O nieuniknionym zawsze ryzyku można rozmawiać bardzo przyjaznym, a nawet niepozbawionym humoru językiem, co pozwala na prawdopodobnie lepszy odbiór u inwestorów.

To, co dziś chciałbym zaprezentować, to drobny diamencik literacki, który powyższe słowa unaoczni. Wydobył go z czeluści Jason Zweig, dziennikarz „Wall Street Journal” i autora świetnej moim zdaniem książki „Twój mózg, twoje pieniądze”. Zaś autorem tekstu jest nieżyjący już Robert Loest, założyciel i zarządzający funduszem IPS Millennium Fund.

Każdy fundusz ma obowiązek w swoim prospekcie wymienić wszystkie ryzyka, które wynikają z inwestycji w jego jednostki (ang. Risk disclosure). Loest zrobił to po swojemu, dając wyraz swojej niskiej tolerancji dla głupoty i awersji do owijania prawdy w bawełnę. Napisał to w 1999 roku, gdy hulała hossa technologiczna, wykręcająca mózgi nawet doświadczonym graczom. Jednak treść i wymowa są aktualne do dziś, tym bardziej kilka dni po wejściu na giełdę Snapchat, spółki bez zysków i bez sensownej przyszłości. Uznałem w takim razie, że warto ten tekst udostępnić w języku polskim. Oryginał można przeczytać choćby tutaj-> http://www.bylo.org/plainrisk.html

Tłumaczenie moje, być może niezbyt mistrzowskie, ale mam nadzieję oddające ducha listu:

   

             „ Ujawnienie informacji dotyczących ryzyka w dosadnym języku.

Przede wszystkim, ceny akcji są zmienne. Cóż, tak jest. Jeśli kupicie jednostki funduszu inwestującego w akcje, dowolnego funduszu inwestującego w akcje, wartość waszej inwestycji będzie zmieniać się co dzień. Podczas recesji pójdzie w dół, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, aż będziecie gotowi wyrwać sobie włosy, chyba że wcześniej wyłysiejecie ze zmartwienia. To będzie tak trwało nawet jeśli Gandhi, Jefferson, John Lennon, Jezus z Apostołami, Einstein, Merlin i Golda Maier wszyscy razem wezmą się za zarządzanie. Rynek akcyjny okazuje znacząco mały szacunek ludziom i ich reputacji. Co więcej, jeśli fundusz odniósł już sukces, możecie prawdopodobnie kupić czyjeś zrealizowane zyski gdy zainwestujecie, za które to zyski, jakich nie osiągnęliście, być może zapłacicie podatki. Spróbujcie i znajdźcie takie miejsce, gdzie nie będziecie musieli tego robić. Smutne.

Podczas gdy długoterminowa tendencja w cenach akcji jest skierowana w górę, akcje wchodzą w rynek niedźwiedzia z zadziwiającą regularnością, mniej więcej co 3-4 lata. Wszystko zmierza w tym kierunku. Oczekujcie tego. Żyjcie z tym. Jeśli nie możecie sobie z tym poradzić, idźcie zakopać pieniądze w słoiku albo wsadźcie do banku i nie zawracajcie nam głowy pytaniami o to, dlaczego wasze inwestycje czasem się zmniejszają, albo dlaczego woda płynie w dół wzgórza. To zwykła fizyka człowieku.

Oprócz obowiązkowego ostrzeżenia terroryzującego umieszczonego  wyżej, istnieją ryzyka specyficzne dla IPS Millennium Fund, które powinniście zrozumieć lepiej. Ponieważ większość ludzi nie czyta Prospektu (to nie jest skierowane do was oczywiście, tylko do tych innych inwestorów), pomyśleliśmy, że spróbujemy wystraszyć was w bardziej innowacyjny sposób.

Kupujemy przerażające rzeczy. Wiecie, akcje spółek internetowych, małych firm. Te rzeczy skaczą w górę i w dół jak kijek Pogo na steroidach. Nie jesteśmy funduszem sektora technologicznego, jesteśmy funduszem inwestującym we wzrosty i dochody, ale teraz myślimy, że to Internet jest miejscem gdzie leży większość wartości. Chociaż spróbujemy złagodzić nadciągającą zmienność przez kupno firm z sektora użyteczności publicznej, REIT (fundusz inwestujący w nieruchomości), banki i inne rzeczy z dużymi stopami dywidendy dla wdów i sierot, to nie zawsze zadziała.  Nawet jeśli kupimy tego dużo. Tak czy inaczej czasem nas to znokautuje, gdy spółki internetowe i inne techniczne zostaną sponiewierane. „My” jest w rzeczywistości eufemistycznym określeniem „Was”, kumacie?

Zostaniemy również znokautowani wtedy, gdy stopy procentowe pożyczek pójdą do góry, ponieważ to dotyka w okropny sposób spółki o dużych dywidendach. Od kiedy wyższe stopy procentowe dotkną wszystkiego paskudnie, możemy zostać znokautowani nawet bardziej gdy FED podniesie stopy, albo gospodarka generalnie doświadczy wyższych stóp procentowych w stopniu niekontrolowalnym, albo wymknie się w ogóle spod kontroli. Cokolwiek.

Wiele z firm, które kupujemy, rośnie naprawdę szybko. Coś w stylu 50-100% rocznego wzrostu sprzedaży. Wiele z nich również nie generuje żadnych pieniędzy, nawet, gdy są relatywnie dużymi firmami. Co oznacza, że mają głupie wyceny przy zastosowaniu tradycyjnych technik wyceny. Nie wiemy więcej niż wy co to oznacza, ponieważ nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś takiego jak ten Internet. Więc możemy przepłacić za te spółki, myśląc, że jesteśmy naprawdę łebscy i ujdzie nam to na sucho, ponieważ one tak szybko rosną. Nie trzeba wiele, żeby te firmy spadły 50% albo lepiej, ponieważ nikt inny również nie wie ile one są warte. Powszechna, aczkolwiek fałszywa mądrość może szybko się obrócić na drugą stronę w tym biznesie, a kiedy się to stanie, ceny spadają z klifu.

Nawet gdybyśmy byli naprawdę sprytni i ukradli te spółki, i gdyby ich kursy poszły w górę, nadal bylibyśmy tak bezbronni jak ci głupcy, którzy zapłacili wysokie ceny za nie na starcie. Jeśli je sprzedamy bylibyście pięknie poirytowani na nas, kiedy przyjdzie czas płacenia podatków, więc próbujemy nie robić nic więcej ponad to, co powinniśmy. Przeciwnym biegunem tej strategii jakkolwiek jest to, że gdyby jednak naprawdę się udało, mielibyście ogromne ryzyko spadków podczas recesji lub bessy. Koszmar.

A wreszcie, jeśli jeszcze nie chwyciliście telefonu by zacząć krzyczeć na swojego brokera, aby sprzedał nasz fundusz jak najszybciej, powinniście zrozumieć działanie ruchomych piasków w branży technologicznej. Aby wystartować ze spółką wysokiej technologii nie potrzeba miliardów dolarów, tak jak potrzebowały kiedyś tradycyjne firmy typu U.S. Steel czy Ford Motor. Każdy może to zrobić, i każdy to robi. Wiele z firm, które posiadamy, jest małych, nawet jeśli dominują w swojej niszy rynkowej. Branży nowych technologii zdmuchnąć jedną z naszych firm jest dziś dużo prościej niż to miało miejsce w dawnych czasach z kanałami, kopalniami, kolejami i firmami stalowymi.

Więc już wiecie. Nie przychodźcie do nas płakać, kiedy stracimy wszystkie wasze pieniądze.

Na wypadek gdybyście nie zrozumieli sedna, Pan Loest podsumował wnioski w krótkiej uwadze zapisanej pogrubioną czcionką pochyłą:

Proszę dajcie nam znać mailem, jeśli nie zostaliście wystarczająco przestraszeni, spróbujemy czegoś innego”

Takie nagromadzenie ironii nie miało wcale obrażać inwestorów. „I śmiech niekiedy może być nauką, kiedy się z przywar, nie osób natrząsa” – można by w tym miejscu przywołać naszego klasyka Ignacego Krasickiego. Tak naprawdę miała to być lekka drwina z napuszonego, oficjalnego języka dokumentów, niezbędnych dla prawidłowego działania i nadzoru rynku, które zwykle nie są ani czytane, ani rozważane przez inwestorów. Nie mówiąc o tym, że dla ich rozumienia trzeba by małego doktoratu z finansów. A tu proszę, jasno, dosadnie i co istotnie – autentycznie. A najważniejsze, że trafia w zmysły i powonienie przeciętnego konsumenta funduszowego, który zwykle słowo „ryzyko” omija bardzo szerokim łukiem, nie odróżniając przy tym ryzyka systemowego, które nasi Czytelnicy poznali już bardzo dobrze, od ryzyka wynikającego z nieudolności i braku umiejętności zarządzających.

Na to ostatnie istnieją również pewne odtrutki, w postaci systematycznego inwestowania w fundusze za pomocą opartych na statystykach strategii. Pozwolę sobie donieść, że BOŚ przygotował serię biuletynów, specjalnie dedykowanych tego typu metodom. Na szczęście nie muszę ich działania okraszać równie kwiecistą odezwą jak Robert Loest, mam nadzieję, że obronią się one same. Można je otrzymać w darmowej subskrypcji pod adresem:

https://strategie.bossafund.pl/

—kat—

[Głosów:9    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *