Na ile poważnym problemem są Pani zdaniem przestępstwa popełniane na naszym rynku kapitałowym?

Tego rodzaju przestępstwom nie przypisywałabym takiej wagi jak chociażby przestępstwom kryminalnym czy gospodarczym. W Polsce rynek kapitałowy jest dość młody. Bardzo nikły procent społeczeństwa interesuje się nim i ma wiedzę na ten temat.

To nie zmienia faktu, że bezkarność przestępców powoduje, że inwestorzy tracą zaufanie do giełdy, wycofują z niej swoje pieniądze, spadają obroty i płynność, co odstrasza innych inwestorów.

– Nie demonizujmy. Dla przeciętnego obywatela naszego państwa naruszenie prawa na rynku kapitałowym nie jest poważnym problemem. Zagadnienie dotyczy tylko wąskiej grupy społeczeństwa – inwestorów. To grupa naprawdę nieliczna, jeśli porównać ją z innymi grupami zagrożonymi przestępstwami gospodarczymi czy przeciwko mieniu, na przykład popełnianymi przez pracowników banków czy osoby korzystające z ich usług.

[…]

Ale jeśli ktoś manipuluje kursami akcji lub wykorzystuje informacje poufne, to zarabia na nieświadomej niczego drugiej stronie transakcji. Nie można wykluczyć, że jest nią fundusz emerytalny.

– Oczywiście. Można wysnuć taką tezę i uznać, że wszyscy na tym tracimy. Już z definicji wynika, że rynek kapitałowy jest miejscem, na którym część inwestorów zyskuje, a część – poprzez swoje błędne inwestycje – traci. Jest więc to pewnego rodzaju spekulacja. Nawet gdy pojawi się kwestia manipulacji ceną papieru wartościowego czy ujawnienia i wykorzystania informacji poufnych, to czy na pewno jest to przestępstwo? Zdarza się, że ktoś podjął decyzję tylko i wyłącznie na podstawie analizy dostępnych na rynku informacji, które nie zostały uzyskane z naruszeniem prawa. Tymczasem postronny obserwator, jeśli nie wpadł na ten pomysł, zakłada, że to działanie przestępcze.

 

[…]

Jakie były najsurowsze wyroki wymierzone przestępcom giełdowym?

– Najwięcej wyroków zapada w odniesieniu do przestępstw proponowania nabycia. Nie można tutaj mówić o orzekaniu poważnych kar. Przestępstwa określone w ustawie o publicznym obrocie są zagrożone maksymalnie karą pięciu lat pozbawienia wolności. Dowodzi to tego, że nawet ustawodawca nie uznał tych przestępstw za poważne rodzajowo. Dla porównania przestępstwo tzw. nadużycia zaufania (z art. 296 kk), jeśli dotyczy mienia znacznej wartości lub jest popełnione z chęci osiągnięcia korzyści majątkowej, jest zagrożone znacznie wyższą karą pozbawienia wolności. Za oszustwo grozi np. do ośmiu lat pozbawienia wolności.

 

fragmenty rozmowy przeprowadzonej przez Andrzeja Steca z prokurator Ewą Lizakowską, zajmującą się przestępstwami na rynku kapitałowym (Gazeta Wyborcza, 9-12-2002)

(podkreślenia moje)

[Głosów:0    Średnia:0/5]

3 Komentarzy

  1. pompon

    Odnoszę wrażenie, że podobna nonszalancja (a może indolencja?) panuje w prokuraturze także dziś.

  2. Nemo

    Ja sobie przypominam dawny program redaktora Mosza, w którym przedstawicielka pewnego domu czy funduszu (za nic nie mogę sobie przypomnieć nazwy ani nazwiska) powiedziała, ze inwestorzy giełdowi powinni mieć świadomość, że mogą zostać oszukani i w ogóle o co chodzi ? Działo się to po potężnej manipulacji na GPW, kiedy to “pomyłkowo” pewien pracownik DM złożył duże zlecenia zmieniające kierunek indeksów.
    Jeśli tak się wypowiadała finansistka to czego wymagamy od prokuratorów ?

  3. gzalewski (Post autora)

    http://demotywatory.pl/3895344/Tyle-w-temacie-drodzy-dziennikarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *