Na zdjęciu poniżej przedstawiam wygląd mojego egzemplarza książki Nicholasa Taleba. Zwiedzeni przez losowość ukazała się niedawno nakładem wyd. Kurhaus Publishing. Jest to już powtórne wydanie tej książki po polsku. 10 lat temu ukazała się pod tytułem Ślepy traf (wyd. GWP i na fotce jest właśnie ta wersja książki).

2016-03-14 11.58.05

Wiele osób nie akceptuje zaginania rogów, robienia notatek w książkach i w jakikolwiek aktywny sposób ich używania. Dla mnie jest to wyraz szacunku do lektury. Zaznaczam w ten sposób istotne cytaty, inspirujące przemyślenia, rzeczy do zastanowienia, tytuły i autorów wspomnianych. Dziesięć lat temu, podczas lektury pierwszej książki Taleba, czyli właśnie Zwiedzeni przez losowość byłem pod ogromnym wrażeniem. To wrażenie potęgowane było dodatkowo przez przekonanie, że część przemyśleń autora, jest bardzo zbieżna z moim podejściem, moimi ideami. Oczywiście zachowując umiar i dystans związany z niewątpliwą erudycją i przenikliwością Taleba, miałem świadomość mojej małości, ale jednak pewne ukłucie zazdrości pozostało. Że nie są to oryginalnie moje własne koncepcje.

Bardzo długo podchodziłem do lektury Antykruchości. Leżała sobie cierpliwie kilka miesięcy, czekając na swoją kolei. Na swój moment. Podobnie było z Czarnym łabędziem. Antykruchość porzuciłem zirytowany w połowie. Będąc pod (umiarkowanym) wrażeniem samego konceptu kruchości i antykruchości wyjaśnionego na początku książki. W gruncie rzeczy nie jest czymś zaskakująco nowym. Raczej rozwinięcie teorii systemów. W miarę jednak, jak Taleb zaperza się w swoim egocentryzmie i obrażeniu na cały otaczający świat, ogarniała mnie irytacja i zmęczenie. Pewna anty-systemowość i prowokacja dodawała uroku pierwszej książce. Musiało się to podobać dawnemu długowłosemu buntownikowi, który długi czas unikał garniturów i pozwalał sobie na drobne prowokacje. To w dwóch kolejnych zaczęła być w nadmiarze. Zaczyna to przypominać podstarzałych hipisów, którzy mimo tego, że już nie bardzo mają ku temu warunki, próbują utrzymywać wciąć długie resztki włosów. Nie to jednak było najgorsze. Najgorsze, że facet który obrzuca błotem wszystkich dookoła, za to że nie rozumieją statystyki, świata, logiki i właściwie niczego nie rozumieją poprawnie, sam stosuje te same chwyty, na które się tak potwornie obrusza. Nie podaje źródeł, tylko stwierdza „oczywiste jest”; „jestem pragmatykiem, więc musicie mi uwierzyć, bo to sprawdziłem”. Naciąga tezy.

W przypadku Antykruchości robione przeze mnie zaznaczenia dość szybko zaczęły dotyczyć właśnie tych irytująco naciąganych tez, nie zaś rzeczy wartych uwagi. Choć na bieżąco na blogach bossa.pl staram się prezentować opinie dotyczące książek poświęconych rynkowi, w przypadku Antykruchości uznałem, że tego nie zrobię. Nie mam jak zachęcić do niej. Jest zniechęcająca manierą autora. Przy okazji jednego z wpisów (https://blogi.bossa.pl/2015/11/09/planowanie-to-czysta-spekulacja/) pojawiła się okazja w komentarzach, gdzie wyraziłem krótko swoją opinię.

Po tej przygodzie, moja ochota na Czarnego łabędzia raczej się zmniejszyła. Jednak w ubiegłym tygodniu postanowiłem ją rozpocząć. Chronologicznie był oryginalnie opublikowany pomiędzy pozostałymi książkami. Była więc szansa, że będzie zbliżony choć trochę do Zwiedzonych przez losowość. Jakże się myliłem.

Jeśli ktoś zna prace związane z psychologią podejmowania decyzji, błędów poznawczych, koncepcji Josepha LeDoux, Daniela Kahnemana, Amosa Tversky’ego to do pewnego momentu zasadnicza część rzeczy nie będzie dla niego nowością. To mniej lub bardziej anegdotyczne przypomnienie pułapek naszego umysłu, które sprawiają, że idea promowana przez Taleba (nasz świat jest znacznie bardziej podatny na ekstremalne wydarzenia, niż nam się wydaje) ma pewne uzasadnienie w nauce. Ale… No właśnie, gdyby nie to „ale”…

„Zauważcie, że dwoje ludzi może wyciągnąć sprzeczne wnioski z tych samych danych. Czy to znaczy, że istnieją całe rodziny potencjalnych interpretacji, z których każda jest uzasadniona i równie dobra? Z całą pewnością nie.”

Tak – z całą pewnością? Nie mam przekonania. Wnioski i interpretacje mogą być przeróżne. I kilka możliwych rozwiązań może być prawdziwych. W pewnych sytuacjach.

Taleb dość uznaniowo wymienia zawody skalowalne i nieskalowalny, którymi rządzą dwa rodzaje przypadkowości. Tych pierwszych wymienia mniej, żeby udowodnić swoją tezę, choć śmiało możemy razem z nim wymienić jeszcze ze dwie strony. Stwierdza autorytarnie, że w życiu dentysty nie zdarzy się nigdy nic zaskakującego, co pozwoli zwiększyć drastycznie jego dochody. Na drugim końcu skali stawia np. pisarzy, traderów czy piłkarzy. Gdzie od czasu do czasu zdarza się coś, co sprawia, że pojawia się coś co wynosi taką osobę na piedestał (również finansowy). Naciągane. Bo o ile, wyraźnie pisze, że na tysiące przeciętnych pisarzy i dentystów tylko nieliczni zgarną największą pulę, o tyle autorytarnie zapowiada, że nic się nigdy nie zdarzy dentyście.

A jednak zapytałbym o dentystę, który nagle zaczyna obsługiwać celebrytów, a oni polecają mu siebie nawzajem. Jego status majątkowy rośnie istotnie. Bardzo istotnie. No może nie zaczyna zarabiać 99 procent tego, co wszyscy dentyści, ale to już szczegół. To samo będzie z księgowym, który nagle zaczyna pracować dla Enronu.

“zewsząd słyszymy o cudownym mechanizmie dostosowania ewolucyjnego. Ludzie święcie w niego wierzą. Im mniej zdają sobie sprawę z przypadkowości generującej Czarne Łabędzie, tym mocniej są przekonani o nieomylności ewolucji.[…] Ewolucja to seria przypadków, z których część kończy się sukcesem, a wiele porażką.”

Jaka cudowna manipulacja. Tak, schemat ewolucyjny to PRZYPADKOWE mutacje. Z których część jest zdolna przetrwać, bo akurat pasuje do okoliczności. Możemy to nazwać szczęściem, przypadkiem lub doborem naturalnym. Podobnie jak rzucając co jakiś czas “szóstkę” kostką jestem w stanie opuścić pole startowe w grze w Chińczyka. Dzięki przypadkowemu wyrzuceniu szóstki, mój pionek ma szansę dalej się przesuwać na planszy (rozwijać ewolucyjnie). I nikt temu nie zaprzecza. Sięgam do pierwszej z brzegu książki dotyczącej tych zagadnień, którą mam najbliżej na półce – Załamanie chaosu, Jacka Cohena i Iana Stewarta i proszę. Cały rozdział wyjaśniający dlaczego ewolucją i doborem naturalnym rządzi przypadek. Sięgnę po Dzieje życia na ziemi, Stephena Jaya Goulda:

“Ewolucja przypomina zbiór improwizacji i przypadkowych zdarzeń podlegających stałym korektom i zmianom kursu. […] zmiany ewolucyjne są odbiciem całej lawiny ‘pomyłek’.”

I tak to właśnie wygląda. Taleb stawia tezy, które czasem są mocno naciągnięte, żeby udowodnić, jak niemal wszyscy nie rozumieją i nie doceniają roli przypadku.

Przy pewnych wywodach Taleb podaje źródła. Przy innych zupełnie nie. Kwitując to stwierdzeniami, że to oczywiste, że każdy wie (chyba, że jest pracownikiem banku lub Francuzem – tego typu uszczypliwości są zabawne; do czasu i w umiarze) itp.

Taleb ma opinię trudnego faceta. Jeśli chodzi o tych, których obraża bezpośrednio – trudno się dziwić takiej opinii. Ale, to nie tylko tu jest problem. Ekscentryczność nie jest problemem. Prowokacja również. Jeśli jednak chce się przedstawić własne idee, występowanie jako jedyny sprawiedliwy, którego nikt nie rozumie jest dość ryzykowne. Na takim schemacie bazują choćby twórcy różnego rodzaju magicznych rozwiązań finansowych (w tym piramid). Przekonują swoich klientów, że są nierozumiani przez mainstream; że idea jest tak wyrafinowana, że tylko nieliczni są w stanie ją pojąć. Różnica jest taka, że ci są ujmująco mili i dobrze opakowani.

Zwiedzeni przez losowość, N. Taleb

wyd. Kurhaus Publishing, 2016

Tłum.: Michał Lipa

Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy, N. Taleb

wyd. Kurhaus Publishing,2013

Tłum. Olga Siara

Czarny łabędź, N. Taleb

wyd. Kurhaus Publishing,2014

Tłum. Olga Siara

(wszystkie dostępne jako epub/mobi)

**

Chcących porozmawiać o książkach różnych, nie tylko finansowych zapraszam na speculatio.pl

[Głosów:15    Średnia:3.4/5]

11 Komentarzy

  1. trendfollowerpl

    Czarny łabędź.Najgorsza książka jaką czytałem w w/w tematyce.Podpisuję się dwiema łapkami pod zdecydowanie bardziej szczegółową anty-recenzją niż ja mógłbym kiedykolwiek napisać.
    Pozdrawiam

    1. Mieszko

      "Najgorsza książka jaką czytałem w w/w tematyce"

      W porządku niech będzie, że najgorsza. Proszę podać choćby pięć książek w w/w tematyce. Nie muszą być lepsze, wystarczy, że nie będą gorsze. Przedtem jednak proszę uściślić, o jakiej konkretnie tematyce mówimy.

  2. Tomasz Symonowicz

    Gdybym był jak Grzegorz filozofem z wykształcenia, też pewnie bym kręcił nosem 🙂 Ale nie jestem, a szkoda, więc 2 i pół z tych książek mnie wciągnęło. Doceniam przede wszystkim to, że nikt przed nim tak dobitnie i głośno nie mówił o znaczeniu losowości w inwestowaniu, poprawnym wnioskowaniu, probabilistyce i ściemach na Wall Street. Gdyby nie było prowokujące, nie byłoby znaczące. Do tego stopnia że Black Swana i Fooled… przeczytałem w 2 wersjach językowych. Nie zdarza mi się czytać książek 2 razy:)

    1. Grzegorz Zalewski (Post autora)

      Ach, gdyby on jednak zatrzymał się na “Fooled..”.
      Problem polega na tym, że on zaczął pisać o losowości wszędzie. I część znaczących osób z różnych dziedzin nauki o tym mówi wprost. Koncepcja złożoności systemów to Bertalanffy, Lorenz, Manelbrot i inni. Taleb opakował to sosem “wy idioci nic z tego nie rozumiecie”.
      Ale jak czytam, że poznał wojskowych, którzy dla niego byli do tej pory głąbami, bo tak widział w filmach, a nagle spotyka facetów, którzy mnóstwo wiedzą o ryzyku, tak jak on to pojmuje, to się zastanawiam, czy mimo całej inteligencji, to jednak nie jest ograniczony facet.

  3. _dorota

    Podziwiam ludzi, którzy potrafią kultywować w sobie piękne intelektualne nałogi w momencie, gdy mamy w kraju rewolucję bolszewicką 🙂 Po zakończeniu lektury może się okazać, że żyjecie w innym kraju niż kiedy ją zaczynaliście.

  4. AlGebroid

    “Fooled by Randomness” pokazało się w 2001, w 2002 pojawiła się w naszej bibliotece i wtedy wywołała sporo dyskusji. Krytykowanie jej w 2016 to trochę jakby teraz zarzucić “De revolutionibus orbium coelestium” że w zasadzie nic nowego, a tu jeszcze po łacinie.

    No, może trochę przegiąłem:)

    Zgoda, Taleb bywa irytujący, ale to jeszcze nic, spróbujcie czytać “Lecturing Birds on Flying: Can Mathematical Theories Destroy the Financial Markets?” (Pablo Triana, Nassim Nicholas Taleb).

    W wielu miejscach z Talebem się nie zgadzam, ale (to tak samo jak z Korwinem) czytam bo daje do myślenia. A irytujący styl – cóż, trzeba wziąć na to poprawkę, jak poprawka na dryf gdy się żegluje…

    1. GZalewski

      ale ja do Fooled nic nie mam, choć przyznam, że boję się do niej zajrzeć teraz 🙂
      Żartuję. Od czasu do czasu zdarzało mi się sięgać i jest wciąż ok.
      Czy wywołała dyskusje…
      W Polsce? Jakoś nie mam pewności.

  5. pit65

    @AlGebroid

    “Krytykowanie jej w 2016 to trochę jakby teraz zarzucić „De revolutionibus orbium coelestium” ”

    Lepiej! Krytykowanie jej to jakby twierdzić , że dalej świat /w tym rynek/ daje się zawęzić do naukowo-noblistecznego świata rozkładu Gaussa bo tak twierdzą dzisiejsi guru nauki czyli innymi słowy dalej słońce lata wokół ziemskich guru bo tak im jakoś raźniej z aureolą nad głową i mogą spijać dzieki temu ambrozję nieśmiertelności 🙂

    Styl – a jaki miał być by zmusić głowy establishmentu i ich wyedukowanych klakierów do zwrócenia uwagi na te odrzucone zjawiska nieistotne statystycznie.Pryszcz.

    Trza pamiętać, że książka powstała po bankructwie LTCM. Szyli flagowym produkcie “nauki” z wysokim Sharpem i niską zmiennością czyli paradygmatami (consistent) zarabiania w modelowanym świecie wg. Gaussa.
    I tu pokazał się taki jeden co pokazuje “gest Kozakiewicza” trybunie mędrców .JAsne, że nie wszystkim się to podoba nawet po latach , ale skoro nie da się zaprzeczyć to można krytykować styl wszak to dozwolone.

    1. GZalewski

      tylko.. robiąc to w takim stylu, nieco stawia się sam na obrzeżach dyskusji.
      I żebyśmy się zrozumieli, ja się zgadzam z wieloma jego tezami. Ale to, w jaki sposób naciąga rzeczywistość bardzo mi nie pasuje

      1. pit65

        NIe bierz tak do siebie 🙂

        To ,że się stawia na obrzeżach to jego nie nasz problem.

        TAka wybrał “formę impetu” by “wydrążyć” z urzędu pomijany gruby ogon w gaussowskich umysłach i zdaje się ,że mu się to udało.
        Trudno oczekiwać , że w kolejnych książkach będzie podobnie bo to zaprzecza “rzadkości” o której prawi, natomiast styl pozostaje i jest zgrzyt 🙂
        Po takich nieuczesanych “Challenger-ach” przychodzi ktoś gładki w odbiorze , który nada temu bardziej strawną formę może Nobla dostanie i znów świat powróci do statycznej formy gaussowskiej do następnego rzadkiego zjawiska nadającego mu dynamikę.

        Myślę też ,że forma książki i wiele metafor, którymi stara się upiekszyć dość nudny i trudny temat “niepewności” dla zwykłego czytelnika.
        Dla jednego to przeszkoda /naciaganie, nadmiar/ dla innego pomoc do rozumienia sedna przekazu, zależy gdzie ziarno trafi.

        1. GZalewski

          Nie, ja nie traktuję tego osobiście. Dziwię się, że sie właściwie porozmieniał na drobne. A jak ktoś dostanie Nobla, to chyba Talebowi dobrze to nie zrobi. Jeśli chodzi o jego ego i samopoczucie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *