W grudniu na profilu Blogów Bossy na platformie X zwróciliśmy uwagę na dane OECD o strukturze aktywów finansowych gospodarstw domowych. Z danych OECD wynika, że polskie gospodarstwa domowe mają niską ekspozycję na rynek akcyjny.
Według OECD zaledwie 20% aktywów finansowych polskich rodzin to akcje. Nie jest to najniższy wynik w zestawieniu OECD ale plasuje Polskę w dolnej części zestawienia.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w kategorii gotówka i depozyty. Według OECD stanowią one ponad 50% aktywów finansowych gospodarstw domowych w Polsce. To jeden z najwyższych wyników w zestawieniu OECD.

Warto zauważyć, że dane OECD dotyczą aktywów finansowych a OECD nie publikuje danych o tym jaką część wszystkich aktywów gospodarstw domowych stanowią aktywa finansowe. Nie obejmują one nieruchomości. W państwach, w których inwestowanie w nieruchomości jest domyślnym sposobem lokowania oszczędności aktywa finansowe mogą stanowić niewielką część aktywów ogółem.
W ostatnich latach napisano tysiące artykułów i felietonów, których autorzy zastanawiali się dlaczego Polacy preferują inwestowanie w nieruchomości a unikają inwestowania na rynku akcyjnym. Zidentyfikowano kilka sensowych powodów:
- stopy zwrotu z polskiego rynku akcyjnego nie były atrakcyjne w XXI wieku w przeciwieństwie do stóp zwrotu z rynku nieruchomości
- inwestowanie w nieruchomości jest w Polsce uprzywilejowane pod względem podatkowym
- rynek akcyjny ma złą reputację – panuje przekonanie, że jest narażony na manipulacje i oszustwa oraz skutki widzimisię polityków
- istnieje przekonanie, że klasa polityczna będzie zawsze wspierać rynek nieruchomości i dalej ignorować rynek akcyjny
Profesor Marian Noga, lewicowy polityk oraz członek Rady Polityki Pieniężnej w latach 2004 – 2010 podał dziś w wywiadzie radiowym kolejny powód. Powiedział w nim: Jeśli mamy duże oszczędności, warto inwestować w mieszkania. Do inwestowania na giełdzie trzeba mieć dużo czasu i doświadczenie. Tam też można zarobić.
Jestem pewien, że wielu Polaków podziela pogląd profesora Nogi i jest przekonana, że do inwestowania na giełdzie potrzeba doświadczenia i umiejętności oraz czasu. Dodatkowo wielu uważa, że inwestowanie na giełdzie wymaga także dużego kapitału a z kilkudziesięcioma tysiącami nie ma co sobie zawracać głowy.
Problem polega na tym, że są to poglądy z poprzedniego stulecia. Takie nastawienie do rynku akcyjnego miało podstawy w latach 90’ poprzedniego wieku. W 2024 roku kompletnie nie odzwierciedla inwestycyjnej rzeczywistości stworzonej przez pasywną rewolucję.
Do inwestowania na giełdzie nie potrzeba doświadczenia ani żadnych specjalnych umiejętności. Pod warunkiem oczywiście, że wybierze się pasywne podejście do inwestowania. Takie podejście zalecane jest jednak zdecydowanej większości inwestorów. Warren Buffett powiedział kiedyś: Myślę, że 98% – 99% inwestorów powinno stosować szeroką dywersyfikację i nie handlować aktywnie.
Buffett przez szeroką dywersyfikację rozumiał pasywny fundusz szerokiego rynku. Pasywne inwestowanie na giełdzie w oparciu o globalny portfel akcyjny wymaga otwarcia rachunku maklerskiego w polskim biurze maklerskim, wpłacenia środków i złożenia zlecenia zakupu jednego instrumentu finansowego. Te dwie ostatnie czynności trzeba powtarzać co miesiąc, co kwartał lub co rok. Pasywną ekspozycję na polski rynek akcyjny można zbudować przez trzy fundusze indeksowe.
Część czytelników może mi zarzucić, że dokonałem zbyt dużych uproszczeń. Po pierwsze inwestor musi zdecydować jak dużą część aktywów chce mieć ulokowane na rynku akcyjnym. To trudna decyzja bo wymaga szacowania odporności na obsunięcia. Po drugie inwestor musi wybrać odpowiedni dom maklerski i odpowiedni ETF. Nie oszukujmy się jednak – nie są to decyzje dużo bardziej skomplikowane niż te podejmowane przy okazji większych zakupów konsumenckich. Warto zauważyć, że problem właściwej ekspozycji występuje też w przypadku inwestycji na rynku nieruchomości tylko jest kompletnie ignorowany bo nikt nie zaprząta sobie głowy brakiem dywersyfikacji geograficznej i walutowej.
Tak więc jeśli uwolnimy się z ograniczeń ubiegłowiecznego myślenia o rynku akcyjnym to dojdziemy do wniosku, że w 2024 roku inwestowanie na giełdzie na pewno nie wymaga więcej doświadczenia i umiejętności niż inwestowanie na rynku nieruchomości. Co więcej, na pewno wymaga dużo mniejszych nakładów czasu niż inwestowanie na rynku nieruchomości. Stwierdziłbym, że wymaga o rząd wielkości mniejszych nakładów czasu niż inwestowanie w nieruchomości.
Powstaje więc pytanie: dlaczego w dyskusji publicznej dominuje odmienny i kompletnie fałszywy obraz inwestowania na giełdzie? Dlaczego ludzie z tytułami naukowymi i z reputacją ekspertów (profesor ekonomii i były członek RPP) ten fałszywy obraz propagują?


Dodaj komentarz