Lepiej chwalić niż krytykować

Rynkowym wydarzeniem początku obecnego tygodnia był dla indywidualnych inwestorów w Polsce gwałtowny spadek na małych spółkach i dzisiejsze, równie gwałtowne, odreagowanie. Wczoraj NCIndex stracił ponad 7% a w trakcie dnia notował dwucyfrowe spadki. Dziś NCIndex zanotował 6,5% wzrost.

Jednak emocje inwestorów w mediach społecznościowych rozpalało inne wydarzenie. Jego rynkowe znaczenie było moim zdaniem bardzo ograniczone ale cała historia jest świetnym pretekstem by poruszyć kilka ważnych zagadnień:

  • asymetrie związane z pozytywnymi i negatywnymi komentarzami o spółkach giełdowych
  • reakcje zarządów spółek na publiczną krytykę spółek lub działań zarządów
  • mocne i słabe strony ukierunkowanych na maksymalne wsparcie kursu giełdowego relacji inwestorskich

Pretekstem jest wpis na blogu Bycze Gierki (nie jest w żaden sposób powiązany z autorami Blogów Bossy), którego autor skrytykował kilka spółek z polskiego sektora gamingowego. Najmocniej „oberwały” SimFabric i Varsav Game Studios. Krytyka dotyczyła kilku kwestii ale na pierwsze miejsce wysunęła się kwestia komunikacji spółek z inwestorami. Autor zwrócił uwagę, że komunikacja niektórych spółek z rynkiem zdecydowanie wykracza poza rzetelne i jasne przekazywanie informacji o działalności i zamierzeniach spółek. Można odnieść wrażenie, że dział relacji inwestorskich zamienia się w niektórych spółkach w dział marketingu kursu spółki a cała komunikacja z rynkiem podporządkowana jest wspieraniu notowań spółki.

Zarzutów było więcej. Dotyczyły wykorzystania oficjalnych kanałów takich jak ESPI do podawania informacji marketingowych lub informacji nieistotnych (takich jak zamiar tworzenia nowej gry), niejasnego podawania kluczowych z punktu widzenia spółki informacji (dotyczących umów wydawniczych i rozliczania przychodów z gry pomiędzy producentem a wydawcą) oraz niedotrzymywania składanych inwestorom obietnic. Wpis był krytyczny ale pod względem rzetelności i sentymentu nie odbiegał od typowej rynkowej opinii czy komentarza. Nie był to absolutnie przedstawiciel popularnego na forach giełdowych gatunku „spółka jest nic nie warta a zarząd oszukuje”.

Niestety, w tym momencie czytelnicy Blogów Bossy muszą zaufać mojej relacji ponieważ omawiany wpis nie jest ogólnodostępny. Autor wyjaśnił, że jest to związane z postawą akcjonariuszy jednej z krytykowanych spółek, którzy grozili złożeniem pozwów. Także jedna z krytykowanych spółek zdecydowała się na ostrą reakcję: na Twitterze zapowiedziała podjęcie stosownych kroków prawnych w celu obrony jej interesu ze względu na zawarte w tekście pomówienia. Tweet wspomina także o szeregu nieprawdziwych informacji i nieuzasadnionych opinii. Jakiś czas później spółka wyjaśniała, że przez kroki prawne nie rozumie pozywania autora wpisu i nigdy nie było to jej zamiarem. Spółka przez kroki prawne rozumiała żądanie sprostowania nieścisłych i nieprawdziwych informacji.

Z oczywistych względów (brak odpowiedniej wiedzy) pominę prawny aspekt opisanej powyżej historii. Przedstawiona sytuacja ma jednak ważny aspekt inwestycyjny i rynkowy. Doskonale pokazuje asymetrie związane z publikowaniem pozytywnych i krytycznych opinii o spółkach giełdowych.

Zacznijmy od prostego pytania: czy wyobrażamy sobie równie gwałtowną reakcję spółki lub akcjonariuszy spółki w przypadku publikacji ultra-entuzjastycznego komentarza o spółce? Czy w historii polskiego rynku akcyjnego zdarzyły się sytuacje, w których spółka w swoich oficjalnych kanałach komunikacyjnych odniosła się do entuzjastycznych komentarzy na temat działalności i perspektyw spółki, których autorzy podali nieścisłe informacje albo błędnie zinterpretowali dostępne publicznie informacje?

Publikowanie krytycznych opinii o spółkach giełdowych wiąże się z wieloma potencjalnymi, negatywnymi konsekwencjami. Kompletnie pomijam tu sytuację podawania zmyślonych informacji albo rzucania bezpodstawnych oskarżeń (w stylu forumowych „zarząd to złodzieje” albo „spółka to bankrut”). Wiąże się to z faktem, że publikowanie takich krytycznych opinii narusza interesy wpływowych podmiotów: akcjonariuszy i kadry zarządzającej spółki. Co więcej bardzo często są to podmioty dysponujące sporymi zasobami.

Jednocześnie, przy bardzo ograniczonym dostępnie do krótkiej sprzedaży (zwłaszcza dla drobnych inwestorów) ograniczone są pozytywne konsekwencje takich działań. Wynika to z faktu, że praktycznie nie ma „ludzi wdzięcznych za opublikowanie krytycznej opinii o spółce”. Przy braku możliwości krótkiej sprzedaży nikt bezpośrednio z takiej publikacji nie skorzysta. Możemy sobie wyobrazić wdzięcznego akcjonariusza, któremu krytyczny wpis „otworzył oczy” i zmotywował do zamknięcia pozycji ale jego „wdzięczność” będzie dużo mniej intensywna niż „wściekłość” tych akcjonariuszy, którzy widzą w publikacji bezpardonowy atak na wartość ich inwestycji.

Nie jest żadnym zaskoczeniem, że na rozwiniętych rynkach, płynnych i udostępniających krótką sprzedaż, krytyczne raporty o spółkach są przygotowywane przez działy analityczne funduszy specjalizujących się w krótkiej sprzedaży albo są przygotowywane przez zespoły analityczne na zlecenie takich funduszy. Nie jest też zaskoczeniem, że istnieją zespoły analityczne wyspecjalizowane w krytycznych raportach. Wiąże się to z dwoma zagadnieniami. Po pierwsze tworzenie krytycznych raportów wymaga specyficznego podejścia (szukania dziury w całym) i specyficznych umiejętności. Po drugie, tworzenie krytycznych raportów naznacza reputację analityków i utrudnia im dostęp do zarządów.

To jest kolejny wątek, który warto poruszyć. Z punktu widzenia odbiorców publikowanych treści największą wartością analityków, dziennikarzy czy blogerów (jeśli zajmują się bezpośrednią analizą spółek) jest dostęp do zarządów. Każdy inwestor może przeczytać sprawozdanie kwartalne ale nie każdy inwestor wie co prezes spółki myśli o tym czy trendy z obecnego kwartału utrzymają się w kolejnym kwartale. Pisanie krytycznych komentarzy o spółce (nie wspominając o bezpośredniej krytyce zarządu) zamyka ten dostęp, często na bardzo długo.

Mamy więc w otoczeniu rynku akcyjnego, zwłaszcza takiego jak w Polsce a więc z brakiem mini-segmentu krótkiej sprzedaży, sytuację informacyjną, w której występuje trwały niedobór krytycznych czy choćby sceptycznych merytorycznych opinii i komentarzy o spółkach. Po prostu znany inwestorom wskaźnik risk/reward czyli stosunek potencjalnego zysku do ponoszonego ryzyka jest trwale niekorzystny dla publikowania, rzetelnych krytycznych opracowań na temat spółek. Ten stosunek jest dodatkowo pogarszany przez asymetrię zasobów.

Wyobraźmy sobie, że zarząd zdecyduje się pozwać dziennikarza lub komentatora, który ośmielił się skrytykować spółkę za niewłaściwe jego zdaniem używanie kanału komunikacyjnego ESPI albo za podejmowanie przez zarząd działań pod dyktando dominującego akcjonariusza, które są wbrew interesom mniejszościowych udziałowców. Z punktu widzenia zarządu to jedna decyzja o potem tylko czytanie notatek o postępach. Z punktu widzenia dziennikarza lub blogera to niemal dodatkowy etat, spory wydatek finansowy i gigantyczny stres.

Ta asymetria często wystarcza by podmioty dysponujące przewagą zasobów osiągnęły swój cel samą groźbą podjęcia środków prawnych. Świetnie opisuje tę asymetrię, w zupełnie innym kontekście, Patryk Słowik w Dzienniku. Dziennikarz opisuje postawę trenerki fitness i celebrytki Anny Lewandowskiej, która zdecydowała się na kroki prawne przeciwko aktywistce, która napastliwie i dosadnie skrytykowała pomysł Lewandowskiej by promować pozytywne nastawienie do ciała przez nakręcenie filmiku w kostiumie grubasa. Pani Lewandowska domaga się usunięcia wpisów. Asymetria zasobów pomiędzy Panią Lewandowską a Panią Staśko jest gigantyczna. Ewentualny konflikt prawny będzie niewielką dystrakcją dla pierwszej i kluczową sprawą dla drugiej.

Patryk Słowik zauważa, że asymetrię zasobów wykorzystują działające w Polsce piramidy finansowe i „nasyłają prawników” na każdego kto zbyt głośno informuje opinię publiczną, że konkretna firma jest finansowym oszustwem. Opisujący szwindel w Wirecard, Dan McCrum także musiał stawić czoło potężnym prawnym działom wysuniętym przez oszukańczą firmę i niemieckiego regulatora. Na szczęście, dla McCruma i całego świata finansowego, miał za sobą relatywnie bogatą, kompetentną organizację – wydawcę Financial Times, którą osłoniła dziennikarza.

Moim zdaniem obydwie wskazane asymetrie powinny skłonić inwestorów, dziennikarzy ale także regulatorów do przyjęcia życzliwej i „opiekuńczej” postawy wobec podmiotów publikujących rzetelne, krytyczne, kontrariańskie opinie. Istnieje strukturalny niedobór tego rodzaju informacji i dla dobra rynku akcyjnego warto neutralizować wspomniane asymetrie.

4 Komentarzy

  1. Pszemo

    Słusznie! Oby tylko regulator pochylił się nad tym oraz tamtym tekstem.

  2. Przemek

    Trystero – bardzo fajne podsumowanie tej całej medialnej zawieruchy.
    Mam wrażenie że jednak pominąłeś jeden aspekt, który jest nieco pozytywny. @Bycze Gierki dostały dość duże wsparcie w kanałach społecznościowych od ludzi z branży. W efekcie spółka w części strzeliła sobie w stopę zniechęcając część akcjonariuszy.

    Oczywiści ci zakochani (z tych lub innych powodów) w spółce nie zostali przekonani, ci co mieli krytyczne zdanie i tym podmiocie tylko się w tym utwierdzili. Ale przecież jest jeszcze liczna grupa ludzi, którzy nie mieli wyrobionego poglądu na spółkę. Dzięki tej wrzawie część z nich zdołała się zapoznać z artykułem. Zapewne tak by się nie stało gdyby reakcja spółki. Z całym szacunkiem dla Bycze Gierki (fajne analizy publikuje), ale zasięgi tego bloga (przynajmniej do momentu reakcji na publikację) były zapewne przeciętne i z dużym % tekst po prostu utknąłby w czeluściach internetu.

    Ja zresztą pamiętam jak prezes spółki na G groził pewnemu profesorowi (który jakiś tam autorytet na rynku kapitałowym ma), że go pozwie za niepochlebne opine o spółce. Jak to się skończyło wszyscy wiemy. Czy tutaj można wyciągać analogię – tego oczywiście nie twierdzę. Ale prawda jest, ze kapitalizacja SimFabric była (0,6 mld) i jest nadal (0,2-0,3 mld) wymagająca w stosunku do zysków, które spółka obecnie generuje. Ok oczywiście wiemy, że liczy się przyszłość i jej dyskontowanie. Ale dobrze by było aby ta przyszłość miała racjonalne podłoże i prawdopodobieństwo, że się wydarzy nie bazowało tylko i wyłącznie na obietnicach spółki.

    Także ciekawym jest wątkiem zakończenia współpracy z agencją IR. Na TT padały propozycje (w mojej ocenie bardzo rozsądne) rozwiązania tego kryzysu. Wydawało się, że również rekomendacja agencji IR szła w tym kierunku – a tutaj nagle zakończenie współpracy. Obojętnie kto podjął tę decyzję to jednak daje do myślenia.

    Koniec końców z pewnością Bycze GIerki zwiększyły zasięgi i jeśli tylko będą publikować tak dobre artykuły jak dotychczas to zapewne to nie koniec. Osobiście bardzo żałuję, że ten artykuł już nie jest dostępny – choć kto był szyki ten przeczytał 🙂

  3. Simon

    Fajne przykłady zastraszania nawet Lewandowska posuwa się za daleko trzeba dawać wsparcie uczciwym ludziom a oszustów piętnować.

  4. Dzban z SM

    A Mercator nie studził czasem entuzjazmu na początku kowida?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.