W poprzednim wpisie zaznaczyłem, że chciałbym podjąć temat przewagi startujących funduszy przez pryzmat naszego rodzimego rynku.

A szczególnie sprawę „efektu inkubacji”, opisanego pokrótce we wprowadzeniu do poprzedniego wpisu. I choć nie wiem czy w polskich funduszach ma on w ogóle miejsce, to w jednym przypadku widzę jego (dziwne) efekty.

Fundusz Unisystem, ze stajni funduszy Union Investment, prowadzi właśnie kampanię reklamową by zachęcić do inwestycji w oferowane certyfikaty (do końca października 2012). Kartę informacyjną można obejrzeć tutaj.

Ogromnie cieszy mnie fakt coraz większego zainteresowania i w rezultacie wprowadzania na naszym rynku rodzimych produktów opartych na systemach mechanicznych i algorytmach, które, jak wiedzą stali Czytelnicy, od lat są moim konikiem. Tutaj mamy do czynienia z dość rozbudowaną, systematyczną strategią, opartą na pięciu ponoć nieskorelowanych podsystemach i sporym wachlarzu światowych rynków opcyjnych i futures. Z doświadczenia wiem, że taka rozpiętość algorytmów pozwala istotnie wygładzać krzywą kapitału i łagodzić zjazdy kapitału. Mój opór wywołuje natomiast sposób publikacji wyników i wielkości ryzyka.

Spójrzmy na wykres krzywej kapitału zaczerpnięty ze wspomnianej ulotki informacyjnej. Pokazuje on jak zmieniała się wartość jednostki w okresie 30.06.2008–20.08.2012 r. na tle indeksów WIG20 oraz S&P 500 a także kontraktów na złoto:

Cóż widzimy? Gładziutka, rączą pnąca się w górę krzywa skumulowanych zysków, niemal bez okresowych zjazdów kapitału. Co mówi ona o ryzyku ? Mi – nic! Czytamy natomiast „Wysokie ryzyko inwestycyjne – zaangażowanie nie więcej niż ok. 15–25% posiadanych środków inwestycyjnych.” Nawet jeśli ryzyko wynika ze sporej zmienności samych instrumentów (lewar na derywatach) to ostrzeżenie wygląda ze wszech miar słusznie. Jednak sama prezentacja i opis dotychczasowych rezultatów może wywołać złudne nadzieje i miraże wśród potencjalnych, szczególnie niedoświadczonych inwestorów, co moim zdaniem wymaga zmiany i uszczegółowienia reguł ze strony nadzoru.

Fundusz w realnych warunkach działa dopiero od grudnia 2011 roku i odciąłem ten fragment fioletową kreską na wykresie. Faktyczny zysk w tym okresie wyniósł ok 3,5% jak podają serwisy monitorujące segment instytucji powierniczych (już po odliczeniu prowizji, na wykresie powyżej liczono wg. cen brutto). Cała pozostała część na lewo to dla mnie zagadka, ale z legendy obok wykresu wyczytamy:

„Wyniki modelu inwestycyjnego, na którym oparty jest UniSystem, w rzeczywistych warunkach rynkowych (bez opłat za zarządzanie i odsetek z depozytu) w okresie out-of-sample 30.06.2008–20.08.2012 r.”

Jak zrozumieć wyrażenie „w rzeczywistych warunkach”? Czy to, że system działał na rynku w inkubatorze za realne pieniądze własne firmy? Czy może jedynie są to wielce teoretyczne zyski z gry na papierze? Albo po prostu jest to zoptymalizowana krzywa wyciągnięta z programu sterującego algorytmami, jedna z tysięcy jaką można tą drogą wygenerować?

Systemowcy wiedzą, że out-of-sample oznacza weryfikację na danych nie widzianych w okresie budowy systemu (tzw. in-sample test). Można ją dowolnie dopasowywać i manipulować na potrzeby prezentacji komercyjnej. Test na danych rzeczywistych nazywamy zwykle „real test”. Bez wyjaśnień jednak żadna z tych nazw nie ma znaczenia, szczególnie użyta wobec nieświadomych klientów.

Na moje oko i doświadczenie tak mało zmienna krzywa kapitału to obraz jednego z wielu hipotetycznych testów. Testy realne generują dużo bardziej rozproszone wyniki ponieważ nie są dopasowane do danych historycznych, a przede wszystkich posiadają nieco grubsze ogony po stronie obsunięć. Gdyby rzeczywistość wyglądała tak jak powyżej to proponuję wręcz lewarować zamiast ograniczać wpłacany kapitał!

Załóżmy jednak, że fundusz pokazuje nam wszystko rzetelnie, bez upiększeń i ukrytych niedomówień czyli coś co zdarzyło się naprawdę a nie w komputerze projektantów. Ale czy tak na pewno powinna wyglądać komercyjna prezentacja, gdzie – jak przyznają zarządzający – istnieje duże ryzyko? Czy nie czas by wreszcie określić jednolite, jednoznaczne i jasne reguły prezentowania wyników funduszy, które nie były do tej pory ujawniane w żadnych bazach? Z precyzyjnie określonym słownictwem, wskazaniem hipotetycznych i realnych rezultatów, wymienieniem czynników ryzyka? W jednym z materiałów reklamowych czytałem również, że możliwe są w Unisystem średnio 24% zyski roczne. Czy czasem takie postawienie sprawy jak wyżej nie przypomina jako żywo reklam i wizji zysków roztaczanych nam przez Amber Gold ???!!!

Wiem, że zagląda na nasze blogi KNF. Służę poradami szanowni Państwo…

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

68 Komentarzy

  1. lesserwisser

    @ Immortal

    Jak jesteś taki googlarz- kuglarz to postaraj się podać przykłady na przypadek gdy brak zmienności wiąże się jednak z ryzykiem.

    Oczywiście nie mam tu na myśli przypadku zakapiora Zdzicha, który zawsze łomocze ludzi na dzielnicy, więc wyjście na ulicę niezmiennie wiąże się z ryzykiem bęcek. 🙂

    Wtedy ja podam przykład na to, że nie zawsze zmienność pociąga za sobą ryzyko, bo ja mam takie powiedzonko.

    “Nie utożsamiaj zawsze występowania zmienności z występowaniem ryzyka.”

    Anty- Talib – cziornyj woron i biały kruk.

  2. lesserwisser

    Oczywiście, nie tylko Immortal, ale każda inna osoba, może podać przykłady na to, że brak zmienności może jednak wiąać się z ryzykiem.

    Każda/y jeden – nawet wyznawcy Taleba.

  3. Kornik

    Lesser, masz w domu rower? 🙂

  4. lesserwisser

    Kornik, mam rower marki Wheeler, nówka sztuka – jeszcze nie śmigana, ale nie w domu tylko w piwnicy. 🙂

  5. Kornik

    W piwnicy, powiadasz – to niedobrze. Lepiej nie schodź – jeszcze się natkniesz w windzie na Zdzicha zakapiora. 🙂

    Więc może masz monetę w bajtliku? Wiem, rozumiem – “zielonej wyspa”, ale poszukaj. Wystaczy 1 grosz. Masz?

  6. lesserwisser

    A czemu mam nie schodzić, nie natknę się w windzie na żadnego Zdzicha, bo raz to że mieszkam na parterzze, a dwa to że u nasz w budynku mieszkają porządni ludzie, więc nie ma strachu.

    W bajtliku? Wiem, rozumiem -Silesia, ale o co chodzi z tą “zielona wyspą” to nie rozumiem. Grosz mam, a nawet dwa i dlatego czasem je wtrącam.

    Czy natomiast masz jakis przykład na przypadek gdzie brak zmienności wiąże się z ryzykiem? Masz Korniku, przykład?

  7. Kornik

    To nie była złośliwość. Lesser, pytam, czy masz grosz, bo chcę zademonstrować przykład. Nie wiem, co tam Taleb wymyślił, bo “ich keine, ja po polsku gawarit” – ja proponuję taką zabawę:

    Masz grosz, zatem do dzieła! Postaw tę miniaturkę gospodarki kantem na stole. Albo nie – nie stawiaj – rozkręć gospodarkę. 😉

    Przykład jak malowanie.

  8. lesserwisser

    Eeee tam, żeden przykład tylko wykręt, chsz puścić sprawę kantem. Się nie da.:)

  9. Kornik

    No, jak to się nie da? Zakręć mocno – tak, żeby moneta kręciła się w miejscu.

    Teraz stoi na krawędzi, czy nie?

    A kiedy spadają obroty (zmienność), to co się dzieje?
    Spada stabilność… i rośnie ryzyko.

    Jest przykład?

  10. lesserwisser

    “Teraz stoi na krawędzi, czy nie?”

    Mówi się stoi na sztorc, co nie musi znaczyć na krawędzi!

    Postaraj się bardziej, kolego, podrąż temat jak termit, jak na Kornika przystało. 🙂

  11. Kornik

    Postaram się, tym bardziej, że temat jest szalenie ciekawy, a efekty tej pracy mogą mieć praktyczne zastosowanie.

    Spokojnych świąt.

  12. pit65

    @KOrnik

    LUdzie maja dziwne zboczenia pragnąc stabilizacji stawiają monete na sztorc i muszą sie natrudzić by utrzymać ją w układzie stabilnym.
    Przecież można by położyć ja na rewersie lub awersie , a siły i środki przeznaczyc na bardziej twórcze działanie.
    Innymi słowy trza wrócić do fundamentów i przestać ta moneta kręcić , bedzie stabilnie jak się przewróci 🙂

  13. lesserwisser

    Jakoś nie widzę przykładów na to, że brak zmienności wiązać się może z ryzykiem a wystąpowanie zmienności nie musi automatycznie powodować występowania ryzyka.

    Ach, gdzież są ci dyskutanci, którzy więdzą że zmiennośc to nie ryzyko?

  14. Kornik

    Pit, dzięki ustawieniu monety na sztorc, uzyskałem konieczną w tym eksperymencie nieprzewidywalność rynku (ryzyko); sztorc jest symbolem tego, jak łatwo mozna nabić sobie guza na rynku (przewrócenie się monety).

    Lesser, ja cały czas uważam, że to dobry przykład! I znalazłem też potwierdzenie (kilka ciekawych cytatów), że dobrze myślę.

    Gdzie, co, jak? Cóż, szukajcie, a znajdziecie. 🙂

    Na koniec dodam, że mowa tutaj o “ryzyku rynkowym” (niepewność), a nie “własnym” (ekspozycji). To dwie osobne kwestie (zgadzam się z Blackiem).

  15. lesserwisser

    Korniku, w tym przypadku, uzyskana nieprzewidywalność sprowadza się do tego, że nie wiadomo na którą stronę upadnie moneta (jak się puknie w stół) – będzie awers czy rewers, albo jescze może wywinąc jakis numer. Bo może ta moneta wywinąć też i orła i spaść na cztery łapy albo na cztery litery.

    Bo taka moneta to niezwykle przewrotna jest (jak zresztą wszystko żeńskiego rodzaju). 🙂

  16. Kornik

    Giełda, to też kobieta. Dlaczego jestem bez grosza? Wiadomo – bo to zła kobieta była! 🙂

  17. lesserwisser

    Giełda, Gelda, Golda, Gołda – one wszystkie nie warte są zachodu.

    Kornik – nieprzewidywalność (jak sama nazwa wskazuje) oznacza, ze nie da się przewidzieć wyniku! Natomiast w przypadku monety (nawet tej na sztorc) da się przewidzieć jaki może być efekt – orzełek lub reszek (innych możliwości nie ma).

    W rzucie kostką do gry – tez da się przewidzieć możliwy do wypadnięcia wynik – bo ilość możliwości jest skończona i znane jest prawdopodobieństwo ich wylosowania (tych oczek – znaczy się).

    My więc nie możemy mówić tu o nieprzewidywalności ale powinniśmy mówić o zmienności rezultatów rzutów-losowań. A przy rzucie kostką mamy do czynienia ze zmiennością, bo występuje rozrzut wynikówm, i mamy mozliwośc obliczenia odchylenia standardowego wokół wartości przeciętnej.

    A ta wartość przecietna to dawniej nazywała się esperanza czyli nadzieja. Wprawdzie to była tylko nadzieja matematyczna ale jak to ładnie ujął, błyskotliwy fraszkopis, Stanisław Jerzy Lec – “Nadzieja jest matką głupich, co nie przeszkadza jej być uroczą kochanką odważnych.”

  18. lesserwisser

    Obiecałem, że podam przykład na to że występowanie zmienności nie zawsze oznacza istnienie ryzyka. No to podaję, bo jakoś innomyślący się nie kwapią.

    Załóżmy, że mamy do czynienia z następującą grą, w której rzucamy kostką, a wypłata dla nas równa jest ilości wyrzuconych oczek razy 10. Tak więc, w tej zabawie, wygrać możemy od 10 do 60 zł.

    No i teraz popatrzcie uważnie – mamy tu ewidentnie do czynienia ze zmiennością – gdyż możemy obliczyć wartość przeciętna rzutu oraz wariancję i odchylenie standardowe. Jest zmienność a nie ma żadnego ryzyka!!!

    Ba, nawet jak wstępne do gry wynosić będzie 10 zł to również wtedy nie będziemy mieli do czynienia z ryzykiem (rozumianym jako możliwość poniesienia straty) ponieważ w najgorszym przypadku nic nie zarobimy a w najlepszym zarobimy jedynie 50 zł.

    No i co jest nakład wstępny, jest zmienność wyników a ni ma ryzyka. !!! No i co? Ze stolika gra pomyka ale nie ma nic ryzyka (no chyba że oferujący wypłatę czmychnie z kasą. 🙂 )

    Less, nieortodoksyjny zwolennik wyrażania ryzyka poprzez zmienność podał ten przykład (wbrew sobie), to teraz kolej na zwolenników przeciwnej filozofii. Niech podadzą jakiś przykład na to kiedy brak zmienności wiąże się z ryzykiem.

    PS

    Less ma w zanadrzu jeszcze parę smakowitych kasków, ale się nimi chwilowo nie podzieli, bo nie chce odpowiadac za spowodowanie uszkodzeń na ciele i umyśle czytających.

    Bo niektórym szczęki mogły by opaść aż na podłogę, jakby uświadomili sobie jak błądzą, a wtedy same kłopoty. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *