Po raz kolejny sięgam po doskonały raport na temat wyników amerykańskich funduszy, regularnie wydawany przez agencję Standard & Poor’s.
Raport ów ukrywa się na stronach internetowych S & P pod akronimem SPIVA czyli w pełnym brzmieniu: Standard & Poor’s Indices Versus Active Funds Scorecard (Karta wyników Indeksów S&P kontra fundusze aktywnie zarządzane). Obejmuje on wyniki ok. 3500 klasycznych funduszy, inwestujących w akcje i obligacje w USA i na świecie w 2008 roku. Tym razem analitycy szczególnie uważnie badali umiejętności zarządzających w obliczu rynku niedźwiedzia.
We wstępie podano zasadnicze założenia badań i atrybuty przyjętej metody, które ułatwiają zrozumienie statystyk z tabel. Więc krótko dla jasności:
- wyniki netto liczone są sumarycznie dla danej grupy funduszy i porównywane do jednego z indeksów liczonych przez agencję, właściwego dla stylu działania lub wielkości funduszy z danej grupy
- motyw badań – odpowiedź na pytanie jak zarządzający wypadają na tle pasywnego inwestowania czyli zakupu samego indeksu przez inwestora
- kalkulacje skorygowano o te fundusze, które w międzyczasie upadły lub zostały przejęte (survivorship bias)
- dla większej przejrzystości posłużono się dodatkową metryką, w której ujęto wagę funduszy zamiast liczyć zwykłą średnią
- w dodatkowej klasyfikacji wzięto pod uwagę na ile zmienny jest styl i metoda zarządzania
- ponieważ w USA te same akcje mogą mieć różną klasę dlatego obliczenia oczyszczono z dublujących się papierów
Kilka ciekawych wniosków:
Pozwolę sobie zacytować dosłownie tezę, która miała być osią tegorocznego raportu-
?Jednym z najbardziej niezmiennych mitów inwestowania jest wiara, że aktywne zarządzanie [w funduszach] ma wyraźną przewagę podczas bessy z powodu możliwości szybkiej zamiany akcji na gotówkę lub papiery defensywne”
Dla przypomnienia – alternatywna inwestycja pasywna w indeks zakłada brak jakichkolwiek analiz i ruchów timingowych czyli zamykania pozycji w obawie przed spadkami.
W 2008 roku, jak się okazało, 54,3% funduszy amerykańskich lokujących na krajowych giełdach niemal wyłącznie w blue chipy nie pobiło indeksu, 74,7% lokujących w średnie spółki również się to nie udało a w grupie inwestujących w najmniejsze firmy – 83,8% także nie dało rady.
Te liczby dla całego pięcioletniego okresu 2004-2008 wyglądają jeszcze pesymistyczniej i fundusze wypadły gorzej od benchmarków (czyli indeksów) odpowiednio w takich oto rozmiarach: duże – 71,9%, średnie -79,06%, małe – 85,45%.
Porównanie tych danych z pięcioletnim okresem 1999-2003, w czasie którego miała miejsce poprzednia bessa, potwierdza małą odporność funduszy na spadki i brak efektów zapobiegawczych. Co gorsza – odsetek pokonanych przez średnią rynkową wzrósł podczas obecnego rynku niedźwiedzia, choć to po części można złożyć na karb intensywności tego kryzysu.
Dla ścisłości- nie chodzi w tej statystyce o to czy zarządzający zarobili ale o to czy ich umiejętności rzeczywiście powinny być nagradzane za wnoszenie wartości dodanej w porównaniu do alternatywnej, kompletnie pasywnej inwestycji w indeks, jaką ma do samodzielnej dyspozycji klient.
Natomiast jeśli przyjrzeć się wynikom w zakresie zysków to trudno oczekiwać by bessa nie zrobiła spustoszenia w portfelach. W ciągu roku wszystkie łącznie fundusze straciły 38,67% wartości powierzonych aktywów (adekwatnie szeroki indeks S&P1500 o 2 % mniej), dla 3 lat średnioroczna strata wyniosła 9,7% (indeks spadał wolniej bo 8,35% rocznie), 5 lat wyczyściło z portfeli klientów średniorocznie 2,47% (indeks oddawał tylko 1,89%).
Trzeba podkreślić, że jedna z grup funduszy radziła sobie relatywnie najlepiej w statystyce porównującej pokonanie benchmarków – to ci zarządzający, których strategie przewidują alokację w duże spółki tzw. ?wartościowe” (large-cap value). W branży za akcje z tej kategorii przyjmuje się te, których kapitalizacja przekracza 11 mld $ i które są notowane poniżej swej teoretycznej wartości czyli np. cechuje je niski wskaźnik cena/zysk albo cena/wartość księgowa, ale są fundamentalnie silne i chętnie płacą dywidendy. Po przeciwnej stronie rentowności uplasowały się inwestycje w spółki ?wzrostowe” (growth stocks) a więc te o wysokim poziomie cena/zysk ale oceniane w perspektywie jako kandydaci do szybkiego rozwoju.
Ostatni rok przeżyło 94,62% funduszy a 85,33% nie zmieniło stylu inwestycyjnego. Za okres 5-ciu lat poziom przeżycia to 73,37 % a niezmienny styl zaprezentowało 51,93%.
W kategorii funduszy inwestujących na emerging markets 65,06 % nie pobiło indeksu opisującego te rynki w ostatnim roku (89,83% za ostatnie 5 lat) i choć łączna strata w 2008 roku wyniosła 57,2% to za okres 5 lat wynik wyszedł pozytywny bo plus 5,47% średniorocznie (choć niemal 3% mniej od samego indeksu).
I na koniec ciekawostka – najgorszy poziom porównania do indeksów pokazali ci zarządzający, którzy lokowali w rynek pieniężny (fixed income) – w niektórych kategoriach ani jeden z nich nie pokonał średniej rynkowej.
—*Kat*—

