Komisja rzutem na taśmę zdążyła odpowiedzieć w ustawowym terminie na pytania, które wysłałem w imieniu grupy inwestorów zainteresowanych sprawami legalności działań i efektywnością nadzoru.

 

Pytania przedstawiałem do dyskusji w tym wpisie:

https://blogi.bossa.pl/2012/11/30/zapytania-do-knf/

Zanim załączę pismo z odpowiedzią pozwolę sobie na kilka słów wprowadzenia, które pozwoli zrozumieć kontekst całości tematu.

Rozmawiałem wcześniej z kilkoma osobami, które występowały do KNF w sprawie sprzedawanych w internecie sygnałów systemów mechanicznych. Dwie osoby otrzymały pisma informujące, że taka działalność w zakresie kontraktów terminowych notowanych na GPW jest nielegalna, 2 inne osoby informowały mnie, że jeśli sygnały nie dotyczą rzeczywistych instrumentów znajdujących się w obrocie to problem nie istnieje i nie dotyczy w takim razie par walutowych objętych forexem jak i kontraktów terminowych typu FW20. Ale to wszystko newsy z drugiej ręki.

Jeśli chodzi o inwestowanie w ramach działalności gospodarczej to rzecznik KNF p. Ł. Dajnowicz, indagowany przez mnie w czasie gdy robiłem materiał dla Forbesa, podpowiadał, że będzie to możliwe po wejściu w życiu nowych dyrektyw i na ściśle określonych warunkach. Czytałem ostatnio kilka interpretacji wydanych przez Izby Skarbowe, w których podatnicy przyznawali, że prowadzą tego typu działalność więc ustalenie stanu prawnego na dziś wydawało mi się w pełni uzasadnione.

Co do prezentowania w materiałach reklamowych i kartach informacyjnych przez fundusze wyników papierowych (hipotetycznych) inwestycji to nawiązywałem oczywiście do prezentacji UniSystem, którą omawiałem tutaj:

https://blogi.bossa.pl/2012/10/23/kiedy-brak-standardow/

Znam nieco od kuchni biznes zarządzania w USA (głównie CTA). Zaprezentowanie tam w celach promocyjnych papierowych a nie realnych wyników historycznych jest niezgodne z przepisami NFA i dyskwalifikuje praktycznie zarządzającego. Nie znalazłem przepisów polskich, które to regulują w obrębie informacyjnym i nadzorczym.

Fakt, że chcielibyśmy mieć dostęp do wszystkich informacji o działaniach i dokumentach produkowanych przez KNF, było nie było instytucję publiczną, na którą wspólnie łożymy prowizje, nie wymaga chyba uzasadniania. Z jednej strony bardzo mocno brak tego typu informacji odczuliśmy przy okazji afery Amber Gold. Z drugiej strony takie kwestie jak wyżej pojawiają się regularnie w rozmowach inwestorów. Skarbówka zamieszcza na swoich stronach dziesiątki wydanych interpretacji, które ułatwiają nawigację w przepisach i oszczędzają wszystkim czas oraz pieniądze. Dlaczego podobnego rozwiązania nie zastosować więc w przypadku rynku kapitałowego?

W przypadku pytania o regulację rynku forexowego ogarnęła mnie chyba nadmierna zachłanność. Odważyłem się bowiem zapytać na czym właściwie stoimy. Rzecznik twierdzi w mediach, że połowa firm w Polsce działa jako ECNy, tylko nikt z inwestorów doliczyć się tego nie może i chyba tak naprawdę nie wiemy z czym mamy do czynienia. Dodając do tego różne dziwne firemki w krajów zamorskich to bez jasności w temacie pozostaje tylko czekać na kolejną aferę. Taką jak właśnie aresztowane automaty hazardowe, które niby służyły do gry walutowej.

Jakże więc miło mi, iż Komisja potraktowała zapytania z taką atencją, przez chwilę zapomniałem nawet, że żyjemy przecież w Polsce. Mam już jednak niezłomne poczucie, że jesteśmy bezpiecznie nadzorowani, co jest przecież tak istotne w kraju, w którym jakieś Amber Goldy owijają sobie tłumy nieuświadomionych klientów wokół palca. Nie rozumiem przy tym tych wszystkich utyskujących na „nieprzyjazne państwo”! Gdzie bowiem jak nie tu urzędnik w tak wyszukany sposób jest gotów odpisać szaremu, zwykłemu obywatelowi (cóż z tego, że występującemu w imieniu grupy). I niech nikogo nie zwiedzie drobne faux pas, kiedy to pytania nie wiedzieć czemu potraktował jako żądania.

Pozostaje mi tylko życzyć miłej i wnikliwej lektury:

KNF_ 25_04_ 2013.

.

.

—Kat—–

[Głosów:1    Średnia:1/5]

84 Komentarzy

  1. _dorota

    Dodam jeszcze do poprzedniego, bo warto to jednak wyraźnie powiedzieć: wygląda na to, że KNF ma świadomość istnienia takiej furtki w przepisach i dlatego (inteligentnie i zgrabnie) wykręca się od udzielenia wprost odpowiedzi na prośbę o interpretację.

    Widać Nadzorca wybiera taką opcję rozwoju sytuacji, że ktoś jednak odważa się świadczyć usługe sprzedaży sygnałów, wtedy kieruje się sprawę do sądu – i dopiero sąd (zapewne nie w pierwszej instancji) ustala ostatecznie wykładnię przepisu.

    Jeżeli domniemuję prawidłowo, to rzeczywiście nie jest to działanie korzystne dla obywatela.

    1. trystero

      # dyskusja o regulacjach

      Interesujący fakt: wczoraj GPW podjęła decyzję o gruntownej reformie pouczającego naturalnego eksperymentu z niewielkimi regulacjami – znanego jako NewConnect.

  2. _dorota

    @ Adam N
    Szczerze mówiąc, mam ambiwalencję w tym temacie. Z jednej strony zgadzam się, że “ludzie są ostrożniejsi jeżeli wiedzą, że w przypadku błędu poniosą konsekwencje”. Z drugiej jednak trzeba zauważyć, że społeczeństwo nie składa się z samych młodych, pięknych, inteligentnych jak brzytwa i doskonale wykształconych. Społeczeństwo to również dziadek, który – zwabiony oszukańczą reklamą i uspokojony bezczynnością organów państwa – zaniósł swoje oszczędności do Amber Gold.

    Ochrona nieprofesjonalnego uczestnika obrotu gospodarczego (w tym szczególnie konsumenta) jest pewną zdobyczą cywilizacyjną. Choć oczywiście ostatnią linią obrony jest zawsze własna przezorność.

  3. Piechur

    @Trystero
    A co ma piernik do wiatraka? Ktoś przecież wprowadził te kilkadziesiąt warzywniaków na New Connect i zniszczył poprawnie dotąd działający rynek.
    Kumple i znajomi faraona urządzili sobie tam polowanie na leszcza, a jak leszcza zabrakło to się powoli coś poprawia i reguluje.
    Jesteś sam z siebie taki naiwny, czy po prostu nie dostrzegasz prostych i oczywistych związków przyczynowo-skutkowych?

    1. trystero

      @ Piechur

      Zasugerowałem, że NewConnect to interesujący, naturalny eksperyment pokazujący konsekwencje złagodzenia regulacji na rynku finansowym.

      Ty zapytałeś co ma piernik do wiatraka i kto wprowadził warzywniaki na NewConnect i kto sobie urządził polowanie na leszczy na NewConnect a potem nieuprzejmie pytasz czy jestem sam z siebie naiwny czy nie dostrzegam oczywistych związków przyczynowo-skutkowych.

      Wybieram odpowiedź “jestem sam z siebie naiwny” 🙂

  4. Adam N

    @trystero (post 1) – nie sama opinia tylko tkwiące w niej założenie, że jedyny możliwy wniosek z tej opinii/sytuacji jest taki, że trzeba wszystko regulować, by chronić tych ludzi “o niskiej świadomości” (prawnej czy jakiejkolwiek). Friedman pisał o postawie paternalistycznej, jako przesłance do odbierania ludziom wolności i to jest właśnie przykład na taką postawę. Na marginesie: Jak ludzie mają nabywać wyższej świadomości (nawet jeżeli zgodzić się że mają niską) jeżeli są “chronieni”? Nadopiekuńcze matki robią krzywdę swoim dzieciom, bo przed światem nie da się uciec, a by się go uczyć trzeba w nim być (jeszcze gorzej, jeżeli gangster z Pruszkowa udaje nadopiekuńczą matkę – bo ona przynajmniej ma dobre intencje – ale to inna dyskusję).

    @ trystero (post 2) – niewątpliwie ludzie nauczyli się czegoś z tego eksperymentu NewConnectowego, czego dowodem są niskie obroty i zła opinia o NC, więc widać że samoregulacja z czasem działa. Nie od razu bo ileś mln zł musiało zostać zmarnowanych ale docelowo tak – co nie znaczy, że dobre firmy nie mogły zebrać z tego rynku sporego kapitału, bo mogły i często później np. “awansowały” na GPW.
    Z drugiej strony ja np. na rynku kapitałowym jestem zwolennikiem regulacji dotyczących wszelkiego rodzaju obowiązków informacyjnych (i sankcji za niewywiązywanie się). Żeby ludzie mogli podejmować racjonalne decyzje muszą mieć dostęp do informacji stąd np. zmiany w zakresie raportów na NC są wg mnie głęboko słuszne – tak jak lubię (i potrzebuję by podejmować decyzje) przeczytać w sklepie ile jest mięsa w mięsie chcę móc zobaczyć sprawozdania finansowe 🙂

    Czyli optymalny model wg mnie: 1.każdy może działać na rynku 2.działający powinien udostępniać informacje tym którzy mają podejmować decyzje w związku z jego działaniem (tu rola dla regulatora by wyznaczyć ramy i ich pilnować) 3.niewywiązywanie się z obowiązku informowania lub różnego rodzaju oszustwa (jest takie pojęcie w prawie karnym 😉 ) powinny spotykać się z adekwatną/surową i nieuniknioną karą.

    1. trystero

      @ Adam N

      nie sama opinia tylko tkwiące w niej założenie, że jedyny możliwy wniosek z tej opinii/sytuacji jest taki, że trzeba wszystko regulować, by chronić tych ludzi „o niskiej świadomości” (prawnej czy jakiejkolwiek)

      Gdzie znalazłeś tę opinię, że jedyny możliwy wniosek jest taki, że trzeba wszystko regulować?

      Nadopiekuńcze matki robią krzywdę swoim dzieciom, bo przed światem nie da się uciec, a by się go uczyć trzeba w nim być

      Czy nadopiekuńcze matki to jedyny rodzaj matek, który robi krzywdę swoim dzieciom? Czy Twoim zdaniem, matki kompletnie ignorujące swoje dzieci nie robią im krzywdy?

      niewątpliwie ludzie nauczyli się czegoś z tego eksperymentu NewConnectowego, czego dowodem są niskie obroty i zła opinia o NC, więc widać że samoregulacja z czasem działa.

      Rozumiem, że skoro samoregulacja NewConnect działa to GPW popełnia błąd podwyższając regulacje na NewConnect.

      Z drugiej strony ja np. na rynku kapitałowym jestem zwolennikiem regulacji dotyczących wszelkiego rodzaju obowiązków informacyjnych (i sankcji za niewywiązywanie się).

      Nie obawiasz się, że ktoś napisze, że okazujesz pogardę ludziom skoro zakładasz, że są na tyle naiwni, że będą inwestować w podmioty, o których nie posiadają gruntownej wiedzy i dlatego chcesz regulacji nakładające na te podmioty obowiązki informacyjne? Nie uważasz, że problem obowiązków informacyjnych może rozwiązać samoregulacja, która sprawi, że podmioty same z siebie będą udzielać inwestorom informacje a inwestorzy będą stosować dyskonto wobec podmiotów, które tych informacji nie udzielają? Czy nie masz wrażenia, że odbierasz wolność paternalistyczną troskę o wyeliminowanie asymetrii informacji na rynku?

  5. Adam N

    @ _dorota
    no właśnie to dylemat tylko pytanie, czy nie pozorny bo kiedyś dziadkowie “czuli nosem” (i mądrością ludową) że “giełda to hazard”, a jeżeli “ktoś proponuje Ci biznes bo Ty masz pieniądze, a on doświadczenie to skończy się to tak że on będzie miał pieniądze a Ty doświadczenie”. A teraz jakoś każdy ufa “bo KNF czuwa, a państwo ochroni”… I o tym mówię – istniejący model tworzy iluzję bezpieczeństwa i ogłupia. Co nie znaczy, że wolny rynek (i nawet przezorność własna) ochroni każdego i zawsze przed stratą. Ale tak samo państwo i KNF nie ochroni. Pytanie jakie są łączne koszty w społeczeństwie (i nie tylko koszty strat ale też koszty pomysłów które nie zostały wdrożone przez regulacje, koszty tysięcy ludzi którym wyrwano bo już nawet nie podcięto skrzydła – trzeba patrzeć na cały obraz na rzeczy które widać, ale też na te których na pierwszy rzut oka nie widać).

    W działalności gospaodarczej czy w braniu kredytu na mieszkanie (itp.) też można stracić. jakoś godzimy się z myślą, że każdy (wg prawa) może to robić. Chociaż już pojawiają się zakusy, żeby i w tych dziedzinach “chronić” prostego obywatela (ale to inna dyskusja)

  6. Piechur

    @Trystero
    Tu nie chodzi o to że regulacje na NC były zbyt łagodne. Tu chodzi o to że pewnym momencie władze GPW przestały karać spółki za nieprzestrzeganie tych “łagodnych” regulacji. Faron odpuścił całkowicie, tak aby kumplom i znajomym właścicielom warzywniaków nikt nie przeszkadzał w odłowie leszcza.
    Ten proces zaczął się gdzieś tak w połowie 2011 r. Do tego czasu rynek funkcjonował dobrze. Wiem bo grałem wtedy na nim codziennie. Do momentu jak na NC spółek było około 30, wszystkie poza Veno wywiązywały się ze swoich obowiązków informacyjnych poprawnie. Nie przypominam sobie aby wtedy ktoś przeprowadzał tajne nowe emisje akcji czy spóźniał się po parę miesięcy z podaniem wyników za dany kwartał.

    1. trystero

      @ Piechur

      Wyraźnie różnimy się w identyfikowaniu przyczyn degrengolady na NC.

      Zauważ, że niewiele było na tym rynku pełnych afer, oszustw, które kończą się w sądzie. Tym co zniszczyło ten rynek było wprowadzanie i pompowanie kursów śmieciowych spółek, których często jedynym pomysłem na biznes były emisje akcji. Ta patologia towarzyszyła NC od początku. Wystarczy sprawdzić co stało się ze spółkami, które debiutowały w 2007 roku. Proste triki, takie jak emisja 10 mln akcji po 1 gr, ściągnięty z Sieci biznesplan, emisja 10 000 akcji po 1 zł, akcja marketingowa, dopuszczenie niewielkiej części akcji, debiut z kursem odniesienia po 1 zł, pompowanie do 10, wprowadzenie reszty akcji i zjazd na 1 grosz. Wszystko legalne i zgodne z regulacjami NC.

      Problemy, które pojawiły się w 2011 czy 2012, zwłaszcza z obowiązkami informacyjnymi, były już po prostu wynikiem tego, że wiele spółek po opisanych trikach było już żywymi trupami i tam nie było nikogo kto mógłby się zająć obowiązkami informacyjnymi. Łamanie regulacji NC wtedy było skutkiem wcześniejszych patologii a nie problemem samym w sobie.

      Tym niemniej, w pełni rozumiem, że inaczej interpretujesz to co się stało. Na tym polega idea dyskusji.

  7. Adam N

    @ trystero
    “Gdzie znalazłeś tę opinię, że jedyny możliwy wniosek jest taki, że trzeba wszystko regulować?” skoro autorka cytowanej wypowiedzi nie próbuje erystycznie odwracać kota ogonem, tylko woli rozmawiać o meritum, to nie będę dyskutował ze stroną trzecią o tym, czy pierwotna wypowiedź dążyła w tym kierunku czy nie (nie obraź się ale nie widzę w tym sensu).

    Co do matek – te inne o których piszesz krzywdzą swoje dzieci bo nie wypełniają roli matki, czyli m.in. osoby która uczy dziecko odnaleźć się w świecie. Pytanie czy chcemy by państwo, regulator czy urzędnik był naszą matką. zostawiam otwarte, bo każdy ma prawo do własnej opinii – moja jest raczej oczywista po dotychczasowych wypowiedziach.

    Regulacje na GPW – zmiany w zakresie informacji (sprawozdania, życiorysy członków organów itp) są wg mnie dobre, inne niekoniecznie. Poza tym to pamiętajmy, że GPW (nie do końca ze względu na akcjonariat ale jednak), jest to podmiot rynkowy, działający dla zysku (a nie “dobra i ochrony obywateli”) i nie stanowiący prawa, a jedynie dostarczający swój produkt. Jeżeli jej sposób działania będzie błędny (i w odpowiedni sposób nie uwzględni potrzeb swoich klientów) to 1.nie zarobi 2.może pojawić się konkurencja (wiem, że na quasi-monopolistycznym rynku na jakim działa GPW nie jest to łatwe ale prawnie możliwe; w USA jest NYSE ale są też inne platformy). A KNF to już zupełnie co innego

  8. _dorota

    @ Adam N
    Między wierszami Twoich wypowiedzi jest myśl, że przezorności ludzie muszą się po prostu nauczyć przez własne doświadczenie. Otóż zyjemy w rzeczywistości zbyt skomplikowanej, żeby to było możliwe. W średniowieczu ktoś mógł Cię naciąć na cherlawego konia lub spleśniałe zboże – ale obie te rzeczy można się nauczyć prawidłowo oceniać. W świecie współczesnym zawierasz transakcje dotyczące rzeczy, których nie jesteś w stanie prawidłowo ocenić samodzielnie (np. jak się samemu zorientować, czy fundamenty domu, który kupujesz zostały wykonane właściwie?).

    Posługuję się chętnie pojęciem “nieprofesjonalny uczestnik obrotu gospodarczego” – bo to jest istota sprawy. Na tysiącach rzeczy NIE możesz się znać (choć w pewnych dziedzinach pewnie jesteś ekspertem). Tam, gdzie jesteś “nieprofesjonalny” (szczególnie jako konsument) powinieneś być chroniony przez własciwe regulacje prawne.

  9. Adam N

    @ _dorota: Rozumiem o co Ci chodzi i intencje są niewątpliwie słuszne. Wiesz co robi się w USA przed kupnem domu? Wynajmuje się specjalistę/ów, który sprawdza w jakim stanie jest dom (oraz czy np. nie ma termitów). Z drugiej strony jeżeli nastąpiłaby katastrofa budowlana to ktoś zawsze zapłaci/poniesie konsekwencje – my śmiejemy się z tego jako z głupoty amerykanów, że tam ściga się McDonalda po sądach bo nie ostrzegł przed gorącą kawą, ale te same zasady powodują, że ludzie się pilnują. Bo poniosą konsekwencje. Odszkodowania, pozwy zbiorowe (nie tylko konsumenckie jak u nas) to (m.in.) pozwala osiągać efekty o jakich myślisz. Nie tylko prewencja pod postacią – bardzo efektywnych (i tanich) jak wszyscy wiemy – urzędników i regulatorów.

    disclaimer: USA nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą, tylko ilustracją niektórych (dobrych) zasad. Poza tym akurat obecnie zmienia się tam na gorsze 🙂
    disclaimer2: wiem że akurat na rynku finansowym mają tam SEC, ale z drugiej strony SEC (dotychczas) nie ma ambicji regulowania wszystkiego co ma w nazwie “finansowe” tak jak to robi KNF

  10. _dorota

    @ Adam N
    Jasne, ta ogólna prewencja sądowa “po” szkodzie także chroni klienta – ale to nie wyklucza przydatności prewencji “uprzedniej” – niedopuszczania do rynku podmiotów ewidentnie nie gwarantujących minimalnego poziomu usługi.
    Z mojego przykładu w poście do Lucky – co z tego, że pozwiesz “dentystę” Ukraińca o odszkodowanie za to, że zaraził Cię WZW? Szukaj wiatru w polu. W takich przypadkach lepiej, żeby nie mógł świadczyć “usług”.

  11. Adam N

    @_dorota:
    powiedz mi szczerze: czy poszłabyś (lub ktokolwiek kogo znasz) do takiego dentysty? Czy nawet teraz (gdy teoretycznie są jakieś “uprawnienia i egzaminy”) nie pytasz znajomych lub szukasz w necie czy dentysta jest dobry, polecany itp? Widziałaś kwit z uprawnieniami jakiegokolwiek swojego dentysty? A może to mógł być pan Plichta który powinien składać sprawozdania finansowe do KRS (i mieć egzamin dentystyczny) a jakoś nie składał (jakoś nie miał)?

    Poza tym co z tymi, którzy jednak umieją robić pewne rzeczy, a jednak nie pozwala im się działać.. tak trudno być taksówkarzem z GPSem? trzeba tu licencji? Kurcze, jak nie będę miał wiedzy, reputacji, potwierdzenia kompetencji to z moich usług doradztwa inwestycyjnego też nikt nie skorzysta. A jak będę miał to i KNF, SEC wszyscy święci nie pomogą swoimi regulacjami (patrz: Madoff).

    Wiadomo, że są lepsze i gorsze usługi, tak jak wyższe i niższe ceny ale kto ma decydować za mnie/Ciebie/Pana/Panią? Urzędnik? To ja już wolę poszperać w sieci, zapytać znajomego lub zapłacić specjaliście (przynajmniej płacę wprost a nie w podatkach i jestem klientem, z którym się liczy, a nie petentem któremu wysmarowuje się pismo, jak to z KNF od którego rozpoczęła się ta dyskusja).

    Dla chcących się zastanowić nad zagadnieniem (jak sądzę _dorota), a nie zdecydowanych fundamentalistów regulacji państwowych (jak inni dyskutanci) polecam Kapitalizm i Wolność Friedmana. Bez odbioru:)

  12. lesserwisser

    @ Dorota

    “Ustawodawca wskazuje tutaj, że doradztwo (i jego wynik: rekomendacja) ma charakter ściśle zindywidualizowany podmiotowo (doradza się konkretnemu klientowi). Doradza się biorąc pod uwagę jego konkretną sytuację i potrzeby (np. poziom akceptowalnego ryzyka).”

    Inteligentna dziewczynka, zgrabnie nam to wyinterpretowała, nie wiem czy sam autor przepisu wiedział co ma tu akurat na myśli, bo zbyt niedookreślone to jest, jak dla mnie.

    Ale ja wciąż mam wątpliwości, bo przykładowo jeśli jakiś osobnik sprzedaje sygnały na WIG w oparciu o autorski program do analizy technicznej, każdemu klientowi ten sam, nie biorąc pod uwagę ani jego potrzeb ani sytuacji (bo te nie są mu do niczego potrzebne), to będzie be czy cacy, wedle przepisu, Dorociu?

    To z serii charty i czarciki polskie. 🙁

  13. Piechur

    @Trystero
    napisał”
    “Tym co zniszczyło ten rynek było wprowadzanie i pompowanie kursów śmieciowych spółek, których często jedynym pomysłem na biznes były emisje akcji. Ta patologia towarzyszyła NC od początku.”

    Nie. To o czym piszesz zaczęło się na NC dopiero pod koniec 2010 r. Do tego czasu indeks poszerzał się w tempie około trzech debiutów miesięcznie i poza niewielkimi wyjątkami były to spółki faktycznie związane jakoś z nowymi technologiami. Było trochę śmieci, były wiele penny stock ale mniej więcej połowa spółek z indeksu to były co najmniej przyzwoite i w miarę wiarygodne biznesy. Do tego kilka perełek jak Eko Eksport, Adv Grupa czy ówczesny Photon Energy.
    Mniej więcej w ostatnim kwartale 2010 rozpoczęła się trwają ponad rok wielka fala debiutów na NC. Praktycznie codziennie był jakiś debiut. Gabinety dentystyczne, kancelarie prawnicze, biura rachunkowe, agencje towarzyskie, taksówkarze, sklepy z tytoniem, lokalne hurtownie budowlane itp, itd.
    To był początek końca NC. Degeneracja nie powstała na skutek łagodnych regulacji jak twierdzisz lecz była następstwem świadomej zmiany strategii rozwoju tego rynku, za którą pełną odpowiedzialność ponosi faraon i jego ekipa.

    1. trystero

      @ Piechur

      Po pierwsze, napisałem Ci byś sprawdził co się stało ze spółkami, które debiutowały w 2007 roku.

      Po drugie, nawet jeśli od ostatniego kwartału 2010 roku jakość debiutujących spółek się pogorszyła to odbywało się to wszystko zgodnie z regulacjami rynku NC.

  14. _dorota

    @ Less
    No właśnie mówię, jak obejść przepis o rekomendacji – nie indywidualizować tej specyficznej porady, tylko kierować do wielu klientów. Bo przepis art. 76 ewidentnie wymaga indywidualizacji:
    “firma inwestycyjna zobowiązuje się do przygotowywania w oparciu o potrzeby i sytuację klienta (…)”.
    A o tym, czy prawidłowo kombinuję, zdecyduje sąd 🙂

    Wykładni mógłby dokonać KNF, gdyby był łaskaw. To, że nie jest łaskaw może wskazywać, że faktycznie jest taka furtka.

  15. Piechur

    @Trystero
    Dobra, nieważne. Widze że się nie dogadamy.

    Przy okazji – ktoś się już ładnie bawi programami transakcyjnymi na WIG20, o czym świadczy ten układ świec wyrysowany na wykresie dziennym:
    http://stooq.pl/q/?s=wig20&c=5m&t=c&a=lg&b=1
    Warto zwrócić uwagę na wzrost wolumenu po wprowadzeniu UTP.

  16. lesserwisser

    @dorota

    “firma inwestycyjna zobowiązuje się do przygotowywania w oparciu o potrzeby i sytuację klienta (…)”.

    A o tym, czy prawidłowo kombinuję, zdecyduje sąd.

    Wykładni mógłby dokonać KNF, gdyby był łaskaw. To, że nie jest łaskaw może wskazywać, że faktycznie jest taka furtka.”

    A ja kombinuje tak: jak nie ma “w oparciu o potrzeby i sytuację KONKRETNEGO/DANEGO/INDYWIDUALNEGO/ZAINTERESOWANEGO klienta (…)” to według mnie znaczyć to może każdego jak leci, czyli wszystkich to dotyczy.

    Bo (zakładając racjonalność ustawodawcy) jakby chciał żeby dotyczyło to danego/konkretnego klienta to by, w swojej niezmierzonej mądrości i rzetelności, tak napisał. A jak nie napisał to według mnie może coś to znaczyć, np pole do poposu interpretatora.

    Jeśli do ministerstwa (np. MF) oraz do izby skarbowej mozna wystapić z wnioskiem o interpretacje jakiegoś niejasnego lub niejednoznacznego przepisu to dlaczego nie można wystąpic o to do KNF, z zapytaniem jak rozumieć albo czy ich zdaniem podpada(m) coś pod paragraf czy nie?
    Nawet w sprawie ogólnej, interpretacji teoretycznego stanu rzeczy a nie jakiegoś konkretu, bo w zalezności od tej interpretacji może zaistniec dana sytuacja faktyczna.

  17. Lucky

    @dorota:
    Znow widze pogarde w Twoich komentarzach: otoz bycie mechanikiem, czy informatykiem wcale nie jest intelektulnie duzo trudniejsze od inwestowania (Kathay pokazal, ze zwykle wybicie z kanalu zarabia). Nie o to jednak chodzi.
    Wspomnialas o dentyscie z ukrainy, ale nie dopisalas co bylo dalej – dzieki niemu troche starszych ludzi poleczylo zeby. Mogli sobie na to pozwolic, bo byl tanszy. Mieli wiec wybor – dentysta bez licencji albo zadny bo na polskiego ich bylo po prostu nie stac.
    I tutaj jest zasadnicza kwestia – dlaczego chcesz innym ograniczac wybor? Zdajesz sobie sprawe, ze nic na tym nie zyskujesz, a nawet tracisz bo przez regulacje jest mniejsza konkurencja a wiec wyzsza cena / nizsza jakosc. Jak chcesz to mozesz smialo sobie chodzic do takiego z licencja, ale dlaczego Twoje poglady maja ograniczac mi prawo wyboru?
    Jeszcze raz: dlaczego nie licencjonujemy zawodu mechanika samochodowego, niani oraz programisty programujacego system radarowy dla samolotow albo skomplikowany sprzet medyczny?

  18. Piechur

    @Lucky
    napisał: “Kathay pokazal, ze zwykle wybicie z kanalu zarabia”

    Nie żartuj. Naprawdę sądzisz że to takie proste? To graj tym donchianem przez pół roku na rachunku i po tym czasie wróć tu i przedstaw nam wyniki.
    Tu już kathay próbował wciskać że pojedyncze formacje świecowe zarabiają. Wystarczy znaleźć narade czy tam inne trzy stawy i 75 proc. skuteczności.
    Akurat pojawiły się na Wig20 programy transakcyjne speców z Zachodu, to szybko co poniektórzy przekonają się, że nie jesteśmy już w XIX w. Osace i nie handlujemy ryżem w drewnianej szopie koło portu.

  19. Lucky

    @Piechur:
    “Naprawdę sądzisz że to takie proste?”
    Sadze, ze dlugoterminowe podazanie za trendem zarabia.

  20. Piechur

    @Lucky
    A jak w długoterminowym TF-ie obowiązuje trend boczny, to co wtedy? Będziesz liczył na szczęście? Czy wpadniesz do kanału?

  21. _dorota

    @ Less
    Jestem przekonana, że art.76 mówi o dostosowywaniu rekomendacji do potrzeb i sytuacji konkretnego klienta.

    “dlaczego nie można wystąpic o to do KNF, z zapytaniem jak rozumieć albo czy ich zdaniem podpada(m) coś pod paragraf czy nie?”
    Nawet jeżeli odpowiedzą, to odpowiedzą, że działalność nie jest dopuszczalna. Bo tak znacznie łatwiej.

    @ Lucky
    “Dentystę” wzięłam w cudzysłów, tutaj jest ta sprawa:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,7487728,Dentysta_sadzal_pacjentow_na_fotelu_samochodowym__WIDEO_.html

    Kto będzie leczył tych, których on pozarażał WZW? Dla pacjentów z pewnością było taniej, ale jesteś pewien, że uwzględniasz wszystkie koszty?

    “bycie mechanikiem, czy informatykiem wcale nie jest intelektulnie duzo trudniejsze od inwestowania”
    Tutaj też bym sie spierała, szczególnie co do pierwszego 🙂

    Poza tym jedna uwaga – przecież nikt nie zabrania inwestować własnych pieniędzy. Inwestowanie cudzych jest (powinno być) jednak związane z pewną odpowiedzialnością, co – mam nadzieję – rozumiesz.

    “I tutaj jest zasadnicza kwestia – dlaczego chcesz innym ograniczac wybor?”
    Bo pewne usługi muszą być wykonane na poziomie, którego trzeba dopilnować. Zaskakuje mnie, że ktoś wymaga takich wyjaśnień.

  22. Lucky

    @dorota:
    Po pierwsze nie ma nic o przypadkach zarazenia WZW przez tego dentyste.
    Po drugie to higiena a nie dyplom zmniejsza szanse na takie zarazenie.
    Po trzecie zmniejszenie konkurencji obniza jakosc uslug (co widac po wynikach polskich fundow), wiec jesli chcesz wiekszy standard to powinnas chciec wiecej konkurencji a nie mniej.

  23. _dorota

    @ Lucky
    “to higiena a nie dyplom zmniejsza szanse na takie zarazenie”
    Spójrz na zdjęcia w zlinkowanym artykule.

  24. Lucky

    @dorota:
    Tak, ale od tego jest sanepid a nie licencja. Jesli to dziala w przypadku restauracji (i nikt nie domaga sie aby otworzyc restauracje mogl tylko czlowiek po 7 latach studiow, z praktywa w zawodzie i po ciezkim egzaminie) to dlaczego nie moze dzialac w przypadku prostych zabiegow dentystycznych. A jesli dentysta bez licencji cos skopie, to pojdzie do sadu z paragrafu o narazenie na utrate zdrowia i zycia.
    A zobacz tutaj:
    http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/pacjent-w-szoku-dentysta-wyrwal-mu-20-zebow,1,5484061,wiadomosc.html
    Dobrze, ze mial licencje chociaz.

  25. _dorota

    @ Lucky
    Nie chce mi się prowadzić dyskusji, która już zdryfowała w absurd. Jeżeli naprawdę nie widzisz niebezpieczeństw wynikających z tego, że ktoś bez studiów medycznych wyrywa ludziom zęby i aplikuje znieczulenie, to szkoda czasu.

  26. Lucky

    @dorota:
    Zgoda, nie przekanamy sie nawzajem. Jednak proponuje w ramach eksperymentu myslowego wyobrazic sobie co by bylo gdybysmy ustawowo limitowali ilosc dentystow do 100 na caly kraj. Egzamin raz do roku, licencje dostaje 100 najlepszych. Wtedy dopiero byla by jakosc!

  27. copy

    Powiem wam, że te wasze komentarze czytałem z wypiekami, jak dobry kryminał, szkoda tylko, że na końcu ciągle nie wiadomo – kto zabił.

    Może ja spróbuję dopisać zakończenie, bo widzę, że Towarzystwo już zmęczone i tematem i sobą samym.

    Otóż,
    1. w kwestii sygnałów – chłopcy znaleźli bardzo proste rozwiązania;
    a. sprzedają nie sygnały lecz abonamenty do serwisów edukacyjnych na których informują o aktualnie zawieranych przez siebie pozycjach
    b. “udają”, że mieszkają na wyspach, zarejestrowanie tam firmy to pikuś, pan pikuś, ale mieszkają nadal tu i robią swoje
    2. w kwestii wyników podawanych przez TFI – wtopiłem w Ideę Premium i zamierzam zebrać wszystkich, którzy wtopili i pozwać panów zarządzających z powództwa cywilnego, zabezpieczając uprzednio ich majątek sądownie

  28. copy

    P.S.
    Niech żyją tani dentyści z Ukrainy bez dyplomu, wróżki z telewizji Mango, i mój ulubiony bohater – pan Marian, ślusarz z wykształcenia, który jako ginekolog-amator przez piętnaście lat leczył kobiety z różnych dolegliwości własnym prąciem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *