Co nas ogranicza na GPW, część 2

Jaki wpływ rzeczywiście ma lub powinna mieć polityka na nasze decyzje inwestycyjne?

Nie sposób tego zagadnienia pominąć, skoro duża część ankietowanych przez SII ocenia ów wpływ na znacząco duży w niektórych momentach.

Zamiast tworzyć w odpowiedzi długi esej, ogarnę temat w kilkunastu punktach, aby każdy z Czytelników mógł sam na własny użytek rozważyć wpływ polityki na własne decyzje.

1. Inwestorów długoterminowych powinna w zasadzie interesować tylko polityka gospodarcza, bo przecież to ona wyznacza warunki brzegowe działania biznesu. Zauważmy, że tylko ona miała znaczenie w wielkich przesileniach, po których nadchodziły bessy i nie tyle była zależna od polityków, co wybieranych przez nich macherów ekonomicznych w rządach i bankach centralnych. Najczęściej powodem był zbyt tani pieniądz (tak będzie i tym razem), zbyt liberalne podejście (np. brak ścisłych regulacji, brak wystarczającego nadzoru) lub zbyt doktrynalne podejście (kryzysy walutowe).

2. Nawet niedoskonała polityka gospodarcza, o ile nie okazuje się być radykalnie zła, ma ograniczony wpływ na koniunkturę i wyniki spółek giełdowych. Te poruszają się w cyklach, ale nie politycznych. Liczą się przede wszystkim fundamenty i wyniki spółek. Długie trendy na rynkach akcji ignorują pojedyncze zdarzenia z gatunku polityki (jak ostatnio Brexit czy wybór Trumpa), dla długofalowych inwestorów to jedynie szum.

3. Dla inwestorów krótkoterminowych i traderów znaczenie mają dla odmiany wszystkie zdarzenia polityczne, a to dlatego, że generują zmienność, bez której nie ma zysków.

4. Posługiwanie się przez traderów Analizą techniczną, ilościową czy fundamentalną ignoruje, a przez to neutralizuje wpływ polityki na ich decyzje. Liczy się przede wszystkim zarządzanie ryzykiem!

5. Wpływ polityki na kursy akcji jest powiązany z koniunkturą na giełdowym parkiecie. Podczas hossy złe decyzje polityków czy polityczne trzęsienia są łatwiej wybaczane (Brexit nie zmienił hossy w Londynie).

6. W przypadku większości indywidualnych inwestorów polityka nie jest jedną ze zmiennych w stosowanych metodach inwestycyjnych. Nie bez powodu – nie da się jej sensownie wpleść w strategie. Patrz więc punkt 4.

7. Polityka to nie jest kwestia analizy twardych danych, bardziej liczą się nastroje i emocje, percepcja zmian, psychologia tłumu, odruchy stadne, układy sił na rynku, płynność, skłonności inwestycyjne, postrzeganie kontekstowe, czy stopień niepewności, której pieniądze wyjątkowo nie lubią. Z tych powodów wpływ polityki na kursy bywa przestrzelony.

8. Stara maksyma giełdowa radzi: „nie mieszaj rynku akcji z polityką” (ang. „don’t mix stocks with politics”). Osobiste preferencje polityczne i zbytnie zaangażowanie emocjonalne w polityczne rozgrywki przeszkadzają w obiektywnych ocenach i decyzjach inwestycyjnych.

9. Kompleksowa złożoność współczesnych rynków finansowych czy kapitałowych sprawia, że nierzadko trudno jest ocenić bieżący i przyszły wpływ polityki na notowania giełdowe. Czasem łatwiej tego dokonać na poziomie pojedynczych spółek (vide: nowy podatek uchwalony przez sejm zatopił kurs KGHM). Nie można zapomnieć, że wpływ polityki ujawniać się może po obu stronach rynku, choć czasem jest niewidzialny (np. rynek rośnie, ale gdyby nie jakieś polityczne harce mógłby rosnąć dynamiczniej).

10. Pechowo dla Polski powyższe prawa nie obowiązują w skali 1:1. Poza wstrząsami światowymi, które na nas również się odbijają, mamy swoje dodatkowe ryzyka. Wprawdzie płyniemy zasadniczo w rytm koniunktury światowej i zdolności adaptacyjnych rynku (silny eksport, tania siła robocza, notowania surowców), ale giełda jest zbyt słaba, za mało płynna, zbyt podległa politykom by uniezależnić od politycznych wstrząsów, głównie tych o charakterze gospodarczym.

Proporcjonalnie zbyt wiele spółek z państwowym udziałem na parkiecie nie tłumaczy całej zmienności rynku, co najwyżej przejawia się w kwestii podziału dywidend, układania zarządów lub nierównym traktowaniu. Ale wiele decyzji dotyka wszystkie spółki bez względu na akcjonariat (decyzje o podatkach dla banków czy rozwiązaniu kredytów frankowych dotknęły całą branżę bez wyjątku, to samo w przypadku OFE).

Pozostaje dużo ważniejsze pytanie: czy politykę da się jakoś skorelować ze zmianami cen, zbadać zależności i dzięki temu prognozować?

Z tym już dużo gorzej. Nie mam na myśli tego, że zwolennik Trumpa mógł sporo zarobić, gdyby zainwestował w giełdę przed wyborami, ale zwolennik PIS już nie za bardzo. Chodzi o pewne trwalsze zależności.

Spróbowałem znaleźć jakieś naukowe prace badające te wpływy i ku mojemu zaskoczeniu nie odkryłem zbyt wiele. Najwięcej z nich dotyczy cykli prezydenckich w USA, a więc większe proporcjonalnie zmiany indeksów giełdowych w 3 i 4 roku prezydentur, a także lepsze wyniki podczas rządów liberałów niż konserwatystów.

Z innych studiów odnalazłem jedynie badanie wpływu tego rodzaju zależności w Niemczech:

„Politics and the Stock Market ─ Evidence from Germany”

https://www.ifw-members.ifw-kiel.de/publications/politics-and-the-stock-market-evidence-from-germany/kap1203.pdf

Tu z kolei nie znaleziono takich zależności cyklicznych jak w USA, a indeksy rosną u naszych sąsiadów bardziej za rządów konserwatywnych. Za to odnaleziono inną ciekawą zależność całkiem odwracającą powiązania – jaka jest koniunktura na rynku, takie rządy wybierają sobie Niemcy. Nie znaleziono za to jakichś istotnych statystycznie i dających się prognozować wpływów polityków na gospodarkę.

CDN

—kat—

[Głosów:6    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *