Richard Bookstaber jeszcze niedawno pracował w Komitecie do Spraw Stabilności Finansowej działającym przy amerykańskim nadzorcy rynku SEC. Od niedawna jest szefem działu badań w utworzonym na mocy ustawy Dodd-Frank (mającej na celu reformę WallStreet) Office of Financial Resarch. Jednak o wiele ciekawsza jest jego kariera wcześniejsza – w bankach inwestycyjnych, funduszach hedgingowych, współpraca z wielkimi nazwiskami lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych stojącymi za tym, co dziś wrzuca się do jednego worka pod hasłem „algo tradingu”, czy generalnie transakcji komputerowych.
Kilka miesięcy temu ukazał się polski przekład jego książki, którą przy kilku różnych okazjach wspominałem już na blogach bossa.pl (https://blogi.bossa.pl/?s=bookstaber). Książki niesłychanie ważnej, napisanej przez człowieka który współtworzył program trading, arbitraż statystyczny i był w centrum wydarzeń w październiku 1987 roku, podczas kryzysu rosyjskiego, znającego kulisy powstania i działania Long Term Capital Management.
Książkę pod polskim tytułem „Jak stworzyliśmy demona”, wydał Kurhaus Publishing i jako wydawca zazdroszczę nieco tego tytułu, a z drugiej podziwiam odwagę wydawcy. Jest to jeden z tych tytułów, które niesłychanie wartościowe, w Polsce może być potwornie trudno sprzedać. Raz, że czytelnictwo jest na koszmarnie niskim poziomie, dwa, że od wielu lat odnoszę wrażenie, że ludzie z branży finansowej ukuli sobie fantastyczne sformułowanie, że nie czytają bo nie mają czasu. A tym samym ich wiedza o trendach na świecie, przyczynach pewnych zjawisk stoi pod sporym znakiem zapytania – co zresztą widać w mediach. Jest sporo książek tego typu, których nie odważyłbym się wydać po polsku, wiedząc, że w najlepszym wypadku sprzedaż wyniesie kilkaset egzemplarzy (mam nadzieje, że tą notką poprawię wynik konkurencji 😉 ). No i w końcu trzy – trudność tłumaczenia terminologii. Choć przy niektórych propozycjach mam wątpliwości to jednak tłumacz (Olga Siara) przy współpracy z człowiekiem z rynku (konsultacja merytoryczna Adam Antoniak – Pekao SA) nieźle sobie poradzili.
Tymczasem nie wyobrażam sobie, żeby ludzie interesujący się rynkami, ryzykiem, relacjami między zachowaniem się traderów a rynków, na których działają, a w końcu dziennikarze finansowi tej książki nie znali. Wyjaśnienie mechanizmów, które prowadziły do kilku krachów w ostatnich 25 latach to wartość pozwalająca spojrzeć na rynek analitycznie, bez tworzenia teorii spiskowych „o grubasach”, „złych Goldmanach”, „automatach niszczących rynek”, „transakcjach z market-makerami” i co tam można jeszcze wyciągnąć przeglądając artykuły w polskiej sieci, czy też mediach finansowych w ostatnich miesiących.
Kolejna istotna cecha to pokazanie, w jaki sposób powstawały różnego rodzaju koncepty inwestycyjne – z jakimi problemami borykali się ich twórcy. Być może lektura tej książki uzmysłowi niektórym, że stworzenie automatycznego systemu tradingowego jest czymś więcej niż symulacją na danych historycznych a następnie opakowaniem marketingowym i wprowadzeniem na NewConnect (patrz spółka M10 http://gpwmedia.pl/ondemand/4086,20120912_m10.mp4) *) , czy stworzeniem nowego funduszu opartego wyłącznie na symulacjach.
Żeby już nie zanudzać Czytelników recenzją i kolejnymi zachętami jeden z moich ulubionych fragmentów:
„Niezależnie od rozmiarów zespołu można tylko analizować modele ryzyka i płodzić raporty o kwestiach, które umiemy zidentyfikować i zmierzyć. Właściwie, wraz z rozmiarami zespołu rośnie prawdopodobieństwo, że otrzymasz coraz dokładniejsze informacje o problemach, które już zidentyfikowano – i niewiele nowych danych. Łatwo mierzalne zagrożenia były lepiej kontrolowane, ale to nie one liczyły się najbardziej. Prawdziwym ryzykiem jest to, którego nawet nie dostrzegasz”
– a teraz marsz na zakupy:
Książka papierowa: http://www.kurhauspublishing.com/ksiazki/okladka/id/10
Ebook- http://www.nexto.pl/ebooki/jak_stworzylismy_demona_p33919.xml
PS. Pewnym zgrzytem jest dla mnie przedmowa do wydania polskiego. Poza tym, że stanowi raczej reklamówkę jednej z instytucji naszego rynku, to raczej pokazuje ogromny dystans, jaki został nam do nadrobienia w pewnych kwestiach.
Nie wiem też czy w papierowej wersji ten błąd też się pojawił, czy to tylko przy konwersji na ebooka nagroda Turning Prize powinna być oczywiście Turing Prize.
*Swoją drogą to ciekawe jak spółka, w której nie ma żadnych przychodów, zaś wynik finansowy (ujemny) jest na poziomie kilkuset tysięcy złotych, a kapitał własny na poziomie 350 tys dolarów (źródło ) radzi sobie z testami na kilkunastu rynkach (źródło), gdzie kapitał wymagany na depozyty pochłonie sporą część tegoż kapitału własnego. To było śmieszne już wcześniej, a teraz przeradza się w farsę.


Dodaj komentarz