Sekrety stop-lossa, część 2

Niełatwe problemy z akceptacją strat – to ciąg dalszy tematu, rozpoczętego w poprzednim wpisie.

 

Identyfikacja przyczyn i objawów owych problemów, w tym tych od strony mentalnej, powinna pomóc nam zrozumieć swoje ograniczenia oraz zmierzyć się z nimi, a w finale zaproponuję przyjrzenie się kilkunastu możliwym podpowiedziom, które ułatwić powinny zarządzanie ryzykiem i emocjami z nim związanymi.

Co ma z tym wspólnego przekorne nieco zadanie, polegające na tym by w żadnym razie nie myśleć o różowym słoniu, w rezultacie którego myśli i tak krążą wokół niego i trudno się od nich uwolnić? Albo nieudane próby przejścia na dietę czy też rzucenia palenia? Otóż wspólnym mianownikiem w tych przypadkach jest coś, co Kahneman w swojej książce „Pułapki myślenia” nazywa „WYCZERPYWANIEM SIĘ EGO” (ang. ego deplation). Eksperymenty dowodzą, że zadania poznawcze, emocjonalne czy również fizyczne, które wymagają samokontroli i samodyscypliny, a więc zaangażowania świadomego systemu myślowego (tzw. System 2), wymagają sporej puli energii umysłowej, która ciągle się zużywa i prowadzi często do utraty motywacji. Nierzadko nawet mówimy, że myślenie zaczyna nas boleć. Jeśli zadanie trwa długo lub towarzyszą mu inne działania wymagające zaangażowania logiki i samokontroli, tracimy po pewnym czasie ową energię, odpuszczamy, folgujemy sobie, spada nasza wydolność. W pewnej mierze odpowiedzialna jest za to glukoza, podstawowe paliwo dla mózgu, który w skrajnych momentach odetnie jej dostawy od innych części ciała by samemu się zasilić. To dlatego przed sporym wysiłkiem umysłowym zaleca się nakarmienie mózgu bogatymi w złożone węglowodany przekąskami czy całymi posiłkami.

Jak opisane wyżej zjawisko przekłada się na decyzje w zakresie strat i naszego ulubionego stop-lossa? Wystarczy przypomnieć sobie momenty gdy cała samodyscyplina idzie w drzazgi. Spójrzmy na takie przykładowe sytuacje. Kiedy pokonamy już awersję do strat, a te pojawiają się przecież wielokrotnie i nieuchronnie, co wymaga naszego świadomego i męczącego umysł zaangażowania w ich zarządzanie, wpaść możemy w różne pętle wyczerpywania się ego, z których przynajmniej dwie wymienię:

1/ Narastająca strata

Jeśli inwestor zakłada, że wszystkie pojawiające się “papierowe” straty przetrzymuje bez ich zamykania, w pewnym momencie jedna z nich może okazać się na tyle długa, doskwierająca i niekończąca, że wola tkwienia w takim dołku staje się zbyt nieznośna, gdyż system nerwowy zużywa wraz energią umysłową wszelkie nadzieje i motywacje. Wówczas spora strata może ulec zrealizowaniu. Osiągnięcie sporej i niezamierzonej wcześniej, realnej straty, staje się tym bardziej prawdopodobne im intensywniej musimy równolegle zmierzyć się z innymi problemami i zadaniami.

2/ Męcząca seria

Zdarza się, że w tradingu pojawia się seria po kolei stratnych transakcji zamkniętych przy użyciu stop-lossa. To ogromnie dołujące, szczególnie w krótkoterminowym podejściu, i stawia pod znakiem zapytania skuteczność metody, umiejętności czy po prostu zostaje połączone z pechem. Kiedy u szczytu tej złości na świat pojawia się kolejna strata, stop-loss może zostać zignorowany. Ego cierpi, w jego miejsce pojawić się może znaczne poczucie utraty własnej wartości, które zresztą często towarzyszy wielu niepowodzeniom.

Na marginesie – wyczerpujące energetycznie mogą być również zyski, szczególnie wówczas, gdy asystuje im spora zmienność. Inwestorzy mając dość sporych, męczących korekt, zamykają pozycję zyskowną zbyt szybko, wbrew pierwotnym założeniom. Podobnie, gdy nadchodzi stagnacja i kurs akcji buksuje w miejscu – satysfakcja z dotychczasowych zysków zaczyna wygasać na rzecz wyczerpywania się cierpliwości, a więc i motywacji.

Nasze ego zostaje poddane torturom również w innej sytuacji – tam gdzie stawką jest racja, szczególnie publicznie wyjawiana. Od dziecka trenujemy przecież własne „ja” do tego by mylić się jak najrzadziej i czerpać z tego siłę i szczęście. Tymczasem przychodząc na rynek nie dość, że musimy podejmować istotne decyzje w hurtowych ilościach, to jeszcze nierzadko nadchodzą momenty straty w transakcji, które ego traktuje jako bolesną pomyłkę i za wszelką cenę próbuje nas przed tego rodzaju stanem obronić. Angażowanie ego w transakcje nie jest więc niestety dobrym pomysłem, trzeba wytrenować organizm do jak najmniej bolesnej akceptacji pomyłek, które są po prostu immanentną częścią tego biznesu. Znany slogan, a przy okazji tytuł książki, ostrzega: “being right or making money ?” (mieć rację czy zarabiać pieniądze ?).

Wszystkim tym  wspominanym wyżej i poprzednio efektom i zjawiskom psychologicznym towarzyszą szczególnie dwie emocje, które bądź to są ich następstwem, bądź nieodłączną częścią:

1/ Żal

Podjęcie decyzji o zamknięciu stratnej pozycji, i świadomie i podświadomie, wydaje się trudne właśnie z powodu doskwierającego uczucia pojawiającego się po fakcie żalu, głównie z tego powodu, że kapitał uległ nieodwracalnemu zmniejszeniu. Ulega ono intensyfikacji gdy chwilę potem rynek się odwraca i rusza z powrotem do miejsca, w którym można było zamknąć transakcję bez straty. Ten żal karmi się wcześniejszymi doświadczeniami, gdy udawało się jakoś ze straty papierowej wyjść.

Bierność i status-quo, czyli niepodejmowanie decyzji o zamknięciu straty i życie nadzieją wydają się wówczas prostszym emocjonalnie rozwiązaniem. Więcej na temat różnych odcieni tego żalu pisałem w -> tym wejściu.

2/ Strach lub lęk

Naturalna reakcja ludzka w obliczu niepewności. I jeden z podstawowych motorów napędowych inwestorów giełdowych. Często obawa o to, że strata może się pogłębiać wydaje się mniejsza niż jej zamknięcie. Zrealizowany stop-loss to świadomość konieczności podejmowania kolejnych decyzji w środowisku niepewności, a więc obawy o trafność, o własne umiejętności, o skuteczność strategii, i o wiele innych spraw.

W tym kotle emocji i nieustannej presji na zmysły, myśli i odczucia, każdy z nas inaczej odnajduje się ze swoją wrażliwością, znajomością siebie, bagażem doświadczeń, stosunkiem do świata, filozofią życia i przekonaniami. Stosunek do kwestii realizowania stop-lossów jest również czasem kalką naszego podejścia do wielu innych spraw pozafinansowych, typu: tkwienie w toksycznych związkach czy znienawidzonej pracy, niemożności rzucenia palenia czy innych złych nawyków trawiących sumienie i łamiących wiele szczytnych deklaracji. Bierność jest wówczas wynikiem myślenia, że związek sam się ułoży lub partner sam się zmieni, nowa praca sama znajdzie, papierosy nagle przestaną smakować itd. Nie znaczy to jednak od razu, że unikanie stop-lossa i toksyczne środowisko silnie się korelują czy tkwią swymi źródłami u podnóża tych samych przyczyn, choć niejednokrotnie tak właśnie to działa. Wspomniałem o tym głównie dlatego, żeby uświadomić, iż filozofia stop-lossa to nie jest tylko kwestia samej matematyki. To sprawa być może głównie naszej wizji świata, cech charakteru, przekonań, emocjonalnej inteligencji i życiowych doświadczeń oraz szerszej wiedzy.

Z tych wszystkich powodów umiejętność w miarę szybkiego pozbywania się strat jest chyba najtrudniejszą kompetencją, którą trzeba nabyć w inwestowaniu, a przede wszystkim w spekulacji. Dla niektórych to może być niemal kopernikański zwrot życiowy, jakiegoś rodzaju transformacja osobowości. A przynajmniej zasadnicza zmiana nawyków i oczekiwań, a także wyjście ze strefy komfortu, nie da się bowiem jednocześnie podejmować ryzyka i unikać go. Nauka stawiania stop-lossów jest w takim razie ogromnie trudnym zadaniem. Uważam w takim razie, że aby przejść dalej, konieczne było to minimum wiedzy z zakresu naszych psychologicznych słabości i dobrych stron, opisane w skrócie w tym i poprzednim wpisie. Osobiście mogę zresztą wyznać, że wysoko cenię sobie tych, którzy potrafili przełamać w sobie skutecznie opór przed stop-lossami.

W kolejnym odcinku – mechanika stopów.

—kat—

[Głosów:20    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *