Inwestuj świadomie, część 2

Obiecałem na koniec poprzedniej części garść praktycznych porad i to z gatunku takich nieoczywistych, których próżno szukać w materiałach edukacyjnych do inwestowania giełdowego.

Są one bowiem oparte na wielu moich latach aktywnej działalności inwestycyjnej oraz długiego stażu jako bloger i edukator. Częściowo stoją one w kontrze do niektórych oficjalnych poradników, a to głównie dlatego, że nie upiększają rzeczywistości lecz ją urealniają. W zwykłym trybie edukacyjnym bezpośrednio na rynku dochodzenie do nich trwa latami i kosztuje zarówno finansowo jak i mentalnie.

Nazwałem tę akcję „Jeszcze bardziej świadome inwestowanie”. Dotyczy to zasadniczo inwestowania, mniej lub bardziej aktywnego, a nie intensywnej spekulacji (tradingu), której można by poświęcić jeszcze kilka długich ciągów dalszych, ale to może przy innej okazji.

Istnieje ryzyko straty z powodu braku wystarczającej informacji o: rynku, instrumentach czy sposobach analizowania. Ja w poprzedniej części dodałem jeszcze innego rodzaju ryzyka, na które trzeba zwrócić uwagę biorąc się za bary z giełdą. Nie ostrzegłem jednak przed najważniejszym ryzykiem, o którym w poradnikach zasadniczo się milczy albo przesuwa do innej szufladki.

Otóż największym ryzykiem dla inwestora jest … ON SAM !

Częścią tego auto-ryzyka jest właśnie (1) brak przygotowania od strony wiedzy i informacji, ale to się da najprędzej i najprościej nadrobić.

Kolejny poziom to (2) brak stosownych umiejętności, szczególnie przy inwestowaniu aktywnym.

Żeby zostać powiedzmy lekarzem chirurgiem potrzeba lat studiów a potem stażu pod okiem doświadczonego specjalisty, po to, by pacjentów nie uśmiercać przy samodzielnej operacji. A do inwestowania? Proszę bardzo, można nawet zacząć od razu, najwyżej uśmiercimy własny portfel. A stajemy tym samym w konkurencji o te same zasoby z doświadczonymi ekspertami rynkowymi. Można ich pokonać, jak pisałem w poprzedniej części, zupełnie pasywnym podejściem, ale nawet o nim trzeba się najpierw cokolwiek dowiedzieć.

I najwyższy poziom tego auto-ryzyka, ale najważniejszy i trudny do nauczenia z poradników: (3) kompetencje, w znaczącej części psychologiczne. W skład ich wchodzi zarówno zarządzanie emocjami jak i przezwyciężenie całego ciągu błędów poznawczych, a przy tym liczy się jeszcze dopasowany charakter.

A skoro przy zarządzaniu jesteśmy, to nie sposób nie podkreślić w tym miejscu chyba najważniejszej umiejętności:

                                            ZARZĄDZANIE RYZYKIEM

Można znać na pamięć choćby wszystkie raporty finansowe spółek, ich strategie, bilanse i plany, a mimo to przegrać z rynkiem. Właśnie z braku stosownej metody zarządzania ryzykiem, przede wszystkim ryzykiem straty. Jest ono tym ważniejsze im bardziej aktywne inwestowanie, im wyższe zaangażowanie (lewar) i bardziej skomplikowane instrumenty.

Aktywni inwestorzy nie tracą majątków ponieważ źle wybrali spółkę czy nietrafnie weszli na pozycję, oni przegrali ponieważ albo nie zastosowali zarządzania ryzykiem niemal wcale lub robili to niekompetentnie.

                        To nie rynek ich wyeliminował, oni wyeliminowali się sami.

Tymczasem gigantyczna część poradnictwa skupia się na wyborze spółki lub momentu wejścia na pozycję, a jedynie w mikroskopijnych dawkach edukuje się w temacie zarządzania ryzykiem i obok niego także: pozycją, kapitałem i emocjami.

Więc skąd macie wiedzieć drodzy początkujący, jak ma to wyglądać poprawnie i proporcjonalnie? Jeśli kiedyś sami się z siodła wyrzucicie, to właśnie dzięki brakom w zarządzaniu wspomnianymi elementami. Ale to nie koniec świata! Bo w szczęśliwym i dostępnym dla każdego finale zawsze możecie zostać inwestorami pasywnymi i brać to, co oferuje rynek bez kombinowania.

