Co nas ogranicza na GPW, część 3

O innych słabościach naszego rynku kapitałowego niż polityka moje kilka zdań.

Aż 41% ankietowanych w OBI 2017 (wykres) wskazuje podatki od zysków na pierwszym miejscu wśród owych słabości. Cóż, tak jak śmierć są one nieuniknione, ale zapewne większość chciałaby, aby były niższe. Albo efektywniejsze, na przykład premiujące długoterminowe inwestowanie jak w USA.

Czy bez tych podatków, albo z niższym ich poziomem giełda rozwijałaby się lepiej? Być może, bo część daniny wpłacanej z rocznego rozliczenia można by przecież nadal reinwestować. Ale to nie są kwoty, które dałyby GPW pożądany impet.

A przy tym istnieją sposoby, by podatki legalnie choć trochę obniżyć, jak choćby:

wpłacać po same limity do IKE i IKZE, w których podatki są odroczone do czasu wypłaty środków i nie wymagają corocznego odprowadzania,

– obracanie środków wewnątrz funduszy parasolowych przez konwersję jednostek inwestowanych w różne aktywa, podatek należy się dopiero po wypłacie pieniędzy z funduszu,

– zamykanie stratnych pozycji pod koniec roku, by otworzyć je za chwilę ponownie, a straty odliczyć od zysków,

– wydłużenie horyzontu inwestycyjnego, a więc trzymanie choć części środków przez lata.

Druga pozycja wśród ankietowanych to: niski poziom edukacji finansowej. I tu przyznam mam zagwozdkę, nie do końca bowiem rozumiem czyj poziom edukacji brali pod uwagę odpowiadający?

Jeśli swój, to zamiast narzekania trzeba wziąć się do roboty, nikt za nas tego nie załatwi. To powinno zaprocentować w przyszłości, więc przyczyna i efekt są ściśle powiązane.

Alternatywnie głosowano jak mniemam na niski poziom edukacji innych inwestujących. To jeszcze większa zagadka. Zachodzę w głowę jak to oceniano, na podstawie jakich danych, kryteriów, przesłanek? I jak miałoby to się przełożyć na lepsze funkcjonowanie rynku? Lepszy timing? Większe/mniejsze zaangażowanie? Wciągnięcie do gry większej ilości nowych osób? Czy może to ponownie jakiegoś rodzaju błąd poznawczy, który ekstrapoluje przypadek Amber Gold na cały rynek kapitałowy?

Tak czy inaczej to ogromne pole do popisu dla SII! Zbadać, zmierzyć w szczegółach, zaproponować nowe czy lepsze edukacyjne programy. Na blogach robimy w tej sprawie co możemy.

Trzecia pozycja to mała płynność. W moim osobistym rankingu to pozycja druga. Na wielu spółkach można w zasadzie wymieniać się niemal wyłącznie z animatorami, a to zniechęca, podraża koszty przez szerokie poślizgi cenowe, utrudnia aktywne wejście z większym kapitałem. Z tego też powodu mój portfel IKE stał się niemal całkowicie pasywny. Poza pomijaniem tego rodzaju spółek, niewiele możemy zrobić.

Czwarte miejsce – wysokie koszty transakcyjne.

To przeszkoda przede wszystkim dla aktywnych traderów. Batalia o nie trwa od lat, ale i tak nigdy nie będziemy mogli się porównywać z cennikami w innych częściach świata, gdzie inna jest skala, obroty, koszty działania. Możemy szukać jedynie optymalnych rozwiązań w istniejącej sytuacji.

Jak? Znajdując okazje. Brokerzy oferują promocje, specjalne rabaty dla aktywnych, osobne stawki dla day-traderów. Ale też choćby zmiana profilu kontraktów terminowych pozwoliła obniżyć relatywne koszty prowizji, co poprawiło proporcje zysku.

Piąte – brak poszanowania praw mniejszościowych. Obserwuję dużą aktywność SII w tym temacie od zawsze, aż dziw bierze, że choć tyle wody upłynęło w Wiśle, problem nadal jest tak dotkliwie odczuwalny. Pozostaje życzyć SII jeszcze lepszych wyników działań, ale nie można nie wspomnieć, że przecież media mają w tej batalii niemały udział.

To samo dotyczy punktu nr 7, czyli przestępstw oraz nr 8, czyli komunikacji spółek z inwestorami.

To gdzie leży nierozwiązywalny problem? Spółki idą w zaparte, a nuż się uda? Nadzór nie jest skuteczny w obnażaniu nieprawidłowości i karaniu? Unikanie tych spółek nie jest długofalowym wyjściem z sytuacji, i mało skuteczny, gdy akcjonariat instytucjonalny rozgrywa swoje interesy. Ale już działania „sygnalistów” (whistblowers) jak najbardziej, a ponoć władza ma wspierać tego typu aktywność.

Szóste – podatność na wahania rynków zagranicznych. To miecz obosieczny, źle, gdy transferują się do nas „ich” problemy, dobrze, gdy dodają nam zmienności, szczególnie tej wzrostowej. W zglobalizowanej gospodarce światowej to nie uniknione w dobie technologii, która pozwala kilkoma kliknięciami przerzucić na drugi koniec świata kapitał. Tym bardziej, jeśli mamy aspiracje bycia częścią tej struktury.

A przecież nie dość, że sami importujemy spółki zagraniczne na GPW, to nasze są notowane na innych parkietach, albo są kupowane przez fundusze i inwestorów z całego świata. Nie sposób zachować autonomii w takim środowisku, trzeba je zaakceptować z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Choć jakby tak dobrze zrobić analizę, to wyjdzie, że jednak chcielibyśmy więcej „pomocy” ze świata. Przecież jeszcze niedawno zabijała nas „polityczna” czy „OFE” bessa, podczas gdy świat bił rekordy, więc o jakim tu „złym” wpływie możemy mówić? Sami się zdołowaliśmy, a inwestorzy modlili się, by z tej koniunktury globalnej skapnęło coś na GPW! Z drugiej strony – jeśli chcemy większej płynności, większych obrotów, większego ruchu i ma nam w tym pomóc kapitał zagraniczny, najlepiej ten długoterminowy, to nie możemy nie godzić się na to, że ruchy światowe nie będą się odbijać u nas. Oni mają być stabilizatorem przy złej naszej wewnętrznej sytuacji, ale ignorowanie trendów światowych jest mało możliwe (choć pożądane). Jeśli będziemy nadal pielęgnować mit autonomicznego grajdołka, to kto nas potraktuje poważnie?

Punkt nr 9  – złe uwarunkowania prawne. Czuję się zwolniony z komentowania tego po tym, jak rozorany został nasz system prawny. Choć w większości regulacji musimy się dopasować do tworzonych na poziomie UE. Z przeniesieniem ich do naszego prawa mamy jednak wieczne opóźnienia, tak jak obecnie z dyrektywą MIFID 2.

Punkt 10 niska jakość działania instytucji rynkowych. Tylko nieco ponad 6% ankietowanym to przeszkadza. A co zmieniło się w tym zakresie po Amber Gold? To, że mamy teraz SKOK. Czyli nic. A co zmieni się po ostatnich zmianach w sądownictwie? Obawiam się, że jedynie śruba zostanie dokręcona forexowi. Co możemy z tym zrobić? Nie mam dobrych pomysłów.

Ostatni punkt to omawiany wcześniej wpływ polityki na rynek.

Być może w długim wywodzie zagubiłem clue tego, co chciałem przekazać, więc jednym zdaniem:

Nie ma znaczenia to, że nasze postrzeganie tego wpływu zmienia się jak na wysokogórskiej kolejce, to jedynie błąd poznawczy, polityka CAŁY czas oddziałuje na rynek, choć nie zawsze jest to widoczne czy odczuwalne.

Traderzy mają z tego dodatkową zmienność, długoterminowcy i tak bardziej opierają się o fundamenty. Może prościej nauczyć się z tym żyć niż nieustannie dręczyć.

Oby za rok powodów do narzekań było mniej!

—kat—

[Głosów:6    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *