Nic tak nie zarabia pieniędzy dla inwestorów jak koncerny tytoniowe

Żadna branża w ostatnim stuleciu nie przyniosła wyższych zysków inwestorom, niż koncerny tytoniowe – wynika z książki Sarah Milov „The Cigarette: A Political History”.

W 2015 r. bank Credit Suisse opublikował raport zatytułowany „Credit Suisse Global Investment Returns Yearbook 2015” (Roczne Globalne Stopy Zwrotu 2015). Policzono w nim stopę zwrotu jaką przyniósł od 1900 r. każdy istotny przemysł z gospodarki USA. I tak na przykład 1 USD zainwestowany na giełdzie w 1900 r. wygenerował do 2010 r. średnio 38 255 USD. Ale na przykład ten sam dolar włożony w korporacje z branży producentów żywności zmieniłby się w 700 tys. USD.

Jednak nikt nie może się równać z zyskiem jaki przyniosły inwestorom koncerny tytoniowe. 1 USD zainwestowany w 1900 r. w tę firmy z tej branży zamieniłby się w 6,3 mln USD w 2010 r. To aż 165 razy więcej, niż osiągnął przeciętny sektor gospodarki za Oceanem. Co istotne, tak dobre wyniki nie biorą się jeszcze z czasów, gdy nie zdawano sobie sprawy ze szkodliwości palenia tytoniu.

Prof. Jeremy Siegel z Wharton University wyliczył, że wśród większych firm spółką, która osiągnęła najwyższą stopę zwrotu za Oceanem od 1968 r. była Altria (dawna nazwa Philip Morris USA), spółka która ma obecnie ponad połowę rynku papierosów w USA. 1 USD zainwestowany w nią w 1968 r. do lutego 2015 r. zmieniłby się w 6638 USD (przy założeniu, że dywidendy były reinwestowane). Dla porównania, 1 USD zainwestowany w akcje indeksu giełdowego S&P 500 w tym samym okresie urósłby do… 87 USD, czyli kwoty 98 proc. niższej.

Altria przynosiła w ostatnich dekadach średnio 20,6 proc. rocznego zysku. Jak to możliwe, że produkt, który szkodzi zdrowiu, którego cena ciągle rośnie i którego nie można reklamować jest tak zyskowny? Otóż na to pytanie odpowiada właśnie Sarah Milov w książce „ A Political History” (jej polski tytuł to „Papieros. Historia polityczna”). Autorka stawia tezę, że od ponad wieku rynek tytoniu był silnie regulowany przez polityków i właśnie te regulacje zapewniały i zapewniają nadzwyczajną zyskowność w branży.

Pierwsza istotna ingerencja polityków w rynek tytoniu miała miejsce w czasie I wojny światowej. Kongres wydzielił pieniądze na zakup papierosów, które dołączano do racji dla żołnierzy. Co więcej, sprzedaż papierosów w kantynach była wtedy subsydiowana przez państwo. War Industries Board (Rada Przemysłów Wojennych), agencja rządowa odpowiedzialna za przestawienie przemysłu na produkcje na potrzeby wojska, uznała przemysł tytoniowy za „niezbędną branżę”.

To pozwoliło koncernom tytoniowym mieć w czasie I wojny światowej preferencyjny dostęp do pracowników, usług logistycznych i trudno dostępnych surowców. Amerykański generał John J. Pershing uważał tytoń za równie istotny jak jedzenie. W książce jest nawet zdjęcie na którym pracownica Czerwonego Krzyża w USA rozdaje rannym wojakom papierosy w 1918 r. Powstaje pytanie: dlaczego rząd USA promował palenie tytoniu w armii?

Otóż uważano, że papierosy odciągnął żołnierzy od alkoholu i odwrócą ich uwagę od prostytutek, z którymi kontakty wiązały się z ryzykiem chorób wenerycznych. Nawet Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej (ang. Young Men’s Christian Association – YMCA), który przed wojną prowadził krucjatę przeciwko tytoniowi, stał się w jej trakcie jednym z największych centrów dystrybucji papierosów.

Oczywiście zarządy koncernów tytoniowych nie mogły nie wykorzystać takiej okazji i do darmowej rządowej promocji dołączyły swoje reklamy, które sprawiły iż papierosy silnie kojarzono z patriotyzmem (tu warto chociażby wspomnieć takie akcje jak „Zielony Lucky Strike poszedł na wojnę” – chodziło o paczkę w zielonym kolorze). American Tobacco Company inspirowała pracodawców do zakładania „funduszy dymkowych”, czyli odkładania pieniędzy za które kupowano i wysyłano do żołnierzy papierosy. W efekcie, o ile w 1915 r. w USA produkowano 18 mld sztuk papierosów, w 1920 r. było to już 47 mld.

Wojenne wsparcie ze strony polityków dla tytoniu sprawiło, że koncerny miał olbrzymie zyski, które inwestowały w reklamę jeszcze bardziej zwiększającą sprzedaż. W okresie wojennym nad promocją papierosów pracował m.in. Edward Bernays, siostrzeniec Zygmunta Freuda.

Bernays wymyślił m.in. słynną kampanię „Pochodnie wolności”, która skutecznie zachęcała kobiety do palenia (wcześniej uważano iż publiczne palenie tytoniu nie przystoi płci żeńskiej). W 1928 r. American Tobacco w wydatkach promocyjnych w USA prześcignął jedynie General Motors. II wojna światowa jeszcze bardziej spopularyzowała papierosy na świecie.

Nic więc dziwnego, że do dzisiaj anglosaskie koncerny tytoniowe dominują na świecie. Mowa głównie o Altria(dawniej Philip Morris International), British American Tobacco, które razem mają jedną czwartą światowego rynku. W praktyce ich dominacja jest większa, niż by do wynikało z „gołych” procentowych udziałów. A to dlatego, że prawie połowę światowego rynku ma chiński gigant China National Tobacco Corporation, który produkuje prawie wyłącznie na krajowy rynek.

Na świecie liczą się także Japan Tobacco, Imperial Tobacco i te sześć powyższych firm ma ponad 80 proc. światowego rynku. To klasyczny oligopol, który cementuje zakaz reklamy papierosów. Wprowadzając go politycy sprawili, że obecni potentaci nie muszą obawiać się konkurencji, ponieważ bez reklamy nikt nie jest w stanie wypromować nowych marek.

Kolejnym czynnikiem sprawiającym, że koncerny tytoniowe to idealny cel dla inwestorów to to, że tytoń jest produktem silnie uzależniającym a zatem tzw. elastyczność cenowa jest niska. Mówiąc wprost: można swobodnie podnosić cenę papierosów i niewielu palaczy z tego powodu zrezygnuje z „dymka”.

Jeżeli ktoś ciągle nie jest przekonany o świetlanej przyszłość branży tytoniowej, to niech spojrzy na globalny wpływy ze sprzedaży papierosów. Rosną one regularnie z roku na rok. Na przykład w 2012 r. wyniosły one 577,2 mld USD, w 2019 r. 715,4 a według prognoz, w 2023 r. mają one wynieść 774 mld USD.

„The Cigarette” wydała akademicka oficyna Harvard University i jest typowa książka uniwersytecka z dużą ilością faktów i nieco suchym stylem pisania (autorka jest profesorem historii na University of Virginia). W tym przypadku nie razi to bardzo. Tym bardziej, że opowiadana historia jest bardzo interesująca.

Warto ją poznać, bo pozwala zrozumieć jak tworzone są branże, które przynoszą fortuny inwestorom. A krociowe zyski nie są możliwe na konkurencyjnych rynkach. Tak więc prawdziwych okazji należy szukać tam gdzie stworzono warunki do tworzenia oligopoli i monopoli. Podsumowując: gorąco polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.