Efektywne czytanie wiadomości finansowych

W niezbyt interesującym i pełnym klisz filmie Money Monster jest scena, która powinna zwrócić uwagę inwestorów i wszystkich odbiorców mediów finansowych.

Zawiedziony nieudaną inwestycją giełdową młody człowiek, który wziął jako zakładnika celebrytę prowadzącego telewizyjny program o inwestowaniu zarzuca swojemu więźniowi, że to przez niego kupił akcje pechowej spółki. Ich dialog wygląda mniej więcej tak:

W programie z 6 marca wybrałeś tę spółkę jako rekomendację tysiąclecia.

Robię takie rekomendacje każdego dnia. To jest totalna ściema.

Powyższa scena przypomniała mi bardzo przydatną radę Philipa Tetlocka, który podkreślił, że odbiorcy prognoz tworzonych przez medialnych ekspertów muszą być wobec siebie szczerzy w sprawie tego w jakim celu czytają, słuchają lub oglądają te prognozy. Zdecydowana większość z tych prognoz nie jest rygorystycznymi próbami spojrzenia w przyszłość ani tym bardziej rekomendacjami inwestycyjnymi. Inwestorzy, którzy w ten sposób traktują te wypowiedzi sami proszą się o kłopoty. Znakomita większość opinii medialnych ekspertów jest próbą znalezienia złotego środka pomiędzy sprawianiem wrażenia interesującego i dobrze poinformowanego człowieka a byciem na tyle nieprecyzyjnym by ochronić swoją reputację na wypadek błędnej opinii. Takie balansowanie idealnie wpisuje się w model współczesnych mediów, w którym miesza się informację i rozrywkę.

Kluczową kwestią jest przyciągniecie uwagi odbiorcy a w tym celu naprawdę nie trzeba sięgać po wyrafinowane środki. Pokazał to niedawno Dan Davies, który zestawił fragment artykułu w portalu Business Insider z odpowiednim wykresem. Autor artykułu postanowił przykuć uwagę czytelników informacją, że w ostatnim miesiącu stawka Libor osiągnęła poziomy ostatnim razem widziane w pierwszym kwartale 2009 roku, a więc w centrum krachu bankowego. Na wykresie wygląda to tak:

Za Dan Davies

Za Dan Davies

Niestety efektywne czytanie wiadomości finansowych nie kończy się na odsiewaniu najmniej wartościowych treści produkowanych codziennie w sektorze finansowej info-rozrywki. To powyższe zadanie sprawia przede wszystkim trudność emocjonalną bo większość doświadczonych inwestorów zdaje sobie sprawę z niewielkiej wartości merytorycznej tych treści. Do inwestorów docierają codziennie dziesiątki a może setki innych wiadomości finansowych: raportów analitycznych, komentarzy rynkowych, rekomendacji, wywiadów z przedstawicielami zarządów czy informacyjnych artykułów prasowych. Żaden inwestor nie jest w stanie przyswoić wszystkich tych informacji. Robert Martorana podał na blogu Enterprising Investor sześć rad, które mogą pomóc odnaleźć się w gąszczu wiadomości.

Analityk podkreślił znaczenie posiadania własnego procesu inwestycyjnego czyli konkretnych zasad decydujących o otwarciu i zamknięciu rynkowych pozycji. Inwestorzy nieposiadający w miarę szczegółowej strategii inwestycyjnej narażają się na ryzyko, że ich decyzje inwestycyjne podejmowane będą niemal wyłącznie pod wpływem przeczytanych lub obejrzanych wiadomości. W ten sposób de facto przekażą swoją działalność inwestycyjną dziennikarzom, analitykom czy blogerom. Przeczytane w artykułach prasowych albo raportach informacje mogą wpłynąć na opinie inwestora o rynku lub konkretnych okazjach inwestycyjnych ale nie powinny stanowić tych opinii.

Inwestor powinien także potrafić oddzielać opinie od faktów i informacji w konsumowanych treściach finansowych. Takie wyraźne oddzielenie tych dwóch kategorii umożliwi inwestorowi zbudowanie własnego nastawienia zamiast przyjęcia narzucanej przez dziennikarza lub analityka narracji.

Powyższy punkt może skłonić inwestorów do przywiązywania większej wagi do pierwotnych danych, tabel i wykresów niż do komentarzy, które na podstawie tych danych stworzono. Oczywiście do samych danych finansowych i makroekonomicznych należy podchodzić ze zdrową dawką sceptycyzmu pamiętając o ich ograniczeniach i zwracając uwagę by być tak blisko źródła jak to możliwe. Błędy w kopiowaniu danych albo w excelowskich formułach zdarzają się wszystkim.

Robert Martorana podaje także dwa interesujące sposoby wykorzystania wiadomości finansowych. Pierwszy dotyczy aktywnego wyszukiwania informacji i opinii, które kwestionują nasze nastawienie rynkowe. Naturalną tendencją przy prowadzeniu jakichkolwiek badań jest wyszukiwanie informacji potwierdzających naszą pierwotną opinię. Tendencja ta odpowiada za powszechne występowanie błędu konfirmacji. Zrozumienie powodów stojących za decyzjami inwestorów po drugiej stronie transakcji może jednak pomóc dostrzec błędy we własnych decyzjach inwestycyjnych.

Docierające do inwestora wiadomości finansowe powinny także umożliwić mu poznanie dominujących opinii i oczekiwań. Świadomość tego co większość inwestorów wie i czego się spodziewa umożliwi ocenę tego czy nowe informacje docierające na rynek mają potencjał cenotwórczy i czy mogą stanowić podstawę do otwarcia pozycji.

Ostatnia rada Martorany dotyczy konieczności wyeliminowania politycznych lub ideologicznych preferencji przy interpretowaniu wiadomości finansowych. Siedmioletnia hossa na amerykańskim rynku akcyjnym, którą przegapiło wielu inwestorów sceptycznie nastawionych do polityki Baracka Obamy i aktywnej polityki Fed przypomina o niebezpieczeństwie łączenia inwestowania z przekonaniami ideologicznymi. Podobne ostrzeżenie stanowi hossa na budapesztańskim parkiecie, którą zignorowali inwestorzy i analitycy negatywnie oceniający całokształt polityki Viktora Orbana.

[Głosów:11    Średnia:2.9/5]

2 Komentarzy

  1. JL

    Na tle tego artykulu pieknie widac sensownosc budowania mechanicznych systemow transakcyjnych. Ale to tylko moja skromna opinia 🙂

    1. _dorota

      To pogląd raczej niekontrowersyjny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *