Gra się na giełdzie i na planszach

„Gra to się na skrzypcach, albo w warcaby, a nie na giełdzie”. Ten tekst słyszałem już wiele razy. W różnych wariantach. Z ust osób związanych z rynkiem i często zajmujących ważne stanowiska i z ust amatorów, którzy działają na rynku giełdowym. Zwrot „gra na giełdzie” działa na niektórych wyjątkowo źle, na tyle, że starają się bronić najmocniejszą bronią, czyli zwrotem „ja inwestuję”.

Gorsze od grania, jest chyba tylko spekulowanie (i przyznawanie się do tego z pełną świadomością).

Warcaby, szachy, brydż, poker – to wszystko są gry, o których przeciętny dorosły coś tam wie. Być może nawet w nie grywał lub nadal grywa. A co z grami planszowymi? Tu sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Osoby nie siedzące zbyt głęboko w temacie, pewnie wspomną coś o „Monopoly”, „Scrabble”, „Chińczyku” i może jakichś nudnych grach dziecięcych, w których rzuca się kostką, zmierza do mety i od czasu do czasu wpada na pola w rodzaju „czekasz jedną kolejkę”.

Wydaje się, że kultura grania w różnego rodzaju gry (umownie nazwijmy je planszowymi) dopiero u nas zaczyna rozkwitać. Gdzieś tam bywały grupki ludzi grywających w Magic The Gathering (to karcianka), świat Warhammera (albo figurkowa, albo tzw. „role-playing”, czyli odgrywanie scenariuszy), ale to była nisza.

Coraz częściej jednak napotykam osoby, które znają różne tytuły w rodzaju „Dixit”, „Superfarmer” (opisywany kiedyś przeze mnie https://blogi.bossa.pl/2014/01/24/11973/ ), czy tzw. gry imprezowe. Zwykle są to gry imprezowe. Szybkie 30 minutowe, w których jest trochę śmiechu i zabawy.

Istnieje jednak świat gier, które wchłaniają na wiele godzin.

Z moich młodych lat pamiętam grę „Bitwa na polach Rohanu”, w którą z przyjacielem grywaliśmy całymi godzinami, błagając żeby nikt nie zrobił przeciągu. Żetony były kartonowe i było ich całe mnóstwo, jeden niespokojny wiatr mógł zamordować 3 godzinną rozgrywkę.

Później w wieku dorosłym grywałem z (dorastającym wówczas) synem w Magic The Gathering, Warhammer FB i mniej lub bardziej proste gry. Starszy syn dorósł i zaczął grywać i przynosić do domu znacznie bardziej skomplikowane „planszówki”. Frustrujące było to, że z braku czasu nie miałem siły się już przebijać przez wielostronicowe instrukcje. Ten jednak męczył mnie, żebyśmy zagrali kiedyś. I tak wróciłem do świata gier planszowych. Już nie tylko z nim (i w prostsze gry z młodszym synem), ale zacząłem namawiać znajomych. Jak się okazało, niektórzy ten świat znali i też z braku czasu (cóż za wspaniała wymówka) wspominali tylko te momenty.

System sygnalizacji: zielony kolor wskazywał, że z siecią jest wszystko w porządku. Żółty oznaczał zakłócenia. Czerwony – całkowity blackout. Dzięki europejskiemu systemowi ostrzegawczemu każdy operator w każdej chwili wiedział, jeśli gdziekolwiek w sieci groziło niebezpieczeństwo kryzysu. W czasach całkowitej globalizacji, również sektora energetycznego, była to bezwarunkowa konieczność.”

Znaleźliśmy więc pretekst do regularnych spotkań. Spotkań, w czasie których nie ma odpoczynku od myślenia. Gry, w które gramy angażują umysł. Bardzo angażują. Dotychczas niekwestionowanym zwycięzcą pozostaje „Wysokie Napięcie” (ang. Power Grid). Gra wybrana przez dziennikarza magazynu Futures Magazine w 2013 jako najlepsza gra dla traderów. Na branżowym portalu poświęconym grom (boardgamegeek.com) zajmuje 11 miejsce, a wśród gier strategicznych 10.

Nie będę opisywał tu zasad, które są bardzo proste jeśli się zna kogoś kto ją zna. Wystarczy jedna runda, żeby każdy „załapał” o co chodzi. Początkowy dystans i niedowierzanie przeradza się najczęściej w skupienie i obmyślenie działania. Nie ma tu rzucania kostkami i losowości. Jest rynek, planowanie, próba przewidzenia tego, co zrobią przeciwnicy (im większa liczba graczy, tym lepiej) i zarządzanie pieniędzmi. Twórca gry – niezwykle ceniony w środowisku Friedmann Friese – wykreował niesłychany świat, gdzie każde nasze działanie, wcześniej czy później będzie miało ważne konsekwencje. W „Monopoly” często już w trakcie rozgrywki wiadomo, kto jest zwycięzcą i cała reszta się nudzi. Tu odwrotnie – do samego końca, każdy ma szansę doczekać się na błąd przeciwnika i go umiejętnie wykorzystać. Autor rankingu w Futures Magazine zwrócił uwagę, na to, że w gruncie rzeczy najważniejsze w Wysokim Napięciu jest zarządzanie kapitałem. Klasyką jest sytuacja, gdy komuś brakuje dokładnie 1 elektro (to waluta gry) do wykonania jakiegoś misternego planu.

“Od lat zarzuca się tej branży podbijanie cen i oszukiwanie konsumentów. Jednocześnie grupa ta musiała spełniać określone wytyczne polityczne i chyba żadne inne stowarzyszenie nie reprezentowało i nie skupiało tak diametralnie różnych interesów. Gdy duzi operatorzy sieci domagali się wydłużenia okresu eksploatacji elektrowni atomowych, mniejsi, jak przedsiębiorstwa miejskie, widzieli w tym naruszenie konkurencji rynkowej. Kiedy forsowano alternatywne źródła energii, operatorzy często wpadali w kłopoty, byli bowiem prawnie zobowiązani do odbioru mocno zmiennej produkcji energii z coraz większej liczby wiatrowni i systemów solarnych, co z kolei zagrażało stabilności częstotliwości w sieci. Niełatwo było dogodzić wszystkim”.

Czy zmienić technologię i przejść na elektrownie atomowe, czy pozostawić węglową – drogą, ale za to z dostępem do taniego surowca. Ale co się stanie, gdy pozostali gracze też skoncentrują się na węglu. Jego cena może zacząć rosnąć, aż do całkowitego braku. A może spróbować wykupić cały towar i narobić kłopotów komuś, kto nam zagraża?

Popyt i podaż nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością czy przyzwoitością.

Takich rozważań w trakcie 2-3 godzinnej rozgrywki jest całkiem sporo. Już po zakończeniu widać często, że proces myślenia się nie zakończył. Każdy z przegranych zastanawia się, w którym momencie popełnił błąd.

Przed jedną z rozgrywek rozmawialiśmy o zasadach rekrutacji pracowników do domu maklerskiego. Jeden z uczestników tej dyskusji, kilka dni później po raz pierwszy zagrał w „Wysokie Napięcie”. Całą rozgrywkę podsumował stwierdzeniem, że zamiast zwykłego procesu rekrutacyjnego należałoby kandydatów posadzić przy planszy i zobaczyć co robią i jakie podejmują decyzje.

Pamiętam jak przed wielu laty, wspólnie z Michałem Wojciechowskim zastanawialiśmy się nad grą (znalezieniem lub poproszeniem kogoś o stworzenie), która wprowadzała by ludzi w grę na giełdzie. Pokazała podstawowe mechanizmy, zasady działania. Dziś jestem przekonany, że to zły trop. Nie ma sensu konstruować gry, wyjaśniającej mechanikę rynku akcji, jeśli są gry, w których po prostu należy podejmować decyzje i uwzględniać zachowania innych.

„W czasie awarii w 2003 całe Włochy były przez dwadzieścia cztery godziny pozbawione prądu. Pamiętał to każdy mieszkaniec półwyspu.”

Co ciekawe ktoś kto przystępuje po raz pierwszy do rozgrywki, nie jest bez szans z doświadczonym i graczami. Ogromną zaletą jest różnorodność map (w podstawowej wersji USA i Niemcy) różniących się od siebie subtelnościami, które sprawiają, że dotychczasowe strategie należy istotnie zmodyfikować. W Rosji trzeba borykać się z przestarzałymi technologiami, w Korei z ograniczonymi zasobami, a w Japonii z miejscem.

 

Wysokie Napięcie

Wysokie Napięcie

 

Niedawno po raz pierwszy w Wysokie Napięcie, zagrał Radek Chodkowski, z bloga Humanista na giełdzie. Oto relacja nowicjusza – http://humanista-na-gieldzie.blogspot.com/2015/08/power-grid.html

Grą, która również znalazła się w rankingu Futures Magazine, jest gra, o której w ostatnich latach mówi się, że podbiła Amerykę (twórcą, podobnie jak w przypadku Wysokiego Napięcia jest również Niemiec – Klaus Teuber), co więcej zdetronizowała Monopol są „Osadnicy z Catanu”. Całkiem niedawno WallStreet Journal poświęcił jej fenomenowi artykuł, w kontekście rozgrywanych regularnie partii przez drużynę Green Bay Packers – zawodowego zespołu futbolu amerykańskiego, wchodzącego w skład ligi NFL.

Poprosiłem znajomego tradera opcyjnego, o którym wiedziałem, że grywa (i uwielbia) w Catan o kilka słów wrażeń. Zamieszczam ją poniżej

***

Odkąd sięgam pamięcią zawsze grałem w jakieś gry. W szkole podstawowej były to różne gry karciane i fabularne gry planszowe (pamięta ktoś jeszcze Magię i Miecz albo Ryzyko?), oraz gry fabularne potępiane przez księdza na niedzielnym kazaniu („Grasz w RPG? W piekle smażyć się będziesz, się!”), w okresie liceum i studiów brydż (stąd za dwa olbrzymie sukcesy poczytuję
sobie zdanie matury oraz obronienie tytułu magistra). Po studiach zaś gra na giełdzie (gra z większą ilością zasad nieznanych graczowi…) oraz poker. Wraz z rodzącym się boomem na gry planszowe zostałem namówiony przez kolegę do spróbowania Osadników z Catanu i tak w chwili obecnej mogę powiedzieć, że jest to najwspanialsza gra planszowa z jaką dane mi było się zetknąć.

Osadnicy są grą bazującą na trzech podstawowych umiejętnościach: dobrej pamięci, umiejętności liczenia prostych prawdopodobieństw oraz nade wszystko zdolnościach negocjacyjnych wykorzystywanych w handlu surowcami.
To właśnie handel pomiędzy graczami jest czymś wyróżniającym tę grę i czymś co czyni rozgrywkę tak interesującą.

Za pomocą odpowiedniego handlowania można minimalizować dosyć spory w pojedynczej grze pierwiastek szczęścia. W rzeczywistości wyobrażam sobie osadników, w których jeden gracz byłby desygnowany na animatora albo dostarczyciela płynności, który na bieżąco aktualizuje swoje ceny kupna i sprzedaży każdego surowca wraz ze zmieniającymi się warunkami.

Żaden surowiec nie ma stałej w czasie wartości godziwej w stosunku do innych surowców. Umiejętność odpowiedniego aktualizowania fair value każdego surowca w każdej rundzie i eksploatowania różnic między tak ocenioną wartością godziwą a ofertami handlu proponowanymi przez innych graczy ma w Osadnikach olbrzymie znaczenie.

Brydżyści odnajdą w tej grze pole do popisu przy zapamiętywaniu sekwencji wypadających liczb określających wydobywane w danej rundzie surowce i zapamiętywania kart przeciwników, co z kolei da im szansę na domyślenie się jakim surowcem ktoś będzie zainteresowany i ile maksymalnie będzie skłonny za niego zapłacić. Pokerzyści odnajdą w Osadnikach coś dla siebie ze
względu na mieszankę optymalizowania decyzji w warunkach niepewności oraz negocjacji – w handlu wszystkie chwyty są dozwolone. Wszyscy odnajdą w tej grze dobrą zabawę i możliwość podnoszenia własnych umiejętności, czego nie można niestety powiedzieć o większości gier planszowych oferowanych na rynku.

***

Świat gier planszowych zaczyna rosnąć. W 2012 roku The Guardian pisał o powracającym fenomenie i złotej erze. To interesujące, że dzieje się to w świecie smartfonów, tabletów, ekranów różnego rodzaju i byciu on-line. Grupki osób spotykają się w rzeczywistym świecie, żeby przestawiać klocki, płacić wymyślonymi pieniędzmi, zamieniać się w mnadżerów sieci energetycznych, kupców handlujących wełną, albo potentatami nieruchomości.

Właśnie. Jeśli jesteśmy przy nieruchomościach, które w kontekście gier kojarzą się z nudnym i niesłychanie losowym Monopolem. Moje własne odkrycie to gra z niesłychanie długą historią i jak się okazało ogromną rzeszą fanów w Stanach Zjednoczonych. Mowa o The Acquire, która powstała w 1962 roku (twórca: Sid Sackson) i również znalazła się w rankingu Futures Magazine. Niesłychanie prosta z o wiele większą losowością niż Wysokie Napięcie, ale bardzo „branżowa” – mamy akcje sieci hotelowych, które próbujemy kontrolować i doprowadzać do fuzji. Zasady są do wyjaśnienia w 3 zdaniach, a rozgrywka w kilka osób zajmuje 1,5 godziny ostrego myślenia, w rodzaju: „ile akcji konkretnej sieci jest w posiadaniu przeciwników – czy na pewno mam pakiet większościowy”.

ACQUIRE

Gra miała kilka wydań, niektóre z nich na aukcjach można kupić powyżej za ok 150 dolarów, choć nowa kosztuje około 20.

Wróćmy jeszcze na chwilę do energetyki. Tak zaczyna się wstęp do instrukcji kolejnej gry:

W latach 70-tych rządy krajów rozwiniętych stanęły w obliczu niespotykanego w skali tamtych czasów zapotrzebowania na energię. Aby jak najszybciej zaspokoić te potrzeby, wybudowanych zostało wiele zatruwających środowisko elektrowni. Z każdym rokiem stopień produkowanych przez nie zanieczyszczeń zwiększał się i nikt nie robił nic, aby redukować to zjawisko.” Tym razem chodzi o grę CO2, której autorem jest Włoch – Vital Lacerda. Gra całkowicie odmienna od Wysokiego Napięcia. Zasady niby są proste, ale wymagają sporo skupienia. Ale nie to jest największym problemem. W sporej liczbie gier konkurujemy z przeciwnikami. Ma wygrać najlepszy. Istnieje grupa gier kooperacyjnych, gdzie gracze grają przeciwko jakiemuś problemowi. CO2 zdaje się obejmować oba te aspekty. Z jednej strony musimy kooperować, bo jeśli tego nie zrobimy emisja CO2 będzie zbyt duża i przegranymi będą wszyscy (gra się kończy, gdy przekroczony zostanie pewien określony limit dwutlenku węgla). Z drugiej strony musimy projektować i budować nowe elektrownie, z tym, że z uwagi na mechanikę gry ktoś może nam „podebrać” zaplanowany projekt. No i najtrudniejsze, każdy z graczy ma nieco inny cel do osiągnięcia, więc strategie mogą być zupełnie odmienne, a dodatkowo należy zaplanować kilka rund do przodu. To też nie okazuje się proste, bo jeden nieprzewidziany ruch, któregoś z przeciwników, może nam zniszczyć całą koncepcję.

CO2

Gier mniej lub bardziej skomplikowanych jest całe mnóstwo. Na wspomnianym portalu boardgamegeek.com pierwsze miejsce w trzech kategoriach (ogólnej, gier strategicznych i gier wojennych) zajmuje „Zimna Wojna” (Twilight Struggle). Gra dla dwóch graczy, z których każdy wciela się w jedno z dwóch mocarstw zimnowojennych i prowadząc odpowiednią politykę dąży do zwycięstwa. Wystarczy raptem 4 wolne godziny i od nas zależy czy w alternatywnej rzeczywistości zwycięży komunizm, czy nie. Nie znam jej zupełnie, ale na jednym z portali historycznych jej fani zachwyceni są samą instrukcją, która zawiera w sobie mnóstwo informacji na temat okresu 1945-1989. Przeglądając pobieżnie jej recenzje przypomniałem sobie książkę „Wojny walutowe. Nadejście kolejnego globalnego kryzysu” Jamesa Rickardsa (Onepress, 2012). Autor opisuje uczestnictwo w grze wojennej przygotowanej przez Pentagon „w celu określenia potencjalnego przebiegu wojny finansowej i wyciągnięcia wniosków na przyszłość”. W opracowaniu gry wzięli udział traderzy, menadżerowie ryzyka. Istnieje świat, w którym gry służą do edukacji, ćwiczenia taktyki, strategii i nie jest to powodem do zażenowania.

Na zakończenie dopowiem jeszcze o czymś bardzo prostym i losowym. Niemal jak „Chińczyk”. Niemal… Rzucamy kostkami i wspinamy się po linach, żeby wejść na szczyt. Zasady gry „Can’t stop” (nie ma polskiego wydania) zawarte są w jej nazwie. Możesz rzucać kostkami ile chcesz. Nie musisz przestawać. No chyba, że kostki ułożą się nie po twojej myśli. Wtedy tracisz wszystko. Czyż gracze giełdowi nie znają tego uczucia? Jeszcze tylko chwila, jeszcze jeden ruch, jeden słupek….

Can't Stop

Cudownie jest obserwować 8 letnie dzieciaki, które grając w tę prościutką grę zaczynają rozumieć ideę prawdopodobieństwa. Z jednej strony to kuszące wybrać krótszą trasę. Wystarczy tylko 3 razy wyrzucić dwie szóstki, z drugiej trasa najdłuższa wymaga aż trzynastu poprawnych ruchów, ale… ułożenie siódemki z dwóch kostek spośród czterech jest o wiele prostsze. Dziecko, które nagle może rzucać i nie musi oddawać kolejki innym nagle zaczyna rozumieć na czym polega ryzyko. Możesz cały czas grać, ale jeśli nie zatrzymasz się w odpowiednim momencie…

 

 

Cytaty zamieszczone w tekście pochodzą z książki „Blackout. Najczarniejszy scenariusz z możliwych” Marca Elsberga (W.A.B. 2015). Jeśli ktoś jest zainteresowany jak może wyglądać kryzys energetyczny i próby odpowiedzi na pytanie czy Polska jest przygotowana na takie zagrożenie powinien po nią sięgnać. Niestety autor postanowił podzielić się całą swoją wiedzą o technikaliach związanych z współczesną energetyką, co sprawia, że książka bywa nużąca. Oczywiście dla tych, którzy aż tak bardzo nie są zainteresowani takimi szczegółami.

http://www.wsj.com/articles/the-packers-of-catan-green-bays-board-game-obsession-1421346102

http://www.theguardian.com/lifeandstyle/2012/dec/09/board-games-comeback-freeman

http://www.futuresmag.com/2013/10/02/10-great-board-games-traders

http://www.wydawnictwolinia.pl/ksigarnia-internetowa/gry-planszowe

 

[Głosów:68    Średnia:4.4/5]

1 Komentarz

  1. GZalewski

    Taka ciekawostka z CNN
    http://money.cnn.com/video/news/2015/01/15/oil-prices-fall-markets-economy-companies-big-oil-crude-game.cnnmoney/index.html?iid=V_Series

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *