Chyba już wszyscy skomentowali komunikat KNF „w sprawie wyników osiąganych przez inwestorów na rynku forex” z 18 kwietnia 2012. Niemal wszędzie komentarze są pod hasłem – większość na forexie traci – tak jakby to było odkrycie na miarę epoki.
Tymczasem nie zauważyłem na razie, żadnej refleksji dotyczącej faktu, że 18 procent uczestników platform forexowych zarabia pieniądze. A w mojej opinii jest to wynik rewelacyjny. Po raz pierwszy statystyki zwycięzców/przegranych zaskoczyły mnie przy okazji obu edycji konkursów BossaFX (2010 i 2011). Wyglądały bardzo podobnie jak liczby opublikowane przez KNF. I były o tyle zaskoczeniem, że można było założyć, że w konkursie, w którym stawka jest wysoka, a wkład własny niski (za 1000 złotych zyskiwało się możliwość wygrania 100 000 euro lub franków – lub jednej z mniejszych nagród) ludzie będą grać bardzo ryzykownie, a tym samym szybciej zerować rachunek. Tak się jednak nie działo.
Owe statystyki są o tyle pozytywne, że w powszechnym przekonaniu traci 95, a czasami podaje się, że nawet 99 procent uczestników. Oczywiście te liczby nie są poparte najczęściej żadnymi danymi. Po prostu nieźle brzmią i robią wrażenie. 82 procent przegrywających to naprawdę bardzo zaskakujący wynik.
Zaskakuje jeśli wiemy, jak ludzie podchodzą do handlu na rynku, a na forexie w szczególności. Te same osoby, które potrafią godzinami sprawdzać oferty w Internecie, żeby znaleźć telewizor tańszy o 2 procent, znaleźć tańszą przesyłkę, na której zaoszczędzą 10 złotych, otworzą rachunek forexowy lub inny giełdowy i w jednej chwili podejmą decyzję o otwarciu pozycji na rynku, bez żadnej głębszej analizy, planu działania, czy jakiegokolwiek konceptu.
I tu dochodzimy do drugiego problemu. Odnoszę wrażenie, że KNF zrobiło sobie ostatnio z forexu „chłopca do bicia”. Przed miesiącem opublikowano bowiem inny komunikat „w sprawie zróżnicowania instrumentów finansowych na rynku forex”. Komisja zadziwiła się faktem, że klienci polskich brokerów forexowych grają (przepraszam, za użycie tego słowa – nasze oficjalne urzędy i instytucje boją się słów „gra” oraz „spekulacja”) przede wszystkim na najbardziej płynnym i największym rynku światowym, czyli na parze EUR/USD. Tym samym „Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zaleca inwestorom rozważenie większego zdywersyfikowania portfela instrumentów finansowych, w które inwestują.”
Kilka razy zwracałem uwagę już na ten kuriozalny zapis. Bo to trochę tak, jakby opublikować komunikat dla inwestorów giełdowych, żeby nie grali pierwszych pięciu spółkach z WIG20. Tylko wybrali na przykład coś co jest mniej płynne. Ale widać dla KNF koncentracja=ryzyko, ale brak płynności już nie. Z owego komunikatu wynika, że 38 procent przychodów uzyskanych przez brokerów pochodziło z pary EUR/USD. Samo to sformułowanie nie jest jednoznaczne, ze stwierdzeniem, że 38 procent klientów gra na tej parze. A jeśli nawet, to należałoby wysłać komunikat o zasięgu globalnym, gdyż według danych BIS Triennial Survey 2010, średni dzienny obrót, aż w 28% stanowi właśnie para EUR/USD (na II miejscu jest USD/JPY z udziałem o połowę mniejszym, na trzecim GBP/USD – zaledwie 9 %).
Przerażające ludzie i instytucje koncentrują się głównie na EUR/USD.
I w końcu kwestia ostatnia. Nie jest problemem to, że większość na forexie traci. Problemem jest to, że tego rodzaju statystyk, a tym samym i „ostrzeżeń” dla uczestników KNF nie publikuje dla rynku terminowego oraz rynku akcji. W związku z tym można odnieść wrażenie, że wyłącznie rynek forex jest tak potwornie ryzykowny, a to nie jest prawda. Kilka lat temu KDPW opublikował statystyki dotyczące rynku terminowego (bez uwzględniania prowizji), z których wynikało, że również większość traci. Z danych domów maklerskich wynika, że proporcja jest podobna do tej z forexu.
O wiele gorzej jest ze statystykami dotyczącymi rynku akcji. Tu metodologia liczenia, ile osób traci nie jest już tak prosta, jak na rynkach, na których ma miejsce dzienne rozliczanie. Ale można przypuszczać, że statystyka wcale nie jest lepiej niż na rynku kontraktów czy na forexie. Oczywiście poza okresami hossy na rynku akcji, gdzie przybywa zwolenników mitów „w długim terminie na akcjach się zyskuje”, „Gra na rynku akcji to gra o sumie dodatniej” i tym podobnych bzdurek. Bo nie chodzi o to, że rynki są ryzykowne, z dźwignią czy bez niej. Ryzykowne są działania klientów. Otwierających rachunki, gdy rynek rośnie jak szalony i „na akcjach na pewno się nie straci”, kupujących akcje w ofertach pierwotnych, z podobnym przekonaniem itd., itp. Więc szanowna Komisjo edukacja inwestorów, graczy i spekulantów nie polega na straszeniu ich forexem.
I w końcu trzecia sprawa to minimalne chociaż wyjaśnienie metodologii stosowanej przez KNF. Co to znaczy, że jakiś tam procent klientów zanotował stratę? Ich rachunek był niższy niż wpłacone kwoty? Był niższy niż 50 % wpłat, a może całość rachunku została stracona. Może jakieś rozkłady, dotyczące właśnie zyskowności i strat?

