Die ganz schlauen Burschen

Google podpowiedział mi, że niemieckie tłumaczenie filmu Enron: Najmądrzejsi faceci w pokoju brzmiało (dla wersji telewizyjnej) Der Enron-Bankrott – Die ganz schlauen Burschen. Wpisałem to zapytanie w Google bo historia Wirecard rozwija się w takim tempie, że powstanie filmu o tym co działo się w „największym niemieckim sukcesie w segmencie spółek technologicznych” wydaje się kwestią czasu.

Myślę, że historia Wirecard będzie wracać na Blogi Bossy wraz z odkrywaniem kolejnych nieprawidłowości w spółce. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na kilka interesujących szczegółów związanych z tym gigantycznym skandalem rynkowym i korporacyjnym.

Przede wszystkim warto sobie uświadomić jego rozmiary i gwałtowność. Dobrym unaocznieniem obydwu kwestii jest fakt, że Wirecard został pierwszym uczestnikiem indeksu DAX, który złożył wniosek o upadłość. Wirecard była na tyle dużą spółką by wejść do indeksu niemieckich blue chipów. Jednocześnie jej upadek rozegrał się tak szybko, że spółka złożyła wniosek o upadłość jeszcze jako część indeksu DAX. Wirecard miała kapitalizację 13 mld euro na zamknięcie sesji w środę 17 czerwca, a więc tuż przed publikacją „informacyjnej bomby” (audytor odmawia zatwierdzenia sprawozdania za 2019 roku i sugeruje, że nie ma mocnych dowodów na istnienie 1,9 mld euro, które miały być zdeponowane przez spółkę w azjatyckich bankach), która rozpoczęła serię fatalnych informacji ze spółki. W historycznym szczycie notowań, we wrześniu 2018 roku, rynkowa wartość spółki sięgała 25 mld euro.

Wspomniałem o historycznym szczycie kursu Wirecard i o tym, że spółka należała do indeksu DAX. Warto więc połączyć obydwa fakty i sprawdzić kiedy Wirecard oficjalnie awansowała go grona niemieckich blue chipów: pod koniec września 2018 roku. Zaznaczyłem ten moment na wykresie. Co ciekawe, Wirecard „wyrzuciła” z indeksu Commerzbank. To wydarzenie komentowano w mediach jako kolejny znak, że spółki z sektora FinTech wypierają tradycyjne firmy finansowe.

Za Yahoo Finance

Przestrzegałbym jednak przed stosowaniem bezrefleksyjnego kontrarianizmu przy ocenie decyzji komitetów indeksów. Wyrzucenie z DAX nie zrobiło z Commerzbank udanej inwestycji. Cena akcji banku spadła od opuszczenia DAX o około 55%.

Myślę, że najważniejsza refleksja ze skandalu Wirecard dotyczy mechanizmów, które sprawiają, że na ultra-konkurencyjnym rynku finansowym regularnie dochodzi do oszustw finansowych, w tym rachunkowych oszustw korporacyjnych takich jak Wirecard, Getback czy Enron. Tym bardziej, że po fakcie z reguły okazuje się, że nie były one niemożliwe do wykrycia. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Wirecard – Financial Times stwierdził, że gdyby audytor spółki zastosował standardową procedurę w audycie to zapewne odkryłby, że z pieniędzmi spółki na zastrzeżonych kontach w azjatyckich bankach coś jest nie tak.

Odpowiedź na postawiony wyżej problem jest banalna a przez to irytująca, a może szokująca. Do oszustw dochodzi bo w systemie finansowanym bardzo niewielu graczy ma silne motywacje by szukać dziury w całym a liczne grono wpływowych uczestników rynku (w tym regulatorów) ma silne powody by „niczego nie odkryć”. Chciałbym podkreślić, że nie próbuje tutaj przemycić spiskowego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, nie sugeruje, że odpowiedzialna jest konwencjonalna korupcja.

Rynek finansowy w danym państwie jest ważnym sektorem gospodarki i wszyscy jego uczestnicy korzystają z tego, że ma dobrą reputację, wzbudza pozytywne odczucia, jest powodem do dumy. Taki stan rzeczy przyciąga wewnętrznych i zewnętrznych inwestorów. Tworzy nowy biznes dla firm finansowych. Zwiększa biurokratyczne znaczenie instytucji regulacyjnych. Pozwala politykom ogrzać się w blasku sektora odnoszącego sukcesy.

Gigantyczny skandal z korporacyjnym oszustwem rachunkowym nikomu nie jest na rękę. Nie mam tutaj na myśli tylko firm bezpośrednio robiących biznes z dotkniętą skandalem korporacją a przecież często zdarza się tak, że takie spółki (jak Wirecard) są bardzo aktywnymi klientami firm finansowych: biorą kredyty, emitują obligacje i akcje, prowadzą aktywną politykę przejęć i akwizycji a więc płacą za usługi doradcze.

Politycy muszą się tłumaczyć. Instytucje regulacyjne także muszą uderzyć się w pierś, zaakceptować skazę na reputacji. Cały rynek finansowy otrzymuje cios w reputację. Spada zaufanie lokalnych i zagranicznych inwestorów. Obowiązujące reguły gry sprawiają, że poza nielicznymi wyjątkami nikt nie skorzysta na zdemaskowaniu skandalu, nikomu nie jest to na rękę i stąd jest bardzo niewiele bodźców by „drążyć temat” a sporo bodźców „by spojrzeć w drugą stronę”.

Historia Wirecard idealnie wpisuje się w ten schemat bo spółka była swego rodzaju plakatem reklamowym niemieckiego rynku akcyjnego i niemieckiej gospodarki. Była tym, czym odnosząca wiele sukcesów w innych dziedzinach niemiecka gospodarka bardzo potrzebowała: historią sukcesu w sektorze nowych technologii. O tym jak skutecznym plakatem reklamowym była świadczyć może zaangażowanie wielu polskich funduszy inwestycyjnych, w tym funduszy polskich akcji w Wirecard.

W przypadku Wirecard dwie grupy ludzi miały motywacje by drążyć powracające oskarżenia o nieprawidłowości rachunkowe: dziennikarze i inwestorzy stosujący krótką sprzedaż. Co ciekawe, niemiecki regulator finansowy zdecydowanie wystąpił przeciwko obydwu tym grupom: zakazano krótkiej sprzedaży akcji Wirecard a przeciwko dziennikarzom Financial Times, którzy pisali o potencjalnych nieścisłościach w sprawozdaniach finansowych spółki wszczęto oficjalne dochodzenie. Niemieckiemu regulatorowi brakło jednak motywacji by dogłębnie zbadać pojawiające się przynajmniej od 2015 roku (a w pierwszej fali od 2008 roku) zarzuty wobec spółki.

A przecież dysponująca potężnymi zasobami spółka także aktywnie się broniła. Używała do tego celu zarówno kancelarii prawnych jak i firm PR-owych. W starciu z potężną korporacją niewiele firm medialnych i niewiele funduszy hedge jest sobie w stanie pozwolić na otwartą konfrontację. Wirecard znana była z agresywności z jaką odpowiadała na zarzuty pod swoim adresem i wspomniana agresywność wymieniana jest często jako jeden z sygnałów ostrzegawczych sugerujących istnienie oszustwa. To normalne, że spółka broni swojego dobrego imienia. Gdy na jakiekolwiek zarzuty reaguje zmasowanym atakiem i nie liczy się przy tym z kosztami pojawiają się wątpliwości czy nie ma czegoś istotnego do ukrycia.

Tak więc w trosce o zdrowie rynku finansowego dobrze jest dbać o to by zawsze istnieli ludzie i instytucje gotowi głośno zadawać niewygodne pytania. Skandal Wirecard pokazał olbrzymią wartość niezależnego, rzetelnego dziennikarstwa. Pokazał też pozytywną rolę jaką na rynku spełniają specjaliści od krótkiej sprzedaży, którzy są jedną z najbardziej demonizowanych grup zawodowych. Trudno się temu dziwić jeśli są obiektem ataków zarówno lewicujących publicystów jak i korporacyjnych elit.

2 Komentarzy

  1. Maciej

    "nie ma mocnych dowodów na istnienie 1,9 mln euro"
    chyba miliardów….

    1. trystero (Post autora)

      @ Maciej

      Oczywiście. Dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.