Kilka technicznych wyzwań, vol. 3

Kolejna z przeglądanych w tym cyklu zasad opiera się na obserwacji nie tyle wykresów, ile charakterystycznych zachowań kursów i działań inwestorów, mających na owe kursy największy wpływ.

A brzmi ona:

ZASADA 3

Najlepsze dla tradingu odwrócenia rynku zachodzą rano, a nie po południu.

(W oryginale: The best trading reversals occur in the morning, not the afternoon.)

Tym razem to materiał jedynie dla wszelkiej maści day traderów i skalperów, szczególnie tych grających na forexie i CFD, gdzie lewary pozwalają efektywnie korzystać z wszelkich ruchów wahadłowych w czasie dnia (tzw. swing trading). Próbuję z tych zasad wyciągnąć jak najbardziej uniwersalne obserwacje, ale nie w każdym przypadku da się to zrobić. Mają one w przypadku Lindy Raschke swoistą wartość – pokazują jak można poruszać się po rynku w sposób nieco bardziej zniuansowane niż tylko powielane w tysiącach zabawki z zakresu Analizy technicznej, typu trójkąty, ramiona z głowami czy linie trendu.

Odniesienie do pory dnia to jedynie mały wstęp do szerszego kontekstu, czyli tego, w jakich rytmach pracują podczas sesji poszczególne rynki. Bo każdy z nich robi to inaczej, i posiada swoje własne cechy, których odkrycie pozwoli lepiej traderowi zaadaptować się i optymalniej grać.

Być może ktoś pokusi się na ułożenie charakterystycznych faz działania dla naszej GPW? Albo już ktoś to zrobił? Pewne przyzwyczajenia i wpływy są w dużym stopniu niezmienne i mają dość dobrze zdefiniowany charakter. A jeśli już zmiany zachodzą, to łatwo je zauważyć, potrzeba jedynie znaleźć ich powody. I tak wiadomo choćby, że:

– na otwarciu GPW dajemy wyraz temu, co zaszło na zamknięciu w USA i co w nocy zdarzyło się w Azji oraz na Bliskim Wschodzie, a znakiem tego wyrazu są przede wszystkim kontrakty terminowe,

– otwarcie rynku akcji zawiera w sobie już większość wstrząsów zaabsorbowanych przez kontrakty, a przy tym odzwierciedla ono emocje narosłe przez noc,

– po godzinie zaczynają się w miarę krystalizować trendy i rzeczywista podaż/popyt, choć nie raz okazują są pomyłką i wszystko się odwraca,

– do południa otwierają się niepłynne spółki, napędzane zniecierpliwieniem inwestorów, wpadających w ramiona animatorów,

– koło 12-13:00 lunch zmniejsza obroty,

– do 14:30 czekamy często bardzo leniwie na dane z USA,

– potem kulamy się w rytm tego, co proponują notowania w USA, szczególnie po 15:30,

– przez zamknięciem trwa kanonada przed cudofixingami.

To oczywiście bardzo skrócona wersja, która może być zaczynem do większej całości gdyby ktoś wprawny pokusił się o ułożenie pełnego przebiegu.

Nie inaczej jest w USA, z tym, że tam z powodu obrotów, algorytmów, ilości instrumentów, przesunięcia czasowego i innych czynników, ów rozkład dnia ma przebieg i podłoże nieco inne. Zmieniające się zresztą z czasem, choćby z powodu ewoluujących algorytmów.

A odnosząc się do reguły przytoczonej na wstępie, tym razem dodam, że Linda Raschke wywodzi ją od indeksu S&P 500 i gry na kontraktach terminowych, które stanowią mocny punkt tradingu w jej firmie tradingowej LBR Group.

Wielokrotnie w swoich materiałach szkoleniowych podkreślała, że dzień na tym indeksie składa się z zwykle 2-3 fal cenowych, które podczas dość zmiennych sesji da się wykorzystać właśnie w swing tradingu. Natomiast cała sesja składa się z 6-7 głównych wzorców zachowań. Jeśli o 9:30 ich czasu (u nas 15:30) otwiera się słabo, to zwykle o 10-10:15 odwraca się i rośnie do południa. Ok. 12:00 trwa przerwa lunchowa. Potem może zdarzyć się jakaś godzina osłabienia i przejście do popołudniowych wzrostów. Jeśli zaczną się ona zbyt wcześnie, nie dotrwają do końca. Końcówka to realizacja zysków i wówczas pojawiają się 2 najmocniejsze wzory po sobie, które kiedyś ilustrowałem charakterystycznym dla kontraktów terminowych przebiegiem sesji w odcinkach 15 minutowych w tym -> wpisie.

Raschke twierdzi, że jak nie złapie się przedpołudniowego trendu, to potem można sobie w zasadzie odpuścić. I ten najlepszy czas zaczyna się właśnie po ok 30-45 minutach od otwarcia. Rynek albo przechodzi krótką konsolidację i rusza w tym samym kierunku, co rano, albo dokonuje wolty i odwraca się z siłą, która wystarczy na dość pokaźny zysk, jakiego nie da ewentualnie odwrócenie popołudniowe.

Oczywiście najlepszą dla tej reguły wizualizacją byłaby taka, którą można pokazać na wykresie. Zrobiłem więc na szybko wykres indeksu S&P500 dla 5 dni, na którym mamy pokazane świece bodajże 5-minutowe:

Źródło: finance.yahoo.com

Pominąłem notowania międzysesyjne. Niebieskim strzałkami zaznaczyłem te miejsce, gdzie zgodnie z sugestią omawianej zasady dochodziło do porannego odwrotu kursów w przeciwną stronę. Na fioletowo zaznaczyłem wyraźny, poranny sygnał kontynuacji poprzedniej końcówki sesji, który omawiałem w poprzednim wpisie.

Pozostaje jedynie pytanie jak to grać, jak wykorzystać? Wbrew pozorom nie jest to wcale taka łatwa sprawa i nawet zawodowcy mają z tym problem.

O ile wiemy już, że do zmiany może z dużym prawdopodobieństem dojść, to przynajmniej znamy przyszły kierunek, a to spora część sukcesu. Aby znaleźć punkt wejścia na rynek potrzeba dodatkowych filtrów lub narzędzi. Jednym wystarczy intuicja, inni mogą użyć np. oscylatorów, w momencie, gdy ulegają zbyt mocnemu wychyleniu, albo wsparć/oporów, albo może tzw. price action, czyli wzajemnych układów kolejnych świec. Oczywiście zarządzanie ryzykiem to przede wszystkim stop-loss na wierzchołkach w miejscu odwrócenia.

Powodzenia!

–kat—

[Głosów:4    Średnia:3.3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *