Co nas ogranicza na GPW, część 4

Co powinniśmy sobie, jako inwestorom, życzyć w nowym roku jeśli chodzi o lepsze działanie giełdy, skoro odczuwamy tyle jej ograniczeń?

Ja odwróciłbym tym razem kolejność i zrobił raczej listę tych rzeczy, których brak nam rzeczywiście doskwiera. Choć aby do niej dojść, ustalmy adres tych, którzy w spełnianiu życzeń mogliby pomóc, biorą w końcu za to pensje, premie i diety.

Zauważmy, że lista ograniczeń zrobionych dla celów badania przez SII, i omawiana przeze mnie w poprzednim wpisie, ma kilku adresatów i nie powinna być wysuwana tylko w kierunku GPW. Czasem adresata nie ma wcale. Bo na przykład, kto miałby zapewnić by polityka zmniejszyła swój wpływ na koniunkturę? Politycy musieliby ją przestać w ogóle uprawiać, choć kwestią dyskusyjną może być już samo nazwanie tego, co się wokół ostatnio dzieje polityką.

Albo kto miałby zapewnić mniejszą zależność naszych kursów od wahań rynków zagranicznych?

Zresztą w obu przypadkach znajdziemy działanie obustronne, chwilami pozytywne, innym razem nie, ale ja sam nie upierałbym się by politykę i zagranicę traktować jako samo zło. Po prostu trzeba zająć się raczej czymś, na co sami mamy wpływ – zarządzaniem ryzykiem.

Z kolei problemy poszanowania praw mniejszości, komunikacji z inwestorami, przestępstw oraz częściowo jakości działania instytucji muszą być adresowane w kierunku KNF. Na tym odcinku batalia trwa nieustannie i sami możemy się w nią angażować przez alarmowanie, informowanie, skargi itd. Ogromną część regulacji, jak choćby właśnie wdrażana MIFID II, tworzy się właśnie i przede wszystkim dla ochrony inwestorów indywidualnych, mamy więc do dyspozycji atencję nieporównywalnie większą niż siła naszych pieniędzy. Nasze inwestorskie #metoo ma więc dużą większą szansę być zauważone i instytucjonalnie wzięte pod opiekę.

Kto miałby poprawić edukację? I jakiego typu? Szkoła nie nauczy skutecznego inwestowania. Jednak materiałów w zasadzie na każdy temat jest mnóstwo w zasięgu ręki. A jeśli komuś brakuje jakiejś wiedzy, istnieje wiele dróg by jej poszukać, choćby pytając w komentarzach pod naszymi wpisami.

Kto może być zasadniczym adresatem problemów opisanych jako „podatki”, „uwarunkowania prawne”, „jakość działania instytucji” i „przestępstwa”? Cóż, to ci, do których w rankingach mamy najmniej zaufania. Obawiam się jednak, że nawet gdybyśmy codziennie organizowali manifestacje i głodówki, niewiele by to zmieniło. Ale możemy zrobić na przykład to samo, co lekarze – zmienić miejsce wykonywania zawodu. Mamy ten luksus, że nie musimy się w tym celu ruszać nawet z domu.

Pozostaje kwestia płynności oraz kosztów transakcyjnych. A także rola pomocnicza przy ściganiu przestępstw, lepszej komunikacji czy nienaruszania prawa mniejszych inwestorów. I to zdaje się kwestie, z którymi powinniśmy udać się po rozwiązanie do GPW.

Pytanie czy GPW chce/może/planuje pomóc inwestorom rozwiązać owe kwestie, lub może szerzej – jak bardzo ci detaliczni inwestorzy są jej potrzebni by się o nich i dla nich starać?

Co nieco w tych kwestiach można wyczytać z wywiadów udzielanych przez nowego prezesa GPW Parkietowi czy Forsalowi. A także analizując statystyki giełdowe.

Jaki procent przychodów giełdy stanowią prowizje od detalicznych inwestorów na rynku głównym akcji? Plus/minus to 5%, o ile liczyć tylko proporcjami udziału w obrocie. Z pozostałych rynków to grosze. No jeszcze trochę płynie z prowizji od kontraktów terminowych, w których nasz udział to wprawdzie 50% w wolumenie, ale w całkowitych przychodach giełdy z tego tytułu to okolice 2%. Generalnie przychody z prowizji spadają w ujęciu ilościowym i procentowym od lat. Giełda twierdzi, że nie może już niżej zejść z opłatami. Ważne jest co innego – ogromna zmiana struktury przychodów i stosowne do tego deklaracje nowego prezesa.

Otóż kolosalną dynamikę w przychodach GPW zanotowały …towary. Z marnych ochłapów urosły do 40%. Nie może więc dziwić, że prezes stawia właśnie na ten segment i tu chciałby zdynamizować ofertę. A to raczej nie jest rynek dla dość konserwatywnych inwestorów indywidualnych, którzy w tym układzie muszą zadowolić się dużo odleglejszym miejscem w kolejce dziobania ze swoimi 7-9% udziału w przychodach.

Ale nie tragizujmy. Prezes chce zrobić listę znaczących polskich przedsiębiorstw, które jeszcze nie są notowane na GPW i zachęcić je do wejścia na parkiet. A przy tym tropić start-upy i zapraszać je do obrotu. Przy kurczącej się liczbie spółek to pewnie dobry krok, skoro nie ma innego, tylko że to być może zapewni raptem status quo, ale nie coś, czego inwestujący potrzebują – płynności. Przynajmniej takiej, jak podczas złotych lat, gdy na parkiecie szalały OFE przy wtórze zagranicy.

Kiedyś spółek było mniej, ale więcej kapitału, a więc zwykła matematyka decydowała o większej „gęstości” kapitału, a więc i płynności. Od tego czasu OFE znacznie amputowano, TFI wprawdzie są liczniejsze, ale nie tak widoczne, zagranica znacznie zmniejszyła nominalnie zaangażowanie, a średnia wieku detalistów rośnie, ponieważ młodzież nie garnie się do akcji. Czy nowa władza GPW ma na to pomysł???

Przez lata słyszeliśmy o jakichś fuzjach z regionalnymi giełdami, potem być może o oddaniu ręki jakiemuś światowemu potentatowi operującemu na największych giełdach. Po tych wizjach nie zostały już nawet wspomnienia. Mamy za to radykalne pomysły typu „urban mining” a więc handel rzeczami odzyskanymi z odpadów (dosłownie! powtarzam za Parkietem). I nowe regulacje, które bardziej zniechęcają potencjalnych emitentów niż przyciągają.

W sumie nie wyjdę z roli tradycjonalisty jeśli stwierdzę, że w tym przypadku przynajmniej „chcemy jak dawniej”. To znaczy te śmieci z wysypisk niespecjalnie, ale za to:

sprowadzenia choćby ułamka części ogromnych kapitałów zagranicznych, które krążą po rynkach finansowych świata; ponoć jesteśmy jedną z najlepszych i najpotężniejszych gospodarek, powinni się więc bić o nasze akcje,

– zatrzymania degradacji listy notowanych spółek,

– rozszerzenia instrumentów o te, które rzeczywiście mają szanse się sprzedawać, a więc ETFy wszelkiego rodzaju,

– zachęcenia młodzieży by poczuła, że inwestowanie na giełdzie jest modne (no dobra, niech będzie, że za pomocą handlu tymi śmieciami),

– poszukania formuły istnienia na dłuższy termin, a więc jakieś mariaże z ekstraklasą, tak byśmy nie zeszli z drugiej ligi do szóstej.

W przeciwnym razie kasę wyssa forex, kryptowaluty i giełdy zagraniczne.

A ponieważ sytuację polityczną mamy jaką mamy, więc powyższą listę marzeń można spokojnie odłożyć na półkę i ewentualnie poszukać wiedzy o tym, jak się na giełdzie handluje odpadami. Wówczas powiedzenie o „śmieciowej hossie” nabierze dosłownego znaczenia.

I tak do kolejnego OBI…

—kat—

[Głosów:3    Średnia:5/5]

2 Komentarzy

  1. Tommip

    Dokladnie te same argumenty mozna bylo przytoczyc w 2001 r gdy sam debiutowalem na rynku.Gdyby mi wtedy ktos powiedzial ze nic sie nie zmieni – nie bedzie nowej platformy do handlu (dalej kazde biuro poza bossa oferuje tylko prymitywne platformy przez przegladarke),ze prowizje ciagla beda wynosic 0.8%,ze kontrakty beda mialy obrot 15k jak dobrze pojdzie …No i najwazniejsze-gdyby mi ktos powiedzial ze kurs FW20 bedzie dokladnie taki sam jak wtedy to za nic bym nie uwierzyl.Nikt ze znajomych ktorzy grali na GPW jeszcze 4 lata temy juz tutaj nie gra – i ja w zeszlym roku sie wycofalem i nigdy chocby nie wiem co nie wroce.

  2. Tea Lemon

    A ja jestem dopiero przed założeniem konta u brokera i zastanawiałem się na której giełdzie inwestować. Analizowałem GPW i wychodzi mi że powinienem sobie ją odpuścić.
    Ponieważ:
    1. Niska płynność.
    2. Spadająca liczba spółek.
    3. Bardzo mała liczba opcji na instrumenty.
    4. Prędzej zobaczę yeti niż ETFy na GPW.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *