Nie lubię odwoływać się wyłącznie do własnej pamięci bo ta jest wyjątkowo ułomna. Na pewno jednak w lipcu/sierpniu 2008 roku czytałem po raz kolejny Poker kłamców Michaela Lewisa. Chciałem rozumieć co dzieje się na rynku amerykańskich obligacji.

Lewis opisywał sytuację z przełomu lat 80./90., która wówczas (2008) w moim mniemaniu opisywała to wszystko co się działo w USA, po raz kolejny i na większą skalę.

Zaznaczałem sobie kolejne cytaty:

Amerykański rynek hipoteczny jest teraz największym rynkiem kredytowym na świecie. Może kiedyś stanie się największym na świecie rynkiem obligacji

[…]

Przykładem najdziwniejszej alchemii było rozłączenie odsetek od kapitału i ponowne ich zlepienie, przez co stworzono hipoteki niemogące istnieć w realnym świecie. W ten sposób spłata odsetek przez mieszkańców osiedla w Kalifornii została połączona ze spłatą kredytu przez mieszkańców getta w Luizjanie i – voila! – narodził się nowy rodzaj obligacji.

[…]

Wiele nowych towarów wprowadzonych przez Salomon Brothers wykraczało poza regulaminowe zasady; nie trzeba było wykazywać ich w bilansie. Aby przyciągnąć nowych inwestorów i ominąć nowe przepisy, rynek stał się jeszcze bardziej zakamuflowany i skomplikowany

[…]

Fannie Mae oraz Freddie Mac mogły wspólnie, udzielając gwarancji, przekształcić większość mieszkaniowych długów hipotecznych w obligacje mające poparcie rządu. Im bardziej niepewny kredyt, tym większą opłatę kasa pożyczkowa musiała zapłacić, aby jej długi mogły otrzymać stempel jednej z agencji. Z chwilą, gdy kredyty zostały ostemplowane, nikogo nie obchodziła ich jakość. Niewypłacalni nabywcy domów byli od tej pory problemem rządu

Kilkanaście lat później to wszystko wyglądało niemal identycznie. Tylko było „bardziej”. Większy rynek, większe pieniądze, większe nieprawidłowości, no i jak się przekonaliśmy w ciągu kolejnych miesięcy większe konsekwencje.

W tym momencie żałuję, że nie mogę znaleźć konkretnych wypowiedzi i tekstów, które właśnie w wakacje 2008 kilkukrotnie się pojawiły. W dużym skrócie, część analityków wypowiadała się w tonie „Może i coś tam się dzieje w USA. Ale chodzi o egzotyczny rynek nieruchomości, który nijak się nie ma do polskiego rynku akcji”. Koncepcja była pociągająca, zwłaszcza, że WIG od połowy lipca lekko wzrastał. Wyglądało na to, że globalizacja wzięła sobie urlop i  w oczach niektórych analityków przestała działać.

Co się stało później wiemy doskonale. Globalne związki między rynkami, kapitałem a przede wszystkim strachem okazały się wyjątkowo silne. Spadki zaczęły być globalne, zaś podczas niektórych sesji wyprzedaży taniały równocześnie nie tylko akcje, ale niemal wszystkie rodzaje aktywów. Między innymi na złudnym przekonaniu, że historyczne korelacje mogą się utrzymywać zawsze i w każdych okolicznościach przejechał się fundusz OPERA FIZ tworząc swój „teksański hedge”.

Przypomniały mi się te zdarzenia sprzed dokładnie dziesięciu lat, gdy czytam, z jaką pewnością część komentatorów i analityków wypowiada się na temat bieżącej sytuacji w Turcji.

Parkiet cytuje wypowiedź Michała Krupińskiego, prezesa PEKAO  dla CNBC:

Zasadniczo Banki z rejonu Europy wschodniej nie są szczególnie uzależnione od sytuacji wewnętrznej w Turcji.

Kilka dni wcześniej Marta Petka-Zagajewska, szefowa zespołu analiz makroekonomicznych w PKO BP mówiła w podobnym tonie:

Niektóre instytucje już nas z tego koszyka wyjmują. To, co się w ostatnich dniach działo z walutami niektórych gospodarek wschodzących, np. RPA i Indii, wyraźnie pokazuje, że my jesteśmy w innej lidze. Dawniej polskie aktywa o wiele mocniej reagowały na takie zawieruchy.

[…]

Polska jest w niewielkim stopniu narażona na skutki odpływu kapitału z rynków wschodzących, związane np. z podwyżkami stóp procentowych w USA i aprecjacją dolara.

Kryzysy i bessy na rynkach globalnych mają to do siebie, że często następują po „odpaleniu jakiegoś zapalnika”. Zwykle tym zapalnikiem jest jakieś zdarzenie lub zestaw zdarzeń, które nie były spodziewane lub nie wierzono, że może nastąpić. Możemy użyć tu wyświechtanego określenia „czarny łabędź”. Ale nie chodzi o te dziesiątki medialnych prognoz z początku każdego roku, gdzie analitycy typują co niespodziewanego może się zdarzyć, tylko raczej o rumsfeldowskie „nieznane nieznane” lub to co tak zręcznie opisał R. Bookstaber w „Jak stworzyliśmy demona”.

Niezależnie od rozmiarów zespołu można tylko analizować modele ryzyka i płodzić raporty o kwestiach, które umiemy zidentyfikować i zmierzyć. Właściwie, wraz z rozmiarami zespołu rośnie prawdopodobieństwo, że otrzymasz coraz dokładniejsze informacje o problemach, które już zidentyfikowano – i niewiele nowych danych. Łatwo mierzalne zagrożenia były lepiej kontrolowane, ale to nie one liczyły się najbardziej. Prawdziwym ryzykiem jest to, którego nawet nie dostrzegasz.

Oczywiście tym zapalnikiem ostatecznym wcale Turcja nie musi się okazać, ale odnoszę wrażenie, że stanowi jeden z elementów, które jednak sugeruje rosnące ryzyko inwestycyjne w krajach, które przez wielu wrzucane są do jednego worka pod hasłem „rynków rozwijających się”, choćbyśmy nie wiem jak przekonywali się nawzajem, że Polska to nie Turcja i u nas jest zupełnie inaczej.

[Głosów:12    Średnia:4.8/5]

7 Komentarzy

  1. Warszawiak

    Drogi Panie Grzegorzu!

    Podczas zawieruchy w pierwszej kolejności kapitał jest wyprowadzany z krajów o śmieciowych ratingu a Polska do nich już nie należy, dlatego podczas zawieruchy tureckiej z Polski nie był obcy kapitał wycofywany a tzn i na złotym nie było wielkich strat jak w wymienionej Turcji, RAP i Indii.

    https://pl.tradingeconomics.com/country-list/rating

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

    Zakładam, że Pan nie zauważył 😉 dlatego wklejam ponownie:

    "Zachwyconym rozdawnictwem i wielbiącym mantrę "straszyliście, a nic się nie dzieje""

    A co się dzieje Panie Grzegorzu? Które dane, wykresy, diagramy Szanownego Pana niepokoją? Jeżeli byłby Pan tak uprzejmy, to konkretniej proszę napisać i podeprzeć się liczbami.

    1. GZalewski

      "A co się dzieje Panie Grzegorzu?"
      Odpowiem tak jak wielokrotnie w przeszłości, podczas długiej hossy – poczekajmy na drugą fazę cyklu koniunkturalnego. Wtedy będziemy wiedzieć, co się dzieje.
      Tak jak zarządzający funduszami podczas hossy są przekonani o własnych umiejetnościach, a podczas bessy wychodzi, kto tak naprawdę się przygotował, a kto płynie wyłącznie na fali rynku.

      1. Warszawiak

        Panie Grzegorzu, Pan odpowiedź brzmi jednoznacznie, nie posiada Pan żadnych danych, wykresów, diagramów czy liczb, które Szanownego Pana by niepokoiły. Kropka.

        A tak wielu na tym blogu, szcególnie _dorota robiła tu za Kasandrę

        🙂 🙂 🙂

        i straszyła nieuniknionym załamaniem i to już w tym roku z chwilą wprowadzenia obniżonego wieku emerytalnego i 500+ i wtedy nie było mowy o fali, tylko będąc na fali tak buńczucznie twierdzono, obecnie tracąc całkowicie wiarygodność.

        Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

        1. _dorota

          O, stanowcza prostoto 🙂

        2. GZalewski

          No cóż. Pozostane przy swoim cierpliwym oczekiwaniu, bo w przeszłości dawało mi dużo przyjemności. Rownież materialnej.
          A dane, wykresy… No cóż daj mi dowolny wykres i dane, a opowiem ci wiarygodną historię 🙂

          1. Tommip

            hehe dokladnie tak samo mysle.Lata na rynku sprawiaja ze wszystko staje sie wzgledne i daje sie dowolnie wytlumaczyc.

            Aktualnie rynki w szczegolnosci Europy znajduja sie w ultrakluczowym miejscu.Trzy i pol roku stania w miejscu Daxa w okolicy szczytu z 2015 r czy tez w przypadku eurostoxxa w okolicy gorki 20 letniego (!) trendu bocznego ksztaltuje formacje mowiaca jasno – 4 kwartal wyznaczy trend prawdopodobnie nawet w zakresie kilkuletnim.Ciekawe jest tez nastawie nierynku – nastroj trejderow nazwal bym wrecz histerycznie panicznym.To bedzie pierwsze zalamanie ktore przewidzieli absolutnie wszyscy :D.Co jest dosyc zabawne samo w sobie

  2. _dorota

    > To bedzie pierwsze zalamanie ktore przewidzieli absolutnie wszyscy 😀

    Jest takie (popularne zresztą) przekonanie, że zwroty na rynku mają miejsce tylko z zaskoczenia, kiedy nikt (prawie nikt) się ich nie spodziewa. Zasadniczo tak powinno być*, ale logika i dynamika rynku nie jest tak prosta.

    Zobaczymy tym razem krach, na który większość rynku oczekuje. Coś jak "Kronika zapowiedzianej śmierci": ponieważ wszyscy wiedzą, to nie powinno się zdarzyć, a jednak się zdarzyło.

    *z powodów, które wszyscy tutaj bez problemu wyłuszczą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.