Spółka Amber Gold ogłosiła dziś likwidację. Nikt nie wie co to oznacza dla klientów spółki ponieważ nikt nie wie jakim naprawdę majątkiem dysponuje Amber Gold. Faktem jest, że z polskiego rynku usług finansowych znika jeden z największych para-banków. Co mają teraz zrobić Polacy mający apetyt na gwarantowane, dwucyfrowe zyski w skali roku?
Mogą zainwestować w innowacyjny projekt pozwalający na alternatywne inwestowanie w kontrakty terminowe na rynku pierwotnym. Nie zmyśliłem tego. To cytat ze strony internetowej jednej z firm zabiegających o pieniądze ‘miłośników’ 40% zysków w skali roku.
Inwestycja w kontrakty terminowe na rynku pierwotnym gwarantowana jest imiennym depozytem rzeczowym w postaci złotych monet. Firma oferuje gwarantowane premie inwestycyjne od 18,1% do 26,5% w skali roku. To nie wszystko. Jest jeszcze premia tradingowa – przeciętnie 12%.
Gdyby komuś znudziło się złoto a perspektywa niemal 40% zysków w skali roku wzbudza jego podejrzenia to może zainwestować w lokaty w ziemię rolną. Co prawda oferują one zaledwie 18% rocznie ale umowa gwarantuje zwrot 100% kapitału plus gwarantowane odsetki.
Myślę, że należy się pogodzić z istnieniem podejrzanych firm oferujących nieprawdopodobnie wysokie, gwarantowane zyski z inwestycji. W ostatnich trzech latach, na dużo bardziej rozwiniętym rynku finansowym, w USA, przeprowadzono ponad 100 akcji przeciwko piramidom finansowym. Na całym świecie inwestorzy tracą w piramidach finansowych około 10 mld dolarów rocznie. Nie widzę żadnego powodu, dla którego Polska miałaby być wyjątkiem.
Polacy nie wyróżniają się pozytywnie na tle innych społeczeństw w dziedzinie wiedzy o funkcjonowaniu rynków kapitałowych. System prawny i wymiar sprawiedliwości nie wydają się traktować poważnie zagrożeń związanych z oszustwami finansowymi.
Marcin Plichta bez problemów zarządzał Amber Gold mimo siedmiu wyroków skazujących (za fałszerstwo, wyłudzanie kredytów i przywłaszczanie mienia). Przez trzy lata, bez istotnych konsekwencji, Amber Gold ignorował obowiązki sprawozdawcze wynikające z ustawy o rachunkowości.
Niedawno, sąd w Opolu skazał ‘fałszywego maklera’ na 4 lata więzienia w zawieszeniu za wyłudzenie około 3 mln złotych. Rafał S. w latach 2007-2009 wyłudził około 3 mln złotych od ludzi, którym wmówił, że jest maklerem. Sąd nakazał zwrot 1,9 mln wyłudzonych pieniędzy ponieważ część spraw została już rozstrzygnięta w procesach cywilnych i dał skazanemu 7 lat czasu na dokonanie tego. Sędzia argumentował, że najważniejszą kwestią jest naprawienie strat a kara pozbawienia wolności przekreśliłaby możliwość odzyskania pieniędzy przez ofiary.
Wymiar sprawiedliwości tworzy więc sytuację, w której najgorszym scenariuszem, który rozważa potencjalny oszust jest możliwość wpadki i konieczność zwrotu wyłudzonych pieniędzy na korzystnych dla niego warunkach (rozłożone na raty). To jest najgorsza z możliwości, która zakłada, że wymiar sprawiedliwości zada sobie trud dopilnowania tego by oszust naprawił szkodę. Oszust zawsze może liczyć na to, że po kilku miesiącach lub kilku spłaconych ofiarach wymiar sprawiedliwości zupełnie przestanie się interesować procesem naprawiania szkód. Oczywiście, nie wszystkie oszustwa finansowe są wykrywane.
Z ekonomicznego punktu widzenia mamy więc transakcję (oszustwo finansowe) z ograniczonym do minimum downside i praktycznie nieograniczonym upside. W tej sytuacji powinniśmy się chyba dziwić, że piramid finansowych w Polsce jest tak mało…



