Wizjonerzy na przestrzeni 150 lat

Toast of New York

„Żeby odnieść sukces trzeba wykorzystać wszystko i wszystkich, którzy mogą nam pomóc. A im wyżej zajdziemy tym głośniej będą nam kibicować.”

To zdanie brzmi jak gotowe motto, które można by wkleić ot choćby na linkedin. Wypowiada je w filmie z 1937 roku Toast of New York (Toast za Nowy Jork) główny bohater, czyli James Fisk. Fisk znany przede wszystkim z próby przeprowadzenia „korneru” na rynku złota w 1869 roku, był niesłychanie barwną postacią. Jedną z tych, które budowały kapitalizm, ale również Wall Street swoim sprytem, innowacyjnością, przebiegłością, no i cóż…trzeba wprost to powiedzieć, działaniami niezgodnymi z prawem, oszukiwaniem kontrahentów i konkurencji. W czasach, gdy rynki nie były jeszcze regulowane, a regulacje powstawały dopiero jako odpowiedź na „innowacyjne” działania osób takich  jak Fisk, czy jego wspólnicy – Jay Gould, Daniel Dew.

Film rozpoczynają sceny, gdy Fisk jako obwoźny sprzedawca mydeł wznosi się na wyżyny marketingu. Przekonuje klientów wraz z podstawionymi wspólnikami, że w kostkach mydła są banknoty. Po wykryciu oszustwa muszą uciekać. Kolejne sceny przeplatane obrazami z wojny secesyjnej, zaś przyjaciele dorabiają się na przemycie bawełny między północą a południem. Po zakończeniu wojny przekonani są, że zarobili fortunę. Ta jednak zostaje ulokowana w bezwartościowych obligacjach Konfederatów. Te obligacje wykorzystane są później do niezbyt misternych oszustw. Jednak inwestycja w papiery wartościowe dla filmowego Fiska jest przełomem. Oto wreszcie świat dla niego – Wall Street, obligacje, akcje, złoto. Krok później to przejmowanie ówczesnych firm najnowszych technologii, czyli m.in. linii kolejowych.

Film jest stary, więc te postaci z dzisiejszej perspektywy są przerysowane i groteskowe, jednak bazują  na historycznym przekazie. Meade Minnigerode tak opisuje Fiska w biografii z 1927 roku

Był dużym krzepkim blondynem z ufryzowanymi oczkami. Ale wyglądał jak rzeźnik. Jowialny i bystry o manierach i krzykliwości karczmarza, był szwindlarzem i bandytą, wrogiem prawa i apostołem przekrętu. Był klaunem w atłasowym surducie i udawanym mundurze admiralskim, ot głupkowaty grubasek, co to nigdy nie dorósł i bawi się kolejkami i stateczkami, kanarkami i tancereczkami.

W filmie jego reakcje na straty, w niektórych przedsięwzięciach mogłyby być wzorem dla wielu traderów i biznesmenów. Ot, po prostu nie udało się. Trzeba zacząć od nowa. Dopóki walczę, dopóty nie przegrałem – znów hasło jak z motywujących memów.

Podobnie jak „problemy nie istnieją, są tylko wyzwania”. To banalne hasełko, równie częste jako motywator. Tym razem nie pada z ust  XIX-wiecznego jowialnego pana, tylko młodego, kreatywnego, innowacyjnego, wizjonerskiego na miarę XXI wieku – Billy’ego McFarlanda. Współzałożyciel i twórca Magnises, Fyre Media. Gdyby odniósł sukces mógłby stać się gwiazdą. Być może jako ten, który „zrozumiał millenialsów” i zaproponował produkty dla nich. Choć w zasadzie tak było. Prestiżowa, błyskotka jaką była wykonana z metalu karta kredytowo-rabatowa oraz festiwal muzyczny pełen modelek, instagramerów, influencerów, i innych „-ów”. Fyre Festival miał odbyć się wiosną 2017 roku.

W zasadzie się odbył, ale żeby nie odbierać przyjemności państwu z aktywności Billy’ego McFarlanda zachęcam do obejrzenia dokumentalnego filmu Fyre! dostępnego na Netfliksie. Od razu też dodam, że jest drugi film poświęcony temu wydarzeniu (Fyre Fraud), który pokazuje nieco z innej strony temat. Jeszcze go nie obejrzałem, ale zdaje się, że jest nieco bardziej krytyczny jeśli chodzi o rolę  osób i firm, które robiły biznes wspólnie z Billym – inwestorzy, agencje reklamowe itp.

 

Działania Fiska i McFarlanda dzieli ponad 150 lat. Czasy różni niemal wszystko – technologia, zwyczaje, prawo, społeczeństwo, kultra. Ale samych ludzi nie dzieli znów tak wiele. Chęć szybkiego i ogromnego zysku, sprawia, że nawet wątpliwe działania zyskują  zwolenników. Ewentualni sceptycy traktowani są jak osoby nie rozumiejące innowacyjności i wizjonerstwa naszych bohaterów.

Gdyby odnieśli sukces być może powstałyby poradniki, jakie cechy musi mieć przedsiębiorca-wizjoner. Wówczas buta, arogancja, cynizm i manipulowanie ludźmi zastąpione byłyby innymi określeniami „trudny i wymagający szef”, „konsekwentnie prący do celu”, „inspirator wielu osób”.

Podobnie było choćby ze Stevem Jobsem. Wszyscy, którzy szukają formuły na menadżera sukcesu koncentrując się na jego cechach, zdają się nie zauważać ich ciemnej strony. Tego, że w gruncie rzeczy był aroganckim bucem, nie liczącym się z ludźmi.

Gdy w 2009 roku Maciej Kwiatkowski (TFI Opera) tłumaczył się ze strat, jakie poniósł jego fundusz, w opublikowanym do inwestorów liście napisał:

Jestem wyzywany przez niektórych z Państwa od bufonów i baranów. […] Co do baranów, […]zgoda, zachowywaliśmy się w minionym roku jak kompletne barany. A propos bufonady i zarozumiałości, to taka postawa medialna to w miarę oczywista taktyka marketingowa dla ludzi, którzy rzucili wyzwanie całemu sektorowi”.

No cóż. Nie pamiętam, gdzie przeczytałem taką konstatację, że jeśli jako szef – delikatnie mówiąc – nie szanujesz pracowników, określą cię trudnym i wymagającym. Ale tylko wówczas, gdy osiągniesz sukces. W razie porażki po prostu zostaniesz chamem, za którym nikt nie przepadał.

Jim Fisk przebierający się w mundur mógł wyglądać i zachowywać się komicznie, ale stały za nim pieniądze. Billy McFarland mógł sobie pozwolić na nonszalancję, dopóki stawiał litry tequili, jeździł Ferrari i wynajmował najdroższe firmy usługowe. W takich sytuacjach, tych którzy zadają trudne i niewygodne pytania po prostu się nie słucha. Po fakcie zaś (i to widać doskonale w filmie Fyre!) padają zdania z ust wielu inteligentnych osób: „jak mógł nas tak zmanipulować”.

**

Fragment książki o Jimie Fisku pochodzi z: Wspomnienia gracza giełdowego, E. Lefevre.

Film Toast za Nowy Jork bywa wyświetlany na TNT (z niezbyt “rzetelnym” tłumaczeniem). Czasami pojawia się pod tytułem Potęga złota.

 

7 Komentarzy

  1. lesserwisser

    Ten wpis przywołał mi stare wspomnienia związane z filmem "Toast of New York", który po raz pierwszy zobaczyłem w połowie lat 80-tych ubiegłego wieku (rety jak to określenie dziś dziwnie brzmi!) w BBC.

    BBC miała w zwyczaju nadawać w sobotnie ranki i południa stare dobre filmy uznane za klasyki, zazwyczaj czarno białe. Drugi raz widziałem go parę lat temu, w którejś z krajowych stacji telewizyjnych jako "Potęga złota".

    Ja, przeciwieństwie do Grzegorza, wcale nie uważam że postacie w filmie są przerysowane i nieco grotesko. Wprawdzie tak może uważać młoda osoba, patrząc z dzisiejszej perspektywy, bo film jest stary i ma ponad 80 lat. Jednak jako miłośnik starego dobrego kina mogę powiedzieć że gra aktorska jest na wysokim poziomie i dobrze oddaje charakter postaci głównych bohaterów. poza tym taki był wówczas sposób gry aktorskiej, zupełnie różny od dzisiejszego i wcale nie razi on sztucznością nawet dziś.
    A czemu tak myślę, ano bo żyli wtedy jeszcze ludzie którzy pamiętali tamte czasy, więc mogli pomóc w miarę wiernie oddać ich charakter i koloryt.

    A wspominam o tym dlatego że zainteresowany historią owego corneru rynku złota postanowiłem bliżej poznać historię tej manipulacji, w którą zamieszani byli też współpracownicy ówczesnego prezydenta USA, Ulissesa Granta który zresztą osobiście podjął decyzję o ukróceniu tego skandalu.

    Nic więc chyba dziwnego że postanowiłem przeczytać coś więcej na ten temat, a były to trzy książki opisujące tę historię i jej bohaterów, a przy okazji dalej kontynuować zainteresowanie tematem manipulacji rynkowych.

    Pierwsza to Matthew Josephsona "The Robber Barons" (1934), na której podobno oparty jest scenariusz filmu (i zresztą tak tytuł ma pierwotnie nosić film), a tytuł ten ma nota bene swoje specyficzne znaczenie.

    Druga to "Wizard of Wall Street and his wealth, or, The life and deeds of Jay Gould" (1893), autorstwa Turmbulla White'a.

    Trzecia to Kennetha Ackermana "The Gold Ring: Jim Fisk, Jay Gould, and Black Friday 1869" (1988) i w tytule wcale nie chodzi o złoty pierścionek, który zajumał Bronek tfuu Fisk. :). Dziś termin Black Friday kojarzy się głównie z rabatową akcją zakupową.

    Jeśli już jestem przy tytułach to zgodzę się z tym że tłumaczenie "The toast of New York" jako "Toast za Nowy York" jest nierzetelne. Ba, powiem że ono jest wręcz żenujące swoją głupotą. Tu nie tylko chodzi o to że absolutnie nijak nie oddaje ono sensu oryginalnego tytułu filmu ale jest zupełnie niezgodne z językiem angielskim, albowiem poprawna formą – wznosić toast za kogoś -jest "to make a toast TO somebody" (a nie for )!

    Tego tłumocza to bym za karę wsadził na dłuższe przypiekanie do toastera, jako proxy ogni piekielnych.

    "Potega złota" jest o wiele lepsza, choć to nie jest to o czym marzą młode dziewczyny w parne lipcowe noce. A jakie jest właściwe tłumaczenie tytułu tego filmu, no cóż jest to temat na oddzielne opowiadanie. 🙂

    PS

    A tak przy okazji, kolego Zalewski, to angielskie słowo corner na określenie pewnego rodzaju manipulacji giełdowej miało swój odpowiednik w polskim języku giełdowym, również w czasie gdy powstał ten film.

    I nie jest to "korner" tylko ….. ??? (kto wie to mu pogratuluję a nawet mogę browar postawić). 🙂

    1. _dorota

      Tutejszym specjalistą od historii rynku jest Gzalewski, jeśli on nie wie, to nikt nie wie. Przypuszczam, że takie informacje mogą pochodzić z jakichś wspomnień/dzienników osoby związanej z ówczesnym rynkiem kapitałowym. Zgadłam?

      1. lesserwisser

        Akurat nie, ja ten termin poznałem w czasie studiów na SGPiS, a było to dawnooo temu, już nie pamiętam który z profesorów (widocznie starej starej daty) go użył, ale do dziś go napotykam gdzie niegdzie.

        To się nazywa akaparacja, z francuskiego, gdyż nasze ówczesne słownictwo giełdowe i finansowe miało proweniencję francuską (np. parkiet) oraz niemiecką (no i trochę rosyjskiej), zaś dziś ma głównie angielską.

        Czyli chyba sam wypiję ten browar któren nawarzyłem! 🙂

        1. GZalewski

          Jest w słownikach, jako dopuszczalne (ładne do scrabble bo dużo samogłosek), ale przegladam gazety i publikacje XIX i XX w. i nic mi nie wyrzuca. Choć podobnie jak baisse, nie zaś bessa, może miało nieco inne brzmienie.

          1. GZalewski

            W każdym razie dzięki
            (ładne nie w sensie punktowym, tylko żeby coś z wysypem samogłosek zrobić)

  2. GZalewski

    No z kornerem nie mam pojęcia, więc nie każ mi teraz grzebać po starych słownikach.
    Tłumaczenie filmu jest takie jakie jest, jeśli "inventors" stają się inwestorami.

    Co do groteskowości, miałem na myśli właśnie tę grę aktorską charakterystyczną dla filmów w tym czasie.
    Ale Corneliusa Vanderbildta ładnie nie pokazali. Przyznasz. Z kolei Josie Mansfield w kreacji Frances Farmer wygląda jakby "inaczej", niż ta z zachowanych fotek

  3. lesserwisser

    Myślę że wyjaśnienie jest dosyć proste. Vanderbildt miał opinię bezwzględnego racza, wręcz sukinsyna, i był raczej nieprzyjemny w obyciu, choć trzeba przyznać że był niezwykle rzutkim przedsiębiorcą i wyjątkowo sprawnym organizatorem.

    Natomiast nasi bohaterowie zaczynali jako drobni oszuści, tzw farmazoni, (con-meni zawani również con artist, od confidence – zaufanie). Tacy ludzie, by odnieść sukces w swoim fachu, musieli mieć określone predyspozycje osobnicze, to jest być sympatyczni w obejściu i wzbudzać zaufanie oraz umiejętnie maskować swoje prawdziwe zamiary.

    Ze wspomnień ludzi wynika że potrafili być wręcz czarujący.

    Z

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.