Mieliśmy sporo szczęścia

Tydzień temu przypomniałem dwie reguły, które są doskonale znane niemal wszystkim inwestorom, a które tylko niewielka część z nich uwzględnia w procesie inwestycyjnym. Były to “giełda to nie to samo co gospodarka” oraz “wysokie historyczne stopy zwrotu nie gwarantują zysków w przyszłości”. Jest więcej takich zasad.

Do tej grupy reguł można dodać stwierdzenie, że prognozowanie w kilkuletnim i dłuższym horyzoncie czasowym ma przede wszystkim funkcję rozrywkową. Niemal każdego dnia media finansowe przypominają o nietrafionych prognozach analityków i znanych inwestorów. Pod koniec każdego roku i pod koniec każdej dekady publikowane są zestawienia “największych wzrostów” i “największych spadków”. Liderzy zestawień “największych wzrostów” są często bardzo niespodziewani mimo tego, że patrzy się na nich z przewagą efektu pewności wstecznej. Realistyczni inwestorzy uświadamiają sobie wtedy, że próba wybrania spółek, które po 10 latach okażą się liderami dekady jest przedsięwzięciem zuchwale ambitnym.

Jednocześnie ci sami inwestorzy z zainteresowaniem czytają nowe prognozy i śledzą blogi inwestycyjne, których autorzy prognozują to co stanie się w najbliższym roku lub najbliższych latach.

Pomyślałem, że koniec dekady to dobry moment by przypomnieć o tym, że prognozowanie w kilkuletnim horyzoncie czasowym ma wartość rozrywkową. Wykonywane z właściwym nastawieniem może być interesującym i budującym skromność ćwiczeniem intelektualnym. Nie powinno natomiast być traktowane jako coś więcej.

Jednak przeglądnięcie wykresów kilku ważnych danych makroekonomicznych uświadomiło mi, że sytuacja w ostatniej dekadzie nie tyle bardzo oddaliła się od hipotetycznych prognoz z końca 2009 roku co oddaliła się jednym kierunku: optymistycznym. Zdaję sobie sprawę, że spoglądanie na minioną dekadę z nastawieniem “mieliśmy sporo szczęścia” może być potraktowane jak prowokowanie polskich inwestorów ale zakładam, że większość z nich zaakceptowała, że GPW jest tylko niewielkim fragmentem globalnego systemu finansowego.

Za FRED

Myślę, że nawet osoby, które w ostatniej dekadzie przejawiały optymistyczne lub relatywnie optymistyczne nastawienie muszą przyznać, że nie oczekiwały w 2009 roku, że przez najbliższą dekadę amerykańska gospodarka dołoży 22 miliony miejsc pracy, bezrobocie spadnie z 10% do 3,5% a chińska gospodarka rok do roku dokładać będzie wysokie kilka procent wzrostu gospodarczego.

Za FRED

W 2012 roku oczekiwanie, że europejski kryzys zadłużeniowy zostanie zneutralizowany do tego stopnia, że rentowność greckich 10-letnich obligacji spadnie pod koniec dekady poniżej 1,5%, także wydawało się skrajnym optymizmem.

Za FRED

Myślę, że rację ma Morgan Housel, który zauważył, że ktoś kto pod koniec 2009 prognozowałby równie optymistyczny scenariusz dla globalnej gospodarki i notowań kluczowych klas aktywów (z wyjątkiem surowców i akcji rynków wschodzących) wyglądałby na osobę mocno oderwaną od rzeczywistości. Pod koniec 2019 łatwo jest to wszystko zracjonalizować: dziesięć lat temu myślenie większości uczestników rynku finansowego było pod przemożnym wpływem globalnego kryzysu finansowego. Kilka miesięcy po tym jak o włos uniknęło się totalnego krachu, trudno formułować optymistyczne prognozy na nadchodzącą dekadę. W tym miejscu powstaje interesujące pytanie: czy obecnie myśląć o przyszłości ciągle jesteśmy pod wpływem traumy globalnego kryzysu finansowego czy może pod wpływem 10-letniego okresu ożywienia gospodarczego?

Wykres Jana Hatziusa z Goldman Sachs pokazuje jednak, że post-kryzysowa ostrożność utrzymywała się przez dużą część mijającej dekady.

Za Jan Hatzius

Część czytelników może w tym momencie zaprotestować i powiedzieć, że czas nie kończy wraz końcem 2019 roku i z pełną oceną tego co stało się w drugiej dekadzie XXI wieku należy jeszcze poczekać. To jest słuszne zastrzeżenie. Rzecz w tym, że nie jest moim zamiarem ocenianie mijającej dekady lecz relacjonowanie tego co się stało i zestawienie z tym czego większość inwestorów, także tych optymistycznie nastawionych, oczekiwała pod koniec 2009 roku. Po drugie oferowane przez amerykański rynek akcyjny czy rynek obligacji stopy zwrotu były w zasięgu optymistycznie nastawionych inwestorów i to co zdarzy się po 2019 roku tego faktu nie zmieni.

Inni czytelnicy mogą zapytać: jeśli tak wygląda sytuacja gdy mieliśmy fuksa to jak będzie wyglądać sytuacja gdy będziemy mieć mniej szczęścia? To pytanie może odnosić się zarówno do polskiego rynku akcyjnego jak i do głębszego spojrzenia na zachowanie amerykańskiej gospodarki, na przykład w kontekście dystrybucji dochodowych efektów wzrostu gospodarczego.

Jeśli jednak spojrzymy na polski rynek akcyjny z perspektywy dekady to dojdziemy do wniosku, że o ile rozczarowanie jest uprawnione to trudno mówić o katastrofie. Tym bardziej, że wyniki głównego polskiego indeksu (z uwzględnieniem dywidend) nie odbiegają od wyników całego segmentu rynków wschodzących. Wykes poniżej pokazuje wersje total return trzech czołowych polskich indeksów i ETFy oparte o indeksy S&P 500 i MSCI Emerging Markets:

Za Stooq

Interesująco wyłamuje się indeks średnich spółek, którego wyniki w ostatniej dekadzie powinny zadowolić przeciętnego inwestora. Przewaga MWIG40 nad małymi spółkami i blue chipami inspiruje natomiast do pytań o przyczyny relatywnej przewagi indeksu średnich spółek na giełdzie w Warszawie.

Z drugiej strony jeśli zestawimy ze sobą podstawowe wyniki makroekonomiczne polskiej gospodarki i rozczarowujące stopy zwrotu z polskiego rynku akcyjnego będziemy chcieli powtórzyć stwierdzenie Housela: ktoś kto poprawnie prognozowałby wyniki gospodarcze i giełdowe stopy zwrotu zostałby uznany w 2009 roku za osobę oderwaną od rzeczywistości.

4 Komentarzy

  1. Adam Stańczak

    Mam na to papier. W 2010 roku na konferencji SII w Zakopanem (w panelu dyskusyjnym) powiedziałem – "kupować cokolwiek – kupować ryzyko". To była letnia konferencja, więc jakiś maj albo kwiecień. Zresztą historia notek na blogach jakoś to też odzwierciedla.

    Można to nazwać fuksem, chociaż wówczas było naprawdę trudno przeciwstawić się tej całej fali pesymizmu. Naprawdę przez ostatnie 10 lat trzymanie się długiej strony rynku (na rynkach zagranicznych) było przeciwstawianiem się noblistom, medialnym gwiazdom i całej masie ludzi jakoś tam obecnych na świeczniku, do którego nigdy nie aspirowałem. To było naprawdę trudne, bardzo trudne, ale płaciło i płaci.

    Naprawdę jednak problem jest inny, jeśli się wówczas zastosowało zasadę "put your money where your mouth is", to trzeba było te 10 lat wytrzymać na rynku, robić timing, realizować zyski, reinwestować zyski. Szczerze mówiąc nawet ostatnio powiedziałem mojej żonie, której wiedza o rynku jest szczątkowa, żeby przejęła decyzje o tym, kiedy sprzedać, bo mój overconfidence może nas kosztować za dużo.

    1. trystero (Post autora)

      @ Adam Stańczak

      Mam inne doświadczenia. W moich tekstach kilka razy pisałem, że gdzieś koło 2015 roku zrobiłem się ostrożny. Nie oznacza to wyjścia z rynku, nie mówiąc o graniu na spadki, ale bardziej konserwatywne zarządzanie ryzykiem. To nie jest wielki problem w przypadku mojego podejścia. Byłby większy problem przy typowym długoterminowym portfelu akcyjnym. Tym niemniej, nie spodziewałem się, że do końca 2019 największym sukcesem niedźwiedzi będzie 20% korekta (ta z końca 2018 roku).

      To było naprawdę przyjazne 10 lat dla kogoś kto wszedł na długą pozycję na globalnych akcjach i był w stanie wytrzymać szum medialny.

  2. aard

    Nie chcę psuć szampańskiego nastroju, ale… Przerabialiśmy tę dyskusję przy okazji millennium: koniec dekady jest ZA ROK 🙂

    1. trystero (Post autora)

      @ aard

      Tym lepiej dla nas. Dwa razy będziemy świętować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.