10 mitów giełdowej psychologii, część 3

Angażując się w aktywne inwestowanie na giełdzie rzadko zastanawiamy się, czy mamy ku temu stosowny „charakter”.

Odbywa się to raczej na zasadzie próbowania. Zanurzamy się w średnio czy długoterminowe inwestycje, zaczynamy dostrzegać okazje do szybszych zagrań, podglądamy innych i poznajemy nowe techniki, które skłaniają ku częstszej aktywności i dajemy się im ponieść. Potem przychodzi czas ciężkich prób gdy pojawiają się straty, gdy emocje rozsadzają umysł i dominują nad logiką. Wycofanie, zwolnienie, poszukanie nowej metody czy horyzontu czasowego, próba dopasowania się do szybkości rynków – to wszystko dynamicznie pozwala nam poznać nieznane fakty o sobie i zaadoptować się do wymagań rynku, znajdując właściwą dla siebie niszę, częstotliwość, technikę, progi bólu. To dopiero właściwy moment na refleksję o własnych ograniczeniach, możliwościach, odporności na ryzyko itd.

Ale moment zdefiniowania się i tak przychodzi, i jest potrzebny by określić swoje miejsce w tym ryzykownym, niepewnym i wymagającym środowisku. Wcześniej brakowało stosownych narzędzi oceny i świadomości realiów. Nie mówiąc o tym, że w tle świdrujące ego zwykle gloryfikuje naszą osobowość, umiejętności, wiedzę i zaradność, co pozwala na podtrzymanie w kupie własnej osobowości, poczucia własnej wartości, psychicznego zdrowia i realizację potrzeb, ale też przez to generuje pewne złudzenia oraz nie zawsze realne oczekiwania.

W tym świetle spójrzmy na kolejny mit w tym cyklu:

MIT 3. Skuteczni traderzy odnoszą sukcesy ponieważ posiadają „właściwą osobowość tradingową”.

Nie jest to łatwe zadanie, ale po raz kolejny muszę jednak postawić swoje delikatne weto wobec powyższego mitu. Można nie urodzić się traderem, ale wyrobić w sobie pewien zasób określonych cech nie jest wcale zadaniem przekraczającym zdolności ludzkie. Tym bardziej jeśli się uważa, że w tradingu najważniejsza jest właśnie psychologia. Trzeba jednak poznać o jakiego rodzaju zdolności chodzi i jak się ich wyuczyć.

Co w kwestiach psychologicznych powoduje w takim razie, że niektórzy regularnie zarabiają na giełdzie miliony, a inni prędzej czy później tracą? Otóż jednym z istotnych czynników jest rzeczywiście OSOBOWOŚĆ. Opisuje to w bardzo przystępnej formie Jason Williams w książce, o której już raz na blogu wspominałem:

Osobowość inwestora

„The Mental Edge in Trading: Adapt Your Personality Traits and Control Your Emotions to Make Smarter Investments” pochłonąłem jednym tchem. Jest świetną odpowiedzią na mit, który właśnie obrabiamy. Williams swoje wnioski opiera m.in. na badaniu grupy ponad 200 traderów (w tym swojego ojca), którzy mogą się pochwalić w miarę długą historią zyskownego tradingu, często na lewarowanych instrumentach typu derywaty. Przywołam tym razem tylko kilka z jego obserwacji, pozostawiając resztę na kolejne wpisy z tego cyklu.

No więc w kwestii osobowości wiadomości jest kilka: dobrych i złych. Czytelnikom pozostawiam wybór tego, które za dobre sami uznają.

Otóż rzeczywiście Williams udowadnia, że traderzy odnoszący sukcesy posiadają pewne wspólne, charakterystyczne cechy osobowości, które bez problemu można skorelować z osiąganymi zyskami i znaleźć przyczyny w tej zależności. Oszczędzę Czytelnikom konieczności studiowania wspomnianej książki i wymienię najważniejszą przynajmniej determinantę.

Na wstępie zaznaczę jednak jedną bardzo istotną kwestię: wchodząc w dorosłe życie posiadamy już ukształtowaną osobowość, częściowo przez geny, częściowo przez środowisko (szczególnie pewne anomalie), i JEJ ZMIANA JEST RACZEJ NIEMOŻLIWA. Jednakże nie przekreśla to niczego w życiu. Jako homo sapiens mamy bowiem cudowną zdolność dopasowania się do wymogów stawianych przez określone dziedziny aktywności, w tym trading. Wymaga to jednak ŚWIADOMEJ pracy i wysiłku, czasem być może przy udziale psychologa czy psychiatry.

A co ma być celem tej adaptacji?

Jeśli ktoś poświęci kilka chwil na lekturę wpisu, który wyżej linkuję, dowie się o kilku fundamentalnych cechach ludzkiej osobowości, które można zbadać i naukowo ocenić za pomocą specjalnego kwestionariusza. Otóż za mającą największe znaczenie dla skutecznego tradingu Williams uznał po przebadaniu 200 zyskownych traderów … NEUROTYCZNOŚĆ, a więc skłonność do szybkiego ulegania emocjom. Dziwić może jednak fakt, że zdecydowana większość tuzów tradowania charakteryzuje się… dość przeciętnym stanem neurotyczności. Tyle że na nią składa się jeszcze 6 podkategorii, definiujących ją w pełni. I wśród tych sześciu, jedna okazała się diabolicznie dominująca. Ktoś zgadnie która…?

Nie jest to proste, więc dopowiadam. Niemal wszyscy ci herosi spekulacji charakteryzują się NISKIM POCZUCIEM LĘKU, NIEPOKOJU, OBAWY (ang. anxiety). Nie mylić ze strachem! Ów lęk pojawia się na kilku poziomach i  dotyczy choćby potencjalnych strat, pomyłek, błędów, kompromitacji wobec siebie czy innych. Nie jest jednak tak, że niski poziom lęku nie generuje nieprzyjemnych emocji, wręcz przeciwnie, tyle że owi doskonali traderzy bądź są genetycznie odporni, bądź potrafią owymi emocjami skutecznie zarządzać! Dotyczy to szczególnie tych kilku z nich, u których wyjątkowo poziom owego lęku okazał się wysoki. Jednakże wieloletnie doświadczenie i nieustanna ekspozycja na ryzyko pozwoliła im wyrobić w sobie stosowną odporność na ów lęk.

Drugą istotną kategorią neurotyczności jest podatność na zagrożenia, wrażliwość (ang. vulnerability). I w tej kwestii zdecydowana większość z badanej grupy okazała się dość jednorodna, wykazując sporą odporność na różnego rodzaju zagrożenia mentalne związane z tradingiem, szczególnie na stres.

Już w osobnej kategorii plasuje się natomiast kolejna istotna cecha: awersja do ryzyka. Wśród wszystkich badanych jest ona na niskim poziomie, co oznacza akceptację na działanie wielu ryzyk, zgodę na spore straty w postaci przejściowych zjazdów kapitału czy pojedynczych strat w transakcji (zamykanych zleceniem stop), nie zawsze wysoką trafność, a także grę dużymi pozycjami i sięganie po trendy najwyższego rzędu, którym towarzyszą długie i spore spadki.

Tych wyznaczników „właściwej” osobowości jest cała gama, aczkolwiek pozostała część jest już bardziej związana z konkretnym rodzajem tradingu i znalezieniem swojej niszy, czyli dopasowaniem rodzaju metody/strategii do swojej mentalności. I tu pewne predyspozycje są silnie skorelowane, a na podstawie samego kwestionariusza z góry można określić do jakiego rodzaju tradingu nasz charakter jest najlepiej predysponowany lub wymaga sporego nakładu pracy, bez którego czeka nas klapa.

Jednym słowem: skuteczni traderzy albo (najczęściej) posiadają „odpowiednią” osobowość do tego rodzaju działania, i nie jest to mit, albo potrafią zwalczyć w sobie niepożądane strony i zaadaptować się w tym mocno ryzykownym środowisku.

Jak wygląda to w przypadku inwestowania? Mamy tu zdecydowanie mniej wymagań, mniej pokus, niższe wymagania w zakresie umiejętności, ale emocje nadal silnie potrafią oddziaływać na psychikę, szczególnie podczas bessy. To jednak kwestia bardziej edukacji i odpowiedniego przygotowania na przyjście spadków niż konieczność wykucia swojego charakteru. Inwestowanie w takiej sytuacji to bowiem jedynie kwestia jednej decyzji, podczas gdy w tradingu takich decyzji trzeba podejmować czasem wiele każdego dnia. I to właśnie wtedy, gdy odporność emocjonalna przeszkadza owe decyzje poprawnie podejmować, trader staje się długoterminowym inwestorem…

CDN

—kat—

[Głosów:5    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *