Nowy sposób manipulowania rynkiem?

Było kwestią czasu gdy dwa ważne trendy w sektorze inwestycyjnym – powstanie inwestycyjnych guru i gwiazdorskiej atmosfery wokół nich oraz wzrost roli mediów społecznościowych (Twitter, Facebook) w przekazywaniu informacji finansowych – doprowadzą do próby wykorzystania tych zjawisk w celu manipulowania rynkiem.

Anglojęzyczny Twitter przekonał się wczoraj jak taki proceder może wyglądać: ktoś stworzył konto udające profil znanego inwestora – Juliana Robertsona, a następnie wykorzystał natychmiastowe zainteresowanie tym kontem do wyrażania swoich inwestycyjnych opinii o różnych spółkach.

Julian Robertson uchodzi za legendę sektora funduszy hedge i to mimo faktu, że jego pożegnanie z tym sektorem nie przebiegło w najprzyjemniejszej atmosferze. Robertson założył jeden z pierwszych funduszy hedge, którym zarządzał przez firmę Tiger Management Corp. Wartość zarządzanych aktywów wzrosła z 8 mln USD w 1980 do 22 mld USD w 1998. Niestety, niewiele to mówi o rzeczywistych wynikach inwestycyjnych funduszu.

Pod koniec lat 90. wskutek słabych wyników inwestycyjnych (w 1999 roku -19% przy 21% wzroście SP 500) zaczęli masowo wycofywać pieniądze z funduszu Robertsona, który w 2000 roku zamknął fundusz i zajął się inwestowaniem na własny rachunek oraz finansowanie nowych zarządzających funduszy hedge. W 2011 roku Forbes szacował majątek Robertsona na 2,3 mld USD.

Nie można się więc dziwić, że profil Robertsona na Twitterze w kilkadziesiąt godzin zgromadził kilka tysięcy czytelników a jego tweetami zainteresowali się dziennikarze mediów biznesowych. Twórca konta zadbał o to (zdjęcie, biografia, tweet o wywiadzie w CNBC) by uchodzić za TEGO Juliana Robertsona. Niemal natychmiast powstały też podejrzenia, że konto jest fałszywe, którym autor wpisów na Twiterze pośrednio zaprzeczał.

W tym czasie, właściciel konta wykorzystał zainteresowanie nim do naganiania na wybrane przez siebie spółki. Przede wszystkim pozytywnie wypowiadał się o Herbalife – spółce, która od kilku dni znajduje się w centrum zainteresowania mediów biznesowych za sprawą Billa Ackmana.

Ackman zdecydowanie zaatakował Herbalife, oskarżył spółkę o to, że jest piramidą finansową i opublikował liczącą 342 slajdy prezentację, w której zawarł argumenty przeciwko spółce – naturalnie Ackman otworzył także istotną krótką pozycję na akcjach Herbalife. Twitterowy Julian Robertson krytykował Ackmana i pozytywnie wypowiadał się o perspektywach kursu akcji HLF.

Kwestię autentyczności twitterowego konta Robertsona jako pierwszy rozwiązał Andrew Ross Sorkin, który skontaktował się z biurem prawdziwego Juliana Robertsona i zdobył dowody na to, że twitterowe konto jest fałszywe.

Ogłoszenie tej wiadomości nie zniechęciło (i nie zniechęca) twórcę fałszywego profilu Juliana Robertsona na Twitterze do naganiania na wybrane spółki, w tym spółki z sektora małych i średnich przedsiębiorstw (na przykład na Einstein Noah Restaurant Group), na których kurs ze względu na relatywnie niewielką kapitalizację rynkową łatwiej się wpływa niż w przypadku blue chipów.

Szczerze mówiąc zdumiewa mnie fakt, że fałszywe konto jeszcze na Twitterze istnieje. Wydawało się mi, że Twitter zaciekle zwalcza konta podszywające się pod publiczne osoby.

Sprawa fałszywego konta Robertsona i naganiania na tym koncie na konkretne spółki jest też interesująca z prawnego punktu widzenia. Po pierwsze, ktoś świadomie podszywał się pod publiczną osobę. Po drugie, podszywanie się pod publiczną osobę mogło mieć na celu naganianie inwestorów na konkretne spółki w celu zrealizowania czegoś w rodzaju pompuj i rzuć.

Ktoś może oczywiście napisać, że inwestorzy, którzy kupują jakieś akcje pod wpływem tweetu jakiegokolwiek inwestycyjnego guru sami są sobie winni. To prawda. Nie zmienia to jednak ani o jotę prawnej sytuacji ludzi podszywających się pod znane osoby i wykorzystujących ich reputację w celu naganiania na konkretne spółki.

Ktoś może także zauważyć, że to co robił na Twiterze fałszywy Julian Robertson niewiele różni się od zachwalania swojego portfolio przez innych znanych inwestorów w czasie wywiadów czy konferencji (na przykład od tego co robi Bill Ackman). Nawet jeśli to prawda to różnica polega na tym, że to prawdziwy Ackman czy prawdziwy Einhorn zachwalają swoje portfele inwestycyjne a nie podszywają się pod Buffetta czy Dalio by zachwalać swoje portfele.

Z zainteresowaniem czekam więc na reakcję prawdziwego Juliana Robertsona a być może także na reakcję SEC. Wskazany przeze mnie przypadek powinien być natomiast kolejną przestrogą dla inwestorów by krytycznie podchodzili do informacji w Internecie.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

13 Komentarzy

  1. kamilp

    A teraz wyobrazmy sobie, ze ktos sie lepiej przygotuje, przejmie naraz kilka znanych kont + wlamie na rozne serwisy i mozemy byc swiadkiem niezlego balaganu. Jeszcze wiele przed nami 🙂

  2. trendfollowerpl

    Nie przesadzacie?
    Jeśli konto na tweeterze miało by być powodem manipulacji RYNKIEM to zakładamy że wszelkie grupy inwestorów będą podejmowały decyzje na podstawie ćwierku.
    Oczywiście jeśli konto jest fake’em powinno być jak najszybciej usunięte , ale nie dlatego RYNEK się go słucha tylko dlatego że podszywanie się pod inną osobę jest nielegalne.
    Znaczenie dla RYNKU jest marginalne (no może mniej marginalne przy mniejszych walorach).

    1. trystero (Post autora)

      @ trendfollowerpl

      Znaczenie dla RYNKU jest marginalne (no może mniej marginalne przy mniejszych walorach).

      Nie sądzę by dało się w ten sposób manipulować SP500. Natomiast myślę, że manipulowanie w ten sposób spółkami z segmentu MiS jest realne. Jeśli kilkadziesiąt anonimowych inwestorów jest w stanie “nagonić” na spółkę na forach czy chatach to jedno bardzo znane nazwisko też jest w stanie to zrobić.

      Nie zrozum mnie źle, nie uważam, że to jest najpoważniejszy problem dla inwestorów pod koniec 2012 roku 🙂 Po prostu zwróciłem na coś takiego uwagę bo takie rzeczy mają miejsce i moim zdaniem przypominają, że to co się czyta na blogach czy profilach w mediach społecznościowych trzeba przyjmować z odpowiednią dawką sceptycyzmu.

      1. trystero (Post autora)

        @ G. Zalewski

        Tak, zastanawiam się czy dziś dziennikarze próbowaliby potwierdzić informację.

        Z drugiej strony: błąd oszustów chyba. Wezwania “idą” przez giełdę. Mają wyznaczoną przez ustawę procedurę. Myślę, że zamiar przejęcia byłby bardziej wiarygodny niż wezwanie. No i ktoś mógłby się przejść do City i wybrać jakiś sensowny adres 🙂

  3. gzalewski

    Pare lat temu z poczty głownej w Warszawie wysłano faks do redakcji kilku gazet, że będzie wezwanie na jedną ze spółek. Faks był z logo KPWiG, firma miała być z Anglii.
    Po sprawdzeniu (ciekawe czy dziś w dobie jak-najszybciej-puśćmy-niusa) okazało się, że pod adresem brytyjskim jest dom spokojnej starości i generalnie nikt nic nie wie.
    Czyli technika podobna. Zmienił się nośnik

  4. gzalewski

    ale pamiętaj, ze to byly inne czasy. Troche mniejsza wiedza, mniej wezwan w ogole itp

  5. gzalewski

    WIdzisz pamięć jest zawodna – ja zapamiętałem, że to przyszło do redakcji (i ze w nagłówku faxu była poczta głowna. Ale sprawa była ciekawsza :)))

    “Angielska spółka Celtic Brewery (z siedzibš w Poole) zawiadomiła
    Komisję, że po sesji z 8 lipca br. ma 1,4 mln akcji Strzelca (9,33
    proc. kapitału akcyjnego spółki, uprawniajšcych do 5,18 proc. głosów
    na WZA). Co ciekawe, do czwartku nikt nie poinformował browaru o tym
    fakcie. Pod numerem podanym przez Celtic Brewery w zawiadomieniu do
    KPWiG odzywa się… Dom Starców! Jak poinformowano PARKIET w Urzędzie
    Rejestracji Spółek w Anglii i Walii, urzšd ten nie ma żadnej
    informacji o firmie Celtic Brewery. Londyński korespondent PARKIETU
    Mariusz Kukliński ustalił też, że nie figuruje ona w spisie numerów
    telefonicznych miejscowości Poole w okręgu Dorset ani ogólnokrajowym
    informatorze numerów
    telefonicznych w Wielkiej Brytanii. Natchnieniem dla autora
    zawiadomienia do Komisji mógł być fakt, że w Poole istnieje spółka C. Brewer & Sons (zajmujšca się dekoracjš wnętrz) – stšd Celtic Brewery. Ponadto w materiale wysłanym do
    KPWiG (w języku angielskim) znajduje się wiele błędów językowych
    sugerujšcych, że notatka nie wyszła spod ręki rodowitego Anglika.
    KPWiG bezkrytycznie poinformowała, iż Celtic Brewery jest akcjonariuszem
    Strzelca, nie sprawdzajšc prawdziwości tej informacji. Jak powiedział
    Mirosław Kachniewski rzecznik prasowy KPWiG, obecnie informacje te sš
    weryfikowane. ”

    czyli info, zostało wysłane do KPWiG, a pozniej rozeslane :))))

    1. trystero (Post autora)

      @ G. Zalewski

      To było w 1999 roku? Sprawdziłem reakcję kursu (Strzelec to chyba teraz Advadis, nie?) i wygląda na to, że super-spokojnie inwestorzy przyjęli tę wiadomość.

      Świetna historia, swoją drogą.

  6. trendfollowerpl

    Też lubię takie „newsy” z przeszłości! Więcej poproszę przy różnych okazjach 🙂

  7. gzalewski

    Reakcji nie było, bo najpierw info doszło do mediów. (PAP, gazety). To było już po sesji. A nastepnego dnia rano wielki czołówkowy tekst dał parkiet. No i dopiero sesja się rozpoczynała.

  8. yzy

    takich wrzutek-fałszywek do mediów na pewno było więcej… przykład: gdzieś w okolicach r. 2000 do Parkietu, a pewnie i do innych gazet, przyszedł faks z podobionym komunikatem Emitent o tym że któryś z ówczesnych guru – zdaje się że już wtedy był to Karkosik ale pamięć jest omylna :), przekroczył próg 5% w Wólczance… Po telefonie do KPWiG która nic nie wiedziała o sprawie faks trafił do kosza, a komisja “wszczęła postępowanie wyjaśniające”. Ale faktycznie w mediach elektronicznych łatwiej byłoby coś takiego sprzedać… presja czasowa

  9. gzalewski

    http://www.parkiet.com/artykul/426430.html

  10. fundman

    Patrowicz i Jego Synalek robią od 5 lat to prosciej.
    Słupy+Druk akcji wywalanych w rynek+Emisja obligacji dla swoich spółek wydmuszek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *