W poszukiwaniu przewagi indywidualnego inwestora

Morgan Housel z The Motley Fool zastanawiał się niedawno czy zwykli inwestorzy posiadają jakąś przewagę nad profesjonalistami z Wall Street.

W przypadku tego zagadnienia spotkać się można z diametralnymi opiniami. Są obserwatorzy, którzy twierdzą, że zwykli inwestorzy nie mają żadnych szans w starciu z dużymi graczami, którzy w dodatku często posługują się nieczystymi zagrywkami. Są też komentatorzy skłonni przypominać, że inwestycyjni profesjonaliści ze swoimi wyrafinowanymi narzędziami są zdecydowanie przereklamowani a zasoby, z których korzystają świetnie wyglądają w prospektach reklamowych ale posiadają niewielką praktyczną wartość.

Być może, pozwolę sobie na cyniczną uwagę, największa przewaga, jaką posiada duża część inwestorów indywidualnych polega na tym, że może bez problemu zdecydować się na inwestowanie pasywne. Indywidualni inwestorzy nie muszą przecież wyjaśniać swoim klientom dlaczego pobierają opłaty i prowizje za zarządzanie.

Czy można znaleźć jakieś przewagi aktywnych inwestorów indywidualnych nad zawodowymi zarządzającymi? Morgan Housel wymienia cztery czynniki:

  • inwestorzy indywidualni mogą sobie pozwolić na nierobienie niczego gdy taka postawa wydaje się sensowna
  • drobni inwestorzy nie muszą dbać o swoją reputację i decyzje inwestycyjne mogą podejmować z pominięciem tego czynnika
  • inwestorzy indywidualni mogą sobie pozwolić na stwierdzenie, że czegoś nie wiedzą bo nikt im nie płaci za posiadanie opinii jak analitykom czy medialnym ekspertom
  • drobni inwestorzy są mniej podatni na ideologiczne i polityczne skrzywienia, które wpływają na decyzje inwestycyjne i mogą sobie pozwolić na zmianę zdania gdy zmieniają się rynkowe okoliczności

Szczerze mówiąc, dwa ostatnie punkty wydają się mi mocno naciągane (podobnie jak użyte przykłady). Zarówno poziom ideologicznego skrzywienia, umiejętność zmiany opinii i rzeczowej oceny własnych zdolności (zwłaszcza prognostycznych) wydaje się mi kwestią indywidualnych osobowości. Co więcej, sam fakt, że jakiś inwestor indywidualny aktywnie zarządza kapitałem sugeruje, że uważa, że posiada jakąś przewagę nad innymi inwestorami – coś więcej wie, coś lepiej potrafi.

W pełni zgadzam się natomiast z dwoma pierwszymi punktami Housela. Z całą pewnością zarządzanie własnymi pieniędzmi posiada istotną przewagę nad zarządzaniem powierzonymi pieniędzmi – lepszą kontrolę nad stanem emocjonalnym inwestorów i dokładniejszą znajomość progów bólu. Profesjonalni zarządzający muszą brać pod uwagę odporność swoich klientów na straty lub długotrwałe przegrywanie z rynkiem. Inwestorzy indywidualni mogą mieć dużo większą kontrolę nad tymi czynnikami. Profesjonalni zarządzający muszą często wybierać pomiędzy decyzjami sensownymi z punktu strategii inwestycyjnych i decyzjami sensownymi z punktu widzenia oczekiwań klientów. Wydaje się mi, że inwestorzy indywidualni mogą rzadziej stawać przed typu dylematami.

Housel cytuje w artykule dziennikarza CNBC, który w marcu 2009 powiedział, że niemal każdy inwestor, z którym rozmawiał spodziewał się dużego rajdu a mimo to “siedział na gotówce”. Dlaczego? Bo zdawał sobie sprawę, że jeśli wejdzie za wcześnie to kolejny miesiąc strat może być tym, którego szefowie lub inwestorzy nie zniosą.

Powiązana z tym zagadnieniem jest zdecydowanie większa swoboda w wyznaczaniu celów inwestycyjnych i strategii inwestycyjnych, którą posiadają indywidualni inwestorzy. Wielu inwestorów profesjonalnych ograniczonych jest formalnymi limitami inwestycyjnymi. Zdecydowana większość z nich nieustannie rywalizuje z jakimś benchmarkiem. Inwestorzy indywidualni mogą skupić się na dostosowaniu strategii inwestycyjnej do swoich prywatnych potrzeb.

Inną przewagę drobnych inwestorów wykorzystuje Kevin Daly – ze względu na relatywnie małe oczekiwania co do płynności inwestycji (co wynika z niewielkiego portfela) dysponuje on znacznie większym uniwersum inwestycyjnym. Obejmuje ono wiele małych spółek i mikro spółek, które są zbyt niepłynne by duzi inwestorzy instytucjonalni się nimi zainteresowali. Często oznacza to także, że spółkami tymi nie interesują się analitycy co może sugerować, że rynkowa wiedza o potencjalne tych spółek jest niewielka.

Housel zwrócił jeszcze uwagę, że wielu profesjonalistów musi dzielić czas pomiędzy zadania typowo inwestycyjne, marketingowe i administracyjne. Tego problemu nie mają aktywni inwestorzy indywidualni. Nie poświęcają też czasu na zdobycie medialnej ekspozycji i mogą skupić się na pracy nad procesem inwestycyjnym.

Czy istnieją inne źródła przewagi inwestorów indywidualnych nad zawodowymi zarządzającymi? A może wszystkie tego typu artykuły, z powyższym włącznie, są próbą poklepywania się po ramieniu i robienia dobrej miny do złej gry?

[Głosów:34    Średnia:3/5]

9 Komentarzy

  1. Klondike

    Ja akurat zgodzę się z trzecim punktem.
    Na rynkach finansowych w zasadzie się nie znam, na ekonomii podobnie. Kwalifikacje mam takie, że nie wpuściliby mnie nawet za przysłowiowe okienko w banku, chyba że po to aby wymienić kosz na śmieci.
    Co więcej czuję się z tym bardzo dobrze, mam za to wiele innych zainteresowań. Po prostu nie muszę wiedzieć wielu rzeczy poza tym co uważam za niezbędne aby grać.

    “Co więcej, sam fakt, że jakiś inwestor indywidualny aktywnie zarządza kapitałem sugeruje, że uważa, że posiada jakąś przewagę nad innymi inwestorami – coś więcej wie, coś lepiej potrafi.”

    Ja tu widzę pewną sprzeczność lub co najmniej niespójność z trzecim punktem.

  2. pit65

    @Trystero

    Jak zamienisz słowo przewaga na niepowodzenie to te same niby in plus czynniki wydatnie mogą przyczynić się do strat.
    Tu nie ma IMO przewagi tylko więcej opcji do wzięcia pod uwagę, ale z samej ich ilości /dostępności/ żadna przewaga nie wynika.

    1. trystero (Post autora)

      @ pit65

      Twoja uwaga dotyczy wszystkich punktów czy tego o możliwości inwestowania w małe spółki?

      Uwaga o małych spółkach zakłada, że jest tam relatywnie łatwiej złapać okazje inwestycyjne. Nie chodzi tutaj o efekt małych spółek jako taki tylko o łatwiejszy wybór atrakcyjnych spółek do portfela.

      @ Klondike

      Dobrze, że widzisz sprzeczności z punktem trzecim bo ja z nim polemizuje.

      Poruszyłeś interesującą kwestię – wielu drobnych inwestorów jest outsiderami w sektorze finansowym, często samoukami inwestycyjnymi bez formalnego wykształcenia finansowego. Myślę, że wielu może to traktować jako zaletę.

  3. pk

    Wg mnie przewaga małych to jakby nie tylko ze mogą sobie odpuscic oni kwestie płynności kupowanych papierków, ale ze przeważnie mają small money;) które mogą upychać w jakieś mini sytuacje (płynne lub nie – przeważnie niepłynne) czyli tam gdzie jest za ciasno dla big boys.

    Poza tym chciałem zwrócić uwagę na drugą stronę medalu w przypadku zarządzania swoimi/cudzymi – przeważnie zapewne słusznie mówi się ze lepiej jak się zarządza swoimi, z drugiej strony myślę ze najlepiej byłoby zarządzać cudzymi i nie być rozliczanym z tego w żaden sposób – czyli taka utopia;) to zapewniałoby wysoką niezależnożć dopiero!

  4. ekonom polityczny

    Moja przewaga nad “wielkimi”?

    1. W minutę zbieram zabawki i wychodzę, jeśli widzę, że zrobiłem błąd.
    Niech to spróbuje zrobić dowolny duży zarządzający bez “zabicia” rynku 🙂

    2. Który zarządzający może stosować sell-stopy w jakimś większym wymiarze?

    3. Od momentu zauważenia interesującego sygnału do zajęcia 100% pozycji dzielą mnie sekundy, max minuty, a ich często miesiące.
    Załóżmy, że dobrze trafiam z wejściem i wyjściem( i oni też) i że celujemy w ten sam instrument. Moja stopa zwrotu z transakcji będzie z powodu czasu zajmowania pozycji najprawdopodobniej wyższa, niż ich. Tym większa na to szansa, im większym funduszem zarządzają.

  5. lucky

    Arument o płynności / rozmiarze małych inwestorów jest OKDR bo duzi moga podzielić kapitał na wiele części i będą mieli mały rozmiar.
    IMHO mali mają większe możliwości – innymi słowy mogą sobie na więcej pozwolić bo dużym zabrania prospekt emisyjny / ryzyko itd…
    Druga sprawa, że mali wcale nie muszą wygrywać z dużymi – wystarczy aby wygrywali z innymi małymi.

  6. deli deli

    Nicnierobienie epizodyczne jednoczy nas z Naturą, i jest ono jej darem, gdy Ona powie, co tam u ciebie mój robaczku, podejdź tu bliżej… Wycisza, dystansuje a spokój wabi siłę a siła i koncentracja pozwolą ci szukać w sobie odpowiedzi na ważne pytania.

    Dowody nicnierobienia sieją artyści, gdy oczekują weny twórczej(od Wenus). Nawet dobry rzemieślnik rozpoznaje dni porąbane i dni, w których robota pali się w ręku.
    Jeśli masz pracę, w której szanują twój indywidualny rytm nicnierobienia, pracujesz twórczo, nie czujesz się najemnikiem, nie musisz rozglądać się za domem maklerskim, gdzie reanimujesz indywidualizm.

    Reasumując. Giganty stoją na spiżowych nogach, kiedy budują socjal autonomiczny z nieodłącznym poczuciem samodzielności na planie umiłowania swobody.

  7. deli deli

    Wybudzony ze stanu patrzcienicnierobi oglądam jaśniejszy dzień na stoku południowym do 14 kwietnia. Rozpoznaję po tym jak poranne ukośne i złote liżą sinozielone trawy,zaglądają pod świerki i wywołują na podniebną scenę ptaki. Dobry news nagrodzi zbieraczy z padołu.

  8. _dorota

    Tak więc Deli zakłada tylko korektę w trendzie wzrostowym. Nie dałabym za to głowy: spójrzcie na DAXa, jesteśmy blisko przełamania linii trendu:
    http://stooq.pl/chart.html?id=3246&nr=01
    (wykres sprzed 2 dni, w tej chwili 8987)

    Założenie, że wojna na Ukrainie jest już w cenach może być nietrafne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *