Nigeryjski szwindel i inne oszustwa finansowe

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego internetowi oszuści cały czas wysyłają emaile z historią o nigeryjskim księciu albo urzędniku choć problem nigeryjskiego szwindlu jest od wielu lat powszechnie znany?

Można zapytać: dlaczego nie modyfikują swojej pułapki i nie próbują sprawić by nie wyglądała jak oczywiste oszustwo? W 2012 roku Cormac Herley z Microsoft Research zasugerował, że trzymanie się starej, znanej historii może być przemyślaną strategią. Dlaczego? Otóż finalizacja nigeryjskiego szwindlu zajmuje oszustwom sporo czasu. Zwłaszcza w końcowych etapach. Wysyłanie tysięcy czy milionów emaili jest stosunkowo tanie i w pełni zautomatyzowane. W końcowej fazie oszustwo wymaga jednak bezpośredniego zaangażowania oszusta i obejmuje bliski kontakt z potencjalną ofiarą. Z punktu widzenia oszusta są to poważne koszty i by jego model biznesowy działał odpowiednio wysoki odsetek oszustw, które wkraczają w końcową fazę musi kończyć się sukcesem.

Herley sugeruje, że coś co pozornie wygląda na rażącą niedbałość i brak starań ze strony oszusta można traktować jak filtr, który odsiewa ludzi, którzy na kolejnych fazach realizacji oszustwa mogliby stać się kłopotliwi. Dzięki takiej konstrukcji przynęty na nigeryjski szwindel daje się złapać relatywnie niewiele ludzi ale duża część z tych, którzy połykają haczyk daje się oszustom doprowadzić do nieszczęśliwego dla siebie końca.

Często wracam do artykułu Herleya gdy czytam o przedsięwzięciach biznesowych albo wehikułach inwestycyjnych, w których z daleka dostrzegam wiele sygnałów ostrzegawczych. Na przykład o przedsięwzięciu, które opisałem w poniedziałek. Także część operacji typu pompuj i rzuć na amerykańskim rynku pozagiełdowym, które regularnie opisuje Matt Levine, odznacza się rażącym brakiem dbałości o rzetelność i atrakcyjność modelu biznesowego firm wydmuszek, których akcje wciskane są naiwnym inwestorom.

Kilka dni temu FT Alphaville opisał zorganizowaną w Londynie konferencję poświęconą handlowaniu kryptowalutami. Dwie kwestie zwróciły moją uwagę. Jeden z prelegentów posłużył się totalnie zgranym, wzbudzającym podejrzenia trikiem marketingowym: Chcecie lepsze ubrania, większe mieszkanie, droższy samochód, prywatną szkołę dla dzieci, egzotyczne wakacje. To właśnie kryptowaluty zapewnią wam upragnioną wolność finansową. Celem wspomnianej konferencji było namówienie uczestników na kosztujące około 500 funtów szkolenia.

Druga istotna kwestia to przeszłość biznesowa osób udzielających się na tej konferencji i stojących za wspomnianymi szkoleniami. Nieudane przedsięwzięcie biznesowe z oskarżeniami o rażąco niskie standardy zarządzania (nie prowadzono rachunków), firma inwestycyjna wpisana przez kilka regulatorów (w tym w Polsce) na listę ostrzeżeń i seria przedsięwzięć z segmentu marketingu wielopoziomowego. Krótko mówiąc zarówno przekaz marketingowy jak i przeszłość sprzedawców (gdyby tylko uczestnicy konferencji to sprawdzili) to potężny sygnał ostrzegawczy. Jednak wielu ludzi nie jest w stanie ich dostrzec.

Nie sądzę by istniał model edukacji finansowej zdolnej zredukować ten problem. Część ludzi obdarzona jest konstrukcją emocjonalną, która robi z nich idealne ofiary oszustów. Media od czasu do czasu opisują takie historie: na przykład pewien profesor, który w kilka lat zainwestował w produkty finansowe WGI, Finroyal i Amber Gold. Dlatego rolę państwa w dziedzinie walki z oszustwami finansowymi widzę głównie po stronie zdyscyplinowanego utrudniania działalności potencjalnym oszustom i surowego ich karania.

Część czytelników zauważy, że coraz częściej motywem inwestycyjnym oszukańczych procederów stają się kryptowaluty. Trudno się temu dziwić. Po pierwsze stopy zwrotu z tego rynku, na przykład wysokie kilkusetprocentowe wzrosty ceny bitcoina w 2017 roku, robią z kryptowalut idealną przynętę. Po drugie kryptowaluty jako nowy, potencjalnie rewolucyjny segment łatwo wzbudzają entuzjazm. Pozwalają też przykryć braki lub nieścisłości w modelach biznesowych nowych przedsięwzięć czy wytłumaczyć kompletny brak adekwatnego doświadczenia ich założycieli. Po trzecie nieufna a czasami nawet wroga postawa konwencjonalnego sektora finansowego ułatwia reklamowanie segmentu w opozycji do nielubianej Wall Street.

Myślę jednak, że pomyłką jest traktowanie powyższych działań jako argumentu przeciwko kryptowalutom czy bitcoinowi. Wzmożone wykorzystywanie tego motywu przez oszustów świadczy jedynie o tym, że wiedza o kryptowalutach trafia do przeciętnych ludzi. Rozumiem traktowanie tego jako sygnału wkroczenia trendu w dojrzałą fazę. Nie jest to jednak efektywny sygnał natychmiastowego krachu. Nie jest to także dowód na to, że cały sektor nie ma wartości. Inwestorzy powinni dostrzec tutaj analogię z rozgrzanymi segmentami rynku akcyjnego. Po pierwsze rynki mogą być rozgrzane przez długi czas. Po drugie nawet bolesne i głębokie korekty rozgrzanych rynków nie unicestwiają ich fundamentalnego potencjału. Krótko mówiąc atakowanie bitcoina dlatego, że motyw kryptowalut wykorzystywany jest przez oszustów jako przynęta wydaje się mi argumentacyjnym nadużyciem.

[Głosów:15    Średnia:3.7/5]

1 Komentarz

  1. Gzalewski

    Pieknie to spuentowala Konnikova "Oszuści zorientowali się, że banery, które wyglądają za dobrze przyciągają zbyt wiele osób. Eliminacja pochłania wówczas za wiele czasu i środków. Najlepiej, jak wpadną ci naprawdę głupi"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *