Agencje “obiektywizmu”, czy agencje “sprzecznych interesów”?

Kiedy ukazał się, na początku tygodnia, negatywny raport Agencji Fitch, dotyczący Polski i innych krajów naszego regionu, na temat stanu finansów publicznych i perspektyw jego zmian, np. zadłużenia w relacji do PKB – w szczególności, polski Premier nie wytrzymał i zabrał głos. Zrobił to całkiem słusznie – wiadomo, że należy bronić własnych interesów – tym bardziej, że agencje ratingowe zdają się często nie dostrzegać sytuacji Polski w relacji do innych krajów, szczególnie tych, z których owe agencje pochodzą. Czy zamiast opiniotwórczych, obiektywnych raportów nie otrzymujemy coraz więcej i coraz częściej raportów ?na życzenie” lub ?na zlecenie”?

SEC bierze agencje ?pod lupę”

Agencje ratingowe oceniają, co do zasady, wiarygodność innych podmiotów, ale to ich wiarygodność stanowi od pewnego czasu największy znak zapytania. Powinny one być, do pewnego stopnia instytucjami zaufania publicznego (zaufania inwestorów), a jednak – od pewnego czasu nie są. Dlaczego? Nasz premier użył prostego argumentu oddającego nastroje inwestorów – Fitch wystawia w tym tygodniu krytyczne oceny np. Polsce, a krajom i instytucjom, które doprowadziły do światowego załamania finansowego – nie wystawił, nawet wtedy kiedy rozpoczęło się załamanie na rynkach. Rynki miewają krótką pamięć, ale my chyba nie powinniśmy tego wypierać na boczny tor. Przecież to owe agencje wystawiały, papierom opartym na ryzykownym długu hipotecznym, najwyższe ratingi. Inwestorzy wierzyli tym ratingom i słono za to zapłacili, kiedy papiery okazały się bezwartościowe, a nie wartościowe – jak sądzili .

Trudno nie przyznać racji takim argumentom – tym bardziej, że SEC (amerykański odpowiednik naszej Komisji Nadzoru Finansowego), prowadzi śledztwa dotyczące Agencji Fitch właśnie, jak również Standard & Poors oraz Moody’s i stawia im zarzuty. Dlaczego mamy tego zdystansowanego podejścia zabraniać innym? Podczas prowadzonego przez SEC postępowania ujawniono miedzy innymi, iż w większości przypadków, za wydawane ratingi płacił ich adresat. Jeżeli ktoś bierze pieniądze od podmiotu, któremu wystawia rating, to jest aż nadto prawdopodobne, iż może on być nie do końca obiektywny, szczególnie – zawyżony. To właśnie wyszło na jaw w trakcie śledztwa – analitycy opracowujący ratingi mieli je zawyżać, aby zarobić więcej. Jakie to ludzkie i jakie proste. A jakie dwuznaczne – moralnie i biznesowo….

Agencje same są więc sobie winne, iż niemal każdy (nieważne, kraj czy firma) dotknięty negatywną oceną, stara się podważać ich zalecenia czy wiarygodność. Furtkę do tego otwierają nawet amerykańskie sądy, o czym mowa w dalszej części.

KE podziela krytyczne uwagi

Krytyczne uwagi pod adresem agencji, podziela Komisja Europejska. Kiedy trwają prace nad budową wspólnego sytemu nadzoru, ich źródło także tkwi w wydarzeniach sprzed dwóch lat. KE stwierdziła jakiś czas temu, iż agencje ponoszą sporą część odpowiedzialności za trwający nadal kryzys – nie szacując odpowiednio ryzyka, a potem – nie reagując lub reagując z dużym opóźnieniem na trwający zamęt i zmianę wartości ryzykownych aktywów finansowych. Parlament Europejski przyjął w pierwszej połowie roku rozporządzenie zaostrzające warunki działalności agencji ratingowych. Jako, że największe agencje pochodzą spoza UE, prawo unijne obejmuje tylko działalność na terenie Unii. Pozostaje liczyć na podobne gesty w innych krajach, USA w szczególności. Takie gesty są – SEC proponuje np. ?historię ratingów – tzn. jak zmieniały się w czasie, ratingi wstępne.

Najbliższy szczyt G20, z pewnością, będzie dotyczył unifikacji nadzoru także w tym zakresie (podczas poprzedniego szczytu, nie poczyniono wiążących ustaleń w tym zakresie – poza deklaracjami). KE nałożyła, mimo wszystko, kaganiec agencjom ratingowym na terenie Unii, poprzez objęcie ich rejestracją, systemem zakazów i obowiązków. Po pierwsze – zaproponowano system rejestrowania agencji. Wprowadzono także, między innymi, zakaz świadczenia usług doradczych przez agencje ratingowe, zakaz wystawiania oceny w przypadku braku kompletnych danych oraz obowiązki – szerszej publikacji założeń i modeli do wycen oraz publikowania rocznych sprawozdań. Wiele z rozwiązań znajduje się już w kodeksie postępowania agencji ratingowych, ale jak widać, dobrowolna samokontrola nie wypaliła !

Pojawiła się zatem w końcu, i dobrze – konieczność stosowania kagańca i bata, z możliwą utratą licencji włącznie.

Jedni inwestorzy robią interesy, inni dochodzą swoich praw

Rygorystyczne podejście do agencji jest jak najbardziej wskazane. Agencje ratingowe nie ponosiły dotąd odpowiedzialności za swoje prognozy i ratingi. Na początku września świat obiegła informacja, iż Warren Buffet wyprzedaje akcje agencji Moordy’s. Zarobił na nich ponad 100 procent, ale jakoś dziwnie to wyglądało, mimo wszystko – w przypadku inwestora wychwalającego długoterminowe inwestycje. Jest jednak ku temu dość poważne uzasadnienie – rzucające całkiem nowe światło na perspektywy inwestowania w akcje agencji ratingowych. Można tylko rzec – Ach ten Buffet, co za ?nos” do interesów i wyczucie dobrego momentu do sprzedaży!. W USA uznano bowiem (sędzina Shira Scheindlin), iż ?agencje ratingowe nie mogą się powoływać na pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji chcąc uchronić się przed pozwami klientów, którzy mogą czuć się wprowadzeni w błąd przez nieodpowiednie oznaczenie ryzykownych instrumentów bazujących na kredytach sub-prime. A inwestorzy wytaczają liczne procesy !

Dotychczas, agencje skutecznie odpierały jednak zarzuty. Decyzja sądu otwiera drogę do czegoś, czego nie było wcześniej – do realnych roszczeń odszkodowawczych od agencji ratingowych, co dość szybko odbiło się na ich wycenie giełdowej. Na polu boju sądowego pojawił się min. fundusz emerytalny Calpers (California Public Employees). Domaga się on odszkodowania od 3 największych agencji ratingowych (Moody’s, Fitch, S&P), argumentując to współpracą agencji przy konstrukcji instrumentów, które później same oceniały. Calpers zauważa, że opłaty dla nich, były uzależnione od sukcesu sprzedaży, a od czego zależy sprzedaż?….hmm, między innymi od dobrego ratingu – i koło się zamyka.

Zdaniem Calpers, ten czynnik mógł powodować wysokie oceny instrumentów, wystawiane przez agencje. Fundusz zarzuca też brak dostatecznych informacji i brak zrozumienia konstrukcji tzw. SIV-ów, które nabył (ale, z drugiej strony – Calpers, jeśli czuł się niedostatecznie poinformowany, mógł nie nabywać tych aktywów w ogóle). Trwa gra słówek i półsłówek, rzetelnych informacji i niedomówień, o których będzie decydować sąd. Czy ktoś jednak otworzy ?Puszkę Pandory”, która może doprowadzić nawet do upadku agencji ratingowych? Może to być, moim zdaniem, trudne i zwycięży “mniejsze zło”!

Na zakończenie

Nie powiem nic więcej odkrywczego. Jedni dużo stracili, za sprawą agencji ratingowych – kierując się ich oceną (banki odpisały w straty, w sumie, na toksyczne aktywa – 1,5 bln dolarów), a inni dzięki nim – zarabiają (Buffet). ?What a wonderful world” – zachrypiałby Louis Armstrong. Najważniejsze jest jednak to, co wyjdzie z prób uregulowania (wyeliminowania konfliktu interesów w szczególności) na szczeblu międzynarodowym? Za zaostrzeniem przepisów dla agencji, które jak pamiętamy i co kolejny raz będę przypominał ?do bólu” – dawały, bez konsekwencji ?triple A” – obligacjom pod śmieciowe kredyty hipoteczne, opowiada się nie tylko KE, ale również administracja Obamy – ale na razie z osobna. Czy jednak Unia, USA, Japonia i inne kraje G-20 zdobędą się na wspólne działanie, bo tylko takie może być naprawdę skuteczne – czy znów wezmą górę partykularne interesy? Pożyjemy, zobaczymy….

Ratingi i agencje ratingowe są wszystkim bardzo potrzebne, ale muszą to być solidne RATINGI przez duże “R”, pochodzace z wiarygodnych niezależnych agencji, konkurujących za soba i umiejscowionych na różnych rynkach, a nie wątpliwe jakościowo “ratingi” 3 podmiotów, które posiadają 90% rynku i trzęsą niemiłosiernie tym rynkiem w swoich analizach – “just for the money”, a nieraz być może tylko “just for fun”. Taka silna koncentracja, nie wyszła nikomu na dobre, choc początki działalności agencji ratingowych były obiecujące i nie budziły zastrzeżeń. Zaufanie trudno będzie odbudowac, ale nie jest to niemozliwe, jeśli nowe regulacje okażą sie “strzałem w dziesiątkę” – czyli bedą chronić tych, którzy z ratingów korzystają.

Póki co, traktujmy, przez jakiś czas, zalecenia i opinie agencji ratingowych ostrożnie, a na pewno tak – jak na to zasługują (cokolwiek to znaczy dla każdego z nas z osobna).

[Głosów:0    Średnia:0/5]

4 Komentarzy

  1. gzalewski

    Polecam ogromnie książe “Zludzenia inwestora” M. Fridsona (oryg. wydany w 1996) oraz M.Bazermana “Zagrozenia do przewidzenia”. Duzo przed kryzysem co inteligentniejsi komentatorzy i analitycy zwracali uwage na watpliwą “jakosc” agencji ratingowych, ktore w wielu przypadkach obnizaja ratingi, jak juz jest za pozno

  2. mirek

    Te agencje to zwykły pic na wodę, finansowa przybudówka generująca ruch w interesie, ale pewnie mogłoby być inaczej, lepiej … tylko po co. Nawet takie kotłowanie AAA, BB,+,– jest dobre bo wywołuje nieefektywność rynku na której można zarobić.

  3. jtyszko

    @mirek, dla niektóych – agencje zastępują konieczność samodzielnego myślenia (choć jakość raportów znacznie się obniżyła). Takie, a nie inne zalecenia agencji, stanowią zawsze dobre uzasadnienie dla określonych decyzji inwestycyjnych, szczególnie jeśli ktoś inwestuje w skali globalnej i nie ma czasu na samodzielne dogłębne analizy, a jeśli coś nie wyjdzie? ….jest na kogo “zwalić winę” 🙂

  4. mfs

    wszystkie agenje powinny zostac zdelegalizowane smutne to ale prawdziwe ten wniosek jest odpowiedzina na to co sie dzieje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *