Czytelnicy blogów dość łatwo mogą znaleźć teksty, w których dworowałem sobie z mody na Bitcoina i generalnie kryptowaluty. Choć, może wcale nie tak łatwo – bo minęło już dziesięć (!) lat (W tych dniach wszyscy jesteśmy górnikami). W trakcie tej dekady świat zmienił się w sposób niewyobrażalny. Nie tylko świat aktywów finansowych, ale również ten technologiczny, geopolityczny i społeczny. Coś, co było ciekawostką i modą okazało się być zupełnie czymś innym, jak wiele zmian i rewolucji wyzwoliło i napędziło inne trendy. Wiele z nich faktycznie okazało się jedynie przelotnym błyskiem, inne wciąż ewoluują.

W tym tekście chciałem jednak nawiązać do spostrzeżenia, które zrobił Tomek Symonowicz, analizując raport Polak-inwestor. Otóż okazuje się, że więcej ankietowanych przyznaje się do posiadania kryptowalut niż akcji spółek notowanych na GPW. Pomijając kwestie metodologiczne, tego jak były ułożone pytania, co tak naprawdę wypełniający ankietę rozumieją przez „posiadanie kryptowalut” (w ogóle cokolwiek, czy jest to znaczący udział w portfelu), w gruncie rzeczy odpowiedź ta wcale nie jest zaskoczeniem.

Wielu z nas, którzy na rynku kapitałowym jest obecna niemal od jego początku popełnia pewien grzech pychy. Jesteśmy przekonani, że esencją rynku jest rynek akcji, giełda i wszystko to czym żyliśmy w latach dziewięćdziesiątych. Choć rynek giełdowy jest i od początku był, rynkiem regulowanym, to mimo wszystko pionierskie lata pozwalały na uczestniczenie w czymś co było niezwykle nowe, dynamiczne, zmieniające się, pozwalające na naukę oraz wykorzystywanie jego zalet i ułomności. Przez niektórych owe ułomności były wykorzystywane do manipulacji, wykorzystywania poufnych informacji, czy innych sposobów zyskiwania nieuczciwej przewagi. Wraz z rozwojem rynku pojawiały się regulacje, później kolejne regulacje, wymagania, ankiety adekwatności, kolejne regulacje. Otwarcie rachunku dla laika nie zajmuje już dziesięciu minut, choć można to zrobić w internecie, co kiedyś – mieliśmy taką nadzieję – przyspieszy cały proces. Wielu klientów (znam takie przypadki) zniechęca się i rezygnuje. Zwłaszcza, że mają do wyboru inne możliwości inwestycyjne. Możemy sobie opowiadać o dywersyfikowaniu portfela, rozproszeniu aktywów, nie wkładaniu jajek do jednego koszyka, ale zapominamy o tym, że na samym początku procesu inwestycyjnego jest ciekawość (oczywiście też trochę chciwości). Jeśli dziecko jest zainteresowane graniem na instrumencie, dajemy mu je do zabawy i niech odkrywa. Gdybyśmy mu na początku powiedzieli – słuchaj najpierw musisz zrozumieć, czym jest gama, skala, interwały i dopiero możesz dotknąć instrumentu, nie sądzę, żebyśmy je zachęcili.

Z inwestowaniem – jak wieloma aktywnościami człowieka, jest podobnie. Najpierw jest ciekawość. Próbujemy ostrożnie. Uczymy się, zdobywamy doświadczenie. Tracimy pieniądze, zniechęcamy się lub rozpalamy bardziej. Uczymy się sami, czytamy książki, uczestniczymy w szkoleniach. Dopiero po jakimś czasie możemy powiedzieć coś więcej o ryzyku i tym, jak je postrzegamy, a nie na samym początku tego procesu. Jeśli dostęp do rynku regulowanego traci tę aurę łatwości dostępu, pewnej nowości, a nawet rewolty, zniechęcamy się.

To dlatego mniej więcej dwie dekady temu część inwestorów zainteresowała się rynkiem forex. Handel walutami zarezerwowany wcześniej dla wielkich instytucji i zamożnych inwestorów, zaczął być dostępny dla inwestora detalicznego. Próg wejścia był coraz niższy, a przede wszystkim – ponieważ był to rynek pozagiełdowy – nie podlegał tylu regulacjom. I znów, ponieważ ludzie są nieograniczeni w swojej pomysłowości, pojawili się nieuczciwi inwestorzy, nieuczciwi pośrednicy, należało rynek regulować. Ale już wtedy po kilku latach na rynnach – również w Polsce – istniało sporo osób, które miały (nawet niewielkie) doświadczenie w inwestowaniu i w życiu nie posiadały akcji spółek na GPW. Gdy dziesięć lat temu pojawiły się kryptowaluty, wielu tradycyjnych inwestorów (wraz ze mną) patrzyło na ten świat, jako ciekawostkę, modę, nie wartą zainteresowania efemerydę. Tymczasem w ciągu dekady powstał wielobilionowy rynek z inwestorami, którzy nigdy wcześniej nie posiadali akcji, nie myśleli o inwestowaniu w akcje. Jego zaletą była łatwość dostępu. Bez ankiet, bez wiedzy, tylko na klik w smartfonie. I już. Posiadasz aktywa. Czasem znikną, czasem wyparują, czasem upadnie pośrednik, giełda – wszystko to co wiąże się z powstawaniem nowego rynku.

Zapomnijmy o tym, że akcje są czymś ważniejszym, poważniejszym, czy „bardziej profesjonalnym”. To przekonanie jest całkowicie błędne. Podobnie jak inny mit, częsty u nas – że inwestowania należy uczyć się powoli, najlepiej zaczynając od rynków akcji, dopiero później biorąc się za pochodne. Od wielu lat, gdy czytałem wspomnienia traderów zauważałem, że wielu z nich nic nie wiedziało o rynkach akcji. Zaczynali swoją karierę przypadkowo – handlując kontraktami na kukurydzę, półtusze wieprzowe. Trafiali do działów obligacji, które okazywały się wyjątkowo ekscytujące. W Pokerze kłamców M. Lewis wspomina, że dla wielu traderów z Salomon Brothers handlujących obligacjami i tworzących ten rynek, synonimem obciachu i porażki w karierze był handel na rynku akcji.

W wydanych w 1987 roku Czarodziejach rynku, Jack Schwager rozmawia z traderami z rynków akcji, obligacji, kontraktów terminowych, walut, opcji. Każdy z nich opowiada o czymś innym, ale w gruncie rzeczy mówią o tym samym – o ryzyku, psychologii podejmowania decyzji, metodach analiz – właśnie dlatego, ta książka jest nadal aktualna. Pięć lat wcześniej wystartowały na Chicago Mercantile Exchange, wystartowały kontrakty na indeks S&P500. Wielu tradycyjnych traderów z rynków towarowych, nie rozumiało jak można uruchomić kontrakt na indeks akcji – na rynku na którym nie istnieje realny popyt i podaż towaru. A jednak wśród rozmówców Schwagera, ten rynek jest czymś oczywistym. Być może, gdyby książka była pisana dziś znalazłby się wśród nich, jakiś trader z rynku kryptowalut, który nigdy nie miał do czynienia z innymi aktywami.

[Photo by Nicholas Cappello on Unsplash  ]

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *