Czego hazard może nauczyć.

Po dwóch niedawnych wpisach Grzegorza na temat hazardowych grzechów, doszedłem do wniosku, że stanowić one mogą świetny wstęp do kilku tematów, których na naszych blogach jeszcze nie było.

Postanowiłem więc dopisać do tekstów Grzegorza ciąg dalszy. Myślę, że cały wrzesień może zlecieć na prezentacji tych wątków i obiecuję, że ekscytujących momentów będzie wystarczająca ilość do wszczęcia gorących dyskusji.

Hazard i giełda w wielu miejscach się zazębiają, popełniliśmy na ten temat już wiele wpisów w historii, ale regularnie uczulamy by oba działania od siebie wyraźnie oddzielać i szczególnie nie wprowadzać hazardowych rozwiązań do inwestowania czy tradingu. Chciałbym jednakże pokazać tym razem jak wiele pożytecznych wniosków możemy z hazardu wyprowadzić, jak nauczyć się radzić sobie z negatywnymi przejawami traktowania giełdy w hazardowym stylu, a także przybliżę strategie tradingowe, które w prostej drodze znajdują swoje źródła w … kasynie.

Zagłębmy się więc w tę krainę leżącą na granicy dwóch światów.

Zacznijmy od historii dziennikarza, który miał odwagę wyjawić światu swoje uzależnienie od gry w obstawianie zakładów sportowych, swój upadek spowodowany ciągiem przegranych, finansowe i życiowe kłopoty powstałe w ten sposób, a potem ciernistą drogę wychodzenia z tego nałogu. Wpis Grzegorza można znaleźć -> tutaj, wyznania samego dziennikarza w jego blogu na -> tej i tej stronie.

W tym wypadku wszystko skończyło się dobrze, a szczęśliwy finał nieco łagodzi całość dramaturgii trwającego latami nałogu. Prawdopodobnie publiczne wyznanie winy jest również częścią procesu wychodzenia z tego dołka. I w rezultacie wzbudza więcej sympatii oraz wsparcia niż potępienia i tak modnego ostatnio hejtu. Oczywiście krótka forma jest zbyt ciasna by oddać pełen obraz zniszczenia, upodlenia, ogromnej huśtawki emocjonalnej i psychicznych zakrętów. Niemniej jednak scenariusz jest zawsze ten sam i niejedna książka czy film opisały już podobny proces w przypadku alkoholików czy narkomanów, więc myślę, że większość Czytelników zdaje sobie dobrze sprawę z niszczącej siły uzależnienia. Choć być może nie każdy będzie miał w życiu tyle szczęścia, by w podobny wir nie wpaść. Na tych stronach interesuje nas zasadniczo jak ominąć ten właśnie zakręt na giełdzie.

Pokuszę się na początek o kilka słów komentarza w kwestii, która w zwierzeniach dziennikarza nie pada.

Otóż brakuje tam pewnej głębszej refleksji o naturze samego hazardu, jakim są zakłady sportowe. To byłoby znakomite słowo przestrogi, wcale nie mniej cenne niż wszelkie inne podpowiedzi i ostrzeżenia, które tam padły. Ale po części znajduję dla tego braku pewne usprawiedliwienie – pomimo tak wielkiej szczerości pan Cielemięcki jako spec od sportu nie mógł sponiewierać zawodu, który uprawia, ani narazić na szwank poczucia siły, płynącego z ochrony własnej wartości jako dziennikarza. Wpadłby bowiem w inne koleiny. Mam nadzieję jednak, że zrozumiał, choć nie wyjawił, różnicę między sportem a hazardem na nim opartym. Spójrzmy przez chwilę na tę kwestię i odnajdźmy analogię w inwestowaniu czy spekulacji.

Proszę zwrócić uwagę na następujący dysonans:

Facet, który wie o sporcie znacznie więcej niż przeciętny kibic, który zawodowo ma czas zgłębiać go we wszelkich wymiarach, który zna go również od kuchni z racji pełnionego stanowiska, który pewnie świetnie ten świat rozumie, i który posiada dostęp do informacji nie zawsze ogłaszanych światu, nagle próbując postawić na tę wiedzę pieniądze, przegrywa z tragicznym kretesem! Dlaczego? Z kilku powodów, ale tym razem interesują nas przede wszystkim dwa:

1.  W  świecie, w którym znaczną rolę odgrywa losowość, traf, czysty przypadek, nie sposób prognozować trafnie wyniki zdarzeń, nawet przy użyciu perfekcyjnej wiedzy. Zakłady sportowe powstały dla tych, którzy chcą sprawdzić swoją wiedzę, a w takim razie wszelkiej maści fani i eksperci wpadają w pułapkę nadmiernej pewności siebie i złudnej wiedzy. Wprawdzie „sport betting” w zakresie czystej losowości stoi znacznie wyżej od ruletki czy lotto, ale nadal pierwiastek losowy odgrywa znaczną rolę, której znaczenie zależy od rodzaju sportu. A i przyjmujący zakłady potrafią się przed tym w miarę dobrze zabezpieczyć.

2. Znakomita znajomość sportu nie oznacza od razu dobrej wiedzy o tym, jak własną przewagę w zakładach sportowych dla zysku osiągnąć, jak zarządzać kapitałem (w przypadku Cielemięckiego wyglądało to w jego opisach tragicznie), jak omijać ryzyka. Dziennikarzem sportowym nie zostaje się dlatego, że potrafi się dobrze typować, ale z powodu umiejętności wydobycia piękna sportu i zdarzeń niedostępnych reszcie kibiców. Pomieszanie tych dwóch ról niemal na pewno zakończy się tragedią.

Jak przekładać to na giełdę? Bo przełożenie bardzo mocne istnieje.

Otóż doskonała znajomość rynków, spółek, danych makro, ekonomii, mechanizmów za tym wszystkim stojących i wzajemnych interakcji, nie gwarantuje w żadnym razie sukcesu, szczególnie w tradingu. Do tego potrzeba jeszcze wiedzy i doświadczenia na temat zdobywania dzięki temu własnej przewagi, a także, lub może przede wszystkim – umiejętności zarządzania ryzykiem, które w tej grze się ujawnia. Po wtóre: zaangażowana w giełdowe zdarzenia losowość, a także dużo większa niż w sporcie niestacjonarność procesów, znacznie utrudnia prognozowanie i przewidywanie ruchów cen. W tym układzie bycie znakomitym analitykiem nie oznacza wcale bycie jednocześnie znakomitym traderem czy inwestorem.

To ważne, by zdać sobie dobrze sprawę z tej rozłączności w umiejętnościach między ekspertami do sportu czy giełdy a graczami. Mam nadzieję, że pan Cielemięcki tę lekcję odrobił.

CDN

—kat–

[Głosów:20    Średnia:4.2/5]

1 Komentarz

  1. AlGebroid

    Jim Paul i Brendan Moynihan (What I Learned Losing a Million Dollars)
    rzucają taką złotą myśl nieznanego autora:

    “Most people who think they are investing are speculating. And
    most people who think they are speculating are gambling.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *