Pamiętacie może fruwającą również po naszych blogach tezę, że najlepszymi traderami potrafią być ludzie z uszkodzeniami mózgu w części odpowiadającej za emocje?

Po zobaczeniu najnowszego filmu Davida Finchera The Killer jestem w stanie zaakceptować tezę, iż dobrą metaforą tradingu jest również zabójca na zlecenie. Film – jestem o tym całkowicie przekonany – był jakoś wzorowany na świecie, który części z nas  jest bliski. Co gorsze, świat skutecznej spekulacji i świat cyngli do wynajęcia mogą być sobie bliższe niż chcielibyśmy przyznać. Jeśli komuś się ten skok przez rekina wydaje przesadzony, to przypomnijcie sobie metafory sportowe i postać pana o pięknym nazwisku Yogi Berra, który jest szanowanym filozofem na Wall Street.

Każdy, kto zna kino Finchera wie, że jego domeną jest zabawa z widzem. W ostatnim filmie tej zabawy jest mniej, bo story jest proste, jak tytuł. Główny bohater jest  fanem jogi, prawnikiem, który zabija na zlecenie słuchając muzyki The Smiths. Już ten rys pokazuje, że mamy do czynienia z bohaterem komiksowym. I tak właśnie jest, bo scenariusz jest oparty o francuską serię komiksów. Niemniej, nasz perfekcyjny bohater popełnia błąd, który uruchomi mechanizm precyzyjny niczym najlepszy zegarek.

Sam film popełnia zbrodnię w postaci komentarzy do rzeczywistości i akcji z off’u, więc właściwie jest troszkę antyfilmowy, ale właśnie to, co bohater filmu mówi z off’u jest najbardziej giełdowe w całym filmie. Zdania nawołujące do dyscypliny przeplatają się z – z powiedzmy szczerze – głupotami na temat natury rzeczywistości i kondycji ludzkiej. Wszystko podlane statystykami w stylu w każdej sekundzie umiera blisko dwoje ludzi i rodzi się blisko czterech, więc czymże jest jedna śmierć więcej.

Niemniej, kiedy przychodzi do metodycznej pracy nad zadaniem, nasz bohater ma do powiedzenia – sobie i nam – zdania w stylu „trzymaj się planu, nie improwizuj”. Jestem przekonany, że każdy trader przynajmniej raz w życiu znalazł się w sytuacji, której to zalecenie dało mu zarobić na rynku, a nie trzymanie się tego zalecenia kosztowało więcej niż byśmy chcieli. Z fabuły filmu wynika, że miejsce na improwizację pojawia się, gdy coś pójdzie nie tak, ale to też znają wszyscy, którzy zajmowali się przez chwilę spekulacją i zwyczajnie musieli wykopać się z dołka, w jaki wkopali się nagłym zwrotem akcji.

Kolejne zdanie, które wypowiada nasz bohater – filozofując o stratyfikacji społecznej – również wiąże się z tradingiem. Zrób wszystko, by być w mniejszości, a nie w większości (która jest eksploatowana przez mniejszość). Co ciekawe, nasz bohater używa w tym wypadku frazy ukradzionej prezesowi EBC z czasów kryzysu finansowego – słynnego whatever it takes. Mario Draghi musi być dumny, że jego zdanie, które ocaliło euro, żyje szeroko poza wąskim gronem ludzi zainteresowanych bankowością centralną i zarządzaniem kryzysem zadłużenia.

Czy nie podpisalibyście się też pod zdaniem, że najbardziej zdyscyplinowany umysł bywa zmęczony, niecierpliwy, pośpieszny i niechlujny? Oczywiście znamy to z tradingu. Każdy w innym układzie sił ma dzień, kiedy chce skończyć pozycję zyskiem, zamknąć szybciej od planu czy wreszcie bez planu. Niecierpliwość, pośpiech i bałagan w myśleniu – trzech jeźdźców apokalipsy, którzy wspólnie lub w pojedynkę wyzerowali miliony rachunków i zbankrutowali inwestorów zagubionych w improwizacji.

Osobiście szczególnie bliska jest mi jedna postawa, którą  nasz bohater opisuje zdaniami. Nie jestem w położeniu, żeby mieć jakieś opinie. Nie służę nikomu (skracam troszkę). Moje wyniki są pochodną banalnego faktu – mam to gdzieś (w filmie to gdzieś jest znacznie twardsze). Kilka razy na blogach bossy zarzucano mi pewien cynizm jeśli chodzi o obecność na rynku, ale naprawdę nasz bezimienny bohater dobrze oddaje nasze położenie. Z boku to wygląda, jak cynizm, ale – znów cytując naszego bohatera – pytaniem jest tylko i wyłącznie: co ja z tego będę miał?

Myślę, że zachęciłem już czytelników do zobaczenia filmu Finchera okiem tradera. Na koniec chciałbym też szczególnie polecić jedną scenę, która zawiera w sobie elementy nieprzystające do kultury blogów, ale naprawdę musicie wszyscy posłuchać opowieści o tym, jak myśliwy wychodzi na polowanie na niedźwiedzia i co wynika z tego faktu. Opowiada to – niczym prawdziwa dama – Tilda Swinton, więc wulgaryzmów nie ma, ale to prawdopodobnie najlepsza lekcja na temat tradingu, jaką widzieliście w filmie od lat. Po tym martyngał już nigdy nie będzie tym, czym był.

Miłego seansu!

1 Komentarz

  1. Kornik

    Przerabialismy chyba wszystko: Ty musisz byc jak killer, pilot, rajdowiec, albo atleta. A potem Rynek albo cie odstrzeli, albo zestrzeli, wyrzuci na zakrecie, albo owyautuje. Dlaczego? Bo w kazdym przypadku na ogol bedziemy mieli do czynienia z przerostem formy nad trescia. Tak naprawde w wiekszosci przypadkow bedzie to kolejna forma podejscia emocjonalnego – cos w stylu: Hej, szable w dlon! Na kon – i jakos to bedzie.

    Ps. Dzieki za zajafke. Film oczywiscie obejrze, gdy tylko znajdzie sie w repertuarze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *