Nie walcz z trendem.

Krótkoterminowe manipulacje rynkiem (przez wielkich) są możliwe. W dłuższym terminie wygrywa trend.

Te zasady opracowane ponad 100 lat temu przez Charlesa Dowa właściwie są niezmienne i dotyczą nie tylko wielkich firm finansowych, ale również banków centralnych, rządów czyli podmiotów, które teoretycznie mogłyby zrobić wszystko, żeby zapobiec niechcianym tendencjom. Spadkom lub wzrostom. Częściej jednak spadkom.

Trystero opisywał już działania (https://blogi.bossa.pl/2015/07/06/to-sie-na-pewno-dobrze-skonczy/), jakie rząd chiński w ostatnich tygodniach wprowadzał, żeby ograniczyć, czy też zmniejszyć skalę spadków. Na chwilę to pomagało. I dalej w dół.

 

“Tak jak wiele innych instytucji w Japonii, zarówno wówczas, jak i teraz Ministerstwo Finansów, było szczególnie zainteresowane poziomem cen akcji. Rynek byka z lat 1988-1989 był rogiem obfitości dla każdego – firmy brokerskie [należące przede wszystkim do Japończyków] zrealizowały zyski, ich klienci otrzymali zyski kapitałowe, korporacje otrzymały kapitał po niskich cenach, banki zgromadziły ukryte rezerwy, a politycy też dostali swoją działkę. MF bał się, że wprowadzenie kontraktów futures  mogą zachwiać tą uniwersalną maszyną bogactwa podważając silne w Japonii tabu przeciw sprzedawaniu akcji – nie chodziło tutaj o krótką sprzedaż, chodziło o każdą sprzedaż.

[…]

Obserwując jak mężnie lecz daremnie MF próbuje usilnie chronić swój kartel przychodzi mi na myśl film […] “Kobieta na wydmach”. Film opowiada o kobiecie i mężczyźnie uwięzionych w jaskini pod wydmą. Muszą spędzać cały dzień na odgarnianiu piasku, który wsypywał się do ich jaskini przez noc. W końcu mężczyzna zdaje sobie sprawę z bezsensowności ich pracy, jednak uważa, że dalsze borykanie się z tą beznadziejną sytuacją jest jego obowiązkiem i przeznaczeniem.”

 

Ten referat wygłosił Merton MIller w 1992 (stanowi on jeden z rozdziałów książki “Merton MIller o instrumentach pochodnych”, KE Liber, 1999) i pokazuje pewną urzędniczą mentalność (możemy nawet zastanowić, się na ile znaczenie ma tu również kultura Azji). Przekonanie, że ma się wpływ na rynki, bo przez lata regulacje działały w innych obszarach gospodarki, czy nawet życia. Nagle jednak dopuszczenie do powstania giełdy, powoduje, że jak pisze Miller “należało rozwiać złudzenia co do swojej siły i możliwości kontrolowania zysków i cen”.

 

Historia japońskich zmagań  z rynkiem giełdowym w latach 90 przypomina te chńskie. Z tym, że oczywiście ktoś (zwłaszcza władze chińskie) może uznać, że “w Chinach jest jednak inaczej” – wszak udało się połączyć kapitalizm z socjalizmem, rynek jest o wiele większy, więc może i da się stworzyć giełdę, na której ceny tylko rosną. A jeśli nawet spadają to tracą nie Chińczycy, tylko co najwyżej ta przebrzydła spekulacyjna zagranica.

Historia pokazuje, że jeśli ma spadać, to spadać będzie. A wszelkie próby stłumienia, zaowocują mniejszym lub większym krachem.

 

Na marginesie, czytając różne historie o tym, jak rządy różnych krajów (w tym Zachodnich) wspierają i uwielbiają rosnące rynki akcji, widząc jak przekłada się to na zadowolenie niemal wszystkich, odnoszę wrażenie, że na naszym rynku jest niemal odwrotnie. Wzrosty nie dość, że klasy politycznej nie obchodzą, to jeszcze wyczynia się różne harce, które w rezultacie dołują kursy.

[Głosów:28    Średnia:4.3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *