Co się nie zmienia na rynkach?

Najczęściej używanymi na giełdzie słowami są: być może, miejmy nadzieję, możliwe, można by, mimo to, chociaż, wprawdzie, wierzę, myślę, ale, prawdopodobnie, wydaje mi się… Wszystko, w co się wierzy i o czym się mówi, jest względne i może być widziane zupełnie inaczej. Andre Kostolany

Od pewnego czasu wracam do swoich młodzieńczych lektur. Żeby zobaczyć, jak patrzyłem na świat, czy przetrwały próbę czasu, żeby zrozumieć zmiany jakie następują i z wielu innych powodów. Dotychczas dotyczyło to przede wszystkim beletrystyki i raczej rzeczy, które przeczytałem zanim przekroczyłem dwadzieścia lat. Jednak w wyniku tego wszystkiego co się dzieje dookoła sięgnąłem po Psychologię giełdy Andre Kostolany’ego. Przeczytałem ją pod koniec lat dziewięćdziesiątych, mając już za sobą kilka lat doświadczenia na rynkach. Wiele cytatów z niej mam zapisanych w swojej bazie. Ten, którym zacząłem dzisiejszy tekst jest jednym z nich.

Kostolany przez ponad siedemdziesiąt lat spekulował na różnych światowych giełdach (zaczął w Paryżu w 1924 roku). Z racji rozpoczętych i nie ukończonych studiów filozoficznych czuję do niego ogromną sympatię. Wspomniany fragment przypomniał mi się w kontekście, ni mniej ni więcej tylko dyskusji o kryptowalutach, szaleńczych wzrostach, marzeniach (głównie młodych) o szybkich i wielkich zyskach. W tych dyskusjach pojawia się również wątek zarzucany „dinozaurom” przez właśnie młodych tego, że nie rozumieją zupełnie nowej, nadchodzącej rewolucji oraz tego, że nie ma się czym przejmować w kontekście ostatnich korekcyjnych spadków, bo wszyscy ci, którzy kupili rok temu/dwa lata temu/cztery lata temu (niepotrzebne skreślić) bitcoina lub inną kryptowalutę nadal są tak zarobieni, że nie robi to na nich najmniejszego wrażenia.

Plus oczywiście to, że zazdrościmy – my wszyscy piszący krytycznie o tym co się dzieje – bo sami nie zarobiliśmy tych furmanek pieniędzy. Zacznę więc od tego ostatniego argumentu. To, że piszemy o zjawisku, o którym jest głośno nie oznacza automatycznie, że żałujemy czy chcielibyśmy być tam w środku. Oczywiście część osób pewnie żałuje, ale część patrzy sobie na to z pozycji cynika/obserwatora/kibica/psychologa (niepotrzebne skreślić) i zadaje różne pytania, porównuje do sytuacji sprzed lat. Tak – jeśli wydaje się Wam, że to co się dzieje na kryptowalutach, to coś nowego jesteście w błędzie. Szaleńcze hossy zdarzały się w historii i wielu z nas, którzy zaczęli zajmować się rynkami, rozpoczynali swoją przygodę właśnie od takiej hossy. Często od jej szczytu. Argument o tym, że nie ci, którzy odpowiednio wcześnie kupili są i tak zarobieni i się nie przejmują jest delikatnie mówiąc samooszukiwaniem się. Dopóki nie usłyszę – „kupiłem 3 lata temu i mam to gdzieś”, tylko będę słyszał „ktoś kto kupił 3 lata temu..” – będę się uśmiechał z przekąsem. Takie argumenty są z cyklu opowieści „ktoś, kto kupił akcje Coca Coli za 1 dolara 80 lat temu”, albo „wystarczyło kupić Microsoft trzydzieści lat temu”, ewentualnie „każdy kto kupił akcje Banku Śląskiego w IPO nadal był do przodu…”. Jestem na tym rynku już dwadzieścia lat i nie poznałem osobiście nikogo, kto trzymałby inwestycję latami. Inwestycję dynamicznie zyskującą. Bo poznałem tych, którzy latami trzymali Universal, Elektrim i wiele innych „grzanek”, które spadły ostatecznie niemal do zera. Większość ludzi podekscytowana zyskami realizuje je, a później w wyniku wielu mechanizmów psychologicznych zaczyna spekulować, wchodzić, wychodzić, łapać górki i dołki żałując, że tak wcześnie wyszli z inwestycji. Wielu z nich per saldo traci na tym maniakalnej próbie zarobienia jeszcze więcej. Tak jak inwestor, którego poznałem w 2006 roku. Po pierwszych udanych transakcjach na Biotonie (zyskał niemal 100 procent) patrzył na dalsze wzrosty i zaczął się szarpać z tymi akcjami. To najlepsze określenie: „szarpać się”. Ale nic już nie było takie samo. Pojawił się lęk przed utratą tego co zyskał. Korekty, o kilkanaście i więcej procent – robiły na nim bardzo duże wrażenie. Wykańczały go emocjonalnie. I wie o tym większość, którzy na rynku są dłużej niż od jednego cyklu hossy. Możesz zarobić setki procent, ale strata w pewnym momencie będzie bolesna, choćbyś nadal był na plusie. A wtedy jest szansa, że zaczniesz popełniać błędy. I przegrywać.

Przyznaję, że nie rozumiem rewolucji kryptowalutowej. Nie wiem, co jest w tej technologii rewolucyjnego. Ale może dlatego, że dla mnie rewolucją jest cały świat w ostatnich trzydziestu latach. Patrząc na rozwój technologii w ogóle, przestałem mówić, że coś jest niemożliwe. Rzeczy niewyobrażalne dla mnie lat temu trzydzieści, stają się faktem co chwile. Mój pierwszy aparat fotograficzny to była Smiena8M i chwilę później lustrzanka dwuobiektywowa (Lubitiel) na błony szerokoformatowe. Później przyszedł Zenit E. Samodzielnie wywoływałem filmy i robiłem odbitki. Na początku lat dziewięćdziesiątych nastała rewolucja, zaczęły być dostępne skanery do błon. Wszystkie filmy najpierw ręcznie skanowaliśmy takim skanerem (godziny pracy),  później oddawaliśmy do punktu – bo było taniej i szybciej. W drugiej połowie lat 90. kupiłem drukarkę atramentową foto. Rewolucja! Mogłem w domu drukować odbitki. Nic to, że papier był jeszcze słaby, nie wodoodporny, więc trzeba było foliować każdą cenną odbitkę. No i było potwornie kosztowne. Mój bliski znajomy, który handlował od lat materiałami foto, mówił, że jeszcze wiele lat przyjdzie czekać, aż jakość będzie odpowiednia. Papier wodoodporny pojawił się niemal za chwilę, jak również aparaty cyfrowe. Rewolucja! Ale profesjonaliści mówili, że spokojnie. Nie ta jakość. Nie stać mnie było na cyfrową lustrzankę, więc kupiłem kompakt – do dziś go używam. Ma matrycę 3,2 megapiksele, czyli mniej niż dzisiejsze smartfony. Które są kolejną rewolucją. W międzyczasie kupiłem lustrzankę. Praktycznie jej nie używam – zbyt duża, nieporęczna. Ale gdy ją kupowałem była rewolucyjna – brak ograniczenia do 36 klatek, zdjęcia natychmiast w komputerze, bez skanerów, noszenia do punktów, a wydruk (jeśli się go w ogóle robiło) kosztuje grosze.

Czasami się zastanawiam patrząc na młodsze pokolenia, czy w ogóle zauważają te radykalne zmiany. Czy po prostu są odbiorcami szybkiego świata i już nie mają wyobrażenia o tym, jak to jest gdy tego brakuje – smartfona, WIFI, streamingu, darmowej poczty i setek innych gier. Z punktu widzenia dwudziestolatka – dinozaury takie jak ja nie rozumieją współczesnego świata, Z punktu widzenia dinozaurów – oni nie rozumieją zmienności świata. Ot luka pokoleniowa.

Swoją książkę Kostolany zaczyna rozdziałem „Ostatnio spotkałem siebie z lat młodości”. No cóż. Doświadczony człowiek rozmawia ze wspomnieniem siebie sprzed sześciu dekad. Przez tyle czasu świat zmienił się rewolucyjnie (giełdy elektroniczne, a nie telegrafy z paskami notowań). Ale pewne rzeczy nie uległy zmianie. Człowiek i jego namiętności. Doświadczenie pozwala nabrać dystansu i szerokiego spojrzenia. Nie jest głupio brać pod uwagę zdanie innych. Choćby po to, żeby weryfikować swoje własne przekonania. Lub się nich utwierdzać.

[Głosów:25    Średnia:4.2/5]

7 Komentarzy

  1. JL

    Mnie zadziwia np. "trading" w tramwaju wprost ze smartfona. Szybko stałem się wapniakiem, jeszcze przed 40-tką 🙂 Uczciwie przyznaję: nie ogarniam tego.

    1. _dorota

      To kwestia warsztatu pracy, tylko. Jeśli ktoś potrafi w tramwaju na smartfonie zanalizować walor i podjąć decyzję o kupnie/sprzedaży zgodnie z przyjętymi przez siebie regułami…

  2. _dorota

    "Co się stało z naszą młodzieżą? Nie szanują starszych, nie są posłuszni względem swoich rodziców. Nie przestrzegają prawa. Hulają po ulicach rozpaleni dzikimi żądzami. Ich moralność jest w rozkładzie. Na co oni wyrosną?" (podobno Platon) 😉

    A poważnie: przyjemnie się narzeka na zmienność świata, ale trzeba coś zauważyć przy tym zupełnie serio. To już nie są takie narzekania jak starożytnych. Nowe technologie wprowadziły fundamentalne zmiany w okablowaniu mózgu, szczególnie wśród ludzi w tych technologiach już wychowanych. Nie mamy do czynienia z prostą wymianą pokoleń. Jeżeli jeszcze tutaj nie polecałam książek Nicholasa Carra i Manfreda Spitzera, to niniejszym to czynię.

    1. GZalewski

      to nie jest narzekanie w stylu "ach ta młodzież", raczej przyjacielskie szturchnięcie (nudge Thalera?) – spójrzcie z innej perspektywy. Zrozumcie, że nie jesteście tak bardzo oryginalni, że inni nie przechodzili pewnych rzeczy przed wami 😉

  3. Kamilp

    Kupiłem krypto 2 lata temu i mam to gdzieś. Spieniezylem 60%. Reszte zostawiam. Licze na drugi Microsoft albo Coca-cole za kilkanascie lat 🙂

  4. pak

    Mysle ze młodzi raz to nie maja jeszcze tylu doswiadczen, rozczarowan życiowych osobistych ani nie przeczytali jeszcze tylu książek a nawet jak przeczytali to i tak je interpretują inaczej niż za jakiś czas już z większym prawda bagażem doswiadczen i maja tez w glowach statystycznie więcej dopaminy której obecność powoduje ze otaczajaca ich rzeczywistość ma dla nich duzy sens i porządek, widza więcej prawidlowosci, zaleznosci i wszystko jest bardzo zrozumiale i logiczne.

    U starszych statystycznie i przeciętnie tej dopaminy jest mniej wiec rzeczywistość nie wydaje się taka sensowna, poukładana i logiczna z tego chyba biologicznego powodu, a dodatkowo starsze osoby już się nieraz przejechaly na tym ze cos rozumiały a potem się okazało ze jednak nie rozumiały zupełnie.

    Chyba Kapuściński powiedział cos takiego: "nie rozumiem świata nie ogarniam go" a Woody Allen (?): the biggest illusion in this world is that you understand anything.

    Tez ten mój komentarz tutaj w zasadzie może wskazywać na problemy ze zrozumieniem rzeczywistości…

  5. Deo Gratias

    Powiem tylko, że gracze giełdowi łowią w mętnej wodzie, którą sami czynią jeszcze bardziej mętną swoją czczą gadaniną. Media zaś rozpowszechniają takie "mądrości giełdowe", i dlatego w relacjach i komentarzach panuje totalne zamieszanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.