Sekrety giełdowej edukacji, część 3

Jak wypada konfrontacja teoretyków z praktykami?

3. Wiedza to zaledwie wycinek, o sukcesie głównie decydują umiejętności i praktyka (wiele zależy od celu).

 

Dość powszechny dziś scenariusz wejścia w giełdowe czy forexowe inwestycje wygląda tak, że początkujący od razu przystępuje do przeprowadzania transakcji na żywo lub na rachunku demo, dopiero gdy wyniki zaczynają zgrzytać, następuje faza sięgnięcia po poradniki. To wcale nie jest aż taki nieracjonalny scenariusz, pod pewnymi warunkami jednakże.

Aby w ogóle dokonać transakcji, należy bez wyjątku poznać „instrukcję ich obsługi”, czyli dowiedzieć się jak działa system zleceń, jakie funkcje przypisane są do każdego z nich, jak działa ich wykonanie i rozliczanie, jak wyglądają przynajmniej ramy każdego rynku i co jest przedmiotem obrotu. A to już jest dobry wstęp edukacyjny. Bez tego nie uda się bowiem samych transakcji przeprowadzić, ich skuteczność to osobny, wyższy poziom samodoskonalenia.

Z dużym prawdopodobieństwem tego rodzaju podejście, czyli bez pogłębienia innego rodzaju wiedzy, skończy się stratami. Ale ma ono pewne zalety, które powinny zostać poprawnie uzmysłowione przez początkujących:

  • poznanie praktycznej strony inwestowania czy tradingu,
  • poczucie podstawowych realiów i zasad rynkowej gry,
  • pierwsze poznanie siebie i swoich reakcji,
  • oswojenie się z rytmem, zmiennością rynku, emocjami przez niego generowanymi,
  • wyczucie adekwatnych ram czasowych w stosunku do własnych predyspozycji mentalnych.

To wszystko pomoże w przyszłości łatwiej zrozumieć zagadnienia teoretyczne. Z drugiej jednak strony, na wadę zasadniczą w tym podejściu składa się kilka czynników:

  • z powodu braku wystarczającej wiedzy niemal niemożliwe staje się ustalenie rzeczywistych powodów porażki,
  • nabiera się od początku złych nawyków, typowych błędów behawioralnych, które dużo trudniej potem wyplenić lub zastąpić nowymi,
  • nabiera się nieprawidłowych przekonań, których konieczna weryfikacja  możliwa jest tylko w procesie dalszej edukacji (np. przekonania o spiskach, manipulacjach, winie innych, braku szczęścia),
  • brak wiedzy utrudnia odróżnienie losowości i szczęścia od rzeczywistych umiejętności, prowadząc do nierealistycznych ocen (np. podczas hossy na akcjach można zarobić krocie będąc skończonym ignorantem i myśląc o sobie w roli bohatera),
  • brak sukcesów, niepoparty głębszą wiedzą na temat ich źródeł i eliminacji, prowadzi do utraty motywacji i dalszego, głębszego poznania,
  • brak szerszego kontekstu własnych działań i wykrzywiona wiedza o rynku; wszystko staje się chaosem, brakiem sensu, a to może utrudniać dalsze poznanie.

Czy rozpoczęcie od teorii jest w takim razie korzystniejszym rozwiązaniem? Niekoniecznie, o czym więcej w kolejnych częściach. W wielu miejscach bez poradników (podręczniki, filmy, serwisy internetowe)  trudno w ogóle ruszyć w pożądanym kierunku, np. chcąc poznać Analizę Techniczną czy Fundamentalną. Jednakże i one nie są pozbawione wad w powyższym kontekście, choćby takich jak:

  • pokazują idealny, modelowy, ale mocno lukrowany świat łatwych w zasięgu zysków,
  • nie dla wszystkich mogą być zrozumiałe, co zniechęca,
  • stanowią często losowy wybór, a więc jeśli ktoś trafi od startu na np. „Inteligentnego inwestora” Grahama, zafiksuje się z nauką na ścieżkę kariery od strony Analizy Fundamentalnej; tymczasem lepiej dobrać literaturę od drugiej strony – potrzeb, cech, celów.

W zasadzie więc idealny model edukacyjny byłby połączeniem prób testowych na rachunku wirtualnym czy demonstracyjnym, z jednoczesnym dobraniem i poznaniem do tego poradników (najlepiej z jakiegoś menu ukierunkowującego, albo z pomocą coacha/mentora) i na koniec weryfikacja na rachunku realnym, poznając przy tym różne style inwestycyjne i rynki, po to, by wybrać najlepiej pasujące dla siebie.

Cel inwestycyjny jest przy tym istotnym kryterium wyboru edukacyjnej ścieżki. Oczywiście nie każdy przychodzący na rynek ma jego świadomość, a nawet jeśli ma, to nie znajdzie raczej gotowego planu edukacyjnego, skrojonego pod własną potrzebę. Uświadomiło mi to właśnie opisywane na wstępie tego cyklu zdarzenie, kiedy to zgłosił się do mnie kandydat na inwestora, prosząc o ułożenie planu pod przybliżoną jego wizję samokształcenia, którą trzeba było sprecyzować.

Oczywiste wydaje się to być na prostym przykładzie: innego rodzaju programu edukacyjnego potrzebują skrajne podejścia inwestycyjne – day trader walutowy a pasywny inwestor długoterminowy z rachunkiem IKE. Ogromna różnica tkwi chociażby w kluczowym elemencie czyli praktycznych umiejętnościach analityczno-decyzyjnych.

I tu kłania się istota problemu ‘teoria a praktyka’. W zasadzie wybór tradingu jako cel oznacza znaczącą rolę nabycia praktycznych umiejętności nie tyle samego dokonywania transakcji, ile całego prawidłowego procesu decyzyjnego. Większość traderów działa na rynku intuicyjnie, również ci stosujący klasyczną Analizę Techniczną (poza systemowymi). Skuteczność w ich wydaniu oznacza ogromną ilość realnych transakcji połączonych ze świadomym procesem doskonalenia (z błędami, wnioskami, korektami, usprawnieniami), dla których wiedza teoretyczna może być co najwyżej inspiracją i weryfikacją. Tego nie potrzebuje pasywny inwestor, który wydatkuje po prostu dysponowaną kwotę i cierpliwie czeka latami (w żargonie: przygląda się jak rośnie trawa). Cel uświęca więc środki, jak w mądrym i starym porzekadle.

Trading intuicyjny jest rodzajem tzw. „performance practice” (praktyka nastawiona na działanie wynikowe), tego samego typu co np. golf czy koszykówka, gdzie mistrzostwo osiąga się wielokrotną ilością powtórzeń. W przeciwieństwie do np. szachów, gdzie wygrywa się znajomością teorii czyli otwarć i modelowych rozgrywek. Stąd proporcje praktyki do teorii nieporównywalnie skłaniają do ogromnego przeważenia tej pierwszej w tradingu.

Skrajny przypadek to trader, który wchodzi na najwyższe stadium osiągania zysków tylko przez praktykę, bez zawracania sobie głowy teoriami książkowymi. Poznałem takiego i był to swego rodzaju wyjątkowy przypadek, chyba warty przedstawienia.

Trzeba przyznać, że pracował on na nieco innych częstotliwościach niż przeciętny trader z racji swoich talentów: był biegłym pokerzystą, miał bardzo dobrą pamięć, orientację przestrzenną, zdolności kalkulacyjne i całkiem niezłe opanowanie rachunku prawdopodobieństwa. W lot pojął po krótkim wykładzie na czym od strony matematycznej i logicznej polega trading i transakcje forexowe. Jedynym jego problemem było zrozumienia na czym polega dobre wejście w rynek. Kiedy zorientował się, że nie na tym polega przewaga, lecz podobnie jak w pokerze na żonglowaniu prawdopodobieństwami i zarządzaniu ryzykiem oraz kapitałem, wymyślił po prostu inicjowanie transakcji oparte na odwracaniu się wszelkich ruchów (powrót do średniej). Szybko więc wszedł na zyskowne obroty. Jednakże jeszcze szybciej… znudziło go to. Mocno odczuwał brak interakcji z innym żywymi graczami i porzucił nowo poznaną zabawę na rzecz pokera.

Nie przeczytał ani jednego tekstu o inwestowaniu, nie interesowała go Analiza Techniczna czy jakakolwiek inna, ani nawet nazwa instrumentu, na którym gra (robiliśmy takie próby). Jego ‘krzywa nauki’ (ang. learning curve) była bardzo krótka ze względu na wrodzone umiejętności oraz przypadek (dostał krótką lekcję zamiast poszukiwać samodzielnie źródeł wiedzy). Ale to nie znaczy, że nie przeszedł stosownej edukacji!

Po pierwsze: praktyka i doświadczanie to jak najbardziej element kształcenia, nawet jeśli nie dotyka się żadnych materiałów pisanych.

Po drugie: minimum wiedzy otrzymał mimo wszystko w krótkiej prezentacji.

Po trzecie: dysponował ogromną dawką edukacyjną wdrukowaną już wcześniej przy pokerze – przede wszystkim zdolnościami zarządzania ryzykiem, kapitałem i własnymi emocjami; to ogromny kapitał, bez poznania którego żadne analityczne decyzje o wchodzeniu na rynek nie mają wartości.

CDN

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.