Wejście firmy w skład indeksu giełdowego szkodzi jej inwestorom

Wejście firmy w skład indeksu giełdowego szkodzi jej inwestorom; w wyniku epidemii ocena rocznego wzrostu dywidend spadła o 9 proc. w USA i 14 proc. w UE; zakup nieruchomości nie uszczęśliwia tak bardzo, jak się powszechnie uważa. To nie tylko niektóre z wniosków z najnowszych badań naukowych dotyczących rynków inwestycyjnych.

Benjamin Bennett, René M. Stulz i Zexi Wang przygotowali pracę ”Does Joining the S&P 500 Index Hurt Firms?”(„Czy wejście w skład indeksu S&P 500 szkodzi firmom?”). Zauważają w niej, że obecnie radzi się większościom inwestorów, by wkładali swoje pieniądze do niskokosztowych funduszy indeksowych. Ale mało jest badań analizujących co się dzieje z firmą, gdy staje się częścią indeksu.
https://www.nber.org/papers/w27593.pdf

Naukowcy postanowili wypełnić tę lukę i sprawdzili jaki był efekt włączenia spółki do indeksu S&P 500 na podstawie danych z lat 1997-2017. Ten indeks został wprowadzony w 1957 r. i obecnie obejmuje 83,3 proc. kapitalizacji amerykańskiego rynku akcji (kapitalizacja spółek wchodzących w skład S&P 500 to 23 biliony dolarów).

Okazuje się, że w pierwszej połowie badanego okresu, czyli od 1997 r. do 2007 r., ogłoszenie że spółka wejdzie w skład indeksu sprawia, że – średnio – jej cena rośnie. Ale w drugiej połowie analizowanych lat tego efektu nie zauważono. To o tyle ciekawe, że są racjonalne powody, by cena akcji spółki która staje się częścią indeksu rosła. Chociażby ze względu na wzrost popytu ze strony funduszy indeksowych, które starają się możliwie dokładnie odzwierciedlić w swoim portfelu inwestycyjnym skład indeksu.

Co ciekawe, w drugiej połowie badanego okresu w ciągu roku po wejściu przez firmę w skład indeksu notuje się negatywny wpływ na stopę zwrotu. Naukowcy konkludują, że stanie się częścią indeksu wydaje się szkodzić majątkowi akcjonariuszy firmy. Dlaczego miałoby się tak dziać? Otóż autorzy pracy sugerują, iż wejście w skład indeksu i co za tym idzie stanie się częścią portfeli funduszy pasywnych sprawia, iż cena akcji w mniejszym stopniu odzwierciedla stan firmy.

Jedynym kryterium zakupu akcji dla menadżerów funduszy pasywnych jest bowiem ich udział w indeksie. Nie ma znaczenia jak postrzegane są perspektywy rozwoju firmy i potencjał przynoszenia zysku. Cena akcji w mniejszym stopniu staje się dla menadżerów formą feedback-u od rynku oceniającego ich decyzje menadżerskie. W tej sytuacji można oczekiwać, iż te decyzje będą gorsze. Gorsze decyzje mogą być za to lepiej opłacane.

Wejście w skład indeksu sprawia bowiem, że punktem odniesienia przy wyznaczaniu płac osób zarządzających są pensje innych zarządzających z firm wchodzących w skład indeksu. Z analizy wynika także, że po włączeniu do indeksu średnio spada stopa zwrotu z aktywów (ang Return On Assets – ROA).

Samuel M. Hartzmark i David H. Solomon opracowali analizę „Reconsidering Returns”(„Ponownie rozważając stopy zwrotu”). Zwracają w niej uwagę na fakt, że informacje o stopie zwrotu z akcji nie są wcale łatwe do uzyskania. Przykładowo najczęściej stosowane jako miara zyskowności rynku indeksy odzwierciedlają tylko zmiany cen, bez wypłacanych dywidend. Tak jest chociażby w przypadku indeksu Dow Jones Industrial Avarage i S&P 500.
https://www.nber.org/papers/w27380.pdf

Dlatego indeksy te nie powinny być oceniane jako miara zyskowności rynku. Tymczasem autorzy przeanalizowali artykuły z renomowanego dziennika „The New York Times” i zauważają iż dziennikarze oceniają sytuację na rynku bardziej pesymistycznie w dni kiedy następuje spadek ceny akcji związany z naliczeniem dywidendy. Podobnie serwis Yahoo!Finance porównuje wyniki funduszy z indeksami.

Naukowcy zauważają, że błędy w ocenie faktycznej stopy zwrotu z indeksów mają wpływ na to do których funduszy inwestycyjnych trafiają pieniądze inwestorów. W pracy znajdziemy także ciekawy rozdział o historii mierników zysku z inwestycji w akcje (ang. „A brief history of returns”). Okazuje się, że jeszcze do niedawna zysk z różnicy w cenie akcji i zysk z dywidendy uważano za alternatywne sposoby korzystania z inwestycji a nie jako komplementarne jak się sądzi obecnie.

Niels J. Gormsen i Ralph S. J. Koijen przygotowali pracę „Coronavirus: Impact on Stock Prices and Growth Expectations”(„Koronawirus: wpływ na ceny akcji i oczekiwania wzrostu”). Analizują w niej jak zmieniły się oczekiwania inwestorów na rynku akcji po wybuchu epidemii koronawirusa. Z danych zebranych 9 czerwca wynika, iż ocena rocznego wzrostu dywidend spadła o 9 proc. w USA i 14 proc. w UE, w porównaniu do 1 stycznia tego roku.
https://www.nber.org/papers/w27387.pdf

Autorzy zwracają uwagę, że z dotychczasowych doświadczeń z epidemiami wynika, iż są one relatywnie krótkie. Na przykład wirus H1N1 rozprzestrzeniał się w latach 1918-1919, wirus H2N2 od 1957 r. do 1958 r., wirus H3N2 w 1968 r. a wirus H1N1pdm09 w 2009 r. Co prawda, w dzisiejszym świecie, w którym ludzie częściej podróżują wirus może rozprzestrzeniać się łatwiej, ale oczekuje się iż w ciągu dwóch lat powinno dojść do wynalezienia szczepionki. Tak więc najtrudniejsze dla gospodarek i inwestorów będzie pierwszy i drugi rok.

Cormac O’Dea i David Sturrock opracowali analizę „Survival Pessimism and the Demand for Annuities”(„Pesymizm dotyczący przeżywalności i popyt na annutitety”). Zajmują się w niej tzw. zagadką słabego popytu na tzw. annuitety. Chodzi o to, że osoby które zgromadziły oszczędności na emeryturę stosunkowo rzadko decydują się na wykup tzw. annuitetów czyli prawa do regularnych, zwykle comiesięcznych wypłat do końca życia.
https://www.nber.org/papers/w27677.pdf

Wydaje się to dziwne, ponieważ annuitety to forma ubezpieczenia od ryzyka tego, że oszczędności na starość skończą nam się przed śmiercią. Naukowy twierdzą, że problem wynika z tego iż każdy subiektywnie wycenia własne szanse na dożycia do określonego wieku i zwykle to prawdopodobieństwo jest oceniane na niższe, niż wynika z ocen aktuariuszy. Dlatego wielu osobom wydaje się że annuitety są drogie.

Na koniec ciekawe badanie z rynku nieruchomości. Reto Odermatt i Alois Stutzer przygotowali pracę „Does the Dream of Home Ownership Rest upon Biased Beliefs? A Test Based on Predicted and Realized Life Satisfaction” („Czy marzenie o własnym domu opiera się na mylnych przekonaniach? Test oparty na przewidywanej i faktycznej satysfakcji z życia”). Sprawdzają w niej czy jak się powszechnie uważa posiadanie nieruchomości na własność sprawia, że ludzie są szczęśliwsi.
http://ftp.iza.org/dp13510.pdf

Z danych w Niemiec wynika, iż faktycznie ludzie którzy przeprowadzą się z wynajmowanego do własnego mieszkania czują się szczęśliwsi, ale we wcześniejszych ocenach znacznie przeceniają to jak bardzo poprawi się wówczas ich samopoczucie. Tak więc faktycznie zakup domu lub mieszkania może uszczęśliwić, ale nie tak bardzo jak się powszechnie sądzi.

2 Komentarzy

  1. Chris-abramowicz

    Witam. Jak się z Panem skontaktować? Pytam, bo wspólnie z kolegami zrobiłem badanie jak się spółki zachowują po wejściu do wigów i w sumie wyniki nie były intuicyjne, a pana przekład rzuca nowe światło na nas backtest.
    Pozdrawiam

    1. Aleksander Piński (Post autora)

      Wysłałem odpowiedź na Pana maila.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.