Przegląd stop-lossów cz.7

Jeszcze jedno bardzo popularne narzędzie techniczne do wyznaczania poziomu straty – linie trendu.

 

To w zasadzie esencja wykresów, często podstawowy lub wręcz jedyny mechanizm okiełznujący szeregi cenowe w publicznych analizach. Czy nadaje się jako stop-loss? Sprawdźmy.

Święta zasada kreślenia linii trendu mówi, że gdy kursy spadają to łączymy wierzchołki kolejnych fal cenowych dla wyznaczenia trendu (bessa), gdy rosną – łączymy dołki (hossa). Linią równoległą do osi poziomej spinamy natomiast okresy konsolidacji (brak trendu). W praktyce wyznacza się najczęściej całe kanały, czyli 2 równoległe linie ograniczające trend od góry i dołu, stanowiące teoretyczne granice oddzielające od siebie naprzemiennie trendy spadkowe i wzrostowe.

To jednak jedno z tych narzędzi, które na swój użytek nazywam quasi-obiektywnym. Co znaczy mniej więcej tyle, że choć zasada budowy jest w 100% obiektywnie skonstruowana, to w praktyce każdemu na wykresie wychodzi co innego. A do tego wystarczy jeden milimetr przesunięcia u podstawy linii trendu by nastąpiły spore odchylenia w końcówce owej linii, natomiast selektywnie wybierane wierzchołki i dołki generują różne kąty nachylenia, a co za tym idzie – różne miejsca przejścia z fazy hossy do bessy czy odwrotnie.

To jednak nie ma aż tak istotnego znaczenia w przypadku pojedynczego inwestora, dla którego liczą się jego własne linie i sygnały przez nie generowane. Jeśli kupuje on np. akcje i kurs wybija się w dół, poniżej linii trendu łączącej dołki – czas zwijać się z rynku. Logicznie i wizualnie uzasadnione i wykonane narzędzie. W praktyce jednak należałoby się ustrzec za jego pomocą przynajmniej 2 niżej opisanych pułapek:

1/ Błąd myślenia wstecznego

Na poniższym wykresie akcji KGHM wykreślam linie trendu wzrostowego, oznaczone kolejnymi numerami 1, 2 i 3. To tzw. „wachlarz”. W zasadzie przebicie każdej z nich oznacza w teorii wyjście z rynku, niezależnie od tego gdzie w tym trendzie pozycja została otwarta (dla przykładu wybrałem jedno miejsce na kupno):

Linie_trendu_KGHM

W miarę przejrzyście i oczywiście wygląda ta sytuacja dziś z perspektywy czasu. Gdybym jednak nie wykreślił owych 3 linii i zapytał gdzie powinna stać linia trendu, która funkcjonuje jako stop-loss, prawdopodobnie większość narysowałaby tylko linię nr. 3. To pewnego rodzaju iluzja,  zupełnie bowiem inaczej widać to w czasie rzeczywistym.

Załóżmy bowiem, że inwestor kupił akcje podczas korekty oznaczonej na wykresie zieloną strzałką, nie widząc przecież jeszcze dalszej części wykresu. Czy postępując zgodnie z zasadami linii trendu na pewno sprzedałby dopiero po przebiciu (blisko szczytu) linii numer 3? Otóż gdyby trzymał się zasad, prawdopodobnie zostałby zmuszony do zamknięcia pozycji stop-losem na linii nr. 1. Ewentualnie na linii nr. 2 z zyskiem. Nie wiemy tego jednak na pewno. Ale z całą pewnością generujemy w sobie iluzje tego, że najbardziej korzystna z perspektywy czasu linia trendu (tu nr. 3) byłaby naszym punktem wyjścia z rynku.

2/ Znikające wsparcie

Teraz dla odmiany proszę sobie wyobrazić, że kupujemy akcje w trendzie spadkowym, co przecież nie jest niczym nadzwyczajnym, dla wielu wręcz oczywistym. Ponownie na wykresie KGHM poniżej pokazuję taki przykładowy poziom kupna tych akcji podczas kolejnej obniżki cenowej (na poziomie poprzedniego dołka):

 Linie_trendu_KGHM3

Gdyby teraz chcieć bronić strat za pomocą linii trendu, to gdzie ją sensownie ustawić? Długoterminowe linie, które próbowałem wyrysować licząc od pierwszego dołka po szczycie, mają zasadniczą wadę: nie dają wsparcia ani punktu zaczepienia do obrony ponieważ osuwają się, zupełnie logicznie, wraz z kursem coraz niżej. Żeby znaleźć w tym układzie jakiś podkład dla stopa, należałoby sporo się nagimnastykować, poszukać jakichś mniej istotnych punktów zaczepienia żeby usilnie jakoś linię tam poprowadzić. Tyle, że wówczas wyglądałoby to tak jak strzelanie do pustej deski, na której dopiero potem domalowujemy tarczę i udajemy mistrzów celnego strzelania. Dużo pewniejszym i bardziej użytkowym rozwiązaniem są w tej sytuacji poziomie linie wsparcia i oporów prowadzone po ekstremach, które dopiero co opisywałem na blogu w charakterze „Swing high-low stops”. W przypadku pokazanym na wykresie nie byłoby jednak nawet dla nich oparcia, ale w takiej sytuacji sięga się po szczyty i dołki z poprzedniej hossy/bessy i przedłuża się je do obecnej. Alternatywnie można wybrać stop procentowy lub wartościowy.

A dobranie jak najmniej zawodnego narzędzia jako fundament stop-lossa ma istotne znaczenie przynajmniej w jednym aspekcie: mentalnym. Stop-lossy oparte bowiem na niedopracowanych mechanizmach nigdy nie zasłużą na nasze zaufanie, a co za tym idzie, zamykanie strat za ich pomocą stanie się bardzo niedoskonałym procesem, który przyniesie nam więcej frustracji niż pożytku. Poprawnie dobrane stop-lossy to nie tylko kwestia wielokrotnego “przymierzania się” do różnych propozycji, ale również czasowe i intensywne ich użytkowanie.

W kolejnym wpisie stopy oparte na innych technologiach niż sam wykres.

—kat—

[Głosów:12    Średnia:4.3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *