Zdarzyło się dwa lata temu

Dokładnie dwa lata temu fundusz OPERA FIZ, mający być pierwszym polskim funduszem hedge opublikował wycenę, która okazała się (jak na razie) najniższą wyceną w historii notowań tego funduszu. Wartość certyfikatów na koniec I kwartału 2009 wyniosła 52 108,54 PLN, co oznaczało, że była niemal pięćdziesiąt procent niższa, niż w momencie startu funduszu (połowa 2005 roku) i blisko 78 procent niższa, niż w szczycie, który miał miejsce w czerwcu 2007 roku. W ciągu siedmiu kwartałów aktywa funduszu straciły na wartości ponad ¾. Klienci z całą pewnością nie byli zadowoleni. Zwłaszcza, że w fundusz próbował pozycjonować się na rynku, jako wehikuł do zarabiania „w każdych warunkach niezależnie od koniunktury giełdowej”.

Do dziś twórcy mają chyba problem z wizerunkiem, jeśli po takich wydarzeniach na stronach internetowych funduszu możemy przeczytać:

OPERA FIZ jest naszym “pierwszym dzieckiem” oraz sztandarowym produktem. Idea Funduszu powstała w odpowiedzi na oczekiwania i postulaty artykułowane przez naszych Klientów w trakcie wieloletniej współpracy. Wszystkie one sprowadzają się do jednego życzenia – zarządzać środkami Klientów jak własnymi pieniędzmi”

[…]

„Nie zamierzamy także zmieniać naszej filozofii inwestycyjnej i obciążać Klientów decyzjami dotyczącymi wyboru rynków, sektorów i klas aktywów – OPERA FIZ pozostanie funduszem o maksymalnym dopuszczalnym spektrum inwestycyjnym.”

[…]

„Fundusz w długim okresie powinien charakteryzować się niższą zmiennością (czyli ryzykiem) niż fundusze przywiązane tylko do jednego rynku/klasy aktywów.”

[…]

„Zarządzający funduszem wykorzystują wszelkie dostępne techniki inwestycyjne – od prostego zakupu pojedynczego instrumentu po złożone strategie oparte na instrumentach pochodnych (opcje, futures) oraz arbitraż.

Decyzje inwestycyjne Zarządzających zorientowane są na osiąganie absolutnych zysków. Nie koncentrujemy się na pobijaniu wydumanych benchmarków, ale dostarczaniu realnych zysków naszym Klientom.”

Brzmi paradoksalnie? Owszem. Myślę, że klienci funduszu, którzy wytrwali w nim do dziś mogą mieć spore powody do frustracji. W zasadzie nie mniejsze niż owe dwa lata temu, gdy prezes TFI Opera Maciej Kwiatkowski, pozwolił sobie na emocjonalny list do własnych klientów, w którym przyznał, że określenie baran jest na miejscu, ale bufon już niekoniecznie.

W tym samym liście poprosił o jeszcze jedną szansę, choć fundusz był początkowo stworzony na czas określony i można było go zamknąć, unikając tekstów taki jak ten, który Państwo czytacie.

Opera TFI jest w tej chwili w zupełnie innym miejscu, niż kilka lat temu. Aktywa funduszy są znacznie większe, przejęto fundusze od SEB TFI, powołano do życia kilka nowych i „sztandarowy produkt” wydaje się raczej kwiatkiem do kożucha. Dodatkowo fakt, że w ciągu ostatnich dwóch lat (czyli od minimum) zarobił niemal 35 procent, niczego nie zmienia.

Żeby dojść do punktu startu, czyli wyceny certyfikatu na poziomie 100 000 PLN zarządzajacy musi zarobić jeszcze 43 procent. Nie jest to nierealne. Przy niezłych warunkach (niestety bardzo zależnych od koniunktury) rok, może dwa lata. Żeby wyjść całkowicie z „obsunięcia” czyli osiągnąć nowy szczyt wartości certyfikatu potrzeba – błahostka – 240 procent.

Dziwną decyzją było utrzymywanie przy życiu tego tworu, który w żaden sposób nie jest tym (patrząc po wynikach), co obiecywano w materiałach reklamowych – mocno uzależniony od koniunktury na rynkach akcji.

Być może wiązało się to z tym, że Opera FIZ, powiązano jeszcze z dwoma funduszami – funduszem Universa.pl oraz funduszem Opera za 3 Grosze FIZ, o którego niefortunnej nazwie pisałem po jego powstaniu (https://blogi.bossa.pl/2007/04/01/dobra-marka/).

Klienci tego funduszu mają wciąż mniej niż 50 procent zainwestowanych środków (jeśli weszli w momencie jego utworzenia) piosenka Brechta o Mackiem Majchrze, może wywoływać wśród nich zrozumiałe zdenerwowanie.

Tym, którzy nie znają proponuję w wersji Nicka Cave’a

Ciekawie prezentuje się w tym kontekście Universa.pl, który od swojego minimum zyskał ok. 70 procent, a który miał naśladować wyniki Opera FIZ. Do dziś, zresztą możemy przeczytać na stronach Opera TFI:

„Universa.pl jest subfunduszem inwestującym głównie w akcje, którego polityka inwestycyjna możliwie wiernie naśladuje rozwiązania OPERA FIZ. Innymi słowy, jest to produkt inwestycyjny łączący cechy hedge-fundu oraz niebenchmarkowego funduszu oportunistycznego, nastawionego na absolutne stopy zwrotu (czyli niezależne od koniunktury rynkowej).”

Przy okazji po raz kolejny pozwolę sobie zapytać, czy słowa “oportunistyczny/oportunizm” w języku polskim nie mają jednak nieco innego znaczenia niż opportunistic w języku angielskim. Ale może to właśnie tłumaczy czemu wyniki tego funduszu różnią się od Opera FIZ, który miał być możliwie wiernie naśladowany. Może właśnie chodzi o ową „rezygnację z własnych poglądów”.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

9 Komentarzy

  1. lesserwisser

    “Przy okazji po raz kolejny pozwolę sobie zapytać, czy słowa “oportunistyczny/oportunizm” w języku polskim nie mają jednak nieco innego znaczenia niż opportunistic w języku angielskim.”

    Przy okazji pozwolę sobie zaznaczyć, że słowo opportunistic w języku angielskim ma takie samo znaczenie jak w w polskim.

    Według “wielkiego słownika wyrazów obcych” PWN =

    oportunizm/oportunista – postawa człowieka kierującego się w swoim postępowaniu, co w danej sytuacji jest niego korzystne, bez zasad (etycznych, moralnych , społecznych)przystosowujący się do okoliczności dla swoich własnych doraźnych korzyści (nie zważając na interes innych).

    “Innymi słowy, jest to produkt inwestycyjny łączący cechy hedge-fundu oraz niebenchmarkowego funduszu oportunistycznego, nastawionego na absolutne stopy zwrotu (czyli niezależne od koniunktury rynkowej).”

    Innymi słowy stwierdzenie to można rozumieć mniej więcej tak – Jak będziemy mieli okazje to wydymamy was bez zahamowań (niezależnie od koniunktury rynkowej).

  2. osoamoroso

    @GZ
    “Przy okazji po raz kolejny pozwolę sobie zapytać, czy słowa “oportunistyczny/oportunizm” w języku polskim nie mają jednak nieco innego znaczenia niż opportunistic w języku angielskim.”

    Nie jestem filologiem ale wydaje mi się, podobnie jak lesserowi, że (ang.) opportunistic = (pol.) oportunistyczny. Może pomyliło się Panu z opportune:

    –adjective
    1.
    appropriate, favorable, or suitable: an opportune phrase for the occasion.
    2.
    occurring or coming at an appropriate time; well-timed: an opportune warning.
    (Dictionary.com)

  3. lesserwisser

    Lesser też nie jest filologiem (już prędzej fizjologiem) ale jemu się nie wydaje, bo on mówi to w oparciu o słowniki.

    Random House – opprortunism – the policy or practice of exploiting opportunities without regard to ethical or moral principles

    Penguin: tending to seize opportunities with little regard for principles and consequwnces

    Podobnie Longman – z małą różnicą (esp.with little regard).

    Duży Oxford – exploiting immediate opportunities as they arise , especially regardless of planning or principle (of burglar or politician)

    Hornby -Opportunist – person who is more anxious to gain an advantage for himself than to consider whethet he is trying to get it fairly

    online dictionary -Opportunism – noun -1. the policy or practice, as in politics, business, or one’s personal affairs, of adapting actions, decisions, etc., to expediency or effectiveness regardless of the sacrifice of ethical principles.
    2. action or judgment in accordance with this policy.

    Origin: 1865–70; < Italian opportunismo, equivalent to opportun , (< Latin opportūnus; see opportune) + -ismo -ism

    —Related forms – opportunist (noun)

    To od córki przepisałem , bo kiedyś spierała się z nauczycielką w tej kwestii (i udowodniła swoją rację, przy mojej pomocy :))

  4. Oracle of Ostrava

    Mnie zastanawia dlaczego tacy doświadczeni zarządzający, czy też wyjadacze z Opery robią takie rzeczy? Czy może zasiedli pewnego razu i trochę za bardzo nakręcili się nawzajem na to że razem mogą dokonać wiele? Czy może po prostu stwierdzili, że otworzą sobie taki fundusz absolute return bo i tak to nie ich pieniądze – czyli nie ich ryzuko, a jak pójdzie nie tak to dorobią jakąś historię – jakoś to wyjaśnią, zmieszają z innym funduszem? A może przed rokiem 2008 nie tak trudno było uwierzyć, że można zarabiać w każdych warunkach?

  5. gzalewski (Post autora)

    sie zagalopowalem, ale tylko nieco. ów oportunistyczny pewnie pochodzi od opportunity fund, a to z calą pewnoscią nie jest opportunistic, a tym bardziej oportunistyczny

  6. lesserwisser

    Kłopot polega na tym, że “opportunity funds” bywają również nazywane “opportunistic” funds!

  7. jkl

    Dlatego nie wkładam pieniędzy do funduszy. Tak jak było napisane w książce “wspomnienia gracza giełdowego” – podpisujemy zgodę na obrót własnymi pieniędzmi zarządzający je tracą ale w podpisanej umowie się na to zgodziłeś. Wszystko w białych rękawiczkach.

    Rozwiązanie tej sytacji? wypłata wynagrodzenia funduszom od wygenerowanego zysku.

  8. Oracle of Ostrava

    @jkl

    Ja bym jeszcze dolozyl ze zarzadzajacy powinien miec b. istotna czesc swego majatku w tym zarzadzanym przez niego fundzie, bo jak bedzie wynagrodzenie na zasadzie success fee a nie beda mieli swojej kasy w funduszu to nadal goscie maja marchewkę, ale nie mają kija i chętnie podejmują ryzyko na koszt wpłacajacych na fundusz.

  9. jkl

    @Oracle of Ostrava – zgadzam się z tym – mogło by to (choć nie musi znając psychikę człowieka) zapobiec wystawianiu pieniędzy na nadmierne ryzyko

Odpowiedz na „gzalewskiAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *