Żeby wroga oswoić i nauczyć się z nim żyć, skoro to nieuniknione, należy go dogłębnie poznać.

To samo dotyczy stop-lossa, który wymusza na nas ostatecznie pozbycie się części kapitału przez zamknięcie nietrafionej pozycji ze stratą. Nie jest to oczywiście przyjemne wydarzenie, ale konieczność zarządzania swoimi emocjami oraz ryzykiem w takich chwilach to wymogi tej sztuki, która przy okazji wyznacza klasę inwestora. Zanim podrzucę kilka rad odnośnie tego jak nauczyć się radzić sobie ze stratami, proponuję małą wyprawę w świat psychologii, która przybliży nam wszystkie cechy owego „wroga”. Z tego, co deklarują inwestorzy, wiadomo, że najbardziej cenią sobie właśnie kwestie psychologiczne, jest więc okazja do poobcowania z nimi przez dłuży moment.

Również nieprzekonanych zachęcam do lektury. Zapewne wierzą oni, że bez stop-lossów można z zyskiem, choć nie bez bólu inwestować (sprawdzimy to). W poprzednich 4 wpisach pokazywałem, że w pewnych warunkach da się rzeczywiście ich uniknąć i miałem na myśli pasywne inwestowanie bez zarządzania ryzykiem. W aktywnych strategiach tradingowych prędzej czy później los wymierza jednak za to karę najsurowszą. Chyba, że do dyspozycji posiadamy nieograniczone środki, które pozwolą przeżyć każdego rodzaju obsunięcie kapitału. Jednak sukces w tradingu polega na czymś przeciwnym – harmonijnej symbiozie ze stratami. Niemal wszyscy najwięksi w tej branży swoje triumfy wykuwali w doskonaleniu metod radzenia sobie z okresowymi stratami przy pomocy stop-lossa (polecam serię o Czarodziejach Rynku). Nie ma tu prostszej drogi, która jeszcze pozwoliłaby nadal pozostawać w strefie komfortu, o czym marzy wielu niedoświadczonych traderów. No może poza strategiami arbitrażowymi, jednak takich okazji w zasięgu inwestorów indywidualnych istnieje zdecydowanie niewiele.

Nie jest żadną niespodzianką odkrycie, że niechęć do strat leży w odwiecznej naturze człowieka, nikt przecież nie lubi być pozbawiany czegokolwiek, nie tylko majątku. To generuje nieprzyjemne emocje i wywołuje nie zawsze racjonalne działania i myśli oraz psuje nastroje, które łatwo przenoszą się na otoczenie. Tymczasem w przypadku inwestowania DOBROWOLNIE musimy akceptować możliwość pojawienia się nie tylko okresowych, ale być może i permanentnych strat. Problem w tym, że część wchodzących w inwestowanie nie ma na ten temat żadnych wyobrażeń i wiedzy, inna część ukrywa przed sobą tego rodzaju myśli, mając przekonanie, że albo się to nie zdarzy, albo uda się straty bez większych problemów odrobić. Tymczasem świadome inwestowanie, a tym bardziej trading, jest podjęciem ryzyka, w którym zawsze pojawiają się koszty i nieprzyjemne emocje. Zupełnie jak w każdym innym biznesie, gdzie zanim się wyciągnie trzeba coś włożyć, a być może owo pakowanie środków okaże się długoterminowe lub ciągle powracające, bez gwarancji finalnego zysku.

Tzw. poszukiwacze ryzyka (ang. risk seeking) w takim razie łatwiej się w takim środowisku odnajdą, w przeciwieństwie do tzw. unikaczy ryzyka (risk aversion). Biznesmeni prawdopodobnie szybciej zaakceptują takie warunki tej gry (przykład- trzej bossowi Milionerzy forexowi). Co nie znaczy, że zawsze sobie z tym poradzą. Ale taki podział byłby uproszczeniem. Wiele osób nie gotowych na ryzyko potrafi wydać spore sumy na rzeczy, które mają przynieść im korzyści bardziej duchowe (również z posiadania), nie zawsze adekwatne do poniesionych wkładów. Być może pewnego rodzaju terapia przekonałaby je, że podobnie koszty można ponosić również na giełdzie, z tym, że istnieje duża szansa, że zwrócą się one z nawiązką. Ale oczywiście o ile łatwiej zmierzyć się z wyobraźnią, o tyle trudniej z wiedzą. Przy czym nie każdy musi zaraz zostać spekulantem.

Wracając do strat, które trzeba co jakiś czas zrealizować w tradingu za pomocą stop-lossów: tego nie sposób się nauczyć na żadnych kursach, studiach ani w szkole życia. Dyplom najlepszych nawet uczelni nie pomoże tu za wiele, dlatego w tym biznesie szansę równą mają wszyscy, a czasem wiedza naukowa przegrywa tu z czymś co ogólnie nazywa się inteligencją emocjonalną. Świadome przygotowanie na ryzyko i okresowe straty to jedno, przejście przez ich realne działanie jest dopiero prawdziwą i często jedyną, skuteczną drogą nauki spekulacji. To tak jak zobaczenie z bliska krwi i przystosowanie się do tego widoku jest prawdziwą selekcją wśród adeptów medycyny. Tymczasem jakiś czas temu uświadomiłem sobie z bliska i naocznie pewien fakt: wchodzący do tradingu, a szczególnie forexu, mają problem z utrzymaniem się na rynku, nietolerancją dla strat oraz oporem przed używaniem stop-lossów z bardzo prostego powodu- nigdy wcześniej tego nie praktykowali !!! Tak się po prostu nie da, to nie jest umiejętność, którą można nabyć teoretycznie!

Przedsmak gorzkich pomyłek, jak i pierwsze doświadczenia ze stratami, można natomiast uprzednio przetrenować choćby w grach – strategicznych, internetowych, hazardowych. Wprawdzie szachy czy brydż nie przygotują emocjonalnie na porażki pieniężne, ale poza myśleniem strategicznym są już małym treningiem umiejętności przegrywania, którą tak naprawdę powinniśmy wynieść już z domu rodzinnego. Poker nawet na małe stawki jest już większym przybliżeniem tego jak przełykać gorycz straty, jak wtedy gdy trzeba porzucić rozgrywkę, do której się już coś włożyło, ale karty okazały się zbyt słabe. Nauka blefu niezbyt przyda się na giełdzie, na końcu może się bowiem okazać, że blefujemy jedynie samych siebie. Co najważniejsze – każde tego typu doświadczenie trzeba traktować JAKO LEKCJĘ, w żadnym razie NIE jako porażkę! Mózg i podświadomość są bardzo wrażliwe na to w jakim świetle aplikujemy sobie percepcję świata! Myślenie kategoriami porażek nieuchronnie prowadzi do zaburzeń racjonalności i osobowości w przyszłości.

I sprawa chyba najważniejsza: każdy śmiertelnik, nie wyłączając ekspertów, ma wdrukowany w geny ewolucyjnie ukształtowany błąd poznawczy, który w teorii decyzji czy w finansach behawioralnych nazywa się AWERSJĄ DO STRAT (ang. loss aversion). Wiedzę taką odkrył w 1979 po raz pierwszy i udowodnił w szeregu eksperymentów Noblista Daniel Kahneman wraz z Amosem Tverskim. Efekt ów powoduje, że straty odczuwamy dużo mocniej niż zyski o takim samym nominale, w literaturze tematu pojawia się aż dwukrotna różnica. W wyniku tego człowiek potrafi wiele zrobić i wiele poświęcić by nieproporcjonalnym kosztem uniknąć każdej straty.

Na poziomie podstawowym dotyczy to wszelkich wyborów, w tym finansowych. Większość ludzi gotowa jest dla uniknięcia strat zaakceptować dużo niższe korzyści alternatywnie (np. obligacje zamiast akcji), albo dokonywać racjonalnie niekorzystnych wyborów i podejmować czasem mało rozsądne decyzje, byle odsunąć od siebie wizję strat, a więc i podjęcia ryzyka. Taka już nasza natura, to nie choroba, można nauczyć się z tym żyć i na wiele sposobów łagodzić efekty. Także i w finale tego cyklu mam zamiar dodać małe vademecum tego jak radzić sobie ze stratami i stop-lossami.

Natomiast na poziomie spekulacji, w którą w zasadzie wchodzimy już ze świadomością możliwych strat, które teoretycznie jesteśmy zresztą gotowi akceptować, awersja wspomniana ujawnia się na inne sposoby: łamaniem własnych zasad, opóźnianiem decyzji o zamknięciu stratnej pozycji, racjonalizowaniem rosnącej straty, szukaniem wymówek i głosów analityków, które nas upewnią o braku konieczności uaktywnienia stop-lossa. Repertuar dość szeroki i jakby zgodny z zewami natury. Niekoniecznie jednak racjonalny i korzystny dla inwestora.

Idąc dalej, dodajmy kolejny efekt, będący skutkiem awersji do strat – tzw. efekt dyspozycji (wszystko to mieści się w „teorii perspektywy”, za pomocą której Kahneman ogarnął te zjawiska  -> tutaj ją pokazywałem). Ów efekt można by opisać bardzo prostym i dosadnym wyróżnikiem: „Tnij zyski, pozwól stratom rosnąć”, a więc działaniem całkiem przeciwnym do zalecanego w kanonie spekulacji. Niesymetryczne odczuwanie zysków i strat oraz awersja do tych ostatnich powodują to, że dla uniknięcia pojawiającej się straty jesteśmy gotowi nie tylko na hazardowe zagrywki (ryzykowanie coraz większego obsunięcia gdy rynek nam ucieka), ale też na to, że w pewnym momencie rzucamy ręcznik. Oczywiście nie dosłownie, w skrócie owo zjawisko opisałbym tak: ponieważ strata bardzo gwałtownie robi nam dziurę w emocjach i odczuciach, szybko też przychodzi moment, gdzie zaczyna nam być wszystko jedno czy zwiększy się ona czy nie, każdy kolejny jej przyrost zadaje nam już nieproporcjonalnie wolniej rosnący ból, który najwyższy przyrost odnotował jak tylko “wpadamy pod kreskę”. Odwlekanie więc stop-lossa to oczywista konsekwencja naszych mentalnych i emocjonalnych niedoskonałości, objaw wielu nawarstwiających się zjawisk, zaznaczonych zaledwie wyżej.

Jak widać matka natura i ciocia ewolucja przygotowały nam wiele pułapek. Ale to wcale nie koniec ich kaprysów, których ofiarą pada nasza niechęć do stop-lossa. W związki z czym CDN.

—kat—

[Głosów:68    Średnia:4.5/5]

2 Komentarzy

  1. _dorota

    Przepraszam, że tutaj, ale mam pytanie techniczne dotyczące plików z danymi dostępnych w Bossie, dokładniej plików z danymi end of day dla Metastocka.
    Ostatnie są za 30.03 – nie będziecie już ich udostępniać?

  2. GZalewski

    dorota, mysle ze bylby oficjalny komunikat. To byly jakies przejsciowe, chwilowe techniczne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *