Jak oswoić straty, część 6

Potencjalne straty można zmniejszyć przez nieco bardziej urozmaicone zarządzanie samym procesem wejścia na pozycję.

 

Lekcja 7: Skalowanie wielkości pozycji

Określenie „skalowanie” oznacza w inwestowaniu po prostu dokonywanie budowy planowanej pozycji na raty. W przypadku otwierania pozycji określa to dokładniej angielski termin „scaling-in”, czyli dodawanie kolejnych porcji do początkowej pozycji zanim osiągniemy całą zakładaną jej wielkość. Po co to robić? Głównie po to aby nie wpaść całym pędem finansowym na fałszywy sygnał wejścia na rynek, zmniejszyć jego wpływ na wyniki, jeśli bowiem nie ma kontynuacji ruchu to pozycja w całości nie zostanie zbudowana, nie nastąpi dokładanie kolejnych rat, a strata wobec tego okaże się niższa.

I tak np. jeśli chcemy kupić w sumie 300 akcji spółki XYZ to możemy zrobić to np. w 3 ratach, po 100 sztuk w każdej. Pierwsze 100 kupujemy jak tylko zostaje osiągnięty nasz zakładany poziom wejścia na rynek, np. 60 PLN. Kolejne 2 raty można dodawać na 2 różne sposoby jak w przykładach poniżej:

1/ Kiedy rynek mknie w górę powyżej poziomu otwarcia pozycji, dokładamy 2 x 100 sztuk kolejno np. po kursie 62 i 64 PLN

2/ Kiedy rynek spada poniżej tego poziomu, ale jeszcze nie dotyka stop-lossa broniącego przed dalszymi stratami, dokładamy 2 x 100 sztuk kolejno np. po kursie 58 PLN i 56 PLN (stop-loss na 54 PLN).

Te kolejne poziomy mogą być modyfikowane według potrzeb i wrażliwości. Można je oprzeć na aktualnej zmienności rynku, np. dodawać lub odejmować kolejne porcje co 1/2 aktualnego ATR lub odchylenia standardowego.

Co nieco temat opisywałem już w historii, więc aby nie powtarzać posłużę się linkami do tych materiałów:

https://blogi.bossa.pl/2014/02/01/usrednianie-pozycji-za-przeciw/

https://blogi.bossa.pl/2014/02/04/usrednianie/

https://blogi.bossa.pl/2014/02/07/usrednianie-za-przeciw-cz-3/

Moim ulubionym sposobem jest zawsze ten pierwszy z wymienionych, czyli skalowanie w kierunku wybicia rynku zgodnego z pozycją, a więc powyżej poziomu pierwszej raty dla długich pozycji (lub poniżej w przypadku gry na spadki – short selling). Nie jest to jednak piramidowanie, te bowiem zakłada dodawanie większej pozycji niż założona, z wykorzystaniem powstałych już zysków, czyli tam gdzie skalowanie się kończy. Używając fachowej terminologii, skalowanie w kierunku zajętej pierwszej pozycji to w angielskiej wersji tzw. „scaling-up”, czyli budowa na raty gdy rynek posuwa się w górę (dla pozycji długiej czyli kupna).

Jakie są zalety tego rodzaju działania w kwestii amortyzowania potencjalnych strat?

Kiedy nie rzucamy od razu całości kapitału w jednym ruchu, a wybicie okazuje się fałszywe i nie ma okazji by zbudować pełnej pozycji (a więc kupiliśmy w powyższym przykładzie tylko 100 akacji zamiast docelowo zakładanych 300 sztuk), wówczas w przypadku odwrotu rynku i uruchomienia stop-lossa tracimy tylko część potencjalnie założonej straty (1/3 w tym wypadku).

Oczywiście potencjalne zyski są wówczas nieco mniejsze ponieważ kupujemy po nieco wyższej cenie średniej, ale myślę, że warto je poświęcić w zamian za pewnego rodzaju ulgę, mniejszy strach i stres oraz rozładowanie napięcia w przypadku potencjalnie grożącej straty. Zdarza się jednak, że pomimo skalowania rynek i tak ucieka w kierunku stop-lossa, ale czyż w normalnej procedurze nie mielibyśmy pełnej pozycji zbudowanej od razu jednym ruchem?

Ja nie wyobrażam sobie dziś tradingu bez skalowania. Daje to przy okazji niewyobrażalne możliwości kreatywnego działania, manewrów, nowej taktyki, mieszania strategii itd.. Przy okazji można się w ten sposób wybronić nieco w płaskim, beztrendowym rynku, gdzie fałszywe wybicia są zmorą. Dopiero gdy trend pokaże swą siłę, skalowanie będzie pełne.  Mamy większą kontrolę nad pozycją a emocje ulegają stonowaniu.

W drugim natomiast przypadku, gdy skalujemy poniżej ceny otwarcia pierwszej raty pozycji (ang. scaling-down), wchodzimy w obszar „uśredniania” pozycji. Jest to jednak pozytywna wersja uśredniania, kiedy trzymamy się planu i respektujemy stop-lossy. Uśrednianie ponadnormatywne (ang. averaging) to zwiększające ryzyko dobudowywanie pozycji za dodatkowe środki, gdy pozycja jest zanurzona w stratach ponieważ stop-loss nie został użyty.

Skalowanie w dół, wolę ten termin dla odróżnienia od typowego „uśredniania”, można robić na 2 sposoby:

A/ Gdy rynek spada coraz niżej dokupujemy jak w przykładzie wyżej po 100 sztuk akcji.

B/ Dokupujemy po 100 sztuk gdy rynek nam spada, ale następują cofnięcia w kierunku naszej pozycji, co można uznać za jakiś zwiastun odwrotu od spadków; być może istnieje większa szansa, że rynek rzeczywiście podąży w naszym kierunku.

Co daje nam skalowanie poniżej poziomu pierwszej raty pozycji? Ano głównie to, że nawet jeśli zbudujemy całą pozycję, to jej wartość średnia będzie mniejsza niż gdybyśmy od razu rzucili całość pieniędzy na pierwszym poziomie. W rezultacie strata przy wejściu na stop-loss będzie niższa. Pozostałe zalety wymieniłem już wyżej. Mamy pewną psychologiczną przewagę, co dodaje mocy mentalnej i redukuje nieco złe emocje.

W praktyce trudno skalować w dół, ponieważ nie zawsze wiemy czy rynek rzeczywiście się cofnie. Wymaga to większej wprawy i pomysłów. Można oczywiście nastawić się na skalowanie hybrydowe czyli łączące w jedno skalowanie w górę i w dół, ale moim zdaniem skalowanie w górę jest prostsze i ma więcej zalet.

CDN

—kat—

[Głosów:16    Średnia:4.5/5]

1 Komentarz

  1. Marcin

    Panie Tomaszu, czy możliwy jest kontakt mailowy z Panem? Nie mogę nigdzie odszukać adresu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *