To musiało wyglądać jak hossa w swoim kulminacyjnym momencie. Początkowo do stołu podchodzili wyłącznie nieliczni zainteresowani. W miarę upływu czasu liczba chętnych do obserwowania rosła, prawdopodobnie wśród tłumnie obserwujących zdarzali się tacy, którzy zaczęli stawiać, mimo, że normalnie grali w inny rodzaj gier.
Dokładnie 102 lata temu, 18 sierpnia 1913 W Le Grande Casino w Monte Carlo miało miejsce zdarzenie przy kole do ruletki, które prawdopodobnie zelektryzowało zdecydowaną większość obecnych w tym kasynie. Zarówno z personelu, kierownictwa, jak i oczywiście klientów. Nie wiem ile czasu mogło to trwać – godzinę, półtorej ale prawdopodobnie atmosfera była gorąca. Mnóstwo osób mogło wtedy śnić swój sen o bogactwie, które jest dostępne na wyciągnięcie ręki. Przecież to takie łatwe.
Wypadło czarne, kolejny obrót i znów czarne, następny, czarne, czarne, czarne….
Ponieważ ludzka natura w pewnych momentach jest niezmienna, pozwolę sobie zacytować fragment metody na niemal pewną wygraną z jednego ze współczesnych for:
„Najważniejsze jest jednak to, żeby zacząć obstawiać na kolor przeciwny dopiero wtedy, gdy jeden z kolorów wypadnie 5 razy rzędu. Należy więc cierpliwie zakręcać kołem przy pustym stole (czyli bez obstawiania) i czekać tak długo, aż wypadnie np. kolor czerwony pięć razy z rzędu. Gdy ten warunek zostanie spełniony, możesz spokojnie postawić Twój pierwszy zakład jednego euro na kolor czarny. Prawdopodobieństwo wygranej wzrasta do 99,8%!!!”
Kolejny obrót, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czarne, czerwone….
Według różnych źródeł kasyno zarobiło wtedy kilka milionów franków. 26 razy z rzędu wypadło czarne. Pomyślcie sobie o wszystkich tych, którzy stawiali coraz więcej i więcej, bo przecież na pewno już nie wypadnie ten kolor. Pomyślcie sobie o tych wszystkich, którzy myśleli – skoro tyle razy było czarne to teraz na pewno będzie czerwone. Pomyślcie sobie o tych, którzy złamali się na końcu (jak przy rozpędzonej hossie) i w 26 zakręceniu kołem postawili mnóstwo pieniędzy na czarne, bo przecież chyba się coś zepsuło i na 100 procent będzie czarne.
Podobno tamte wydarzenia doprowadziły do nazwania jednego z błędów poznawczych: złudzeniem (paradoksem) hazardzisty lub złudzeniem Monte Carlo, choć to określenie w polskiej literaturze raczej nie występuje. Chodzi o przekonanie, że różnego rodzaju procesy losowe, postrzegamy jako mniej losowe, gdy zauważymy jakiś schemat lub serie wyników. Mimo, że prawdopodobieństwo wyrzucenia szóstki na zwykłej kostce do gry za każdym razem jest takie samo, sporo osób będzie przekonanych, że owa „szóstka” jest znacznie bardziej prawdopodobna, gdy po kilkunastu rzutach się nie pojawi. Wspaniale widać to, gdy gra się w planszowe gry z dziećmi – one są wyjątkowo przekonane, że ta „szóstka” MUSI się pojawić.
Nie wchodząc w trudną do rozstrzygnięcia dyskusję, czy ruchy cen na rynkach są losowe czy też nie, w pewnym stopniu złudzenie hazardzisty pojawia się wśród inwestorów giełdowych. Znana mantra „tym razem jest inaczej” jest jedną z najlepszych ilustracji tego zjawiska. Wystarczy nieco dłuższa hossa na rynku akcji, by w komentarzach, opiniach i analizach zaczęły pojawiać się uzasadnienia, dlaczego tym razem hossa się nie skończy (mój ulubiony z końcówki ostatniego rynku byka: http://www.money.pl/gielda/komentarze/artykul/siedem;powodow;dlaczego;hossa;sie;nie;skonczy,249,0,157689.html *). Tak naprawdę to nie jest pytanie o losowość rynków, tylko o pewną cykliczność zdarzeń, przekonanie o trendach koniunkturalnych. Po każdej hossie nadejdzie bessa, i w czasie każdej bessy będą zdarzały się odbicia korekcyjne, które dadzą złudzenie końca spadków. Jeśli wierzymy, że rynki są cykliczne, a ludzkie emocje podlegają pewnym mechanizmom, będziemy starali się płynąć na fali trendów – choćby najdłuższych i dziwniejszych. Jeśli nie mamy tej świadomości, to będziemy przekonani, że na 100 procent już jutro musi nastąpić korekta, lub inne zdarzenie, którego wyjątkowo mocno pożądamy.
Tak samo będzie jeśli nagle zauważymy kilkanaście wzrostowych (lub spadkowych) sesji z rzędu. Mimo, że właściwie w dużej próbce danych nie będzie to niczym niezwykłym, nasz umysł tę niezwykłość spreparuje odpowiednimi interpretacjami (https://blogi.bossa.pl/2015/03/26/ozyrys-wplywa-na-ceny-kakao/).
*Autor wtedy miał rację hossa (jeszcze) się nie zakończyła. Stało się to dopiero rok później. Jednak moment publikacji tekstu był bardzo ciekawy. Dzień wcześniej miał miejsce na WIG-u lokalny szczyt na poziomie 45,6 tys. punktów, po którym w ciągu miesiąca rynek spadł o 25%.
Czy faktycznie to zdarzenie w Monako miało miejsce, trudno powiedzieć. Źródła prowadzą właściwie do tych samych 2-3 książek, bez żadnych większych konkretów. Najstarszy tekst jaki znalazłem, który o tym zdarzeniu wspomina pochodzi z 1994 (Mark Schilling, Long run predictions, Math Horizons Vol. 1, No. 2 (Spring 1994))


Dodaj komentarz