„Są trzy drogi do ruiny: kobiety, hazard i technikalia. Najprzyjemniejsza jest z kobietami, najszybsza – z hazardem, najpewniejsza z technikaliami.”
Georges Pompidou
Jeszcze chwilę proponuję zostać przy twórczości Laszlo Birinyi’ego z uwagi na kilka interesujących tez, postawionych przez niego we wspomnianej wcześniej książce „The Master Trader”.
Znajduje się tam dział poświęcony logice Analizy technicznej, pozwolę sobie więc na kilka cytowań wraz z uwagami i komentarzami. Mam nadzieję, że da to do myślenia sporej rzeszy analityków technicznych jak i krytykom tego rodzaju podejścia.
Dział ów otwiera mi.in na wstępie przytoczony passus sławnego francuskiego premiera. Próbowałem pogrzebać w źródłach by znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego Pomidou tak nie lubił technicznego podejścia, niestety nie dokopałem się kompletnie żadnej innej wzmianki na temat jego inwestycji poza powyższą. Nawet nie jestem pewien, że słowo „technicians” użyte w amerykańskim oryginale rzeczywiście dotyczy narzędzi Analizy technicznej, dlatego użyłem w tłumaczeniu niedookreślonego wyrażenia „technikalia”. Skoro jednak Birinyi uznał, że kontekst jest właśnie taki, to cóż, tylko współczuć Pompidou, bo po prostu robił to źle 😉
A chwilę wcześniej widnieje zacytowana myśl jeszcze jednej sławy – samego Warrena Buffetta, który tak się oto wypowiada:
„Zdałem sobie sprawę, że Analiza techniczna nie działa kiedy odwróciłem wykresy do góry nogami i nie uzyskałem innej odpowiedzi”.
Well, Mister Buffett, to zupełnie tak jak ja gdy kręcę wycenami w różne strony i nijak nie wychodzi mi ta prawidłowa:-)
Ale do rzeczy. Wewnątrz działu znajdziemy prognozy z przeszłości znanych w USA analityków technicznych. Pojawiały się one na czołowych stronach branżowych gazet, a ich wspólną cechą było to, że w oparciu o analizę wykresów autorzy stawiali nadzwyczaj nietrafne prognozy dalszego ruchu indeksów akcyjnych. Zwykle przewidywano katastrofy i spadki, a Birinyi dorysował wykresy z perspektywy czasu, na których ciąg dalszy wyglądał oczywiście wręcz przeciwnie do zapowiedzi analityków. Celem miała być ni mniej, ni więcej krytyka takiego podejścia do przewidywania ruchów cen.
Z całym szacunkiem dla Laszlo Birinyi’ego, nie mogę się jednak powstrzymać aby nie dodać, że to mała hipokryzja. Swego czasu przeszukałem jego własne prognozy stawiane w mediach meanstreamowych i również jemu zdarzały wpadki. Jak choćby wskazanie nie tak dawno poziomu docelowego na nieco ponad 2800 dla indeksu S&P 500. Ale ten temat mamy z głowy po pierwszym wpisie w tym małym cyklu i szkoda czasu na roztrząsanie marketingowych zagrań, bo do tego w największym stopniu sprowadza się cały infotainment z prognozami ruchów cen akcji w mediach. Choć może słuszniejszym mianem tego zjawiska byłoby: investainment.
Krytyka zawarta w książce nie jest jednak, jak się domyślam, kwestią samego prognozowania, ale użycia do niego właśnie Analizy technicznej, co autor książki próbuje na podstawie przytaczanych przykładów udokumentować.
Otóż moim zdaniem nie ma znaczenia jakiego rodzaju narzędzi zechcą używać w publicznych prognozach dowolnego rodzaju analitycy by się skompromitować. Jak dotąd nie dowiedziono by którakolwiek analiza decyzyjna pozwalała na trafne typowanie przyszłych ruchów cen. Wszystkie są zawodne w różnym stopniu i czasie.
Po wtóre – wybranie kilku przykładów z tysięcy czy milionów ani nie dowodzi (nie)skuteczności samego podejścia, ani nie wskazuje jego relatywnej wartości wobec dowolnej innej metody.
Pokazanie palcem akurat na A.T. jako zawodnego narzędzia prognostycznego ma jednak dość istotne podstawy, tyle że nie wymienione w książce (wcale nie najgorszej poza tym). Co akurat dla nikogo z Czytelników może nie mieć jakiegokolwiek znaczenia. Ale ponieważ uważam sprawę za istotną, dlatego włączam ów problem do niniejszych rozważań i podsunę 3 zasadnicze argumenty za tym, by nie dać się ponieść pokusie opierania decyzji na A.T. w roli „narzędzia przepowiadania”:
(1)
Analiza techniczna ze swojego założenia ma za zadanie REAGOWAĆ na zmiany cen i ich pochodnych, a nie je UPRZEDZAĆ. Powtarzalność układów cenowych i ich następstw ma swoje określone prawdopodobieństwo. Inwestorzy często jednak traktują je na poziomie 100%, co nieuświadomione rodzi frustracje. Jeżeli wybicie w dół po np. formacji typu XYZ następuje w 60% przypadków, to w poprawnej formie myślenia i mówienia powinno znaleźć się zaznaczenie tego faktu we wniosku na temat danego ruchu cenowego. Stawianie więc rzetelnej prognozy, jeśli już, powinno mieć formę typu:
„Oceniam szansę dalszego ruchu spadkowego na ok. 60%, a dojścia do poziomu X USD na około 45%.”
(2)
Prognoza może być nieaktualna już dzień po jej postawieniu, zazwyczaj ze względu na wydarzenia rynkowe. Myślenie na temat A.T. w kategoriach prognostycznych jest więc częstokroć jałowym zadaniem. To, co wymaga największego skupienia i pracy to oczywiście zarządzanie ryzykiem. Którego w żadnej mierze nie zawiera zdecydowana większość publicznych prognoz. Prognozowanie zwykle nie idze w parze z zarabianiem.
(3)
Przywiązanie do prognozy, szczególnie tej zrobionej publicznie, generuje psychologiczne błędy poznawcze i emocjonalne. Typu: chęć posiadania racji za wszelką cenę, cierpienia ego, unikanie ryzyka, selektywne podejście do informacji czy po prostu karuzelę emocji, która w warunkach nie stawiania prognoz nie wystąpiłaby w takim natężeniu.
Jednym słowem – jeśli używać A.T. do prognoz, to tylko dla rozrywki albo… marketingu.
CDN
—kat—


Intrygujące podejście 🙂 Horyzont inwestycyjny nieskończoność. Uczysz spadkobierców takiego podejścia? Szczególnie ta baznamiętność może być trudna do opanowania. Szczególnie, jak…