WSJ: Jak tonął Bear Stearns

13 marca 2008 r.,  jak okazało się później, stał się kamieniem milowym w historii bankowości inwestycyjnej. Wtedy to pierwszy ze słynnej piątki amerykańskich banków inwestycyjnych, posiadający 85-letnią tradycję Bear Stearns dał do zrozumienia, że jego sytuacja finansowa jest tragiczna i w przypadku nieotrzymania natychmiastowej pomocy zmuszony będzie ogłosić bankructwo.

13 marca 2008, czwartek

Wszystko zaczęło się od rutynowego spotkania szefów Bear Stearns, wieczorem wspomnianego wyżej dnia. Wtedy to CEO Alan Schwartz, CFO Sam Mollinaro wraz z resztą członków najwyższej kadry zarządzającej jak zwykle usiedli by omówić kwestie bieżące, m.in. płynność swojej firmy. Informacja, z jaką musieli się zmierzyć, była szokująca – bank posiadał mniej niż 3 miliardy dolarów w gotówce, czyli – zgodnie z obowiązującym prawem – nie miał możliwości kontynuowania swojej działalności następnego dnia.

Reakcja Schwartza była natychmiastowa – wykonał on telefon do Jamie Dimona, szefa JP Morgan, banku pełniącego rolę clearing agenta Bear Stearns, po pożyczkę overnight. Ale JP Morgan sam nie posiadał nadmiaru środków finansowych, w związku z czym odmówił udzielenia pomocy. W tym momencie stało się jasne, że jeżeli nawet tak potężna marka nie jest w stanie nic zaradzić, to szukanie wyjścia gdzie indziej nie ma sensu i bank będzie zmuszony ogłosić upadłość.

Czym prędzej skontaktowano się zatem z Timem Geithnerem, ówczesnym szefem nowojorskiej placówki Banku Rezerwy Federalnej. Władze FED zarządziły spotkanie jeszcze w nocy, by przedyskutować sprawę i zadecydowały o zastosowaniu rozwiązania, do którego nie uciekano się od lat trzydziestych poprzedniego wieku. Miała być to gwarantowana przez rząd, lecz dla niepoznaki udzielona przez podmiot komercyjny – JP Morgan – pożyczka, ze względu na brak czasu na razie o nieokreślonej wielkości i nieokreślonym terminie spłaty. Najważniejsze było tylko to, aby Bear był w stanie otworzyć swoje drzwi dla klientów
w piątek rano.

14 marca 2008, piątek

Wiadomość o otrzymaniu pomocy finansowej starano się przekazać na rynek tak pozytywnie, jak było to tylko możliwe. Podkreślano, że bank nie przechodzi kryzysu, jego sytuacja jest pewna, a nawet w razie, gdyby ?coś” nie wyszło to JP Morgan jest zainteresowany przejęciem działalności Bear Stearns (co było o tyle ryzykowne, że jakiekolwiek poważne rozmowy na ten temat jeszcze wówczas nie były prowadzone).

Początkowo inwestorzy zdawali się wierzyć oficjalnym komunikatom – w fazie przed otwarciem piątkowej sesji w ciągu zaledwie 17 minut walory Bear Stearns podskoczyły o 9%.

Prawda prędzej czy później wychodzi na jaw i zgodnie z tym powiedzeniem po niedługim czasie rynek postanowił sprawdzić wiarygodność przekazanych lakonicznie informacji. Popyt nie miał szans i wyprzedaż rozpoczęła się na dobre. Cena akcji banku spadała tak gwałtownie, że po 45 minutach była już o  47,4% mniej, niż na otwarciu. Zniżkowały też i notowania innych spółek (w tym banków – m.in. JP Morgana o 4,1%), a także cały indeks DJIA (stracił w tym dniu ponad 300 punktów).

Po zakończeniu piątkowej sesji szef Bear Stearns, Alan Schwartz, otrzymał telefon od Tima Geithnera i sekretarza skarbu USA Henry’ego Paulsona, że najpóźniej do niedzieli wieczorem musi sfinalizować sprzedaż Bear Stearns. Schwartz zadzwonił natychmiast do CFO Sama Mollinaro i 15 marca rano (sobota) rozpoczęto rozmowy z JP Morgan. Trwające cały dzień analizy due-diligence przyniosły efekt w postaci wstępnej oferty JP opiewającej na cenę 8-12 USD za jedną akcję, która, choć nie zachwyciła, przyjęta została przez zarząd Bear Stearns ze zrozumieniem.

Tymczasem niespodziewanie, przeprowadzona w nocy skrupulatniejsza analiza portfela mniejszych spółek Bear Stearns skłoniła prezesa JP do zerwania rozmów negocjacyjnych. Geithner natychmiast zaalarmował o tym fakcie Paulsona i szefa FED Bena Bernanke i w obawie przed realizacją czarnego scenariusza (upadek Bear Sterns mógłby spowodować bankructwo wielu innych, mniejszych firm) podjęto decyzję o zabezpieczeniu fuzji przez FED. Początkowo niechętne JP ugięło się pod naciskiem władz i po południu (16 marca, niedziela) skierowało do Beara ostateczną ofertę: 2 dolary za akcję.

Cena, choć szokująca, w obliczu totalnej klęski została zaakceptowana przez zarząd Bear Stearns. O godzinie 19:05 informacja o przejęciu trafiła do publicznej wiadomości. 10 minut później FED odkrył swoje antykryzysowe plany bezpośredniej pomocy dla banków inwestycyjnych, które – jak pokazały późniejsze wydarzenia – nie wystarczyły jednak, by uchronić przed bankructwem Lehman Brothers, a pozostałej słynnej trójki od rezygnacji ze swej uprzywilejowanej prawnie pozycji.

Więcej szczegółów o ostatnich dniach  życia Bear Sterns można przeczytać w artykule WSJ: ?Inside the fall of Bear Stearns” oraz w książce  Kate Kelly ?Street Fighters: The Last 72 Hours of Bear Stearns, the Toughest Firm on Wall_Street”.

Adam Kowalski

[Głosów:4    Średnia:5/5]

5 Komentarzy

  1. Thome

    Świetne:) Szokujące (a może wcale nie?) jest zainicjowanie tego “upadania”. Zwykłe, robocze spotkanie i nagle konstatacja: “nas NIE MA”;)))) A potem oczywiście stara śpiewka pomocowo-fedowo-paulsonowa…..

  2. exnergy

    Nawet największym czasem zabraknie na DEPOZYT. I nie otworzą następnego dnia już nic.

  3. Dominik Jadwisieńczak

    @Thome
    Taki margin call w skali makro 🙂

  4. olek

    @Thome
    Jakoś mi się nie chce wierzyć, że na roboczym spotkaniu skontatowali, że ich nie ma. To raczej zagranie autorów książki pod publiczkę. Taki kolos nie traci płynności z dnia na dzień. Nawet Barings upadał przez kilka tygodni, a tutaj nie było jakieś wielkiego przekrętu czy wielkiej pozycji. Raczej zarząd liczył, że jakoś się uda, aż w końcu zabrakło kasy na kolejny dzień egzystencji.
    Faktycznie trochę jak margin call ale takiej pozycji do której dopłacamy, aż skończą się nam pożyczkodawcy 😉

  5. YarekQ

    Znamienne i wiele wyjaśniające (m. in. dlaczego upadł) jest zachowanie Schwartza w piątek wieczorem – dzwoni po overnighta do Dimona. Dimon nie ma, albo nie chce mu pożyczyć (skłaniałbym się ku tej drugiej wersji). Chce ratować płynność – ale tylko NA CHWILĘ – i doskonale zdaje sobie z tego sprawę (z tymczasowości tego rozwiązania) . Zachowanie charakterystyczne dla dużych amerykańskich korporacji (znam z własnego doświadczenia). Próbuje rozwiązać (relatywnie) mały problem, który jest efektem innego – dużego (złego zarządzania), którym nikt się od miesięcy lub lat nie zajmuje. Nikt, oprócz Schwartza w tym całym kolegium prawdopodobnie nie miał ani chęci, ani woli – ani (najważniejsze) możliwości w pojedynkę tego rozwiązać, jedynym winnym jest on sam, zupełnie zasłużenie bo osobiscie pracował na klęskę przynajmniej kilka lat.
    Paradoksalnie – schemat, i tyle…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *