Czy straty da się lubić? Część 4

Dorzucam zapowiadaną porcję porad mogących pomóc z radzeniem sobie ze stratami w inwestowaniu czy tradingu.

Najgorsza z rad: nie dopuszczać do strat”. Nie istnieje nawet taka opcja, że żadna transakcja nie doświadcza okresowych ubytków w kapitale inwestycyjnym. Jeśli nawet uda się wszystkie pozycje zawsze zamknąć z zyskiem, co teoretycznie jest możliwe w inwestowaniu i mało realne w tradingu, to i tak po drodze będą one zanurzać się okresowo w czerwieni (na papierze). Skoro straty stają się nieuchronne i na stałe wpisane w ten biznes, istnieją tylko 2 możliwości ich potraktowania:

– wyrobienie w sobie nawyku współistnienia z nimi i przyzwyczajenia się do nich jak do domownika,

albo

– zmiana zajęcia na mniej stresujące i włożenie środków na lokaty.

Unikanie ryzyka i awersja do strat, typowe błędy poznawcze rozpoznane przez finanse behawioralne, są poważnymi przeszkodami w inwestowaniu na serio. Jeśli tego rodzaju uniki stosowane są wcześniej w codziennym życiu, z dużym prawdopodobieństwem może mieć to swoje odzwierciedlenie i na giełdzie. Jeśli nie uczymy dzieci przegrywać, jeśli w ogóle nie pozwalamy im na jakiekolwiek podejmowanie ryzyka (rodzice-helikoptery), będą miały problem z odnalezieniem się w inwestowaniu, albo skręcą w radykalnie przeciwną stronę – w hazard, który zrekompensuje im niedostatki smaku ryzyka. A przy tym istnieje mało okazji w młodzieńczym życiu by przekonać się jak podejmować decyzje w obliczu niepewności i ryzyka, a środowisko nie daje prawa do popełniania błędów (przeciwnie niż choćby w USA). Pierwsze niepowodzenia na giełdzie mogą być więc szokiem, miałem okazję słuchać wiele tego typu relacji. Zrozumienie giełdowych cykli i procesów, czyli punkt pierwszy wspomniany w poprzednim wpisie, to dobry początek. Jako świadomy trening obeznania się w tym środowisku polecałbym w kroku kolejnym:

Symulator czyli demonstracyjna wersja platform elektronicznych na forex i CFD.

Wielokrotnie wspominałem, że nie są one idealną kopią rzeczywistych warunków inwestycyjnych, wyrabiają trochę złych nawyków i nie oddają realnych emocji decyzyjnych, ale mają tę zaletę, że pozwalają poznać pierwszy smak tego, co najgorszego może nas czekać w realu i pomagają przetestować wstępnie strategie oraz funkcjonalność działania. Coraz bardziej zaawansowane platformy dysponują już również akcjami, w zasadzie więc każdy może już znaleźć coś, co najbardziej mu odpowiada. Namawiam każdego do spróbowania tą drogą pierwszego zderzenia z ryzykiem i poczucia pierwszych strat. Proponuję jak najbardziej serio eksperymenty ze stawianiem tam stop-lossów, bez unikania ich, co się na demo często zdarza, i obserwowania oraz opisywania własnych reakcji. Ta propozycja jest skierowana również do nieco bardziej zaawansowanych traderów, mających problem z akceptacją stop-lossów. Okres „emocjonalności” na demo szybko mija, ale choćby namiastka poczucia tego środowiska będzie cennym doświadczeniem, a świadome wyrobienie prawidłowych nawyków zarządzania ryzykiem wręcz nieodzowne.

Lęk to emocja różniąca się do strachu tym, że dotyczy negatywnych zdarzeń, które dopiero mogą się wydarzyć, albo takich, które tylko podpowiada nam wyobraźnia, gdyż nie muszą są realne. Strach w takim razie to nasza reakcja na obecnie trwającą stratę, lęk to pełne czarnych myśli oczekiwanie na stratę, która dopiero BYĆ MOŻE się zdarzy. Przy okazji mitów o psychologii tradingu poruszałem temat specyficznych cech charakteru, które wyróżniają najbardziej skutecznych traderów, można rzucić okiem -> tutaj .

Wspólną cechą tych najlepszych graczy jest niski poziom neurotyczności, czyli skali reakcji emocjonalnej na bodźce, jak również niski poziom właśnie lęku o ryzyko. To powoduje, że zarówno przyszłe jak i obecne straty nie stają się dla nich problemem, raczej codzienną normalnością, wyzwaniem, nieodzownym składnikiem najbardziej nawet poprawnego procesu. Z takim bagażem łatwiej znosi się ryzyko i sypia spokojniej. Brak lęku bierze się również z nie traktowania strat jak wroga, jak choroby, jak tragedii. Jak komentowałem we wskazanym wpisie, cechy charakteru są niemal niemożliwe do zmiany, stąd ktoś o neurotycznej naturze ma prawo obawiać się o swój nadwyraz emocjonalny stosunek do strat. To jednak nie przekreśla szans na sukces. Podpowiedź znajduje się w tej samej książce, z której te badania cytowałem.

Otóż w grupie najskuteczniejszych traderów znalazło się kilka wyjątków, czyli takich osób, które miały pełną świadomość swojej nieco nadaktywnej natury w reakcji na negatywne zdarzenia. Wszystko, co mogli zrobić to dokonanie ADAPTACJI. Z jednej strony była to praca nad swoją słabością, nauka przeformułowania własnych myśli, przekonań i emocji, nadawania im nowego sensu, wielokrotne doświadczanie prowadzące do coraz lepszej odporności. Z drugiej strony, i był to czynnik bardziej znaczący, mieli doskonałe poczucie swojej przewagi nad rynkiem, co dawało im sporo sił i pewności siebie. Przewagi nad rynkiem nie wyrabia się szybko, to nie jest dar, ani nawet talent, tego nie uczą kursy ani książki, chyba, że przychodzimy z gotową strategią mechaniczną. W każdym innym wypadku przewagę trzeba wykuć w dziesiątkach a być może setkach transakcji, choć nawet wówczas straty będą normalnością, bytem codziennym. Skuteczna nauka harmonijnego życia ze stratami to umiejętność (ang. skill), tak samo jak w każdej inne dziedzinie wymagającej profesjonalizmu. Bez stosownych umiejętności nikt nie wychodzi na scenę by dać koncert skrzypcowy, dokładnie to samo dotyczy aktywnego inwestowania.

Istotnym czynnikiem zachowań nademocjonalnych, strachu czy lęku, paraliżu decyzyjnego, widma tragedii z powodu pojawiających się strat, jest indywidualny tzw. próg bólu. Każdy z nas inaczej odczuwa fizycznie i mentalnie wielkość pojedynczej straty i obsunięcia kapitału (sumy wielu strat). To kolejna bariera, którą trzeba praktycznie i z głową przetestować. Najczęściej, i piszę to na podstawie wielu obserwacji, początkujący i nawet średnio zaawansowani błędnie obliczają swój próg wrażliwości na straty wszelkiego rodzaju. Tego niestety nie da się nauczyć podczas gry na symulatorze, można to jedynie tam liznąć. Prawidłowa kolejność to przejście do realnych inwestycji i rozpoczęcie od niewielkich stawek, podnosząc je w miarę przystosowania się emocjonalnego do kolejnych poziomów doświadczanych strat i wyczuwania własnej przewagi. Gra va banque ma sens w zasadzie tylko w jednym przypadku – pasywnego kupna portfela akcji na lata. W pozostałych przypadkach powinien to być proces próbowania i ewolucyjnego zwiększania stawek. Zupełnie jak podczas zanurzania się w lodowatej wodzie czy trening szpagatu. Świetnie to ujął w wywiadzie dla Parkiet TV nasz capo di tutti Michał Wojciechowski: pal po kolei banknoty aż do momentu gdy zadrży ci ręka…

Podawane w literaturze 2% jako wielkość dopuszczalnej straty w jednej transakcji to cel dobry dla bardzo doświadczonych graczy. Zależy zresztą nie tylko do indywidualnej percepcji ryzyka, ale wielu innych czynników – rodzajów rynków, zmienności, korelacji, dywersyfikacji portfela, realnej przewagi itd. Nie jest żadną ujmą zaczynanie od 0,5% lub mniej, zależnie od wielkości posiadanego kapitału. Do tego potrzeba świadomej obserwacji własnych odczuć i zachowań na pojawiające się straty, i to wielokrotnej. Pojedyncze zdarzenie może mieć bowiem inny wymiar mentalny, zależnie od nastroju, samopoczucia, dobrostanu czy pogody.  Ale o tym więcej w kolejnym wpisie.

p.s. dzisiejszy tweet Petera Brandta:

„Learning to be patient with a losing period is part of maturing as a trader.” (Uczenie się bycia cierpliwym w kwestii okresu strat jest częścią dojrzewania jako trader).

—kat—

[Głosów:2    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *