost PKB mizerny, dokładnej cyfry nie pamiętam, bezrobocie rzędu 26%, a dług publiczny eksplodował z 50 do 90% PKB. I coś jeszcze o strukturze posiadaczy tego długu: w Hiszpanii ponad90% jest w rękach krajowych instytucji finansowych, we Włoszech coś pomiędzy 70-80%. I w obu krajach udział ten rośnie, bo obcy kapitał się stamtąd wycofuje… to jest mocne uzasadnienie dla takich rentowności i zaufania??? Bzdura! Jedynym uzasadnieniem tego stanu rzeczy są QE, tym razem oczekiwanie na QE w wykonaniu EBC…

  8. astanczak (Post autora)

    @ MZ

    Argument typu ad absurdum, z którymi zwykle nie polemizuje, ale tym razem łatwo go zbić. Nikt nie napisał, że jest wspaniale – jest inaczej. Kilka lat wstecz HF grały na upadek Grecji – dziś już nie. Może jeszcze kiedyś pograją, ale dzisiaj jest dzisiaj.

    Pominę już fakt, że standardowy czas powrotu państwa na rynek po upadku to zdaje się kilkanaście miesięcy – którą niewypłacalną gospodarkę daje się naprawić w 1,5 roku? Grecja czekała dłużej na powrót na rynek niż standard. End of story.

  9. MZ

    ja widzę, że jest inaczej – kiedyś pieniądz miał swoją cenę, od kilku lat dla wybranych jest praktycznie za darmo (kto pożycza w BC, ma realną stopę zero lub nawet ujemną). kiedyś HF grały na upadek Grecji, teraz grają pod QE z EBC i na to, że grecki bail-out będzie trwał…

    nie widzę tylko w tym nic pozytywnego. a marzeniem pewnie wielu eurokratów jest aby ten “grecki incydent”, to był “end of story” 😉

  10. astanczak (Post autora)

    @ MZ

    > kiedyś pieniądz miał swoją cenę

    To zdanie jest powtarzane tak od 100 lat.

  11. Klondike

    @ MZ

    > kiedyś pieniądz miał swoją cenę

    Oj, zależy który. Mowa o psuciu monety od niepamiętnych czasów zwłaszcza w średniowieczu. Nie tylko przez zwykłych oszustów ale także przez władców.

  12. Artur

    Gospodarka coraz zdrowsza, tylko ludzie coraz biedniejsi. Taka współczesna wersja pańszczyzny.

  13. gzalewski

    @ Artur
    Nie “gospodarka coraz zdrowsza” tylko “gospodarka z coraz lepszymi wskaźnikami” (odpowiednio dopasowanymi)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *