Czas to (nie) pieniądz, część 4

W tej części pokażę jeszcze kilka szczegółów istotnych w inwestowaniu, a wypływających z analizy następującej tezy:

“Inwestor doskonali swoje transakcje i zwiększa swój wskaźnik skuteczności, gdy przeprowadza je częściej.”

Autor tego stwierdzenia, profesor finansów Meir Statman, próbował udowodnić jej fałszywość na łamach Wall Street Journal. Ja z kolei argumentuję, że może się w tym osądzie mylić, na co podrzucę poniżej jeszcze kilka faktów.

Przypomnę, że uzasadniając swoją niewiarę w cyzelowanie skuteczności, profesor stwierdza:

“Jednak zapewniam, że większość profesjonalistów po drugiej stronie dowolnej transakcji robionej przez was dysponuje znacznie lepszą informacją niż wy, nieprofesjonaliści.”

Wskazywałem w poprzednim wpisie, że posiadanie lepszej informacji przez profesjonalistów wcale nie musi oznaczać ich wygranej. Dlaczego? Powodów jest wiele. Jak choćby:

– o ostatecznym wyniku nie decyduje jedynie informacja, ale aktywne zarządzanie ryzykiem, co w przypadku znacznego kapitału jest znacznie utrudnione (głównie z uwagi na niewystarczającą płynność),

nie istnieje 100% trafność (no może poza algorytmami), profesjonaliści potrafią się mylić, mamy wielokrotne okazje dowiedzieć się tego z codziennych wiadomości rynkowych; a szczególnie gdy po obu stronach transakcji pojawią się zawodowcy – któryś wówczas w takim razie przegra,

– rynki wcale nie muszą reagować na newsy tak, jak spodziewają się posiadacze „lepszych” informacji (niestacjonarne procesy),

– zawodowców również dotyczą wszelkie błędy behawioralne, co utrudnia efektywne wykorzystanie informacji,

polityka instytucji zarządzających kapitałami krępuje czasem efektywne działania menadżerów zarządzających; np. w końcówce hossy, gdy napływ kapitału jest największy, a trzeba go wydawać np. na akcje wiedząc, że są przewartościowane.

Z pewnością jednak zarządzający i traderzy w funduszach i bankach posiadają informacje, o których przeciętny inwestor może pomarzyć. Pod warunkiem jednak, że te informacje są mu… w ogóle mu potrzebne!

Spora część traderów nie korzysta z informacji wcale, poza jedną ważną informacją – cenami. Dotyczy to również ogromnej rzeszy grających za pomocą komputerów i algorytmów. A ceny są jawne i dostępne dla wszystkich. Dużo ważniejszą kwestią pozostaje to, jak je efektywnie zanalizować. Kiedy wszyscy posiadają takie same informacje, wygrywa ten, kto je lepiej zinterpretuje i użyje optymalniej w systematyczny sposób.

Wróćmy jednak do informacji wąsko dostępnej dla wybranych, a tu w takim razie przypomnę tzw. Paradoks Grossmana-Stiglitza. Szerzej omawiałem go w tym ->wpisie. Głosi on, że gromadzenie informacji jest bezcelowe jeśli rynki są rzeczywiście efektywne. Po co bowiem tracić czas i pieniądze na gromadzenie i przetwarzanie terabajtów informacji, skoro nikt nie jest w stanie za ich pomocą pobić rynkowej średniej w długim terminie?

W tym miejscu należy dodać, że ekonomiści behawioralni, do których należy prof. Statman, również nie wierzą w możliwość systematycznego pokonania rynków przez inwestorów. Potwierdził to Noblista z zeszłego roku, również ekonomista behawioralny – Richard Thaler – w dyskusji z innym Noblistą – Eugenem Famą, jednym z ojców obecnej Hipotezy Efektywnego Rynku (zapis rozmowy –> tutaj). Obaj panowie różnią się jedynie oceną przyczyn nieskuteczności inwestorów w pokonaniu rynków. Dostęp do żadnych informacji nie powinien tego zmienić. W tej sytuacji lepiej poinformowany wygra z gorzej poinformowanym, ale jednocześnie prawdopodobnie przegra ze średnią rynkową. Pyrrusowe zwycięstwo.

Praktyka jednak pokazuje wiele odstępstw od tych zjawisk, z korzyścią dla wszystkich, a nie tylko lepiej poinformowanych.

A wreszcie dochodzi do tego pewna techniczna kwestia, o której zwykle się nie myśli i nie dyskutuje. Otóż po drugiej stronie dowolnej transakcji wcale nie musi stać profesjonalista ze swoją teczką pełną lepszych informacji, jak mylnie próbuje nam wmówić profesor Statman! Takich przypadków jest sporo, spójrzmy na najbardziej istotne:

1. Po drugiej stronie może stać instytucja, której celem nie jest wygrana w tej grze z pojedynczym inwestorem ani ich grupą. Są to zasadniczo banki centralne, zasilające rynki miliardami kapitałów, które służą stabilizacji czy ratowaniu gospodarki i to one stają się dawcami zysków dla reszty. Żyjemy właśnie w złotej erze pompowania kapitału tego rodzaju. Na rynkach długu, akcji, derywatów i walut.

2. Innego rodzaju dawcą kapitałów są zabezpieczający (ang. hedgers). Ich zysk pochodzi z zasadniczego rodzaju biznesu, czyli z działalności operacyjnej (np. sprzedaży surowca), a więc nierzadko tracą na instrumentach zabezpieczających na rzecz reszty rynku, co jest wpisane w tę procedurę. I tu mamy szczególnie rynek towarów i walut, ale również zabezpieczane portfele akcji.

3. Setki miliardów dolarów wydają firmy w ramach odkupu akcji własnych (buybacks), nie licząc się zasadniczo z poziomem cen, ani tym kto stoi po drugiej stronie.

4. Po obu stronach transakcji mogą stać jednocześnie nieprofesjonalni gracze. Np. w naszych kontraktach indeksowych aż ok. 50% obrotu robią inwestorzy indywidualni, więc w połowie przypadków nie jest to gra z zawodowym zarządzającym.

5. Z kolei w USA w 50% przypadków możemy zawrzeć transakcję z algorytmem, który często robi zwykły arbitraż i na jednej jego „nodze” może stracić. Zresztą w każdy inny arbitraż jest wpisana możliwość straty na jednej lub więcej instrumentach wchodzących w skład arbitrażowanej transakcji.

6. Gracz po drugiej stronie to często tylko wyobrażenie. Jeśli pozycję otwieramy na dłużej, druga jej strona może się w tym czasie zmienić setki czy tysiące razy, bo papier krąży z rąk do rąk i może wylądować wielokrotnie w portfelach profesjonalisty jak i amatora. Gramy z rynkiem, a nie pojedynczym zawodowcem. A rynek lubi się mylić, przynajmniej dla jednej ze stron.

7. Specyficznym wyjątkiem są w tym zestawieniu akcje, które nie stanowią przedmiotu gry o sumie zerowej (jak waluty czy derywaty). Kupując akcje po drugiej stronie nie mamy zwykle nikogo (poza przypadkami krótkiej sprzedaży). Owszem, profesjonaliści nie kupując pewnych spółek, albo pozbywając się innych głosują w ten sposób na przyszłe zmiany cen (a więc to też rodzaj prognozy). Nie sposób jednak znaleźć takich akcji, gdzie nie siedzą w nich obok nas profesjonaliści. Kto się więc myli w tej sytuacji?

Tak więc ani informacja, ani druga strona nie są w tej zagadce kluczowymi czynnikami. Co w takim razie nimi jest? O tym w kolejnej części.

CDN

—kat—-

[Głosów:11    Średnia:4.8/5]

4 Komentarzy

  1. pit

    "prof. Statman, również nie wierzą w możliwość systematycznego pokonania rynków przez inwestorów."

    JAk ja uwielbiam takie sformułowania.
    MAm gdzieś wierę imć Statmana niech się lepiej przyłoży bo przedrostek zobowiązuje .
    CElem spekulanta jest zarobek , a nie pokonanie rynku cokolwiek miało by to znaczyć.
    JAk na 3 strzały wykonam zarobek tygodniowy , czy miesięczny wg. planu to guzik mnie obchodzi pokonanie rynku czy jakaś jego średnia.
    To ja swoim działaniem wraz z innymi tę średnią wyrabiam i gonienie za nią nie ma żadnego logicznego sensu.
    Per analogia.
    Jak kupuje brykę na giełdzie samochodowej to nie porównuje się do średniej tylko czy dobry deal jednostkowy zrobiłem .To nie ja zależę od średniej tylko średnia ode mnie .
    KOmuś się tam w tej paranauce merda i to zdrowo.
    NIe dziwię się idiotom z rynku efektywnego , ale behawioraliści powinni sie opamiętać .
    NIech mi taki behawiorysta wytłumaczy dlaczego nie ma potrzeby gonienia średniej , a pomimo to żyje z tradingu i nie narzekam, bo jak słyszę ,że jak nie przegonie średniej to jest be to mi się nóż otwiera.
    Co to jakieś zawody w gonieniu średniej są, jeśli tak to się nie dziwię ,że wiekszość przegraje bo im się jak "szanownym naukowcom" metody z celami pomerdały .

  2. JL

    Kilka miesiecy temu Robert Pardo, zapytany co sadzi o HER, zanim odpowiedzial parsknal glosno smiechem. Ze niby jak przez 40 lat tradingu mialby w tym biznesie przezyc, gdyby, jak to okreslil, mumbo jumbo pod nazwa HER mialo cokolwiek wspolnego z rzeczywistoscia.

    1. pit

      HER ma zawsze rację 🙂
      Widzisz jak wykonasz dowolną ilość trejdów i wyliczysz sobie średnią, to tej średniej pokonać nie możesz bo każdy trejd ją tworzy.
      MOżesz sobie co najwyżej policzyc które są powyżej , a które poniżej średniej.
      TYlko na tej prawdzie budowana jest nadbudowa w postaci stwierdzenia , że skoro nie można pokonać średniej to nie masz szans.
      Czujesz blues'a, w którym miejscu jesteś naukowo robiony w kołtuna 🙂

      1. GZalewski

        Naukawy chyba, a nie naukowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.