A gdybyście usłyszeli, że z rynkiem nie da się wygrać żadnym aktywnym sposobem, to uprzedzę: jest w tym sporo prawdy, ale dodam to, co się zwykle w takich wypadkach dodaje: „to zależy jeszcze”. Od czego?

Rynek giełdowy opisuje pewna hipoteza, za którą jej patron dostał Nobla (Eugene Fama, Hipoteza Efektywnego Rynku). Nie wchodząc głęboko w szczegóły, zakłada ona, że żaden rodzaj analizy, żaden rodzaj informacji nie pozwala w długim okresie zarobić więcej niż wynika to z rynkowej średniej, a stanowią ją indeksy giełdowe.

Ta hipoteza została już na wszelkie sposoby skrytykowana, wykpiona i poddana młotkowaniu. Tak, nie jest idealna, tylko że … sprawdza się w praktyce! Ogromna większość inwestorów przegrywa albo z indeksami, albo wręcz bankrutuje. Nie odnaleźli po prostu takiego rodzaju analizy, która pozwoliła im wygrać.

Istnieje jednak garstka szczęśliwców, którzy (jak słynny Warren Buffett) potrafili przechytrzyć wspomnianą hipotezę i przejąć pieniądze tych, którzy nie dali jej rady. To od takich ekspertów czerpcie wiedzę i ich naśladujcie. Choć będę brutalny i już dziś zdradzę wam jak będzie: na swoje nieszczęście zaczniecie naśladować prędzej czy później tych, którzy z rynkiem nie wygrywają wcale, albo wygrywają czasem dzięki szczęściu, ale zawsze mają w zanadrzu garść dobrych rad. Zawsze tych samych, na których potknęło się już kilka pokoleń.

A właśnie, czy szczęście gra tu jakąś znaczącą rolę w końcowym sukcesie? Otóż tak, choć wyjaśnienie tego zajmuje nieco więcej miejsca. Dość powiedzieć, że jeśli wejdziecie na rynek akcji w okresie hossy, to szczęście już się do was uśmiechnęło. Jeśli w trakcie bessy, to szczęściu trzeba będzie baaaaardzo pomagać.

A z pewnością przyjdzie moment, że skusicie się na aktywne inwestowanie (spekulację), ponieważ większość to robi i o tym trąbi. Uprzedzę: bez zrozumienia i wycyzelowania wcześniej tych wszystkich elementów wspomnianych wyżej, zajęcie się spekulacją to tak jak zrobienie komuś operacji serca bez wcześniejszych studiów kierunkowych i praktyki.

Choć może to nie tylko kwestia zdobycia tej wiedzy ile czegoś, o czym mówi się rzadziej, a jeszcze rzadziej spotyka:

                                                      zdobycie PRZEWAGI

To w skrócie znalezienie takiej metody, która pozwala w ciągu wielu systematycznych transakcji, gdzie część będzie stratna, wyjść z zyskiem przy ogromnym wsparciu zarządzaniem ryzykiem i emocjami. Ci, którzy przegrali, do swojej PRZEWAGI nie doszli…

Skąd się bierze taką PRZEWAGĘ? Otóż z powtarzalności! Znajdźcie WZÓR, czyli powtarzalne wzorce zachowań rynku, które można regularnie eksploatować. Może te wzory odkryjecie w danych o cenach czy finansach spółek, może w reakcjach samego rynku, może w informacjach dowolnego typu wszechogarniających giełdę. Cokolwiek, byle systematycznie i z uważnością dało się zatrudnić je na własne potrzeby.

Jeśli chcecie spróbować, to zanim zaangażuje prawdziwe pieniądze, zapytajcie się siebie: czy dysponuję realną PRZEWAGĄ, którą jestem w stanie opisać i zdyscyplinowanie realizować? Jeśli nie, proponuję w tył zwrot i do nauki!

I pewnie traficie w jakimś momencie na tzw. Analizę techniczną, czyli pokażą Wam, że dzięki wykresom da się zarabiać na giełdzie (stworzyć sobie PRZEWAGĘ). No da się, da, ale to nie wykres o tym decyduje! A co? Otóż ponownie to samo, co wyżej: zarządzanie ryzykiem, pozycją, kapitałem i SOBĄ. Wykres to tylko niewielka w tym pomoc.

90% aktywnie inwestujących albo nie znało wcześniej tych zasad, albo je notorycznie łamało. Nie powtarzajcie ich ścieżki.

Powodzenia!

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *