Jedni mówią – ach, cóż to był za tydzień, analizując przeszłość, inni natomiast – starają się wybiegać w przyszłość. Jedno i drugie jest godne pochwały, a niejednokrotnie – jedno wynika z drugiego. Główne indeksy w ciągu ostatnich 2 tygodni przechodzą jedną z większych korekt w całej wielomiesięcznej fali wzrostowej. Czy znów jednak wszystko skończy się na szybkim powrocie do wzrostu, czy też korekta przybierze na sile i będzie pierwszą ?porządną” korektą całej fali wzrostowej?
Czy to już czas…?
W krótkim terminie zaczynam dostrzegać coraz więcej zagrożeń, działających na rzecz negatywnego scenariusza (szczególnie w USA), choć w dłuższym terminie – będziemy, jak sądzę ponownie osiągać coraz wyższe poziomy (szczególnie w Warszawie). Dlaczego jednak krótkoterminowo ma być inaczej? Dla mnie wyznacznikiem trendów są nieraz wskaźniki techniczne, ale analizowane dla dłuższych okresów (np. tygodniowe lub miesięczne) – sygnały z nich płynące nie wskazują ?górek” czy ?dołków” ale często wskazują ryzyko zmiany trendu lub potwierdzają, jaki trend jest obowiązujący. Warto przyjrzeć się głównym indeksom dla tygodniowych interwałów. Poniżej umieściłem tygodniowy SP 500, który po raz pierwszy od wielu miesięcy zaczyna wyglądać nieco niepokojąco – gdyż wskaźniki (np. MACD) groża sygnałami sprzedaży. Może się zatem sporo wydarzyć – i na giełdach i na rynku surowców oraz walut. Może, ale nie musi – pewne pole do wzrostu bowiem nadal istnieje.

Warto na pewno jednak, zawsze, przeanalizować różne możliwe scenariusze – nawet te, które wydają nam się mało prawdopodobne.
Dolar to wciąż waluta światowa, ale mniej warta…
Można, przy okazji, dyskutować o przyszłości dolara jako waluty światowej, ale trzeba chyba zgodzić się z tym, iż dolar jest i jeszcze jakiś czas będzie walutą światową, ale jego wartość może podlegać silnym zmianom. Dolar, choć coraz mniej warty, jest nadal opłacalny w ?transakcjach ?carry trade”. Inwestorzy pożyczają dolar na niski procent i lokują w bardziej wartościowe i perspektywiczne aktywa. Jeśli stopy procentowe w USA długoterminowo zatrzymają się na niskim poziomie (FED utrzymał dziś poziom 0,25%), może to utrwalić ten proces, ale tylko wówczas, gdy inne kraje będą utrzymać swoje stopy na wyższym poziome lub zaczną je podnosić – w przeciwieństwie do FED. Przez wiele lat, tanią i dostępną walutą był japoński jen. Inwestorzy pożyczali w Japonii i lokowali np. w Chinach czy Brazylii, gdzie stopy procentowe były wyjątkowo wysokie – opłacało się nawet kupowanie papierów skarbowych w lokalnej walucie.
Amerykańskie ?carry trade”
Od niedawna trwa zatem dyskusja, czy dolar amerykański może stać się kolejną walutą ?carry trade”? Śmiem twierdzić, iż jest on taką walutą już od dawna i między innymi dlatego obserwowaliśmy silne osłabienie dolara względem innych walut, rekordowe środki płynące na emerging markets i wielomiesięczne wzrosty na giełdach. Warto było pożyczać w USA i lokować na emerging markets. Utrzymanie niskich stóp procentowych w USA może podtrzymywać taki stan, ale pokusa realizacji zysków może być krótkoterminowo coraz większa. Inwestycje w dolarze na rynkach europejskich przyniosły bowiem bardzo (!) wysokie stopy zwrotu (WIGUSD zyskał bowiem w ciągu ostatnich pięciu miesięcy niemal dwukrotnie więcej niż WIG, w tym samym okresie). Podobnie wygląda porównanie stóp zwrotu na innych rynkach, gdyby je mierzyć w USD i lokalnych walutach.
Nawet kamyk może wywołać lawinę
Przy, mimo wszystkich, dalekich od optymizmu nastrojach, każda większa reakcja jednego globalnego inwestora, może wywołać mniejszą lub większą lawinę ?naśladowców”. Jeśli faktycznie nastąpi jakaś realizacja zysków na światowych giełdach – może również nastąpić umocnienie dolara wywołane zamykaniem pozycji ?carry trade” – tak jak w poprzednim roku silnie umacniał się jen, gdy zamykano pozycje w tej walucie. Poza aspektem analizy technicznej, jest to równie ważny element możliwego zachowania rynków akcji i walut w najbliższym okresie. Czy to będzie jednak ten tydzień? Nie musi tak być, ale moim zdaniem takie ryzyko istnieje. Wskaźniki C/Z dla amerykańskich spółek są wielokrotnie wyższe niż podczas szczytów hossy, co pokazuje przewartościowanie rynku amerykańskiego również w tym segmencie.
?Big Ben” – urodzony by walczyć z kryzysem
Kiedy Ben Bernanke został szefem FED, wielokrotnie podkreślano jego zainteresowanie ?Wielkim Kryzysem” , tak jakby już kilka lat temu przygotowywano się w USA, poprzez tę nominację, do ?wypicia piwa”, jakiego nawarzył Greenspan. Mr. B rzekł kiedyś: ?Jeśli ktoś chce zrozumieć procesy geologiczne, niech zacznie od badania trzęsień ziemi. Jeśli ktoś chce zrozumieć ekonomię, niech zacznie od największej katastrofy, jaka spotkała amerykańską i światową gospodarkę”. Te zainteresowania z pewnością okazały się pomocne podczas kryzysu sub-prime, który nastąpił już po ten nominacji. Bernanke interesował się jednak również długotrwałym kryzysem i deflacją w Japonii – czyżby szukał wskazówek do postępowania, w kolejnej możliwej odsłonie kryzysu w USA?
Obym nie miał racji….
Jeśli w USA nastąpią spadki, jak uważam, to zawsze można liczyć na PPT, a o tym warto napisać w osobnym blogu. Może jednak nie będę mieć racji, żadne spadki nie nastapią, a hossa trwać będzie nadal… nie pogniewam się, jeśli tak właśnie będzie ! Skoro jednak po spadkowej fali A, przyszła wzrostowa fala B (która trwa moim zdaniem obecnie), to powinna nastąpić również w końcu fala C…


Dodaj komentarz